E-mail

English







STOSUNKI POLSKO-ŻYDOWSKIE
W 30 LAT PO DEKLARACJI SOBOROWEJ
NOSTRA AETATE

Ks. abp Henryk Muszyński

Znak, czerwiec (16) 2000


Uroczysty gościnny wykład na temat stosunków chrześcijańsko-żydowskich, wygłoszony na wydziale teologii ewangelickiej w Niemczech przez katolickiego biskupa z Polski, i odebranie przez niego tak wysoko cenionego wyróżnienia, jak Nagroda im. dra Leopolda Lucasa, nie jest z pewnością zwykłym, powszednim wydarzeniem. Jest to raczej historyczny znak nowych stosunków, jakie łączą nasze Kościoły i kraje.


Przyznaniem Nagrody im. dra Leopolda Lucasa czuję się bardzo zaszczycony i jak najserdeczniej dziękuję za ten zaszczyt szczególnie Panu, Panie Konsulu Generalny, jako fundatorowi tej nagrody. Dziękuję również tym wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mój nader skromny wkład w pomyślny rozwój chrześcijańsko-żydowskich, polsko-żydowskich stosunków znalazł uznanie w postaci Nagrody im. dra Leopolda Lucasa. Chętnie korzystam z okazji, aby w tej uroczystej chwili przekazać wszystkim obecnym bardzo serdeczne słowa pozdrowienia z Gniezna - od grobu świętego Wojciecha-Adalberta, z najstarszej archidiecezji i metropolii Polski, a zarazem jej pierwszej stolicy.


Stosunki polsko-żydowskie mają za sobą długą historię: obejmuje ona okres ponad tysiącletni i jest równie złożona, jak zasługująca na uwagę. Były w niej zarówno czasy świetności, jak i okresy bolesnych i zarazem tragicznych doświadczeń. Mówiąc tu o tej historii, czynię to z polskiej perspektywy, a więc z perspektywy, która - jestem tego w pełni świadom - będzie może niezwykła, a w każdym razie z pewnością inna.


"Z narodem żydowskim łączą nas, Polaków, szczególne więzy, i to już od pierwszych stuleci naszej historii. Polska stała się dla wielu Żydów drugą ojczyzną" - czytamy w liście pasterskim, wydanym przez Konferencję Episkopatu Polski dnia 30 listopada 1990 roku z okazji 25. rocznicy ogłoszenia deklaracji II Soboru Watykańskiego o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. Istotnie, przez całe stulecia widzieli Żydzi w Polsce swoją nową ojczyznę, w której znajdowali schronienie przed wrogością i prześladowaniami, jakie spotykały ich w innych krajach; we wszystkich okresach można wskazać aż nadto dowodów potwierdzających to doświadczenie.


Jednym ze skutków tej historii, o której można tu wspomnieć jedynie bardzo ogólnie, jest fakt, że "większość żyjących obecnie na świecie Żydów wywodzi się z terenów dawnej i obecnej Rzeczypospolitej" - jak czytamy dalej w cytowanym wyżej liście pasterskim polskich biskupów. Według ostrożnych szacunków około trzy czwarte żyjących dzisiaj Żydów to ludzie, którzy przez swoich rodziców, dziadków czy pradziadków są związani z Polską. Tym bardziej jest więc godne pożałowania, mówią dalej w swoim liście polscy biskupi, że "niestety, ta właśnie ziemia stała się w naszym stuleciu grobem dla kilku milionów Żydów". Powyższe fakty, wielka przeszłość i jej tragiczne zakończenie nadają całym polsko-żydowskim dziejom swoisty, być może nawet jedyny w swoim rodzaju charakter.


O ile dzieje te przez całe stulecia można było w sposób uzasadniony postrzegać i opisywać jako historię relacji dwustronnej, jako historię wzajemnych stosunków między Polakami a Żydami, to w naszym stuleciu sytuacja uległa zasadniczej zmianie. Wydarzenia okresu drugiej wojny światowej z jednej strony, z drugiej zaś spowodowane nimi wydarzenia lat powojennych tak bowiem przesłoniły sobą dwustronną relację polsko-żydowską, że historia dzisiejszych stosunków polsko-żydowskich, a także proces pojednania, do jakiego historia ta dzisiaj dobitnie wzywa, uzyskały wymiary multilateralne - w tym mianowicie sensie, że historii tej nie sposób zinterpretować bez włączenia w nią Niemców, a ponadto pojednanie między Polakami a Żydami jest nie do pomyślenia i nie do urzeczywistnienia bez współudziału Niemców. Patrząc bowiem na powojenne dzieje Żydów i Polaków, mamy do czynienia, jak słusznie podkreśla Theo Mechtenberg, "z historią, której problematyka jest wprawdzie problematyką polsko-żydowską, ale której prehistoria jest również, a nawet w decydującej mierze historią niemiecką, a mianowicie historią niemieckiej okupacji Polski przed 50 laty".


W wykładzie tym chciałbym się zająć oboma wspomnianymi momentami: szczególnym, a nawet jedynym w swoim rodzaju charakterem stosunków polsko-żydowskich oraz problemem multilateralności procesu pojednania. Tylko bowiem wspólny wysiłek Niemców i Polaków oraz wychodząca mu naprzeciw postawa Żydów mogą sprawić, że ów multilateralny proces pojednania będzie się rozwijał i osiągnie swój cel.


1. Szczególny charakter stosunków polsko-żydowskich


Co zatem sprawia, że relacja między Polakami a Żydami ma szczególny, a nawet jedyny w swoim rodzaju charakter?


Przez ponad tysiąclecie była Polska nie tylko drugą, ale wręcz rzeczywistą ojczyzną Żydów - mówi rabbi Byron L. Sherwin z Chicago, który od dobrych dziesięciu lat zaangażowany jest intensywnie w dialog polsko- -żydowski, i dodaje: "Teraz, kiedy Żydzi nie żyją już w Polsce, Polska ciągle jeszcze żyje w Żydach. Dla wielu z nas Izrael jest ojczyzną fizyczną, Polska natomiast - ojczyzną duchową" . Oczywiście również w Polsce żywot Żydów nie był wolny od napięć, uprzedzeń, wzajemnej nieufności i przejawiających się w różny sposób aktów wrogości. Pomimo to wszakże Polska - dawna polsko-litewska rzeczpospolita szlachecka z królem na czele - uchodziła, jak żaden inny kraj, za "paradisus Judaeorum", a to głównie w XVI i XVII wieku. Mojżesz Isserles (ok. 1512/30-1572), słynny rabin i wielki uczony z Krakowa, pisał około połowy XVI wieku do swego ucznia w Niemczech, wychodząc od cytatu z Prz 17,1: "Lepszy suchy kęs chleba w spokoju - jak w tych okolicach, gdzie nie ma zaciętej nienawiści - jak w krajach niemieckich. Oby trwało tak nadal, aż przyjdzie Mesjasz" .


