E-mail

English






Wiktor Osiatynski*

Gazeta Wyborcza
15 marca 2008

http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,5025584.html
(bez znaków polskich)

W II RP koncepcja obywatelska, reprezentowana przez Pilsudskiego, ¶cierała się z plemienna, bliższa endecji. W Marcu '68 odżyła koncepcja plemienna

Zastanawiamy sie nad tym, co zostalo w nas z dziedzictwa Marca 1968 r. Dokad przez te 40 lat zaszlismy i co sie zdarzylo po drodze? W co wierzylismy wtedy i jakie mielismy nadzieje? Czego nauczylismy sie wówczas i pózniej, a czego nie? Gdy uzywam zaimka "my", mam na mysli ówczesnych studentów, którzy aspirowali do bycia czescia inteligencji. Samo pojecie "inteligencja" mialo wówczas inny wymiar i inny prestiz spoleczny niz dzisiaj.

Bede poszukiwal odpowiedzi w trzech wymiarach - ludzkim, narodowym i historycznym.

Wymiar ludzki wyraza sie najpelniej w kategoriach krzywdy i tego, jak trzeba bylo sobie radzic z nastepstwami tej krzywdy. Krzywda zostala zadana ludziom mlodym - ich nadziejom, niewinnym pragnieniom, poczuciu sprawiedliwosci i przynaleznosci. Mozna porównac ja tylko z gwaltem, bo panstwo uzylo przemocy fizycznej przeciw mlodym ludziom, którzy otworzyli sie na dobro publiczne i pragneli je urzeczywistniac. Krzywda obejmowala wyrzucenie ze studiów, utrate pracy, zamkniecie w wiezieniu lub zmuszenie do emigracji.

Krzywda zostala wyrzadzona wszystkim - tym, którzy wyjechali, i tym, którzy zostali. Pragne wyrazic szacunek i podziw dla tych, którzy wówczas wyjechali. Do najtrudniejszych doswiadczen nalezy transplantacja kazdej istoty zywej, nawet przesadzenie rosliny do innej gleby. Zwlaszcza wtedy, gdy ze swych korzeni czerpie ona nie tylko soki niezbedne do zycia, ale takze poczucie sensu zycia. A tak wlasnie jest w przypadku inteligencji humanistycznej i artystycznej.

Wyobrazmy sobie, ze z USA nagle zostaja wypedzeni wszyscy imigranci z Polski. Nie z Irlandii czy z Meksyku, a jedynie z Polski. I jedynie dlatego, ze nosza polskie nazwiska albo ze ktos odkryl, ze pod nazwiskiem Mlynar naprawde kryje sie Mlynarz. To wlasnie zrobiono w Polsce w 1968 r. wobec obywateli polskich o korzeniach zydowskich.

Ci, którzy pozostali, byli szykanowani i odtracani, zyli w strachu i niekiedy poczuciu gorszosci. Na kazdym Marzec i jego nastepstwa wypalily niezabliznione pietno. Dla mnie osobiscie Marzec zapoczatkowal trwajace przez cale zycie poczucie odrzucenia i samotnosci. Przezycia Marca uksztaltowaly ogromna czesc mojej tozsamosci - ludzkiej i obywatelskiej.

Naród plemienny

Wymiar narodowy Marca dotyczy tozsamosci. Tozsamosci narodowej pojedynczych ludzi i charakteru narodu, jaki tworzymy. Ten aspekt narodowy stal sie skutkiem Marca, choc nie byl jego przyczyna. Na dziedzincu Uniwersytetu Warszawskiego nie zbieralismy sie w sprawie narodowej, lecz w obronie "Dziadów", przeciw zagrozeniu wolnosci slowa. Sprawe narodowa i "antyzydowska" uczynila z tego partia, milicja, Sluzba Bezpieczenstwa i pozostajaca na ich uslugach prasa.

