E-mail

English






Chmielnik odzyskuje część dziedzictwa

11.06.2008/JS

Arkadiusz Stempin, Czy nalezy bac sie Strachu?,

Znak 6 (637), czerwiec 2008, s. 126-132.

znak.org.pl/index.php?t=przeglad&id=3453

Wazniejsze niz samo kontynuowanie intelektualnej debaty na temat Strachu jest dotarcie do obojetnych wobec niej mas, skrytych za zawoalowanym w Polsce antysemityzmem. Dotarcie na poziom malych, lokalnych spolecznosci.

Po raz drugi - po Sasiadach - Jan Tomasz Gross wsadzil kij w mrowisko, wywolal medialna burze, ale i sprowokowal rzeczowa debate. W swojej nowej ksiazce Gross posadzil polski naród na lawie oskarzonych, zarzucajac mu swiadoma biernosc wobec dokonujacego sie podczas wojny Holokaustu. Zródlem takiej postawy byl, jego zdaniem, antysemityzm, który - kiedy tylko zabraklo niemieckiego okupanta - po roku 1945 wybuchl w Polsce w postaci indywidualnych aktów gwaltu i zbiorowych pogromów. W ten sposób Gross wywolal do tablicy zarliwych obronców tozsamosci narodowej, opartej na literaturze romantyczej i 200-letniej tradycji powstanczej: od zrywu kosciuszkowskiego po szlachetne bohaterstwo podczas II wojny swiatowej czy narodziny Solidarnosci.

W kazdym z europejskich krajów konfrontacja dumnego z siebie, patriotycznego spoleczenstwa z godzacym w jego dobre imie i samopoczucie zarzutem niedoskonalosci wywolywala podobne reakcje obronne.

W 1993 roku do swiadomosci wielu Szwajcarów nie chcialo sie przebic przekonanie o uwiklaniu przedmiotu ich dumy narodowej - banków - we wspólprace z rezimem Hitlera. Rok wczesniej w Hiszpanii - przy okazji 500. rocznicy odkrycia Ameryki - wybuchl narodowy spór o wielkosc wlasnej nacji w swietle dokonanych odkryc geograficznych i o jej niedoskonalosc w kontekscie podboju kontynentu poludniowoamerykanskiego. Podobny charakter mialy narodowe debaty w Belgii i Szwecji, biorace na cel wlasna role jako kolonialnej metropolii (tej ostatniej - wobec Norwegii). We Francji, która wprawdzie oddala pod narodowy osad kolaboracyjny rzad Vichy i rozliczyla sie z ponura przeszloscia, do dzis brak prac historycznych, podejmujacych problem zaangazowania sie francuskich Alzatczyków i Luksemburczyków po stronie Hitlera w 1940 roku. W samych Niemczech broniono sie jak przed szarancza wobec oskarzen Daniela Goldhagena, szermujacego teza, iz Holokaust byl produktem nie narodowego socjalizmu, tylko rezultatem zwierzecego antysemityzmu calego narodu teutonskiego.

We wszystkich tych krajach spory te ostatecznie zaowocowaly weryfikacja "nieskazitelnej"       dotad narodowej przeszlosci w kolektywnej pamieci historycznej.

Powyzsze debaty toczyly sie jednak w bardziej od dzisiejszego sprzyjajacym klimacie historycznym. Od kilku lat bowiem narasta w Europie renesans emocji narodowych. Migracja na Stary Kontynent z krajów arabskich i coraz to nowe strzelajace w góre minarety w panoramie europejskich miast wywoluja odruchy obronne w postaci dowartosciowania pojecia narodu. We Francji retoryke Le Pena usalonowia Sarkozy. W Holandii, po politycznych morderstwach prawicowego polityka Pima Fortuyn'a i rezysera filmowego Theo van Gogha, liberalne i otwarte spoleczenstwo przyznaje sie oficjalnie do tego, ze odczuwa "marokanskie zagrozenie". W zjednoczonych Niemczech urodzone juz po wojnie demokratyczne pokolenie rehabilituje na naszych oczach kategorie dumy narodowej.     

Do tradycji i mysli narodowej nawiazywaly w Polsce rzady PiS-owskie.

Przez kraj przelewala sie fala urzedowych defilad, swietowanych rocznic, nowo otwieranych muzeów, dyskretnie sterowanych sympozjów naukowych (jak chocby w koncu marca 2007 - o Powstaniu Warszawskim). Polityka historyczna rzadu szla w parze z nasileniem sie w spoleczenstwie postaw konswerwatywnych, nietolerancyjnych, bedacych naturalnym paliwem dla prawicy. W ostatnich latach wzrósl wskaznik antysemityzmu, podobnie zreszta jak w wiekszosci krajów Unii Europejskiej (najwyzszy przypada na Hiszpanie, gdzie wspólnota zydowska stanowi zaledwie 0,03% calej populacji).

W Bilgoraju prawicowi radni burza sie przeciwko nadaniu jednej z ulic imienia Singera - rzekomo "pornografa" - laureata literackiego Nobla z 1978 roku, który mieszkal w tym miescie do roku 1922.

Nie sa to jednak postawy i tendencje wylaczne. Sztuki Isaaca Singera sa przeciez grywane w miastach calej Polski. Ba, w Zamosciu odslonieto pomnik króla Dawida. Trzymajacy w reku harfe psalmista przypomina, ze Zamosc byl wspólnym miejscem zamieszkania dla róznych narodowosci i wspólnot religijnych. W Krakowie czerwcowy festiwal na Kazimierzu jest kulturowym magnesem dla tysiecy Polaków. W calym kraju powstaja liczne wydawnictwa zydowskie.

Nowe pokolenie Polaków w wiekszosci jest wolne od resentymentów antysemickich. Ale znowóz nie cale. Zaswiadczaja o tym napisy na przystankach tramwajowych, na murach i osiedlach.

Wyjasniajac przejawy agresji Polaków wobec Zydów tuz po wojnie, Jan Tomasz Gross przywdziewa bardziej toge moralnego sedziego niz szate historyka. Niewykluczone, ze kryje sie w tym pewien rodzaj moralnej sytysfakcji. Bo oto emigrantowi z 1968 roku udalo sie przylapac bohatersko-meczenski naród polski na zamaskowaniu prawdy. Z kolei zwolennicy Grossa - inteligencja - poczuli nowa szanse medialnego i rzeczywistego zaistnienia w spoleczenstwie wolnorynkowym, na które po 1990 roku stracili wplyw. Jak przed przelomem inteligencja odnalazla sie w roli demaskatora wad narodowych. Tyle ze - nie baczac na wysoka pozycje Strachu na liscie najlepiej sprzedawanych ksiazek -       wiekszosc spoleczenstwa na to zupelnie nie zareaguje. Debate       na intelektualnych szczytach ominie szerokim lukiem. Nie wezmie       Strachu do reki, nie zjawi sie na zadnych historycznych sympozjach.       I obojetnie przejdzie obok antysemickiego napisu na murze,       na przystanku czy stadionie (na przyklad: ,,Cracovia Zydy").     

Intelektualna debate o wspólczesna tozsamosc Polaków z jej antysemickim       historycznym kontrapunktem trzeba w roku 2008 kontynuowac.       Antyjudaizm religijny i antysemityzm w Polsce porozbiorowej i przedwojennej       sa niezaprzeczalnym historycznym faktem.

Wysilki ratowania Zydów podczas wojny nie sa tu kontrargumentem. Nie kto to inny, jak tylko uwieziony w dokrynie Kosciola przedsoborowego oraz w "racji stanu" II Rzeczypospolitej o. Maksymilan Kolbe oddal sie z zapalem programowi "odzydowienia" Polski. Jak wielu innych tak i on rozumowal, ze dopóki Zydzi nie zanurza glowy w chrzcielnicy, tak dlugo pozostana (ekonomiczna) rysa na ciele polskiego narodu. To mu nie przeszkodzilo jednak w 1940 roku w Niepokalanowie zainicjowac akcji charytatywnej na rzecz Zydów i udzielac przesladowanym schronienia w klasztorze.     

Istotniejsze jednak niz samo kontynuowanie intelektualnej debaty       jest dotarcie do obojetnych wobec niej mas, skrytych za       zawoalowanym w Polsce antysemityzmem. Dotarcie na poziom malych,       lokalnych spolecznosci.

Tak jak udalo sie to chociazby w Chmielniku.

Chmielnik to czterotysieczne miasteczko, odlegle 120 kilometrów od Krakowa. Wypelnione w lecie budki z piwem zaswiadczaja o wysokim tu bezrobociu. Nad miastem góruje barokowy kosciól. W jego cieniu rzuca sie w oczy restauracyjny szyld: ,,Cymes". To jedyna w województwie swietokrzyskim knajpa z zydowska kuchnia. W odpowiedniej odleglosci od kosciola Swietej Trójcy stoi podniszczona synagoga z czterospadzistym dachem. Na uroczym, schludnym ryneczku wzrok przykuwa stylizowany pomnik Nike z Samotraki wzniesiony ku czci poleglych w II wojnie.

Przed wojna Chmielnik liczyl 10 tys. mieszkanców, z tego az 8 tys. wyznania mojzeszowego. Dzis nie ma juz ani jednego. Ale lokalna spolecznosc w wiekszosci prostych ludzi "oddolnie" wlaczyla do kolektywnej pamieci miasta zyjacych tu kiedys Zydów. Co wiecej, na kanwie jubileuszu 450-lecia uzyskania praw miejskich burmistrz, choc nie bez obaw, odwazyl sie zorganizowac tu Zydowskie Dni Kultury. Chcial w ten sposób oddac hold przodkom, którzy przed nim zasiadali w miejskiej radzie, sprawujac glównie funkcje skarbników i sekretarzy, "bo burmistrzem zawsze byl Polak" - dodaje. Od tej pory swieto polsko-zydowskie zadomowilo sie na stale w kulturalnym repertuarze miasta. Bez udzialu znanych, ale przyjezdnych artystów. Bo zydowska przeszlosc jest w Chmielniku rekonstruowana wylacznie lokalnymi silami.     

Do tego przedsiewziecia wlaczyl sie równiez miejscowy proboszcz.       W barokowym kosciele rokrocznie rozbrzmiewa kadisz w jidysz i       po hebrajsku. I jest odprawiana msza swieta w intencji bylych       zydowskich sasiadów.

,,Bez polityki i ideologii" - tlumaczy proboszcz i dodaje: ,,Bo to jest normalny ludzki odruch, zeby pamietac o naszych dawnych wspólmieszkancach".

W Chmielniku to ,,odgrzebywanie pamieci" zaczeto od szperania w zródlach, wyciagania informacji od starszego pokolenia, czytania starych pamietników i dzienników, zeby dowiedziec sie, jak toczylo sie tu zwyczajne zydowskie zycie, jak wygladal zydowski targ, sklepy, domy. W odslaniajacej sie przed mieszkancami historycznej panoramie miasta zakotlowalo sie od zydowskich garbarzy, szewców, kupców drzewem i hodowców gesi. Nierzadko pamiec polskich mieszkanców Chmielnika zawiodla ich prosto pod zydowski dach, splatajac ich indywidualne losy z nacja zydowska. Sedziwy Kazimierz Górski wspomina: ,,Mój ojciec uczyl sie na krawca u Zyda. A potem jego zona dogryzala mu: "Papa szyje tak, ze material sie rwie, ale guzik zostaje"". A inny mieszkaniec Chmielnika, 75-letni Kazimierz Stradomski, przyznaje: ,,Kiedy jechalem ze stryjkiem furmanka, Zyd byl tym, który wyszedl na ulice i pozdrowil, mówiac: "dzien dobry panie Konarzewski". Jakiz sklepikarz wygramoli sie dzis na ulice, zeby sie przywitac?". Waldemar Kwiatkowski, jeden z ,,motorów" Dni Kultury, uswiadomil sobie natomiast, jak to w trzecim pokoleniu jest bezposrednio uczniem zydowskich muzykantów, których kapele przygrywaly na katolickich weselach chmielnickich, ,,Skladajac sie nieodlacznie z akordeonu, klarnetu, skrzypiec i bebna. I wygrywajac hitowa wówczas polke-szabasówke".

Album o chmielnickich Zydach, napisany przez miejscowego archiwiste, stal sie duma mieszkanców miasteczka. Bogatego materialu zdjeciowego dostarczyl Zwiazek Zydów z Chmielnika w Izraelu, z którym miasto nawiazalo oficjalna wspólprace. W ubieglym roku album zostal nawet przetlumaczony na angielski. Odwiedziny Zydów z Izraela sluza pojednaniu i sa lekcja wzajemnej tolerancji. Podczas Dni Kultury Zydowskiej cale miasteczko staje na nogach. Na teatralnej scenie na plycie rynku grane sa przez uczniów zydowskie przedstawienia. Z restauracji ,,Cymes" unosza sie aromatyczne zapachy kugla i duszonego czulentu, przyrzadzonego z koszernego miesa z fasola lub czesto z ciecierzyca.

Dzieki indywidualnie nabytej wiedzy dzisiejsi mieszkancy Chmielnika anonimowa i amorficzna zydowska przeszlosc miasta zapelniaja emocjonalnym polorem. Bo orientuja sie juz, jak przykladowo w latach 20. ubieglego stulecia spolecznosc zydowska powoli odchodzila od religijnej ortodoksji w strone ruchów syjonistyczych i komunistycznych. I ze w ich miescie liczba zydowskich biedaków przewyzszala liczbe zamoznych Zydów, gdyz w odnalezionych protokolach gminy zydowskiej wiecej figuruje zwolnionych od placenia skladek nedzarzy niz uiszczajacych je czlonków. Album nie przemilcza tez mniej idyllicznych aspektów wspólnej przeszlosci dwóch spolecznosci: polskiej i zydowskiej. I rejestruje okres II wojny swiatowej, podczas której bohaterskie postawy Polaków zlewaly sie z niechlubnym szmalcownictwem. Pismienne swiadectwa historyczne okazaly sie dla mieszkanców Chmielnika dodatkowo impulsem do odkurzenia indywidualnej pamieci, w której zakodowane sa takze ostatnie chwile miejscowego getta.     

Kazimierz Stradomski przypomina sobie, jak ,,Polacy po wywózce Zydów       demolowali ich domy, szukajac tam cennych skarbów. I to nie baczac na to,       ze Niemcy strzelali do kazdego, kto wpadl im podczas pladrowania w rece".

Przed dwoma laty, przy udziale niemal kompletu mieszkanców miasta, odslonieto tablice pamiatkowa - w holdzie obydwu zyjacym tu ongis nacjom. Obecnie konserwuje sie plyty nagrobne na zydowskim cmentarzu.

Przyklad Chmielnika zaraza. Pobliskie miejscowosci: Pinczów, Raków, Szydlów, chca pójsc jego sladem. Nawet burmistrz Kielc zjawil sie tutaj i mysli o zorganizowaniu podobnego festiwalu.

Idea rodem z Chmielnika nie tylko eliminuje w zarodku antysemicki wirus, ale tworzy spoleczenstwo obywatelskie, odporne na propagande populistów. U samej jego podstawy lezy mocne jak skala wyznanie jednej z mieszkanek Chmielnika: Wraz z eksterminacja 3,5 miliona Zydów Polacy raz na zawsze utracili czesc swojego dziedzictwa. Nasz kraj stal sie homogenny, co my dopiero teraz po latach staramy sie to jakos pojac. Zydzi nie zapelnia juz polskiej ziemi. Ale my mozemy byc dumni, ze kiedys tu razem z nami mieszkali. To jedyna szansa, by zachowac nasza tozsamosc, polska tozsamosc. Jako naród nie istniejemy bez Zydów. Kropka!

Jezeli wspólczesni Polacy - lub przynajmniej ich wiekszosc - beda zdolni do zaakceptowania tych slów, palka moralna wypadnie z reki Grossa. Poszerzenie kolektywnej wiedzy o polsko-zydowskim sprzezeniu i empatyczne oddanie holdu niezyjacym sasiadom na poziomie lokalnych spolecznosci uczyni nas spoleczenstwem dojrzalszym.

ARKADIUSZ STEMPIN, dr, historyk i politolog, pracownik

Albert-Ludwigs-Universität Freiburg. Wydal m.in.: Deutschland und Polen in schweren Zeiten 1934-1990 (Poznan 2004); Das Maximilian-Kolbe-Werk. Wegbereiter in der deutsch-polnischen Aussöhnung (Paderborn-Zürich-Wien 2006).

Dziekujemy redakcji miesiecznika ZNAK za zgode na zamieszczenie tekstu na stronie FORUM.