A sto lat później Mojżesz ben Eliezer ha-Kohen z Narola, który w ostatniej minucie uniósł głowę z masakry podczas powstania kozackiego w latach 1648/49 pod wodzą Bohdana Chmielnickiego i znalazł schronienie w dalekim Metzu, ułożył na obczyźnie następującą Modlitwę.


Polsko, Ty, która byłaś rajem
Pierwszą byłaś dla nauki i wiedzy
Od dni, w których odpadł od Judy Efraim,
Ty, któraś słynęła wiedzą umiejętną,
Teraz jesteś wygnaną i samotną wdową,
Opuszczoną jesteś przez swe własne syny.
Gdzie jest lwów schronisko, gdzie mędrcy nauki?
Gdzie mocarze, co łaską szczodrzy są bez miary?
Gdzie pisarze miast polskich i cnoty nadzorcy?
Gdzie jest Bóg, który sądzi i krew krwią odpłaca?
Zlituj się nad swym ludem, z rąk nas wybaw zbójców!
Wdziej na się szatę zemsty za dusze niewinne,
Które jak ofiarne barany porżnięto,
Całe gminy zniszczono, jak jednego męża.
Udziel, Panie, pokoju tym duszom nieszczęsnym
W wiecznym życiu, gdzie ptaki śpiewają niebieskie,
Gdzie owoc palmy kwitnie i woń swą rozsiewa
Tam wysoko u siebie, na Abarim szczycie.


Istotnie, Polska przez całe pokolenia była schronieniem Żydów - szczególnie tych prześladowanych w krajach zachodniej Europy i wypędzonych stamtąd. Polski malarz Jan Matejko (1838-1893), który w swoich licznych, częstokroć monumentalnych dziełach stworzył coś w rodzaju ilustrowanej kroniki polskiej historii, w obrazie z roku 1889, zatytułowanym Przyjęcie Żydów w roku 1096 i przedstawiającym scenę posłuchania delegacji (hiszpańskich) Żydów przez polskiego władcę, księcia Władysława Hermana (lata panowania: 1079-1102) i jego syna i następcę Bolesława Krzywoustego (1102-1138) przed katedrą w Płocku, uchwycił jakby w formie migawkowego zdjęcia to, co przez wiele setek lat powtarzało się w Polsce niezliczoną ilość razy: imigrację Żydów z Europy zachodniej, ich wielkoduszne przyjęcie i zapewnienie im opieki i bezpieczeństwa.
Według znanej żydowskiej legendy nawet hebrajska nazwa Polski: Polin, pochodzi od pewnej sentencji wypowiedzianej przez Najwyższego; Schmuel Joseph Agnon (1888-1970) i Alexander Eliasberg (1878-1924) z pewnością nieprzypadkowo umieścili tę właśnie legendę na początku swojej wydanej w roku 1916 w Berlinie Książki o polskich Żydach. Wyraża ona mianowicie słowami to, co Jan Matejko namalował. Autorstwo tej legendy przypisywano zresztą wspomnianemu już Mojżeszowi Isserlesowi z Krakowa. W wersji Schmuela Josepha Agnona brzmi ona następująco:


"A oto legendarna opowieść o naszych ojcach, którzy przywędrowali do Polski: Widział Izrael, że prześladowania nie ustają, że walą się nań coraz to nowe klęski, że ucisk staje się coraz dotkliwszy, a moc nieprawości sprowadza nań coraz to nowe nieszczęścia. Stanęli zatem synowie Izraela na rozdrożu i zapytali siebie, którą z dróg mają wybrać, aby zapewnić swoim duszom spokój.
Wtedy z nieba spadła kartka: Udajcie się do Polski! Kiedy przybyli do owej krainy, znaleźli tam gęsty las, a na każdym drzewie wyryty był traktat z Talmudu - a był to las kawczyński [w okolicy Lublina]. Powiedzieli wtedy do siebie: Oto przybyliśmy do kraju, w którym już dawniej żyli nasi ojcowie. Ale dlaczego nazwali go Polską? Otóż wspólnota Izraela wielbiła tam Świętego, mówiąc: Panie świata! Skoro godzina naszego wybawienia jeszcze nie nadeszła, nocuj tu z nami w noc rozproszenia naszego ludu, aż nas zaprowadzisz z powrotem do kraju Izraela".


Jednakże pod koniec XVIII wieku, wraz z rozbiorami Polski sytuacja uległa gruntownej zmianie. W trzech fazach (1772, 1793 i ostatecznie 1795) "polsko-litewska Rzeczpospolita szlachecka z królem na jej czele" została podzielona między trzech sąsiadów i do dnia 11 listopada 1918 roku samodzielna Polska nie istniała. W ciągu kilku pokoleń Polacy i Żydzi żyli pod panowaniem pruskim, rosyjskim i austriackim, przy czym ich ogólne warunki życia, a także wzajemne stosunki, jakie się w ich wyniku między nimi wytworzyły, były w poszczególnych zaborach różne. Dopiero po pierwszej wojnie światowej Polska odzyskała niepodległą państwowość. Owa odrodzona Polska była państwem wielonarodowym , w którym Żydzi stanowili drugą co do wielkości grupę mniejszościową; do roku 1939 Polska miała najwyższy w całym świecie procent ludności żydowskiej (około 3,3 miliony, co stanowiło mniej więcej 10 procent ogółu ludności). W wielu wsiach i miasteczkach, ale także w dużych miastach procent ten był często znacznie wyższy i wynosił do jednej trzeciej, a niekiedy nawet do połowy liczby mieszkańców (np. w Warszawie żyło ok. 350 tysięcy Żydów - tyle, co w całej Francji; w Łodzi ok. 200 tysięcy, tzn. tyle, co w całej Czechosłowacji), a w niektórych miasteczkach Żydzi stanowili przytłaczającą większość.


Ta żydowska społeczność w Polsce była przez stulecia nie tylko największą pod względem liczby gminą żydowską na świecie, ale także "kolebką nowożytnej żydowskiej kultury" . Tutaj, w środowisku polskich Żydów, nie tylko powstało właściwe duchowe dziedzictwo tego wszystkiego, co obejmujemy pojęciem wschodniego żydostwa. Tutaj, w jesziwach na terenie Polski, położone zostały także podwaliny nowożytnej żydowskiej nauki i oświaty; tutaj, w środowisku polskich Żydów, osiągnął swój pełny rozwój język jidysz jako język potoczny oraz literacki; tutaj, w środowisku polskich Żydów, narodziły się duchowe i religijne prądy nowożytności - od współczesnej rabinicznej ortodoksji po chasydyzm z jego oryginalną własną duchowością, a potem także świeckie ruchy polityczne .


"Tego, co znaczyli kiedyś polscy Żydzi, i to dla całego żydowskiego świata", pisze prof. Stefan Schreiner, "nie sposób przecenić; i niejednokrotnie wyrażano opinię, że kultura żydowska jako całość w najszerszym sensie tego słowa, przynajmniej w dobie nowożytnej, i to aż po nasze stulecie, w gruncie rzeczy została w istotny sposób ukształtowana przez środowisko polskich Żydów". Zaś rabbi Byron L. Sherwin zadaje pytanie: "Jakie skarby ducha stałyby się naszym udziałem, gdyby polscy Żydzi nie byli spłonęli w słupie ognia? Naród żydowski wskutek tej straty bezpowrotnie zubożał. Ale również Polska jest przez to uboższa" .


Ze (wschodnio)żydowskiego świata nie pozostało zewnętrznie w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu nic. Świat ten żyje dzisiaj już tylko we wspomnieniach. Kiedy nie ma już materialnych świadków jego życia i bogatej kultury, pozostała jednak jego duchowa spuścizna, potwierdzając jak gdyby ową dawną legendę, według której spłonął wprawdzie pergamin zwoju Tory, ale nie spłonęły napisane na nim litery, które wzniosły się do nieba. Synagogi zostały zburzone, święte zwoje Pisma spalone, cenne skarby kultury gdzieś wywiezione. Z kwitnących niegdyś gmin, sztetlów, z reguły nie pozostał przy życiu ani jeden Żyd. Większość obszarów Polski stała się rzeczywiście "judenfrei". Zamordowani zostali ludzie, a wraz z nimi także ich kultura.
Niczym lamentacja brzmią słowa, jakie pochodzący z żydowskiej rodziny polski poeta i pisarz Antoni Słonimski (1895-1976) wlał w swoją Elegię miasteczek żydowskich:


Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek,
W Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy
Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek,
I śpiewu nasłuchiwał z drewnianej bóżnicy.
[...]


Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
Opłakiwali święte mury Jeruzalem.


Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem
I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,
Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
Dwa narody karmione stuleci cierpieniem.


***


Skutki Holocaustu, zagłady europejskich Żydów, były i są w Polsce bardziej niż tragiczne i w pewnym sensie także silniej odczuwalne niż w którymkolwiek innym europejskim kraju. Przywrócenie choćby jakiegoś neutralnego współżycia Żydów i chrześcijan, Polaków i Żydów bezpośrednio po wojnie było niemożliwe - w obliczu traumatycznych doświadczeń, jakie stały się udziałem wielu Żydów w powojennej Polsce, wydawało się to wręcz nie do pomyślenia; spoglądając retrospektywnie na ten okres, trudno niekiedy oprzeć się wrażeniu, że to właśnie te doświadczenia wczesnych lat powojennych oddziałały tak trwale na stosunki między Żydami a Polakami, iż niejako z ich perspektywy widzi się całą historię polsko-żydowskich relacji.


Gdy z jednej strony brak było żywotnych gmin żydowskich, które mogłyby się przyczynić do przezwyciężenia tragicznej przeszłości, to z drugiej ci, którzy przeżyli Shoah albo powrócili do Polski z emigracji, albo jak owych prawie 200 tysięcy Żydów, którzy po zajęciu wschodniej Polski przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 roku wywiezieni na Syberię, zostali po wojnie repatriowani do Polski, doświadczyli tego, że w powojennej Polsce nie są mile widziani. Świadczą o tym zarówno pogromy lat 1945 i 1946, których podłoże i okoliczności dopiero teraz (po otwarciu odpowiednich archiwów) mogą wyjść na jaw , jak i kilkakrotne kampanie antysemickie lat późniejszych (przede wszystkim 1956, 1968 i 1980/81), w których trakcie Żydzi w Polsce odczuli skutki politycznie instrumentalizowanego antysemityzmu; polski krytyk literacki żydowskiego pochodzenia Artur Sandauer (1913-1989) powiedział o nim, że wypędza on "z kraju tych, których [Hitler] nie zdołał zamordować. Polska stanie się rzeczywiście ťjudenfreiŤ". Świadomość, że "polski antysemityzm (...) nie wygasł na ruinach spalonego getta", jak pisał w roku 1946 polski pisarz Jerzy Andrzejewski, autor powieści Popiół i diament i opowiadania Wielki Tydzień, stała się nie tylko dla Żydów, ale także dla każdego etycznie uwrażliwionego Polaka "wstrząsającym doświadczeniem".


Z drugiej strony Polacy doznawali "krzywd i niesprawiedliwości wyrządzonych przez powojenne rządy komunistyczne, w których uczestniczyli także ludzie pochodzenia żydowskiego", jak to sformułowali w swoim liście pasterskim polscy biskupi, dodając, iż "przyznać jednak musimy, iż źródłem inspiracji ich działania nie było zapewne ani ich pochodzenie, ani ich religia, ale ideologia komunistyczna, od której sami Żydzi zresztą zaznali wiele niesprawiedliwości". Nie sposób w każdym razie zaprzeczyć, że pojęcie "żydokomuny" stało się również w Polsce rozpowszechnionym obiegowym stereotypem .


Fakt, że w takich okolicznościach nie do pomyślenia było podjęcie dialogu między Polakami a Żydami, jest zrozumiały niemal sam przez się. Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, aby pojąć, że w tej sytuacji nieliczni Żydzi, którzy przeżyli Shoah, nie chcieli czy nie mogli mówić o koszmarach przeszłości, a po stronie polskiej po prostu brak było chęci nawiązania z nimi rozmowy.


***


Do tego dochodzi pewien dalszy problem, którego konsekwencje po dziś dzień są wśród Żydów i Polaków - zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami - przedmiotem nie tylko dyskusji, ale bardzo często także kontrowersji. Przeważająca większość niemieckich obozów koncentracyjnych i obozów zagłady, jak Majdanek, Treblinka, Sobibór, a przede wszystkim Auschwitz- -Birkenau, znajdowała się, jak wiadomo, na okupowanych terenach polskich. Otóż bardzo często owo geograficzne usytuowanie miejsc zagłady jest postrzegane nie w związku z właściwymi przyczynami takiej ich lokalizacji, lecz wiązane z "przysłowiowym polskim antysemityzmem", w którym widzi się rzekomą przyczynę tego, że ze strony miejscowej ludności nie tylko nie można było oczekiwać oporu wobec obozów zagłady, ale raczej wolno było się spodziewać gotowości do współdziałania z hitlerowską Rzeszą w dziele eksterminacji Żydów . Insynuacja ta nie staje się słuszniejsza przez to, że znajduje wyraz w licznych publikacjach i wypowiedziach wybitnych osobistości, czy też, jak we wzmożonym jeszcze stopniu w filmie Claudea Lanzmana Shoah, jest podawana jako fakt historyczny. Niewielu tylko zdaje sobie sprawę, że właśnie ten film nie jest filmem dokumentalnym, przedstawiającym historyczną rzeczywistość nazistowskich zbrodni, lecz że służy on zilustrowaniu pewnego z góry przyjętego sposobu widzenia i stara się podbudować pewną ideologię .


***


Skutkiem tego wszystkiego Polska w świadomości powojennych pokoleń Żydów nie jest już odczuwana jako duchowa ojczyzna współczesnej społeczności żydowskiej, lecz postrzegana raczej jako jej mogiła, jako jeden ogromny cmentarz. Fakt ten ma zgubne konsekwencje dla obu stron - zarówno dla Żydów, jak i Polaków. Jeśli chodzi o stronę żydowską, to urodzona w roku 1910 w polskim Gąbinie poetka Rajzel Żychlińska - która przeżyła zagładę i powróciła do Polski, aby jednak już w roku 1948 opuścić ją ponownie i wyjechać do Nowego Jorku - wyraziła to, co myślało z pewnością wielu, którzy podobnie jak ona wkrótce po wojnie odwrócili się od Polski, gdy powiedziała, "że nie może żyć na cmentarzu", a tym bardziej na cmentarzu, który przez wydarzenia pierwszych lat powojennych został ponadto zbezczeszczony. I właśnie te wydarzenia okresu powojennego, jawiące się wielu jako ciąg dalszy owej kolaboracji, o której była uprzednio mowa, kształtują w znacznej mierze jeszcze po dziś dzień obraz Polski w oczach Żydów i określają ich stosunek do niej.


Z kolei Polacy czują się taką jednostronnością spojrzenia jak najgłębiej dotknięci i odczuwają wypływające z niej oskarżenia jako nieuzasadnione. Kiedy wszakże bronią się przed takimi bezzasadnymi obwinieniami - a obrona taka przybiera nierzadko formy gwałtowne - widzi się w tym z reguły potwierdzenie ich antysemityzmu i dla uzasadnienia wspomnianej wyżej jednostronnej perspektywy z tym większym naciskiem wskazuje na bezpośredni związek, co więcej: rzekome płynne przejście polskiego antysemityzmu z czasów przedwojennych w rasistowski antysemityzm okresu nazistowskiego, który leżał u podstaw dokonanego na Żydach ludobójstwa, i jego kontynuację po wojnie. Przez to zrównanie polskiego przedwojennego antysemityzmu z rasistowskim antysemityzmem z czasów nazizmu (oraz instrumentalizowanym politycznie antysemityzmem okresu powojennego) Polacy zostają z roli współofiar tej samej rasistowskiej ideologii, jakimi się czują, wepchnięci w rolę sprawców i tym samym bez własnego przyczynienia się uwikłani w sferę odpowiedzialności, a nawet współwiny za Holocaust. Obwinienie takie odczuwają oni nie tylko jako nieusprawiedliwione: stanowi ono ponadto nieprzezwyciężalną barierę, nieprzekraczalną przeszkodę, uniemożliwiającą pojednanie między Polakami a Żydami. Słusznie zatem zauważa Theo Mechtenberg: Jakkolwiek nie sposób zaprzeczać istnieniu polskiego antysemityzmu z okresu międzywojennego i jego skutków i jakkolwiek można i trzeba o nim mówić, to przecież nie wolno przy tym przeoczać faktu, że ów polski antysemityzm "nigdy nie osiągnął rangi ideologii nadającej piętno całemu narodowi", i dlatego należy się zdecydowanie przeciwstawić opinii, która "dopatruje się bezpośredniego związku między nim a Auschwitz i przypisuje Polakom z racji ich tradycyjnego antysemityzmu współwinę za popełnione na Żydach ludobójstwo".


Należy sobie zatem uświadomić, że wskutek Shoah, które wydarzyło się w samym środku chrześcijańskiej Europy, cała dotychczasowa, obejmująca ponad tysiąc lat wspólna historia polsko-żydowska zostaje nie tylko przyćmiona, ale nawet całkowicie przesłonięta. Ludobójstwo na narodzie żydowskim w nie znanym dotychczas rozmiarze oraz sposób, w jaki je popełniono, stanowią największe wyzwanie dla całego chrześcijaństwa oraz wezwanie do głębokiej refleksji. Niemcy i Polacy są jednak w tę rzeczywistość Shoah uwikłani w sposób całkiem szczególny, jakkolwiek różny i z odmiennych przyczyn. O ile wszakże zarówno Kościoły ewangelickie w Niemczech, jak i niemiecka katolicka Konferencja Biskupów wyraziły w licznych dokumentach swoje stanowisko, które jest powszechnie znane i spotyka się z uznaniem, to Shoah jako problem również Polaków nie stał się jeszcze dotąd - pomimo wszystkich dyskusji z ubiegłych lat - przedmiotem takiej uwagi, na jaką zasługuje . Dlatego pozwólcie Państwo, że przedstawię tu kilka związanych z tym refleksji.


2. Shoah jako problem Polaków


Shoah, mord na Żydach, który w przeważającej mierze dokonał się na terytorium okupowanej Polski, stanowi dla niej - obok rozlicznych własnych ofiar drugiej wojny światowej - najtragiczniejszy ze wszystkich tragicznych elementów nazistowskiej spuścizny i obciąża polsko-żydowskie stosunki w takim stopniu, który często wręcz uniemożliwia jakiekolwiek zbliżenie i porozumienie między Polakami a Żydami. Ta straszliwa spuścizna stała się dla Polski nieuchronnym losem powojennej doby. Dla większości Żydów na świecie Polska jest dziś po prostu "krajem Shoah": "W Polsce widzą dzisiaj Żydzi niemal powszechnie ťegipski dom niewoliŤ, z którego trzeba było uciekać, aby znaleźć schronienie w USA czy Izraelu. Ci, którym się to nie udało, zginęli. Z tej perspektywy widzi się wszystko, co Żydzi przeżyli w naszym kraju. Oczywiście nie wolno tragedii Shoah umniejszać; ale jak można i należy prowadzić dialog w sytuacji, w której po wszystkim, co się wydarzyło, Polska i Polacy są przedstawiani w jeszcze gorszym świetle niż Niemcy i naziści?"


Chodzi tu nie tylko o kwestię polsko-żydowską, ale o problem, który w równej mierze dotyczy całości stosunków chrześcijańsko-żydowskich. Stereotypy są bezkrytycznie przejmowane i powtarzane bez sprawdzania, co w nich jest prawdziwe - a często nawet bez próby dotarcia w należyty sposób do prawdy historycznej. Wskutek tego nie brak radykalnych twierdzeń, w których raz po raz obciąża się bezpośrednio Polaków jeśli już nie samym masowym mordem na Żydach, to przynajmniej rozmiarem tego ludobójstwa (czynią tak np. William Styron, Jack Gardner, Herman Wouk, Gerald Green i in.). Mark Hillel reprezentuje nawet pogląd, że większość Żydów, którzy przeżyli Shoah, nienawidzi Polaków bardziej niż Niemców .


