E-mail

English






Andrzej putBan(56); Wielowieyski:
Nasz rok przełomu 1989. Dwie decyzje Geremka
Gazeta Wyborcza 2008-09-18
-

Było wiele przyczyn decyzji generałów: ogólne przygnębienie w obozie władzy z powodu niepowodzenia reform, sygnały z Moskwy, odmowa Zachodu, zwłaszcza Niemców, pomocy, na którą liczył premier Rakowski, wreszcie analizy w KC PZPR wskazujące na groźbę katastrofy gospodarczej i zaburzeń społecznych.

Sądzę wszakże, że decyzja Wałęsy, która zatrzymała strajki: od Szczecina do Jastrzębia i od Gdańska do Stalowej Woli, miała szczególne znaczenie - umocniła generałów w przekonaniu, że z Wałęsą warto szukać porozumienia, bo jest on w stanie zatrzymać rewoltę robotniczą.

Dzięki temu po wahaniach i oporach przekonano w końcu KC partii w styczniu 1989 r. i mogło dojść do Okrągłego Stołu, legalizacji "Solidarności" oraz do wyborów 4 czerwca, które doprowadziły do upadku komunizmu.

Wałęsa sam decydował

Warto też przypomnieć, o czym zdecydowanie świadczy Geremek, że ostateczne decyzje w ważnych sprawach Wałęsa podejmował sam niezależnie od rad i propozycji, które otrzymywał, i szacunku dla swych doradców. Podobnie jak nikt mu też nie przygotowywał oświadczeń i wypowiedzi, które wygłaszał podczas słynnej debaty telewizyjnej z szefem OPZZ Alfredem Miodowiczem jesienią 1988 r. i w negocjacjach oraz przy Okrągłym Stole. Potwierdza to wielu uczestników tych wydarzeń, np. ks. biskup Orszulik, a wiem to także z własnych doświadczeń.

Tak więc ważne jest, aby w imię prawdy historycznej legenda Wałęsy była potwierdzana. To on ponosił odpowiedzialność i to on, elektryk, kapral Wałęsa, tak jak i przy Porozumieniach Sierpniowych, wygrał tę wielką bitwę polskiej historii oraz naszą niepodległość i demokrację.

Geremek ma też w pełni rację, gdy stwierdza, że komunizm wcale nie musiał się jeszcze załamywać. Mimo dużych kłopotów mogło jeszcze upłynąć sporo lat, a nasz kraj i państwo dalej by gniło i słabło. I podobnie byłoby też u sąsiadów.

Potwierdza to również ciekawe świadectwo o tamtych wydarzeniach i ludziach, które daje działacz wysokiego szczebla KC PZPR Wojciech Wiśniewski w swej wydanej niedawno książeczce "Dlaczego upadł socjalizm?".

Okrągły Stół i ciąg dalszy

Zadania na Okrągły Stół były podzielone. Mazowiecki, odpowiedzialny za całość, miał wygrać legalizację "Solidarności" (także rolniczej) oraz prawo do zrzeszania się studentów. Geremek miał za to płacić akceptacją założonej przewagi PZPR w Sejmie (65:35). Nieoczekiwanie doszła propozycja komunistów stworzenia dla nich urzędu prezydenta w zamian za demokratyczny Senat. Prof. Witold Trzeciakowski miał otworzyć drogę do reformy gospodarczej.

Zadaniem najważniejszym była legalizacja oraz zapewnienie bardziej swobodnego oddechu, możliwości działania i tworzenia kadr. Chodziło też o otwarcie drogi do reform gospodarki i państwa.

W grupach roboczych trwała zażarta walka o: likwidację cenzury, niezależność sądów, dostęp do mediów, o ograniczanie nomenklatury, o indeksację płac itd. Więcej było protokołów rozbieżności niż uzgodnień. Ale czuliśmy, że rządowcy zaczynali mięknąć. Mimo to Profesor mówił: "Nie wiedzieliśmy, gdzie jest granica sowieckiej tolerancji".

Mimo podpisania wreszcie porozumień Okrągłego Stołu i legalizacji "Solidarności" związkowcy nadal byli pełni obaw. Geremek bezskutecznie proponował odśpiewanie "Te Deum". Także Wałęsa bał się o wynik wyborów.

Równocześnie wiele ośrodków opozycyjnych krytykowało Okrągły Stół, podobnie jak od drugiej strony Rakowski i oczywiście beton partyjny, który generałowie starali się odsunąć, tłumacząc opozycji, że tylko oni mogą "przekonać partię" do reform i ją "rozbroić".

Profesor to komentuje jednoznacznie. Władza realizowała swój "wielki manewr" ostrożnie i czasem ustępliwie, bo była to jednak niebezpieczna dla komunistów gra z całym społeczeństwem, które już w czasie kilku tygodni Okrągłego Stołu zaczęło się budzić i grozić. Tak więc sukces negocjacji stawał się stopniowo odczuwanym sukcesem społecznym.

Geremek słusznie - moim zdaniem - broni decyzji jednej listy wyborczej kandydatów opozycji, którą ustaliliśmy w Komitecie Obywatelskim w kwietniu (z błogosławieństwem Wałęsy na plakatach). Było to wbrew opinii np. Mazowieckiego, Aleksandra Halla czy Haliny Bortnowskiej, którzy chcieli dopuścić do wyborów różne ugrupowania. Byliśmy zbyt słabi, aby sobie pozwolić na taki luksus. Ryzyko było zbyt wielkie. Reorientacja społeczeństwa następowała powoli. I bez apelu biskupów z 2 maja i wsparcia parafii nie uzyskalibyśmy ani 62 proc. frekwencji ani takiej przewagi. Swoją rolę odegrała też "Gazeta Wyborcza" jako głos opozycji, uruchomiona niecały miesiąc przed wyborami.

Jak wybrano Jaruzelskiego jednym głosem

Warto przeczytać rozważania Profesora, jak wybrnięto z kryzysu powyborczego. My zastanawialiśmy się, czy pozwolić im na zachowanie umówionej przewagi w Sejmie, a oni - czy i jak unieważnić wybory z 4 czerwca.

Dramatycznie przebiegał wybór gen. Jaruzelskiego na prezydenta zakończony ładną puentą, kiedy sekretarz KC PZPR Stanisław Ciosek mówił do Geremka: "Wy macie pakt z diabłem, to wszystko było wymyślone, żeby on przeszedł tylko 1 głosem".

Rzeczywiście było to potwierdzenie bardzo słabej pozycji PZPR. Znaczące były też opinie Profesora o generale Jaruzelskim, który mógł przecież przemocą bronić swojego ustroju, ale nie zrobił tego, bo "nie wierzył, że taka decyzja może przynieść pozytywne efekty, oraz... nosił w sobie osobisty stygmat, piętno 13 grudnia". No i Gorbaczow też nie byłby wtedy zachwycony...
A potem było świetne zagranie Wałęsy i Jarosława Kaczyńskiego oraz rozbicie sojuszu PZPR z jej partiami satelickimi - SD i ZSL, oraz tworzenie rządu Mazowieckiego. Była to ryzykowna i odważna decyzja wiążąca się z podjęciem trudnych i bolesnych reform, które jednak zaskoczyły (zwłaszcza w gospodarce i samorządzie terytorialnym).

Było jednak sporo naiwności, iluzji i zwykłej głupoty. Nie tylko "wojna na górze" Wałęsy, ale też zawiść przywódców związkowych, którzy od razu zażądali rozwiązania zwycięskich komitetów obywatelskich, przyczyniły się do naszych porażek.

Odebrano bowiem obozowi demokratycznemu sprawność działania, co doprowadziło do klęski wyborczej rozdrobnionych partii dawnej opozycji i zwycięstwa postkomunistów w 1993 r.

Nie było to nieuchronne, chociaż było oczywiste, że reformy będą bolesne i że niechęć społeczeństwa obróci się przeciw reformatorom.

Demokracja jednak nie przegrała i to, co premier Mazowiecki - wraz z Krzysztofem Skubiszewskim na czele MSZ i Leszkiem Balcerowiczem jako wicepremierem, przy wsparciu Wałęsy i "Solidarności" oraz Geremka z Sejmem - rozpoczął, było kontynuowane skutecznie.

W dziesięć lat po roku przełomu Bronisław Geremek jako minister spraw zagranicznych wraz z Januszem Onyszkiewiczem jako ministrem obrony w rządzie Jerzego Buzka wprowadził Polskę do Paktu Północnoatlantyckiego oraz otworzył jej drogę do Unii Europejskiej.

Po raz pierwszy od 300 lat osiągnęliśmy nie tylko niepodległość, ale także niepodległość zabezpieczoną.

*Andrzej Wielowieyski, ur. 1927 r., wieloletni redaktor "Więzi" i sekretarz KIK-u, b. doradca Komisji Krajowej "S". Współorganizator Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, uczestnik rozmów Okrągłego Stołu, senator i poseł OKP, UD, UW i PD. Dziś poseł PD do Parlamentu Europejskiego w miejsce zmarłego tragicznie Bronisława Geremka