E-mail

English






Andrzej Wajda
Gazeta, 2009-01-02

Zobacz powiekszenie

  • Pięć  kopii > Katynia Katyń Katynia <" na terenie Rosji?" - nie powinny zostać bez odpowiedzi.
  • Certyfikacja na Rosję
    System Gost-R dla eksporterów Certyfikat w ciągu 14 dni
    www.ewm1.pl

Wolałbym rzecz jasna, aby te pytania zadał mi któryś z polskich dziennikarzy, ale jakoś nikt się nie kwapi.

Myślę, że głównym powodem nieobecności Katynia na ekranach poza krajem jest kompletna nieudolność w sprawach zagranicznej dystrybucji filmowej polskiej Telewizji Publicznej.

W chwili, kiedy temat Katynia powraca po 66 latach od odkrycia zbrodni, a rosyjscy obrońcy Stalina i Berii podważają historyczną prawdę o zbrodni NKWD, mój "Katyń", którego polska premiera miała miejsce 12 września 2007 r. ciągle nie pojawia się na ekranach w Rosji oraz innych krajach Europy i Stanach Zjednoczonych, a tym samym nie ma szans być świadkiem w tej tak ważnej dla nas sprawie. Cóż z tego, że przeszło rok temu został zauważony na festiwalu w Berlinie, a nominowany do Oscara zwrócił uwagę światowej dystrybucji.

"Katyń" z rozdzielnika finansujących ten film instytucji został przyznany TVP, jako uprawnionej do dysponowania jego dystrybucją poza krajem, pomimo że, jak się okazało, Telewizja Publiczna nie rozporządza personelem nadającym się do tego trudnego zadania.

Cóż więc dziwnego, że po festiwalu berlińskim nikt z pracowników TVP nie podjął żadnych kroków, aby umieścić film na niemieckich ekranach, a kilkunastoosobowa delegacja TVP na uroczystości Oscarów też nic nie zrobiła dla "Katynia", gdyż główna sprzedawczyni oświadczyła, że rozpocznie negocjacje po otrzymaniu Oscara dla filmu, podczas kiedy pozostałe filmy po nominacji znalazły dystrybutorów.

Dwie sprzedawczynie z TVP były co prawda obecne, podczas gdy pokazywaliśmy "Katyń" dwukrotnie w Moskwie, ale zażądały od ambasady osobistej ochrony w obawie o życie, a nie otrzymawszy jej, nie pokazały się publicznie ani nie przeprowadziły koniecznych na ten temat rozmów.

Lepiej poszło w Kijowie, ale tylko dlatego, że sprawę rozpowszechniania na Ukrainie wzięliśmy sami w swoje ręce. Cóż z tego, kiedy dystrybutor ukraiński jest uzależniony od rosyjskiego. Śmiesznie wyszło w Paryżu, gdzie Ambasador został przepytany przez inną wysłanniczkę z TVP, czy nie zna jakichś dystrybutorów, gdyż ona nie ma w Paryżu takich znajomości. Pamiętam, jeszcze przed premierą filmu, obiad w czasie festiwalu Cannes wiosną 2007, z prezesem TVP, kiedy próbowałem wyjaśnić, że "Katyń" może trafić na zainteresowanego posiadaniem praw dystrybutora, który zrobi wszystko, żeby film nie ujrzał nigdy ekranów. Myślałem jednak, że będzie to ktoś obcy, a nie współpracownicy prezesa TVP, którzy swoim brakiem jakichkolwiek umiejętności, pogardą dla naszej pracy i chęcią przewietrzenia się po świecie zamordowali mój film.

A przecież nie mając żadnego instrumentu dla umieszczenia "Katynia" na ekranach poza krajem, można było powierzyć ten film którejś ze światowych dystrybucji. Sprawdzonych i odpowiedzialnych.

Skoro tak się nie stało, może należałoby wyciągnąć z tego faktu jakieś konsekwencje. Nic w tej sprawie nie zmienia obszerny raport o prowadzonych aktualnie dokonaniach TVP w sprawie dystrybucji "Katynia", gdyż w większości wypadków ze zrealizowanych planów są to tylko przeglądy lub festiwale, gdzie mój film pozbawiony historycznego kontekstu nie może liczyć na żaden polityczny odzew, albo liczne pokazy w Polskich Instytutach Kultury odwiedzanych przez miejscową Polonię, do której film i tak miał szansę dotrzeć na DVD. Te pokazy zostały zresztą wymuszone przez zainteresowane "Katyniem" polonijne środowiska.

Piszę o tym, gdyż zbrodnia katyńska jest jedną z tych polskich spraw, która - jako temat filmu - nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami mogła liczyć na widzów w kinie, odgrywając tym samym bez porównania istotniejszą polityczną rolę niż film umieszczony w telewizyjnych programach.

Mój sceptycyzm jest tym większy, kiedy w raporcie TVP czytam, że firma New Media Distribution ma dystrybuować film równocześnie w Rosji i USA, a ręczny dopisek na marginesie informuje, że "to z powodów politycznych może nie dojść do skutku".

Nie byłbym tak pewien swego, gdyby nie doświadczenie, jakie spotkało w USA "Ziemię obiecaną", która po nominacji do Oscara w roku 1976 została sprzedana przez Film Polski nieznanemu dystrybutorowi i pokazana dopiero tej jesieni, po 32 latach, na jednym seansie w przeglądzie moich filmów w Lincoln Center w Nowym Jorku.

TVP wystosowało do organizatorów Tygodnia Polskich Filmów na Ukrainie, w Kijowie i Charkowie (na tym pokazie zależało mi najbardziej - tam właśnie wiosną 1940 został zamordowany mój Ojciec i tam jest pochowany) - list z pogróżkami (" Telewizja Polska - the sole distributor of the movie - is not aware of ANY screening of Katyn planned for the Polish Film Week in Ukraine. Please, be so kind and withdraw the title from your program as well as let us know the name and contact details of the person/organization who granted the screening rights to you"), gdzie domaga się wydania nazwisk i adresów inicjatorów tych pokazów. A tym "inicjatorem" była Krystyna Zachwatowicz, która na spotkaniu z Katarzyną Juszczenko i szefem jej Fundacji Filmowej obiecała nasz przyjazd na Ukrainę.

W moim długim, filmowym życiu kilkakrotnie znajdowałem się w podobnych sytuacjach, ale decyzje w tamtych czasach należały do władz politycznych i partyjnych, których intencji nie miałem prawa kwestionować.

Czyżby dzisiaj obowiązywały w TVP te same zasady?

Tekst ten został napisany przed kilkoma dniami - w czasie których zarząd TVP przeszedł już otwarcie w ręce LPR, Samoobrony i Młodzieży Wszechpolskiej - koalicjantów PIS. Skłania mnie to do przyłączenia się do tych głosów, które domagają się od Pana Premiera Donalda Tuska, aby wyznaczył zarząd komisaryczny TVP, który nią pokieruje do czasu podjęcia przez Sejm odpowiednich kroków ustawodawczych.