Nie znając dokładnie straszliwego terroru i granic tego, co pod niemiecką okupacją było możliwe, obwinia się raz po raz Polaków o to, że czynili za mało dla ratowania Żydów. Tylko bardzo nieliczni wiedzą, że jedynie w Polsce za ratowanie Żydów i jakąkolwiek pomoc dla nich groziła kara śmierci, i że kara ta spotykała nie tylko osobę, która pomagała, ale także jej najbliższych i całe rodziny. Z bezsilną wściekłością i grozą trzeba było bardzo często patrzeć na śmierć członków własnej rodziny. Oczywiście, nie usprawiedliwia to ani nie stanowi podstawy do usprawiedliwienia obojętności wobec straszliwego losu Żydów w okresie tzw. "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej", jaka oczywiście również miała miejsce. Zanim jednak postawi się taki zarzut ogólnej obojętności, trzeba zadać (sobie) pytanie, co w ogóle można było robić w tamtej konkretnej sytuacji, aby ratować Żydów. Na pytanie, kto uczynił wszystko, co możliwe, dla uratowania Żydów, odpowiedział kiedyś Władysław Bartoszewski: tylko ten, kto oddał za nich własne życie... Podobnie powiedział też Tadeusz Mazowiecki, przemawiając jako pierwszy niekomunistyczny premier Polski do przedstawicieli Światowego Kongresu Żydów: "Nikt nie może twierdzić, że uczynił wszystko, aby ratować żydowskich współbraci. Nikt w Europie czy Ameryce nie może tego powiedzieć". I może wolno w tym miejscu przypomnieć także, iż większość drzew, posadzonych w "Alei Sprawiedliwych" w Instytucie Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie, dane było posadzić Polakom .


***


Czy jest to jedynie bezmyślność, kiedy w USA mówi się przede wszystkim o "polish concentration camps", a niekiedy również w Niemczech o "polskich obozach koncentracyjnych"? Dla polskich uszu brzmi to tak, jak gdyby w ten sposób odpowiedzialnością za wszystkie popełnione tam okrucieństwa i zbrodnie obciążano bezpośrednio lub pośrednio Polskę, a niekiedy odnosi się wrażenie, że w miarę tego, jak zwiększa się czasowy i geograficzny dystans względem rzeczywistości byłych obozów koncentracyjnych, coraz bardziej wiarygodnie jawi się ona jako dzieło Polaków. Oczywiście, usytuowanie obozów koncentracyjnych i obozów zagłady podczas wojny na okupowanym przez Niemców terytorium Polski narzuca w sposób nieunikniony pytanie o współodpowiedzialność za owo ludobójstwo. Czy jednak usprawiedliwia ono zarzut współwiny? Najczęściej przeocza się przy tym fakt, że istnieje różnica między współdziałaniem, współwiną i współodpowiedzialnością.


Właśnie na ten temat toczy się w Polsce i wśród Polaków burzliwa dyskusja - od czasu, kiedy przed ponad dziesięciu laty krakowski profesor-polonista Jan Błoński na łamach wychodzącego w Krakowie wpływowego katolickiego czasopisma "Tygodnik Powszechny" opublikował artykuł pod tytułem Biedni Polacy patrzą na getto, w którym mówi o "grzechu zaniechania". Nie tu miejsce wchodzić w szczegóły tej kontrowersji. Zainteresowanych odsyłam w tej sprawie do tymczasowego podsumowania, jakie po kwartalnym okresie trwania tej dyskusji sporządził Jerzy Turowicz, cieszący się wysokim szacunkiem w kraju i za granicą redaktor naczelny wspomnianego czasopisma ; omówił on też dokładnie całość problemu .


Stwierdzenie zacytowanego na wstępie listu pasterskiego polskich biskupów, w myśl którego Shoah dokonało się "nie z naszej woli ani nie z naszej ręki", spotkało się ze strony żydowskiej z bardzo poważną krytyką, wyrażaną nie tylko przez pojedyncze głosy. Krytyka ta jeszcze raz ukazuje, jak głęboko zakorzenione jest w świadomości wielu Żydów przekonanie, że Shoah było dziełem Polaków. W jakiej zaś mierze problem ten zdominował wszelką dyskusję na temat stosunków polsko-żydowskich, chciałbym tu zilustrować na dwóch przykładach.
Z początkiem lutego 1988 roku odbył się na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie międzynarodowy kongres na temat historii i kultury polskich Żydów, podczas którego - bo jakże mogłoby być inaczej - przedmiotem żywej dyskusji był problem stosunków polsko-żydowskich w okresie Shoah. Jakkolwiek delegacja polska była przy tym gotowa przyznać, że "ponosimy współwinę za to, iż nie uczyniliśmy dostatecznie dużo dla ratowania Żydów" , niemal wszyscy żydowscy uczestnicy kongresu reprezentowali opinię, że to nie stworzona przez okupację sytuacja, lecz polski antysemityzm był przyczyną tego, iż uratowało się tak niewielu tylko Żydów.
Tak samo w Jerozolimie odbyło się w maju 1994 roku spotkanie międzynarodowego Liaison Commitee do spraw stosunków Watykanu z Żydami i żydowskimi organizacjami. Podczas tego spotkania prof. Hans Hermann Henrix zrelacjonował m.in. stan przygotowań do ogłoszenia dokumentu na temat Shoah . Chociaż treść tego referatu była ściśle poufna i przeznaczona wyłącznie dla uczestników spotkania, następnego dnia pojawił się w "Jerusalem Post" artykuł wstępny, w którego nagłówku można było przeczytać: "Niemcy i Polacy proszą o przebaczenie za Shoah".


