E-mail

English






Ludwika Włodek-Biernat
Gazeta Wyborcza
15 kwietnia 2008

Historia jest pełna paradoksów. Jednym z naszych bliższych przyjaciół w Unii Europejskiej są Niemcy. Drugi taki przyjaciel to Polska - mówi prof. Szlomo Avineri z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie*

Ludwika Włodek-Biernat: Jak wynika z zapewnień premiera Tuska, który ostatnio odwiedził Izrael, Polska jest wielkim przyjacielem i strategicznym partnerem pana kraju. Czy tak samo to wygląda z izraelskiej perspektywy?

Szlomo Avineri: Stosunki polsko-izraelskie zawsze mają dwa wymiary - historyczny, związany z pamięcią, oraz polityczno-strategiczny dotyczący dnia dzisiejszego.

Historyczny wymiar po obu stronach obciążony jest trudnymi zaszłościami, które nie ułatwiają wzajemnych relacji. Obie strony nie tylko inaczej patrzą na historię Holocaustu, ale także np. na historię II RP.

Za PRL różnice w pamięci historycznej nie tylko nie były dyskutowane w relacjach wzajemnych, ale także w samej Polsce, wśród Polaków. Na szczęście w ostatnich latach i w Izraelu, i w Polsce wiele zrobiono, by lepiej zrozumieć drugą stronę.

A strategiczny wymiar jest ważny dla obu stron. Polska i Izrael są bliskimi sojusznikami USA. W Izraelu ze względów bezpieczeństwa kładziemy największy nacisk na stosunki z Ameryką, bo ona jest głównym graczem w konflikcie arabsko-izraelskim. Wielu Izraelczyków nie zdaje sobie sprawy ze wspólnoty interesów, jaka łączy nas z Polską. To się jednak powoli zmienia i wizyta Tuska też miała w tym swój udział.

To tym ważniejsze, że w czasie poprzednich polskich rządów słychać było głosy, które ten historyczny wymiar naszych stosunków utrudniały.

Chodzi panu o ministra Giertycha?

- Pomińmy to, to już przeszłość.

Także nasz poprzedni rząd był bardzo proizraelski.

- Nie mam co do tego wątpliwości. Proizraelskość poprzedniego rządu wynikała z jego proamerykańskości. Ale wymiar historyczny wpływa na wymiar polityczny. Dlatego teraz z nowym polskim rządem, który zdecydowanie odcina się od antysemickich ugrupowań, łatwiej będzie umacniać sojusz polityczny.

Na czym to strategiczne partnerstwo miałoby polegać? Mówi się np. o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa.

- Wiem, że współpracujemy w dziedzinie bezpieczeństwa, ale ja się na tym nie znam, a poza tym uważam, że im mniej o tym się mówi, tym lepiej.

Najwięcej pracy wymagają stosunki na poziomie społeczeństwa obywatelskiego. Historia jest pełna paradoksów, jednym z naszych bliższych przyjaciół w UE są Niemcy. Drugi taki przyjaciel to Polska.

Tylko że nad pojednaniem izraelsko-niemieckim pracowano kilkadziesiąt lat. Niemcy zainwestowały w to wiele dobrej woli. Zbudowano sieć relacji międzyludzkich: wymiany młodzieży, studentów, pisarzy, nauczycieli, programy miast bliźniaczych. To kosztowało dużo wysiłku politycznego, a także dużo pieniędzy.

Młodzi Izraelczycy i młodzi Polacy też powinni się spotykać, zobaczyć, jak dziś ludzie żyją w tym drugim kraju, dyskutować o sprawach z przeszłości, ale odnosić je do dnia dzisiejszego.

Skoro udało się z Niemcami, dlaczego nie miałoby się udać z Polską.

Do Polski co roku przyjeżdżają tysiące młodych Izraelczyków. Odwiedzają tylko obozy zagłady, nie mają żadnego kontaktu z polską młodzieżą.

- To jest uprawniona krytyka. Ale odpowiem tak: te wizyty są częścią izraelskiego programu, który ma zapoznać młodzież naszego kraju nie z Polską, ale z koszmarną historią nazizmu. Który nieszczęśliwie i zupełnie niezależnie od Polski rozgrywał się na jej ziemiach. To nie ma nic wspólnego z dwustronnymi stosunkami polsko-izraelskimi.

Ale czy nie należałoby wykorzystać tych wyjazdów także do tego, by Polska przestała się w Izraelu kojarzyć wyłącznie z miejscami Zagłady?

- Jeszcze raz powtarzam: oni nie przyjeżdżają, by zwiedzać Polskę. Oni przyjeżdżają do Auschwitz, gdzie wymordowano milion Żydów. Może to zbyt mocny pomysł, ale to temat na inną dyskusję. Może należałoby program tych wyjazdów wzbogacić o jakieś punkty dotyczące Polski. Boję się tylko, że byłoby to trudne do zorganizowania, zarówno technicznie, jak i intelektualnie.
Zgadzam się, że te wycieczki młodych Izraelczyków do Polski czasem są problematyczne. Nie można nimi zastąpić polsko-izraelskiej sieci budowania kontaktów międzyludzkich. One należą do innego porządku.

Proszę zauważyć, jak mało grup polskiej młodzieży odwiedza Izrael. Dlaczego nie ma umowy między np. Krakowem i Tel Awiwem o wymianie uczniów, studentów? Wiem, to kosztuje dużo pieniędzy po obu stronach, ale musimy te pieniądze znaleźć.

*Szlomo Avineri urodził się w 1933 r. w Bielsku-Białej, od 1939 mieszka w Izraelu. Jest profesorem politologii na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie