E-mail

English






Jedni bronią Wałęsy, drudzy IPN

wyb. ml

2008-05-23, ostatnia aktualizacja 2008-05-22 18:49

Od kilku dni w mediach toczy się zażarty spór o książkę Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza, którą ma wkrótce wydać IPN. Publikacja - według zapowiedzi - ma dotyczyć agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy na początku lat 70. Grupa wybitnych intelektualistów broni byłego prezydenta w otwartym proteście. W odpowiedzi zwolennicy lustracji apelują "o wolność badań naukowych". (Oba apele poniżej). Gazety kipią od komentarzy, a Wałęsę atakują dwa tytuły - "Rzeczpospolita" i "Nasz Dziennik".

ZOBACZ TAKŻE

Piotr Semka, "Rzeczpospolita": Obrońcy Wałęsy to zazwyczaj wrogowie idei lustracji. Stąd argument, że jakiekolwiek dokumenty dotyczące byłego prezydenta się nie liczą i liczyć się nie mogą, bo przecież akta dawnej SB - w ich opinii - w ogóle nie są wiarygodne. A że w polskich elitach lustracja ma niezwykle wielu wrogów, to i Wałęsa ma wielu obrońców. W tym sensie spór o "Bolka" to spór o stosunek do lustracji.

Jednak desperacka obrona Wałęsy to także nagroda dla byłego prezydenta za to, że od ponad dekady chętnie popierał on idee miłe obozowi liberalno-lewicowemu. Gdy tak wypadało, w kampanii 2000 roku wyśmiewał Mariana Krzaklewskiego jako kandydata na prezydenta. Gdy trzeba było, wyklinał braci Kaczyńskich, gdy trzeba poparł Tuska, a gdy należało, wziął udział w wiecu w obronie demokracji w auli Uniwersytetu Warszawskiego, zasiadając obok Aleksandra Kwaśniewskiego.

Dziś natomiast wie, że należy się krzywić na abp. Sławoja Leszka Głódzia i szydzić z ojca Tadeusza Rydzyka. Co charakterystyczne, gdy zareagował wbrew linii Salonu i oburzył się na esesmańską przeszłość Güntera Grassa, Adam Michnik przywołał go szybko do porządku, przypominając, że i Wałęsa w młodości popełnił czyny, "które sam potem uznał za błędne i pożałowania godne". I parę dni później były prezydent rozgrzeszył Grassa.


Wojciech Reszczyński, "Nasz Dziennik": Polskie elity intelektualne od lat charakteryzuje zakłamany stosunek do prawdy. To dlatego tak trudno jest nam odejść od powszechnego systemu zakłamania, jaki wciąż jest obecny w naszym życiu. Ku rozpaczy wielu Polaków doceniających wszystko dobre, co zrobił dla Polski Lech Wałęsa, on sam wciąż tkwi w tym systemie.

Chodzi o to, aby Wałęsa znowu zdobył się na odwagę, ale odwagę najtrudniejszą - zmierzenia się ze swoją przeszłością. Dałby przykład innym, jak zakończyć tę walkę z własną i Narodu trudną historią. Chciałbym, żeby to właśnie Lech Wałęsa, jak przystało na prawdziwego legendarnego przywódcę "Solidarności", zakończył w duchu prawdy ten beznadziejnie trudny dla nas wszystkich okres rozliczeń z dawnym systemem.


Andrzej Godlewski, "Polska": Nawet zagorzali przeciwnicy przyznają przecież, że gdyby nie postawa Wałęsy w latach 80., to w Polsce jeszcze długo panowałby system bezprawia i represji.

To dzięki niemu żyjemy w wolnym kraju, a historycy mogą swobodnie pisać o najnowszych dziejach. Jak każdy z nas Wałęsa popełniał błędy, ale jak mało kto zasłużył na wdzięczność wszystkich Polaków. Cieszę się, że Lech Wałęsa nie ulega już podpowiadaczom sugerującym, aby "dać w twarz" historykom badającym jego działalność. Zamiast tego były prezydent jeszcze raz chce stawić czoło komunistycznej bezpiece i publicznie wyjaśnić ewentualne zarzuty.

W ten sposób Lech Wałęsa zasłuży na jeszcze większy szacunek.


Prof. Norman Davis dla "Faktu": Ci, którzy dziś znów napadają na dobre imię Lecha Wałęsy, chyba nie zdają sobie sprawy, jak fatalnie wpływają w ten sposób na opinię o Polsce za granicą. Zwłaszcza ludzie na Zachodzie na ogół nie są świadomi różnych niuansów polskiej historii. Dlatego uważam, że ataki na Lecha Wałęsę są robotą głęboko niepatriotyczną.

Jako historyk, który na dodatek pamięta PRL, bo ja również mieszkałem w PRL, uważam również, że ludzie używający materiałów z Instytutu Pamięci Narodowej jako podstawowego źródła informacji bardzo źle rozumieją rzeczywistość PRL.

Po 1989 roku zawsze miałem nadzieję, że Polacy są w stanie rozmawiać o czasach PRL, również o najbardziej bolesnych ich aspektach. Ale gdy w Polsce zaczęto przeprowadzać lustrację, zauważyłem, że za dużo jest ludzi, którzy psują cały klimat służący sensownemu rozrachunkowi z przeszłością. Wiemy, kto brał udział w demonstracjach, na których palono kukłę Wałęsy, dlatego trudno jest uwierzyć w dobre intencje i wiarygodność tych, którzy mają dziś pretensje do przywódcy "Solidarności".


Waldemar Kuczyński, "Gazeta Wyborcza": W tle tej walki o Wałęsę jest spór szerszy - o narodziny III RP i o nią samą. Dla całego porażonego klęską obozu zwolenników IV RP, tego PiS-owskiego chwastu, książka IPN-owskich historyków, bez względu na ich intencje, stanie się orężem bezpardonowo wykorzystywanym do plucia na III RP. I jeden z rycerzy IV RP już nawet orzekł, że tylko pozytywny stosunek do niej będzie probierzem intelektualnej uczciwości.

Nie wiedząc, co napisano w książce, o której mowa, nie mogę się o niej wypowiadać. Lech Wałęsa był sądzony przez sąd lustracyjny, i to niejeden raz. Nigdy nie został uznany za tajnego i świadomego współpracownika SB na podstawie obowiązującej wykładni ustawy lustracyjnej. W świetle prawa więc nie był agentem i dla mnie jest to nie mniej ważne niż rozważania historyków.

Lech nie był agentem, co wszakże nie znaczy, że w każdym momencie życia był niezłomny. On sam, choć niejasno i niewyczerpująco, przyznał w jednej ze swoich książek, że miał chwile słabości jako młody robotnik na początku lat 70.

Uważam, że wszystko, co dotyczy publicznego wizerunku Lecha, powinno być jawne i mnie publikacja IPN-owców nie przestrasza. Jeżeli jest rzetelna, to dobrze. A jeśli nie jest rzetelna, to największą krzywdę autorzy wyrządzą nie Wałęsie, lecz sobie samym.

Lech zasłużył na wdzięczność narodu i nie musi nikogo przepraszać. Żaden epizod z młodości na tle późniejszych czynów nie zniszczy jego publicznego wizerunku. Ci, którzy będą usiłowali zrobić to, wykorzystując ów epizod, raczej siebie samych posadzą na ławce narodowych głupców.