Takie i podobne głosy sprawiają, że Polacy czują się nie tylko nie rozumiani, lecz głęboko dotknięci i zranieni. Przecież byli oni jako naród jedną z pierwszych ofiar rasistowskiej ideologii narodowego socjalizmu. Zanim jeszcze w roku 1942 zatwierdzono plan tzw. "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej", istniał już, jak wiadomo, analogiczny plan eksterminacji polskiej inteligencji. I właśnie polska inteligencja stanowiła pierwsze ofiary obozów koncentracyjnych i obozów zagłady. Wszystko to są fakty od dawna znane i w środowisku historyków absolutnie nie kwestionowane. Pomimo to z niezrozumiałych przyczyn nierzadko przypisuje się nam rolę sprawców i oprawców.
I chciałbym tu również osobiście zaświadczyć, że podczas niemieckiej okupacji odczuwaliśmy znacznie silniej wspólnotę cierpienia z Żydami niż wspólnotę wiary chrześcijańskiej z Niemcami.
Zasadniczo były wtedy tylko dwie kategorie ludzi: sprawcy i ofiary. Żydzi i Polacy znajdowali się wspólnie po stronie ofiar, jakkolwiek nie w taki sam sposób i nie w takiej samej mierze, co podkreślił też papież Jan Paweł II podczas obu swoich spotkań z małą żydowską gminą w Warszawie, mówiąc:


"Bądźcie przekonani o tym, drodzy bracia, że Polacy, ten Kościół w Polsce, który z bliska patrzył na tę potworną rzeczywistość Zagłady, bezwzględnej zagłady waszego narodu, zamierzonej i realizowanej, przeżywał to w duchu głębokiej solidarności z wami. Wasze zagrożenie było i naszym zagrożeniem. To nasze się nie zrealizowało w takiej mierze, nie zdążyło się zrealizować w takiej mierze. Tę straszliwą ofiarę wyniszczenia ponieśliście wy, można powiedzieć, ponieśliście za innych, którzy także mieli być wyniszczeni" (Warszawa, 14 czerwca 1987 i 9 czerwca 1991).


***


W obliczu ówczesnej wspólnoty cierpienia dla wielu całkowicie niezrozumiały jest dzisiejszy antagonizm dzielący ofiary z tamtych czasów - antagonizm, który w niemałym stopniu leżał także u podłoża trwającego przez lata sporu o klasztor sióstr karmelitanek w Oświęcimiu i w znacznej mierze odciskał na nim swoje piętno. Żydzi słusznie podkreślają jedyny w swoim rodzaju charakter swego losu i cierpienia. Ale to właśnie odczuwają nierzadko Polacy jako lekceważenie tych wszystkich, którzy według tego samego prawa, na zasadzie tej samej ideologii i przy zastosowaniu tej samej zbiorowej odpowiedzialności i zbiorowej represji ponieśli okrutną śmierć jako "Judenhelfer" względnie "Judenretter" (pomagający Żydom lub ratujący ich). Owe tysiące, które za swoją gotowość pomocy Żydom zapłaciły własnym życiem, stanowią drugie oblicze tego samego Shoah. Ale jedynie bardzo nieliczni są dzisiaj gotowi to uznać.
Otóż kiedy Polacy wspólnie z własnymi ofiarami pragną również, a ponadto na sposób chrześcijański uczcić żydowskie ofiary okresu nazizmu, Żydzi widzą w tym próbę zatarcia czy wręcz wymazania żydowskiej pamięci, a nawet chrześcijańskiego zawłaszczenia i chrystianizacji Shoah. Wylana krew, która kiedyś kazała Żydom i Polakom wspólnie walczyć przeciwko nazistowskiemu terrorowi - po ostatnim wspólnym apelu Żydów i Polaków przed ostateczną likwidacją warszawskiego getta powiewały obok siebie flagi biało- -czerwona i niebiesko-biała z Gwiazdą Dawida - nie łączy już, lecz dzieli.


Na tym polega tragizm dzisiejszej relacji między oboma narodami.
Dlatego cytowany już kilkakrotnie list pasterski polskich biskupów wyraża "szczere ubolewanie z powodu wszystkich wypadków antysemickich, które kiedykolwiek lub przez kogokolwiek na polskiej ziemi zostały dokonane", i oświadcza, że "wszelkie przejawy antysemityzmu są niezgodne z duchem Ewangelii i - jak to ostatnio podkreślił Jan Paweł II- ťpozostają w całkowitej sprzeczności z chrześcijańską wizją godności człowiekaŤ", zarazem jednak ubolewa nad "posługiwaniem się przez wielu pojęciem tzw. antysemityzmu polskiego jako szczególnie groźnej formy tegoż antysemityzmu" jako "niesprawiedliwym" i "głęboko krzywdzącym"- zwłaszcza kiedy łączy się ten antysemityzm z narodowosocjalistycznym antysemityzmem rasistowskim.


Przed tym "rasistowskim, wyrastającym z pogańskich korzeni i importowanym z zewnątrz antysemityzmem" ostrzegał już w swoim liście pasterskim z roku 1936 kardynał August Hlond. Dlatego należy stanowczo odrzucić insynuacje, jakoby dwie te postacie antysemityzmu, różniące się w zasadniczy sposób swoją istotą i źródłami inspiracji, pozostawały ze sobą w bezpośrednim związku. Polski antysemityzm miał różne przyczyny religijnej, kulturowej, politycznej, ekonomicznej, a także etnicznej natury; był on jednak wolny od nienawiści rasowej i pogardy, na których opierała się narodowosocjalistyczna ideologia kogoś takiego jak Rosenberg.


"Jeśli dzisiaj gdzieś w Kościele katolickim w Polsce istnieje jeszcze jakiegokolwiek rodzaju antysemityzm", pisze R. J. Weksler-Waszkinel, "jest to pozostałość z przeszłości. Jest on infekcją, którą trzeba cierpliwie, ale też bardzo zdecydowanie leczyć (infekcje są zawsze niebezpieczne)", bowiem "antysemityzm jest czymś antychrześcijańskim, a w każdym wypadku również antykatolickim".
Można zapewne bez przesady powiedzieć, że nie ma na świecie (o Niemczech nie chciałbym tu mówić) drugiego kraju, w którym bezpośrednie skutki Holocaustu odczuwa się tak silnie jak w Polsce. Według słów Wałęsy, Polska jest "ziemią, naznaczoną stygmatem Auschwitz" i jeszcze bardzo długo taką pozostanie. Także Elie Wiesel przyznaje: "Holocaust stał się istotnym elementem składowym polskiej życiowej świadomości". W Polsce, dla nas, Shoah jeszcze dzisiaj, przeszło 50 lat po wojnie, nie jest jakąś sprawą teoretyczną, nie jest przeszłością, lecz rzeczywistością, z którą jest się codziennie konfrontowanym. Jest ono "nie wyleczoną raną, która ciągle jeszcze krwawi" (papież Jan Paweł II).


Proszę mi wybaczyć, że w moim dzisiejszym uroczystym wykładzie przypomniałem pewne bolesne i gorzkie wydarzenia. Nie zamierzałem przez to przywracać do życia widm z przeszłości i rozdrapywać nie uleczonych ran, lecz chciałem ukazać wyraźnie dwie rzeczy: po pierwsze, o co chodzi, kiedy mówi się dzisiaj o pojednaniu między Polakami a Żydami, i po drugie, że w obliczu istniejącego stanu rzeczy proces pojednania należy nie tylko ujmować i rozumieć, ale domagać się go, a przede wszystkim realizować nie jako coś bilateralnego z jednej strony między Niemcami a Żydami, z drugiej między Polakami a Żydami, lecz jako proces trójstronny między Niemcami, Polakami i Żydami. Ważne kroki na tej drodze, która z pewnością nie jest łatwa, zostały już uczynione.