Arkadiusz Stempin, Czy nalezy bac sie Strachu?, Znak 6 (637), czerwiec 2008, s. 126-132.

Istotniejsze niz samo kontynuowanie intelektualnej debaty na temat Strachu jest dotarcie do obojetnych wobec niej mas, skrytych za zawoalowanym w Polsce antysemityzmem. Dotarcie na poziom malych, lokalnych spolecznosci.

http://www.forum-znak.org.pl/gfx/foto/b-chmielnik2.jpg

Synagoga w Chmielniku / fot. Internet

Po raz drugi - po Sasiadach - Jan Tomasz Gross wsadzil kij w mrowisko, wywolal medialna burze, ale i sprowokowal rzeczowa debate. W swojej nowej ksiazce Gross posadzil polski naród na lawie oskarzonych, zarzucajac mu swiadoma biernosc wobec dokonujacego sie podczas wojny Holokaustu. Zródlem takiej postawy byl, jego zdaniem, antysemityzm, który - kiedy tylko zabraklo niemieckiego okupanta - po roku 1945 wybuchl w Polsce w postaci indywidualnych aktów gwaltu i zbiorowych pogromów. W ten sposób Gross wywolal do tablicy zarliwych obronców tozsamosci narodowej, opartej na literaturze romantyczej i 200-letniej tradycji powstanczej: od zrywu kosciuszkowskiego po szlachetne bohaterstwo podczas II wojny swiatowej czy narodziny Solidarnosci.

W kazdym z europejskich krajów konfrontacja dumnego z siebie, patriotycznego spoleczenstwa z godzacym w jego dobre imie i samopoczucie zarzutem niedoskonalosci wywolywala podobne reakcje obronne.

W 1993 roku do swiadomosci wielu Szwajcarów nie chcialo sie przebic przekonanie o uwiklaniu przedmiotu ich dumy narodowej - banków - we wspólprace z rezimem Hitlera. Rok wczesniej w Hiszpanii - przy okazji 500. rocznicy odkrycia Ameryki - wybuchl narodowy spór o wielkosc wlasnej nacji w swietle dokonanych odkryc geograficznych i o jej niedoskonalosc w kontekscie podboju kontynentu poludniowoamerykanskiego.

Podobny charakter mialy narodowe debaty w Belgii i Szwecji, biorace na cel wlasna role jako kolonialnej metropolii (tej ostatniej - wobec Norwegii). We Francji, która wprawdzie oddala pod narodowy osad kolaboracyjny rzad Vichy i rozliczyla sie z ponura przeszloscia, do dzis brak prac historycznych, podejmujacych problem zaangazowania sie francuskich Alzatczyków i Luksemburczyków po stronie Hitlera w 1940 roku. W samych Niemczech broniono sie jak przed szarancza wobec oskarzen Daniela Goldhagena, szermujacego teza, iz Holokaust byl produktem nie narodowego socjalizmu, tylko rezultatem zwierzecego antysemityzmu calego narodu teutonskiego.     

We wszystkich tych krajach spory te ostatecznie zaowocowaly weryfikacja "nieskazitelnej"       dotad narodowej przeszlosci w kolektywnej pamieci historycznej.

Powyzsze debaty toczyly sie jednak w bardziej od dzisiejszego sprzyjajacym klimacie historycznym. Od kilku lat bowiem narasta w Europie renesans emocji narodowych. Migracja na Stary Kontynent z krajów arabskich i coraz to nowe strzelajace w góre minarety w panoramie europejskich miast wywoluja odruchy obronne w postaci dowartosciowania pojecia narodu. We Francji retoryke Le Pena usalonowia Sarkozy. W Holandii, po politycznych morderstwach prawicowego polityka Pima Fortuyn'a i rezysera filmowego Theo van Gogha, liberalne i otwarte spoleczenstwo przyznaje sie oficjalnie do tego, ze odczuwa "marokanskie zagrozenie". W zjednoczonych Niemczech urodzone juz po wojnie demokratyczne pokolenie rehabilituje na naszych oczach kategorie dumy narodowej.     

Do tradycji i mysli narodowej nawiazywaly w Polsce rzady PiS-owskie.