Obudzili oni wówczas upiora naszej historii. W panstwie wielonarodowym, jakim byla Pierwsza Rzeczpospolita, powstal naród szlachecki, a pózniej obywatelski. W drugiej polowie XIX wieku - bez panstwa, pod zaborami, po przegranym powstaniu - próbowano wlaczyc do narodu prosty lud. Wtedy upowszechniala sie koncepcja narodu, która mozna okreslic jako plemienna. Ktos byl Polakiem nie dlatego, ze byl obywatelem panstwa polskiego, bo tego panstwa nie bylo, ale dlatego, ze mówil po polsku (a nie po niemiecku czy rosyjsku) oraz byl katolikiem (a nie protestantem lub prawoslawnym, jak zaborcy). W II Rzeczypospolitej scieraly sie dwie koncepcje: obywatelska, reprezentowana przez Pilsudskiego, oraz plemienna - blizsza endecji.

Po Marcu '68 odzyla koncepcja plemienna. Wladza zmusila ludzi do wyboru: czy sa Polakami, czy Zydami, a za wielu tego wyboru sama dokonywala. Przedtem, po faszyzmie i po ustawach norymberskich, wydawalo sie, ze takiego wyboru juz nikt nigdy nie bedzie dokonywac. Ze bedzie mozna byc Polakiem pochodzenia zydowskiego, tak jak mozna bylo byc Polakiem pochodzenia niemieckiego (jak Kopernik) lub litewskiego (jak Mickiewicz). Co wiecej, wielu z tych, których postawiono wobec tego wyboru, czulo sie juz tylko Polakami, chcialo nalezec do polskiej inteligencji, zylo polska kultura i pragnelo ja tworzyc. Tymczasem ci, którzy mieli sile, zaczeli decydowac, czy ktos jest Zydem. Ludzie musieli podejmowac wybór, który w tamtych warunkach oznaczal calkowite odciecie sie od korzeni, zerwanie wiezi przyjacielskich, niekiedy rodzinnych i rozpoczecie nowego zycia w nieznanych warunkach. Taki wybór musial stac sie punktem odniesienia na reszte zycia.

Osobiscie w Marcu '68 po raz pierwszy spotkalem sie z wybuchem publicznego antysemityzmu na skale tak masowa. Ale w srodowisku, w jakim sie obracalem - studenckim, naukowym, inteligenckim, pózniej dziennikarskim i wydawniczym - po Marcu moglo sie wydawac, jakby ten problem zlagodnial. Jakby po podjeciu hasel antysemickich przez "Trybune Ludu" i "Zolnierza Wolnosci" wstyd bylo go przejawiac. Przez nastepne 13 lat nie dostrzegalem spolecznego antysemityzmu. Zobaczylem go znów pózna jesienia 1981 r. w gdanskiej hali Oliwia podczas Zjazdu "Solidarnosci". To juz nie byl antysemityzm panstwowy. On znów, jak w latach 40., byl antypanstwowy. Tym razem "prawdziwi Polacy" kierowali go przeciw inteligenckim doradcom "Solidarnosci". Dzis w demokracji, która potrzebuje konfliktów w celu pozyskiwania wyborców, politycy szukaja przeciwników. Niektórzy znajduja Zydów - nawet wówczas, gdy ich nie ma. Zdarzaja sie tez, jak w Marcu '68, dziennikarze i historycy, którzy pomagaja im w tych poszukiwaniach.

Niby wiele sie zmienilo - jest Muzeum Zydów Polskich, moze odbywac sie publiczna debata nad ksiazkami Jana Grossa, które przeciez sie ukazuja, choc 40 lat temu taka dyskusja byla nie do pomyslenia. Ale jednoczesnie podczas tej dyskusji w kosciolach padaja hasla antysemickie. Hierarchia to toleruje, wiec mozna powiedziec, ze antysemityzm nadal jest sposobem myslenia i reagowania przynajmniej czesci Kosciola. Nadal zyjemy z antysemityzmem utajonym, potencjalnym, ujawniajacym sie wówczas, gdy pojawiaja sie leki, urazy albo pokusy wygrywania konfliktów. I tak bedzie, dopóki przywódcy panstwa, twórcy kultury, ludzie mediów, nauczyciele i wychowawcy nie podejma swiadomego wysilku, by przekuc nasz naród plemienny w naród obywatelski.

Nowa misja inteligencji

W wymiarze ideowym i historycznym Marzec byl poczatkiem konca elitaryzmu polskiej inteligencji, wywiedzionego z dworów absolutnych monarchów oswieconych. Elitaryzm ów polegal na przeswiadczeniu, ze elita ludzi wyksztalconych ma prawo do udzialu w decyzjach, a wladza powinna ich sluchac, bo oni wiedza wiecej od innych. W okresie miedzywojennym ten elitaryzm podzielaly oba walczace miedzy soba obozy - endecja i sanacja. Sanacja wpisala nawet ten elitaryzm do konstytucji 1935 r. Mloda inteligencja powojenna szukala dla siebie podobnego miejsca w komunizmie. Za kazdym razem oznaczalo to roszczenie do przywileju - do wplywania na decyzje wladzy, ale tez do materialnych przywilejów zwiazanych z wladza. Byla to filozofia przywilejów dla elit, a nie praw dla wszystkich.

Po 1956 r. zaczelo sie odradzac w Polsce inne rozumienie roli inteligencji, wywodzace sie jeszcze z zaborów. To mianowicie, ze ma ona obowiazek troszczyc sie i wystepowac w obronie racji moralnych oraz ludzi i grup slabszych. Inteligencja powinna reprezentowac ich racje i potrzeby, a korzystajac ze swej wyjatkowej roli w spoleczenstwie - wplywac na wladze. Madra wladza powinna wysluchac inteligencji w tym zakresie. W Marcu okazalo sie, ze wladza nie slucha. Przede wszystkim dlatego, ze ma inne, wlasne cele i potrzeby, a racje moralne sie dla niej nie licza.

Protest marcowy wyplywal z tego obowiazku inteligencji. Nie z dazenia do wladzy, ale z potrzeby obrony wartosci - wolnosci i prawdy. Uzasadnieniem tego protestu bylo poczucie slusznosci i dobra wiara protestujacych, którzy przeciez niczego dla siebie nie chcieli. Argumentem prawnym byla wolnosc slowa i wypowiedzi zawarta w konstytucji socjalistycznego panstwa, lecz nierespektowana przez rzadzacych.

Oczywiscie istnieje wiele pytan o rok 1968, na które wciaz szukamy odpowiedzi. Czy byl to protest tylko inteligencki? Czy rzeczywiscie, jak czesto sie sadzi, robotnicy nie rozumieli, o co chodzi inteligencji (a mogli nie rozumiec, bo po 1956 r. ich wolnosc wypowiedzi nie byla tak silnie krepowana jak nasza). Czy bylo tak, ze studentom i pisarzom chodzilo o wolnosc slowa, a robotnikom o chleb? Stosunkowo niewielkie poparcie inteligencji dla strajków robotniczych na Wybrzezu w 1970 r. mogloby wskazywac, ze tak wlasnie bylo.

Przelom nastapil po 1976 r. Wtedy to inteligencja - bogatsza o doswiadczenia Marca '68 i Grudnia '70 - zdecydowala sie pomóc robotnikom: prawnie, finansowo, swoja wiedza. Przekonala przywódców robotniczych, ze nie ma chleba bez wolnosci. Pokrywalo sie to z ofensywa praw czlowieka na swiecie. W Polsce ruch ten umocnily takie wydarzenia jak wizyta prezydenta Cartera w 1977 r., wybór Karola Wojtyly na papieza w 1978 r. i jego pielgrzymka do Polski w rok pózniej.

W 1980 r. doszlo do zdarzenia niebywalego: oto strajkujacy robotnicy oglosili postulaty, na których czele znalazly sie zadania praw politycznych, a pózniej uchwalili "inteligencki" program "Solidarnosci". Przelom polegal na tym, ze inteligencja odstapila od zadania przywilejów dla siebie na rzecz domagania sie praw dla wszystkich, a lud zamiast lask zaczal tez domagac sie praw.