3. Co robić, aby uporać się wspólnie


W swoim kilkakrotnie tu już cytowanym artykule z 1988 roku pisze Theo Mechtenberg: "Ten, kto jako Niemiec w 50. rocznicę tak zwanej ťnocy kryształowejŤ zajmuje stanowisko wobec stosunków polsko-żydowskich i w związku z tym wobec polskiego antysemityzmu, może to czynić tylko pod warunkiem, że w żaden sposób nie stawia tego polskiego antysemityzmu na jednej płaszczyźnie z antysemityzmem Trzeciej Rzeszy, ukierunkowanym na totalną eksterminację narodu żydowskiego. Nie polski, lecz niemiecki naród ponosi odpowiedzialność za popełnione na Żydach ludobójstwo. Należy to bardzo wyraźnie powiedzieć nie tylko Żydom, ale także Polakom; wskutek tego bowiem, że po zaplanowaniu ťostatecznego rozwiązaniaŤ obozy zagłady europejskich Żydów zostały przeniesione do Polski, (...) głównie na teren Generalnej Guberni, my Niemcy ponosimy współodpowiedzialność za to, że dzisiaj w światowej opinii publicznej współodpowiedzialnym za Shoah czyni się polski antysemityzm (...). Na tym jednak nie kończy się bynajmniej problem krzywdy, jaką przez Holocaust w ich kraju wyrządziliśmy Polakom: obok ucisku, upokorzeń i prześladowań, jakich doznawali sami, zostali oni bowiem przez to uwikłani moralnie w winę zagłady Żydów; jest to aspekt niemiecko-polskich stosunków, na który dotąd prawie nie zwracano uwagi".


Są to nie tylko dla Polaków bardzo doniosłe, odważne i krzepiące słowa na temat stosunków niemiecko-polsko-żydowskich. Przypominając je tutaj z wdzięcznością, czynię to również dlatego, że postrzegają one najnowszą polsko-niemiecką historię z nowej perspektywy i tym samym torują zarazem nową drogę ku pojednaniu w pełnej prawdzie i poprzez nią. Wdzięczność ta należy się zresztą nie tylko zacytowanemu właśnie autorowi, lecz także tym wszystkim, którzy - jak Günter Särchen i prof. Stefan Schreiner - równie odważnie wkroczyli na tę drogę jeszcze w okresie komunistycznym w podzielonych wtedy Niemczech, aby wspierać "trudny dialog między wyobcowanym względem siebie rodzeństwem" - jak brzmi tytuł wydanego przez "Anna-Morawska-Seminar" w Magdeburgu w 1991 roku specjalnego zeszytu poświęconego stosunkom między Polakami a Żydami - Żydami a Polakami, do którego tutaj kilkakrotnie już się odnosiłem. Na takie samo podziękowanie zasługuje również Evangelischer Arbeitskreis "Kirche und Israel" w Hessen-Nassau, który w swoim biuletynie opublikował szereg artykułów związanych z problematyką stosunków chrześcijańsko-żydowskich/żydowsko-chrześcijańskich w Polsce, zapoznając z nią w ten sposób szerszą opinię.


Gotowość i otwartość, z jaką potraktowano trudne i bolesne problemy przeszłości, zasługują na uznanie i wdzięczność. W swoim interesującym artykule: "W cieniu przeszłości - o dziejach żydowskiej wspólnoty w Polsce od roku 1945", prof. Stefan Schreiner pisze między innymi: "Wydawania ocen czy sądów na temat problematyki stosunków polsko-żydowskich, ich przeszłości i teraźniejszości, zabrania nam, Niemcom, nasza własna historia. Jako ludzie zabiegający o dialog chrześcijańsko-żydowski, niemiecko-żydowski, powinniśmy być otwarci na obie strony i zajmować wobec obu stron postawę zrozumienia, a przynajmniej próby czy chęci zrozumienia; a więc zarówno wobec małej wspólnoty żydowskiej ze wszystkimi jej troskami i problemami, jak i wobec zmagających się z własną historią Polaków. Powinniśmy się starać w miarę swych możliwości przyczynić się do tego, aby przeszkody na drodze polsko-żydowskiego porozumienia i pojednania, powstałe w niemałej mierze z niemieckiej winy, mogły zostać usunięte" .


Kiedy podczas spotkania przedstawicieli niemieckiej i polskiej konferencji biskupów w roku 1990 poruszyłem te sprawy i wskazałem na przeszkody istniejące na drodze do polsko-żydowskiego porozumienia i pojednania, moje słowa zostały przez niektórych uczestników przyjęte (jeszcze) ze zdziwieniem i zaskoczeniem. Dzisiaj natomiast, w wyniku prowadzonego przez ten czas braterskiego dialogu oraz lepszego i głębszego wzajemnego zrozumienia, strony gotowe są nie tylko uznać i wyznać własną winę, jakkolwiek byłoby to trudne, lecz także zdecydowanie odrzucić zarówno niesłuszne przypisywanie winy zbiorowej, jak i wspomniane wyżej nieuzasadnione obwinienia innych.


***


Podczas gdy proces pojednania między Niemcami a Polakami poczynił w ostatnich latach znaczące postępy, pojednania polsko-żydowskiego ciągle jeszcze brak. W obliczu historii, o której tutaj mówiłem, może być ono osiągnięte i zrealizowane również tylko poprzez wspólny wysiłek Polaków i Niemców. W roku 1990 Arbeitsgruppe Fragen des Judentums Niemieckiej Konferencji Biskupów pod przewodnictwem biskupa pomocniczego Karla Regera (Akwizgran) oraz polska Rada Episkopatu do spraw Dialogu z Judaizmem pod przewodnictwem biskupa pomocniczego Stanisława Gądeckiego (Gniezno) powołały do życia wspólną grupę roboczą, która spotyka się regularnie przynajmniej raz w roku w celu omówienia aktualnych tematów z szeroko pojętej dziedziny stosunków chrześcijańsko-żydowskich. Poza tym istnieje dalsza Niemiecko-polska grupa kontaktowa obu episkopatów, niemieckiego i polskiego, pod przewodnictwem biskupa Waltera Kaspera (Rottenburg) i moim, arcybiskupa Gniezna, która zajmuje się wszystkimi innymi problemami stosunków niemiecko-polskich. Wynikiem pracy tej grupy jest pierwszy wspólny list pasterski obu episkopatów z okazji 50. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej, ogłoszony 13 grudnia 1995 roku.


Podobny dokument ze strony ewangelickiej - pod nazwą Niemcy i Polacy - Polacy i ich wschodni sąsiedzi. Wkład Kościołów w pojednanie w Europie - wydała też niedawno Grupa kontaktowa Polskiej Rady Ekumenicznej i Kościoła ewangelickiego w Niemczech. W kontekście jednoczącej się Europy jest w nim mowa o "pojednanej wielości", z podkreśleniem tego, że "bez pojednania zjednoczenie europejskie nie jest możliwe".