Przez kraj przelewala sie fala urzedowych defilad, swietowanych rocznic, nowo otwieranych muzeów, dyskretnie sterowanych sympozjów naukowych (jak chocby w koncu marca 2007 - o Powstaniu Warszawskim). Polityka historyczna rzadu szla w parze z nasileniem sie w spoleczenstwie postaw konswerwatywnych, nietolerancyjnych, bedacych naturalnym paliwem dla prawicy. W ostatnich latach wzrósl wskaznik antysemityzmu, podobnie zreszta jak w wiekszosci krajów Unii Europejskiej (najwyzszy przypada na Hiszpanie, gdzie wspólnota zydowska stanowi zaledwie 0,03% calej populacji).

W Bilgoraju prawicowi radni burza sie przeciwko nadaniu jednej z ulic imienia Singera - rzekomo "pornografa" - laureata literackiego Nobla z 1978 roku, który mieszkal w tym miescie do roku 1922.

Nie sa to jednak postawy i tendencje wylaczne. Sztuki Isaaca Singera sa przeciez grywane w miastach calej Polski. Ba, w Zamosciu odslonieto pomnik króla Dawida. Trzymajacy w reku harfe psalmista przypomina, ze Zamosc byl wspólnym miejscem zamieszkania dla róznych narodowosci i wspólnot religijnych. W Krakowie czerwcowy festiwal na Kazimierzu jest kulturowym magnesem dla tysiecy Polaków. W calym kraju powstaja liczne wydawnictwa zydowskie.

Nowe pokolenie Polaków w wiekszosci jest wolne od resentymentów antysemickich. Ale znowóz nie cale. Zaswiadczaja o tym napisy na przystankach tramwajowych, na murach i osiedlach.

Wyjasniajac przejawy agresji Polaków wobec Zydów tuz po wojnie, Jan Tomasz Gross przywdziewa bardziej toge moralnego sedziego niz szate historyka. Niewykluczone, ze kryje sie w tym pewien rodzaj moralnej sytysfakcji. Bo oto emigrantowi z 1968 roku udalo sie przylapac bohatersko-meczenski naród polski na zamaskowaniu prawdy. Z kolei zwolennicy Grossa - inteligencja - poczuli nowa szanse medialnego i rzeczywistego zaistnienia w spoleczenstwie wolnorynkowym, na które po 1990 roku stracili wplyw. Jak przed przelomem inteligencja odnalazla sie w roli demaskatora wad narodowych. Tyle ze - nie baczac na wysoka pozycje Strachu na liscie najlepiej sprzedawanych ksiazek -       wiekszosc spoleczenstwa na to zupelnie nie zareaguje. Debate       na intelektualnych szczytach ominie szerokim lukiem. Nie wezmie       Strachu do reki, nie zjawi sie na zadnych historycznych sympozjach.       I obojetnie przejdzie obok antysemickiego napisu na murze,       na przystanku czy stadionie (na przyklad: ,,Cracovia Zydy").     

Intelektualna debate o wspólczesna tozsamosc Polaków z jej antysemickim       historycznym kontrapunktem trzeba w roku 2008 kontynuowac.       Antyjudaizm religijny i antysemityzm w Polsce porozbiorowej i przedwojennej       sa niezaprzeczalnym historycznym faktem.

Wysilki ratowania Zydów podczas wojny nie sa tu kontrargumentem. Nie kto to inny, jak tylko uwieziony w dokrynie Kosciola przedsoborowego oraz w "racji stanu" II Rzeczypospolitej o. Maksymilan Kolbe oddal sie z zapalem programowi "odzydowienia" Polski. Jak wielu innych tak i on rozumowal, ze dopóki Zydzi nie zanurza glowy w chrzcielnicy, tak dlugo pozostana (ekonomiczna) rysa na ciele polskiego narodu. To mu nie przeszkodzilo jednak w 1940 roku w Niepokalanowie zainicjowac akcji charytatywnej na rzecz Zydów i udzielac przesladowanym schronienia w klasztorze.     

Istotniejsze jednak niz samo kontynuowanie intelektualnej debaty       jest dotarcie do obojetnych wobec niej mas, skrytych za       zawoalowanym w Polsce antysemityzmem. Dotarcie na poziom malych,       lokalnych spolecznosci.

Tak jak udalo sie to chociazby w Chmielniku.

Chmielnik to czterotysieczne miasteczko, odlegle 120 kilometrów od Krakowa. Wypelnione w lecie budki z piwem zaswiadczaja o wysokim tu bezrobociu. Nad miastem góruje barokowy kosciól. W jego cieniu rzuca sie w oczy restauracyjny szyld: ,,Cymes". To jedyna w województwie swietokrzyskim knajpa z zydowska kuchnia. W odpowiedniej odleglosci od kosciola Swietej Trójcy stoi podniszczona synagoga z czterospadzistym dachem. Na uroczym, schludnym ryneczku wzrok przykuwa stylizowany pomnik Nike z Samotraki wzniesiony ku czci poleglych w II wojnie.

Przed wojna Chmielnik liczyl 10 tys. mieszkanców, z tego az 8 tys. wyznania mojzeszowego. Dzis nie ma juz ani jednego. Ale lokalna spolecznosc w wiekszosci prostych ludzi "oddolnie" wlaczyla do kolektywnej pamieci miasta zyjacych tu kiedys Zydów. Co wiecej, na kanwie jubileuszu 450-lecia uzyskania praw miejskich burmistrz, choc nie bez obaw, odwazyl sie zorganizowac tu Zydowskie Dni Kultury. Chcial w ten sposób oddac hold przodkom, którzy przed nim zasiadali w miejskiej radzie, sprawujac glównie funkcje skarbników i sekretarzy, "bo burmistrzem zawsze byl Polak" - dodaje. Od tej pory swieto polsko-zydowskie zadomowilo sie na stale w kulturalnym repertuarze miasta. Bez udzialu znanych, ale przyjezdnych artystów. Bo zydowska przeszlosc jest w Chmielniku rekonstruowana wylacznie lokalnymi silami.     

Do tego przedsiewziecia wlaczyl sie równiez miejscowy proboszcz.       W barokowym kosciele rokrocznie rozbrzmiewa kadisz w jidysz i       po hebrajsku. I jest odprawiana msza swieta w intencji bylych       zydowskich sasiadów.

,,Bez polityki i ideologii" - tlumaczy proboszcz i dodaje: ,,Bo to jest normalny ludzki odruch, zeby pamietac o naszych dawnych wspólmieszkancach".

W Chmielniku to ,,odgrzebywanie pamieci" zaczeto od szperania w zródlach, wyciagania informacji od starszego pokolenia, czytania starych pamietników i dzienników, zeby dowiedziec sie, jak toczylo sie tu zwyczajne zydowskie zycie, jak wygladal zydowski targ, sklepy, domy. W odslaniajacej sie przed mieszkancami historycznej panoramie miasta zakotlowalo sie od zydowskich garbarzy, szewców, kupców drzewem i hodowców gesi. Nierzadko pamiec polskich mieszkanców Chmielnika zawiodla ich prosto pod zydowski dach, splatajac ich indywidualne losy z nacja zydowska. Sedziwy Kazimierz Górski wspomina: ,,Mój ojciec uczyl sie na krawca u Zyda. A potem jego zona dogryzala mu: "Papa szyje tak, ze material sie rwie, ale guzik zostaje"". A inny mieszkaniec Chmielnika, 75-letni Kazimierz Stradomski, przyznaje: ,,Kiedy jechalem ze stryjkiem furmanka, Zyd byl tym, który wyszedl na ulice i pozdrowil, mówiac: "dzien dobry panie Konarzewski". Jakiz sklepikarz wygramoli sie dzis na ulice, zeby sie przywitac?". Waldemar Kwiatkowski, jeden z ,,motorów" Dni Kultury, uswiadomil sobie natomiast, jak to w trzecim pokoleniu jest bezposrednio uczniem zydowskich muzykantów, których kapele przygrywaly na katolickich weselach chmielnickich, ,,Skladajac sie nieodlacznie z akordeonu, klarnetu, skrzypiec i bebna. I wygrywajac hitowa wówczas polke-szabasówke".

Album o chmielnickich Zydach, napisany przez miejscowego archiwiste, stal sie duma mieszkanców miasteczka. Bogatego materialu zdjeciowego dostarczyl Zwiazek Zydów z Chmielnika w Izraelu, z którym miasto nawiazalo oficjalna wspólprace. W ubieglym roku album zostal nawet przetlumaczony na angielski. Odwiedziny Zydów z Izraela sluza pojednaniu i sa lekcja wzajemnej tolerancji. Podczas Dni Kultury Zydowskiej cale miasteczko staje na nogach. Na teatralnej scenie na plycie rynku grane sa przez uczniów zydowskie przedstawienia. Z restauracji ,,Cymes" unosza sie aromatyczne zapachy kugla i duszonego czulentu, przyrzadzonego z koszernego miesa z fasola lub czesto z ciecierzyca.

Dzieki indywidualnie nabytej wiedzy dzisiejsi mieszkancy Chmielnika anonimowa i amorficzna zydowska przeszlosc miasta zapelniaja emocjonalnym polorem. Bo orientuja sie juz, jak przykladowo w latach 20. ubieglego stulecia spolecznosc zydowska powoli odchodzila od religijnej ortodoksji w strone ruchów syjonistyczych i komunistycznych. I ze w ich miescie liczba zydowskich biedaków przewyzszala liczbe zamoznych Zydów, gdyz w odnalezionych protokolach gminy zydowskiej wiecej figuruje zwolnionych od placenia skladek nedzarzy niz uiszczajacych je czlonków. Album nie przemilcza tez mniej idyllicznych aspektów wspólnej przeszlosci dwóch spolecznosci: polskiej i zydowskiej. I rejestruje okres II wojny swiatowej, podczas której bohaterskie postawy Polaków zlewaly sie z niechlubnym szmalcownictwem. Pismienne swiadectwa historyczne okazaly sie dla mieszkanców Chmielnika dodatkowo impulsem do odkurzenia indywidualnej pamieci, w której zakodowane sa takze ostatnie chwile miejscowego getta.     

Kazimierz Stradomski przypomina sobie, jak ,,Polacy po wywózce Zydów       demolowali ich domy, szukajac tam cennych skarbów. I to nie baczac na to,       ze Niemcy strzelali do kazdego, kto wpadl im podczas pladrowania w rece".

Przed dwoma laty, przy udziale niemal kompletu mieszkanców miasta, odslonieto tablice pamiatkowa - w holdzie obydwu zyjacym tu ongis nacjom. Obecnie konserwuje sie plyty nagrobne na zydowskim cmentarzu.

Przyklad Chmielnika zaraza. Pobliskie miejscowosci: Pinczów, Raków, Szydlów, chca pójsc jego sladem. Nawet burmistrz Kielc zjawil sie tutaj i mysli o zorganizowaniu podobnego festiwalu.

Idea rodem z Chmielnika nie tylko eliminuje w zarodku antysemicki wirus, ale tworzy spoleczenstwo obywatelskie, odporne na propagande populistów. U samej jego podstawy lezy mocne jak skala wyznanie jednej z mieszkanek Chmielnika: Wraz z eksterminacja 3,5 miliona Zydów Polacy raz na zawsze utracili czesc swojego dziedzictwa. Nasz kraj stal sie homogenny, co my dopiero teraz po latach staramy sie to jakos pojac. Zydzi nie zapelnia juz polskiej ziemi. Ale my mozemy byc dumni, ze kiedys tu razem z nami mieszkali. To jedyna szansa, by zachowac nasza tozsamosc, polska tozsamosc. Jako naród nie istniejemy bez Zydów. Kropka!

Jezeli wspólczesni Polacy - lub przynajmniej ich wiekszosc - beda zdolni do zaakceptowania tych slów, palka moralna wypadnie z reki Grossa. Poszerzenie kolektywnej wiedzy o polsko-zydowskim sprzezeniu i empatyczne oddanie holdu niezyjacym sasiadom na poziomie lokalnych spolecznosci uczyni nas spoleczenstwem dojrzalszym.

ARKADIUSZ STEMPIN, dr, historyk i politolog, pracownik

Albert-Ludwigs-Universität Freiburg. Wydal m.in.: Deutschland und Polen in schweren Zeiten 1934-1990 (Poznan 2004); Das Maximilian-Kolbe-Werk. Wegbereiter in der deutsch-polnischen Aussöhnung (Paderborn-Zürich-Wien 2006).

Dziekujemy redakcji miesiecznika ZNAK za zgode na zamieszczenie tekstu na stronie FORUM.

Arkadiusz Stempin, Czy nalezy bac sie Strachu?,

Znak 6 (637), czerwiec 2008, s. 126-132.