Inteligencja podjela nowa misje - juz nie udzialu we wladzy, lecz, jak w czasach zaborów, dzialania w spoleczenstwie. Jako sily wspóltworzacej niezalezne spoleczenstwo, i to razem z tym spoleczenstwem, a nie tylko dla niego. Lata 80. to okres pelnienia tej wlasnie misji, która koncentrowala sie na organizowaniu pomocy, niesieniu prawdziwych informacji, ograniczaniu skutków przemocy oraz krytykowaniu wladzy. Niezalezne spoleczenstwo bylo tak skuteczne, ze w sprzyjajacej konstelacji miedzynarodowej i gospodarczej rozmylo wladze, a pózniej ja przejelo.

Czy naprawde przegralismy?

I wtedy inteligencja przegrala. Przegrala, bo choc umiala protestowac, to nie umiala poruszac sie w swiecie interesów, kompromisów, szukania poparcia, schlebiania gustom wyborców. W swiecie, w którym mniej sie liczy racja, a bardziej poklask. Nie nadawalismy sie do tego i nasza reprezentacja polityczna przegrala.

Ale czy naprawde przegralismy? Jesli spojrzec na efekty reform, na to, jak zmienila sie Polska - nie byla to przegrana. Najwazniejsze wydaje sie to, ze po politycznej przegranej czesc inteligencji znów odgrywa role krytyczna wobec wladzy i panstwa - zwlaszcza gdy staje sie ono nieprzyjazne ludziom, naduzywa wladzy, klamie, falszuje historie, zagraza wolnosci albo po prostu budzi odraze i sprzeciw moralny.

Tak wlasnie bylo w latach 2005-07, gdy inteligencja spelnila te sama role, co w Marcu i po Marcu. Protest wynikal z troski o stan spoleczenstwa i panstwa oraz z poczucia racji moralnej. Przyjmowal tez podobne srodki, choc tym razem w warunkach wolnosci slowa, prasy, wypowiedzi i zgromadzen. To wlasnie slowem, obywatelskimi raportami o stanie spraw w panstwie, akcjami protestu, podpisami pod listami otwartymi udalo sie zdelegitymizowac rzad, który znów stwarzal zagrozenie dla wolnosci.

Wypada zauwazyc, ze zrobili to w ogromnej mierze ci sami ludzie, którzy po raz pierwszy weszli na te droge w Marcu '68. To wlasnie wtedy zaczeli sie tego uczyc. Mam nadzieje, ze tym idealom bedziemy wierni takze w przyszlosci i nie zapomnimy dokonan naszym nauczycieli. Starszych, wrazliwszych i bardziej doswiadczonych, jak Jacek Kuron i Karol Modzelewski. A takze mlodszych, ale odwazniejszych, jak Adam Michnik, Henryk Szlajfer, ich kolezanki i koledzy. Dziekuje Wam wszystkim.

* Prof. Wiktor Osiatynski - ur. 1945, prawnik konstytucjonalista i socjolog, profesor Uniwersytetu Srodkowoeuropejskiego w Budapeszcie. Dzialacz na rzecz obrony praw czlowieka

Artykul jest nieco zmieniona wersja wystapienia Wiktora Osiatynskiego podczas sesji "40 lat pózniej. Marzec 1968-2008". Zorganizowaly ja 8-9 marca br. Uniwersytet Warszawski i "Otwarta Rzeczpospolita" - Stowarzyszenie Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii. Stowarzyszeniu dziekujemy za wyrazenie zgody na druk tekstów wystapien Wiktora Osiatynskiego i Tadeusza Mazowieckiego.

"Otwarta Rzeczpospolita" i emigranci z 1968 r.

"Otwarta Rzeczpospolita" i Zarzad Zwiazku Gmin Wyznaniowych Zydowskich w RP, apelujac niedawno do szefa MSWiA Grzegorza Schetyny, doprowadzily do wydania przez niego wojewodom instrukcji, dzieki której "emigranci marcowi" nie powinni juz miec problemów z potwierdzaniem przez wojewodów posiadania polskiego obywatelstwa. Minister uznal akty zrzeczenia sie obywatelstwa za niewazne, poniewaz dokonane zostaly pod przymusem

-- No virus found in this incoming message. Checked by AVG. Version: 7.5.519 / Virus Database: 269.21.7/1331 - Release Date: 3/16/2008 10:34 AM