Próba przygotowania takiego wspólnego niemiecko-polskiego dokumentu również w 50. rocznicę wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz niestety nie udała się; jedyną zaś przyczyną tego była obawa, że wspólne stanowisko Niemców i Polaków z tej okazji mogłoby zostać przez wielu zrozumiane jako przyznanie się do polskiej współwiny za popełnione w Auschwitz zbrodnie. Słowa, wypowiedziane w związku z tym przez biskupa Karla Lehmanna jako przewodniczącego Niemieckiej Konferencji Biskupów, były i są jednak całkowicie jednoznaczne. W emitowanym przez Polskie Radio w dniu 27.1.1995 przemówieniu na 50. rocznicę "wyzwolenia więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau dnia 27 stycznia 1945" biskup Lehmann powiedział między innymi:


"Reżim narodowosocjalistyczny swymi okrucieństwami splamił również obcy kraj, przemocą przez siebie zajęty. W Polsce mieszkało wielu Żydów. Obozy zagłady chciano ukryć w położonej nieco na uboczu od centrum Europy wschodniej Polsce. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że zbrodnie te zostały zaplanowane w Niemczech i że odpowiedzialność za nie ponoszą Niemcy. Polska nie może tu być o nic podejrzewana, nie była bowiem w stanie zatrzymać diabelskiej machiny zniszczenia na swojej ziemi.


Jakkolwiek dzisiejsi Niemcy nie są sprawcami tych zbrodni i jakkolwiek dla przyszłych pokoleń wiele rzeczy pozostanie niezrozumiałych, to jednak nie chcemy uchylać się od odpowiedzialności, jaka wynika ze skutków tych okrucieństw. Prosimy naród polski o przebaczenie za rozliczne ofiary z jego własnych szeregów i za hańbę, która rzuciła niejeden cień także na kraj, w którym te zbrodnie się dokonały. Wiemy, że nie możemy naprawić wszystkiego, co zostało wyrządzone (...)".
A w słowie niemieckich biskupów z tej samej okazji z dnia 23 stycznia 1995 dodane jest jeszcze: "Jednocześnie dzień ten przypomina fakt, że Auschwitz ma swoje miejsce także w historii polskiej martyrologii i ciąży na stosunkach między Polakami a Niemcami".


Tego rodzaju odważne i z pewnością również bolesne słowa, jak zacytowane tutaj przeze mnie, znaczą dla Polaków bardzo wiele. Są one ważnym krokiem ku "wyzwoleniu i pojednaniu przez prawdę", a zarazem stanowią trudny do przecenienia wkład nie tylko w polsko-niemieckie, ale także i właśnie w polsko-żydowskie pojednanie, które może dokonać się tylko w pełnej prawdzie i - powtarzam - potrzebuje zaangażowania ze strony Niemców.


Pojednanie jest zawsze procesem uczenia i zarazem uczenia się. Oznacza ono ustawiczne przyjmowanie i dawanie, gotowość do przebaczania i do przyjmowania przebaczenia. W sferze pojednania niemiecko-polskiego osiągnięty został pod tym względem przełom. "Stosunki niemiecko-polskie wyraźnie się w ostatnim czasie polepszyły (...) ale pełne pojednanie niemiecko-polskie", powiedział biskup Karl Reger, "da się osiągnąć dopiero wtedy, kiedy wspólnie uporamy się w Polsce ze stosunkiem między chrześcijanami a Żydami".


Pojednanie niemiecko-polskie jest znacznie łatwiejsze z dwojakiej przyczyny. Jako chrześcijanie wierzymy wspólnie, że "zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna" (Rz 5,10). Poza tym było i jest tu jednoznacznie jasne, kto jest sprawcą, a kto ofiarą. W odniesieniu do pojednania z Żydami chrześcijańskiej perspektywy brak. Zagłada Żydów w okresie nazizmu jest tu widziana wyłącznie w kategoriach polsko-żydowskich, co proces pojednania znacznie utrudnia. U Polaków z kolei pamięć krzywd i zbrodni komunistycznego reżimu, któremu służyło także wiele osób pochodzenia żydowskiego (potocznie nazywanych po prostu Żydami) jest jeszcze bardzo żywa, a stereotypowe skojarzenie żydostwa z komunizmem (żydokomuna), o którym była już mowa, jest w dalszym ciągu głęboko zakorzenione i obciąża w znacznym stopniu wzajemne stosunki. Władysław Bartoszewski ma słuszność, kiedy mówi: "Polacy czują się całkowicie błędnie postrzegani, kiedy czyni ich się odpowiedzialnymi za masowe morderstwa, których ofiarami byli również oni sami. Podobnie Żydzi są urażeni, kiedy przypisuje się im odpowiedzialność za zbrodnie stalinowskiej policji, dlatego tylko że kilka wysokich stanowisk w machinie terroru tej partii było obsadzonych przez Żydów" .


***


Wszystko, co tutaj, niekiedy w koniecznym skrócie, powiedziałem, ukazuje, jak złożone, bolesne i obciążone są polsko-żydowskie stosunki w historii i współczesności. Tym bardziej cieszy fakt, że trudny "dialog między wyobcowanym względem siebie rodzeństwem" przynosi pomimo to stopniowo owoce i przejawia pewne budzące nadzieję oznaki postępu.
Z okazji jubileuszu 400-lecia "Colloqium Charitativum" w Toruniu odbyło się 6 października 1996 roku kollokwium na temat: "Braterska rozmowa między chrześcijanami a Żydami", w którym uczestniczyli Żydzi, Niemcy i Polacy. Słowa "braterska rozmowa" nie były przy tym jakąś grzecznościową formułką, lecz elementem przeżywanej, autentycznej rzeczywistości. Wszyscy uczestnicy szczerze starali się tę braterską rozmowę wspierać i służyć multilateralnemu procesowi pojednania, który stawia wymagania w równej mierze pod adresem wszystkich stron. Wysoki stopień wzajemnego zrozumienia, poważne wspólne zaangażowanie i determinacja, z jaką ta rozmowa jest prowadzona, stanowią pomimo wszystkich trudności, ciągle jeszcze piętrzących się na drodze do pojednania, dobry i napawający otuchą znak lepszej, wolnej od nienawiści i wyobcowania przyszłości nowej Europy. Tutaj, gdzie według słów Elie Wiesela "wszelka nadzieja zdawała się osiągnąć swój kres", musimy wbrew wszystkiemu, co się dokonało i co nas ciągle jeszcze dzieli, nieustannie i to wspólnie zaświadczać, że "ludzie są jednak godni nadziei".



HENRYK MUSZYŃSKI


- Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski