E-mail

English






Norman Davies

Wałęsa i bzikowata interpretacja historii

2008-09-29

Złośliwa mitologia rozszerza się lepiej niż solidna historiografia, a ludzie często robią z dziejów to, co im się podoba. Tak było z marszałkiem Piłsudskim i tak jest z prezydentem Lechem Wałęsą.- mówił wczoraj po polsku w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie Norman Davies*

Według norm naukowych słowa historyka mają być wyważone. Konwencja wymaga, żeby naukowiec patrzył spokojnie na obydwie strony tematu, rozważał plusy i minusy, i przedstawiał neutralną, obiektywną ocenę rzeczy. Typowa naukowa konkluzja brzmi mniej więcej tak: "Jestem za i nawet przeciw".

Zadanie laudatora natomiast jest całkowicie odwrotne. Laudator ma chwalić. Moje słowa dzisiaj więc będą wybitnie niewyważone.

25 lat temu, w 1983 roku, mieszkałem i pracowałem w Japonii, gdzie spotkało mnie żywe zainteresowanie sytuacją w Polsce. Mało kto wie, że i Japończycy, i Chińczycy pilnie śledzą sprawy w Polsce. W tamtym czasie szalał w Polsce stan wojenny. Cały świat, wstrzymując oddech, czekał, czy wejdą, tak jak kiedyś powiedział prezydent Wałęsa: "Turyści wojskowi Sowieci".

W takiej sytuacji zaproszono mnie w objazd po Japonii z wykładem o "Solidarności". Pokonałem bardzo długą trasę, odwiedzając każde większe miasto japońskie od Sapporo na północy po Tokio, Kobe, Kioto, Hiroszimę, Osakę, Nagasaki. Na każdym etapie słyszałem te same hasła, te same nazwy: "Porando" (Polska), "Papa" (Papież), i "Varesa-san" (czyli: pan Wałęsa). Podobnie było na każdym kontynencie tego świata.

Światowa sława naturalnie doprowadziła go do Pokojowej Nagrody Nobla. Lech Wałęsa jest jedynym w naszych czasach Polakiem, który poszedł tak wysoko i stoi przy takich nazwiskach jak matka Teresa lub Nelson Mandela lub Dalajlama. Nagroda ta była wielkim uznaniem dla całego narodu walczącego.

Podczas tego pobytu w Japonii poznałem kuriozalne zjawisko, które nazywam "bzikowatą interpretacją historii". Zjawiska tego nie należy zaliczać do normalnych kategorii historii tradycyjnej, rewizjonistycznej, alternatywnej, spekulacyjnej. Ta historia, zaczynając od fałszywego założenia, konsekwentnie buduje struktury myślenia odnoszące się do absurdu. Chyba w Kioto na wielkim uniwersytecie poznałem nobliwego profesora, specjalistę od historii Polski, który wymyślił sobie, że kluczową rolę w jej dziejach odgrywa sól. Dla niego najważniejszym miejscem w Polsce jest oczywiście Wieliczka. Rozbiory Polski tłumaczył przez fakt, że akurat Wieliczka przeszła do rąk Austriaków. I wielkość "Solidarności" wynikała z nazwy, której pochodzenie wziął od "daru soli", czyli "solidar - ność". Słowo honoru. On o tym potrafił mówić godzinami. Dla niego żupy krakowskie to: żurek, krupnik i ogórkowa.

Podobne kuriozum spotkałem kiedyś w dziedzinie historii napoleońskiej. Według pewnego koła sfrustrowanych Francuzów wielki Bonaparte miał być kreaturą wywiadu brytyjskiego. Takim TW, który od samego początku kariery tylko udawał wielkie zwycięstwa, aby podzielić po wojnach owoce ostatecznej klęski.

Austerlitz? - to tylko skok w bok, aby zniszczyć rosyjskich i austriackich konkurentów Anglii.

Samosierra? Nieznacząca przepychanka, aby otworzyć w Hiszpanii miejsce dla Wellingtona.

Kozietulski? Toż to frajer wystrychnięty na dudka, itd., itd. "Szatani" angielscy nawet trzymali się obietnicy, że Napoleon będzie "imperatorem wysp". Tylko nikomu nie powiedzieli, że chodzi o Elbę i św. Helenę.

Poza tym zdradliwa propaganda angielska rozsiała dezinformację, jakoby Napoleon Bonaparte miał śmiesznie niski wzrost. Nazwali go "małym kapralem", podając jego wzrost na 5 stóp i 2,5 cala. Nie poinformowali natomiast, że przedrewolucyjny francuski cal był ciut większy od imperialnego cala brytyjskiego. W rzeczywistości Napoleon mierzył w systemie metrycznym, 167-168 cm, dokładnie to samo, co prezydent Lech Wałęsa... i profesor Norman Davies.

Wszyscy wiemy, że historie tego kalibru krążą po Polsce w sprawie "Solidarności" i Okrągłego Stołu. Trzeba powiedzieć jasno: są to śmieszne, sekciarskie gry równoległe, podobne do teorii, że kula ziemska jest płaską tacą na ramionach wielkiego słonia.

Analizując ruch "Solidarności", chciałbym przedstawić kilka uwag.

(Rola jednostki jest ważna, ale nie najważniejsza. Lech Wałęsa służył jako przewodniczący 10-milionowego ruchu i nie miał żadnego ważnego konkurenta. Te miliony dały mu autorytet i siłę. One są głównym zbiorowym bohaterem tego okresu. Owszem, był kiedyś Lech młodszy i był Prezydent starszy. Ale mało kto zaprzecza to, że właśnie ten naczelnik w latach 80. służył "Solidarności": dzielnie, honorowo i sprawnie.

.  "Solidarność" jako masowy ruch była parasolem dla wielu nurtów politycznych, i lewicowych, i prawicowych; i po zwycięstwie nad PRL bolesny rozpad takiego ruchu był nieunikniony.

("Solidarność" z Wałęsą na czele wybrała drogę bez przemocy. Uruchomiła powstanie o charakterze niezbrojnym, toczyła walkę, ale bez krwi i bez ofiar. Robiła to bardziej według etosu Gandhiego niż tradycyjnie polskiego, czyli powstania. I akurat było to zgodne z linią myślenia Ojca Świętego. Konieczną konsekwencją tego wyboru, który omijał gilotyny, terror i mordy innych rewolucji, był fakt, że zwycięstwo miało formę kompromisu, współpracy z dawnymi wrogami, pojednania ludzi z różnych obozów. Nie mogło być inaczej. Trzecia RP jest tworem niedoskonałym, a mimo wszystko lepszym od wszystkich innych.

Niestety, złośliwa mitologia rozszerza się lepiej niż solidna historiografia, a ludzie często robią z dziejów to, co im się podoba. Tak było z marszałkiem Piłsudskim, i tak jest z prezydentem Lechem Wałęsą.

Na końcu swojej wypowiedzi do Komitetu Nobla przesłanej z internowania Lech Wałęsa napisał: "Pokój i Sprawiedliwość: te wartości są jakby chlebem i solą w życiu społeczeństw". Powtarzam: Pokój i Sprawiedliwość.

Lech Wałęsa w oczach wszystkich uczciwych jest człowiekiem pokoju i sprawiedliwości i nadziei i wolności.

* Norman Davies - profesor uniwersytetów w Oksfordzie, Perugii, Sussex, Londynie, Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Walijczyk, wielki znawca historii Polski i jeden z najpopularniejszych historyków. Autor m.in. "Biały orzeł, czerwona gwiazda", "Boże igrzysko", "Europa", "Mikrokosmos", a ostatnio "Europa walczy". Prof. Davies wczorajszą laudację wygłosił po polsku.