E-mail

English







Jedwabne powinno być symbolem pojednania

Rozmowa z rabinem Michaelem Schudrinem

Rzeczpospolita 14 marca 2001

KAI: Prymas Polski w odpowiedzi na list pana rabina poinformował, że planuje wraz z panem spotkanie modlitewne w związku z 60-leciem mordu w Jedwabnem. Jakie duchowe znaczenie dla Żydów ma prośba o przebłaganie Boga za grzech niewinnie przelanej krwi?


MICHAEL SCHUDRICH: W tradycji żydowskiej w rocznicę śmierci kogoś z krewnych lub współwyznawców rzeczą naturalną jest odmawianie modlitw za zmarłych w miejscu, gdzie są pochowani. W odniesieniu do Jedwabnego, wiemy, gdzie są mogiły ofiar tragedii i dla mnie jako rabina byłoby rzeczą naturalną, aby te modlitwy odbyły się w tym mieście. Jestem jednak otwarty na inne propozycje, choć rozumiem, że potomkowie zmarłych pragną zebrać się nad mogiłami bliskich i połączyć w żałobie.


Jak wyobraża sobie pan rabin przebieg takiej modlitwy?


Powinna znaleźć się tu żydowska modlitwa za zmarłych wzniesiona wraz ze wszystkimi ludźmi dobrej woli, którzy zechcą się połączyć z nami w żałobie. My - żydzi i chrześcijanie - mamy wspólną tradycję, między innymi Księgę Psalmów. To będzie naturalne, jeżeli ktoś, kto nie jest Żydem, a chce brać udział w naszych modlitwach, odmówi wówczas na przykład psalm żałobny. Powinniśmy oczywiście ustalić wcześniej, jakie to będą modlitwy, bo nie jest to bez znaczenia. Dla mnie najważniejsze jest to, że wspólnie będziemy wspominać tę tragedię. Nie powinno to być okazją do jakichś rozrachunków, do mówienia, kto co zrobił, do oskarżania, ale do modlitwy i łączenia się w żałobie.


Czy w czasie tej wspólnej żałoby powinny nastąpić przeprosiny, których spodziewają się ze strony Polaków środowiska żydowskie? Ksiądz prymas zapowiedział, że przeprosi Żydów za zbrodnie popełnione przez Polaków. Czy pan rabin oczekuje jakiejś specjalnej formuły, czy sam fakt wspólnej modlitwy i łączenia się w żałobie wystarczy?


Każdy sam w swoim sumieniu musi rozważyć, jaka jest najlepsza forma prośby o przebaczenie. Nie będę niczego narzucał. Nasza żydowska tradycja nakazuje nam podejmować konkretne działania w odpowiedzi na określone wydarzenia. Jeżeli zrobiłem coś złego, muszę poprosić pokrzywdzonego o przebaczenie. Nie wystarczy tu jednak prosić o przebaczenie Pana Boga. Najpierw muszę przeprosić bliźniego, dopiero potem zwracam się do Boga. Tak naucza nasza religia.


Interesuje nas, jaką formułę przebaczenia przyjmuje się w judaizmie, szczególnie w wypadku, gdy stała się rzecz najgorsza - nastąpiło brutalne morderstwo?


Gdy pisałem do kardynała Glempa, czerpałem inspirację z Księgi Powtórzonego Prawa, rozdział 21, werset 1 - 9. Czytamy tam o Eglah Arufa, specjalnej ofierze, którą należy złożyć po znalezieniu na polu ciała zabitego człowieka: "Ręce nasze nie wylały tej krwi ani oczy nasze na to nie patrzały. Oczyść lud Twój izraelski, któryś odkupił Panie, a nie poczytaj krwi niewinnej w pośrodku ludu Twego izraelskiego. Tedy oczyszczeni będą od onej krwi". To mało znany fragment Tory - jeśli znalazłeś w polu zamordowanego i nie wiadomo, kto jest mordercą, musisz udać się do najbliższego miasta i przywódca tego miasta musi złożyć specjalną ofiarę, a potem prosić o przebaczenie od Pana Boga. W wypadku Jedwabnego wiadomo, kto zamordował, choć historycy spierają się, jaki był w tym udział Polaków i Niemców, ale wiadomo, że na pewno brali w tym udział także Polacy. To jest bolesne, ale prawda jest prawdą.


Kto więc, oprócz Boga - zdaniem pana rabina - powinien być konkretnym adresatem prośby o przebaczenie?


Są potomkowie ofiar, jest rabin Baker i kilka osób z Jedwabnego. Najważniejsze jest to, że jeżeli ktoś czuje głęboką wewnętrzną potrzebę uczynienia takiego gestu, znajdzie też odpowiednią formę. Kluczem może być cytowany fragment z Księgi Powtórzonego Prawa.


Jaki jest sens modlitwy za zmarłych w religii żydowskiej?


Intencją modlitwy za każdego zmarłego jest, aby połączył się z Bogiem w raju. Gdy czytam pisma słynnego rabina Majmonidesa, który żył 800 lat temu, i dzięki nim postępuję dobrze, powiększam w ten sposób jego zasługi. Do dziś, trzy tysiące lat po śmierci Mojżesza, pomnażają się owoce jego dobrego życia i uczynków. Tak więc człowiek może robić dobre uczynki tylko za życia, ale ich owoce mogą trwać przez wieki i tysiąclecia, do końca świata.


W wypadku Jedwabnego, rzecz ma się trochę inaczej, gdyż tam zginęły całe rodziny. Nie mają więc potomków i krewnych, którzy mogliby ich wspominać i modlić się za nich. Dla mnie ważne jest wspomnieć ich życie i pomóc im, od strony duchowej.


Co trzeba zrobić, aby tragedia w Jedwabnem nie dzieliła ludzi, ale przyczyniła się do dobra, by zbliżyła wyznawców naszych religii?


Pierwszy krok to prosić o przebaczenie. W jaki sposób - to jest otwarte pytanie. Według mnie dziś ludzie są bardziej otwarci na prawdę, nawet gdy jest ona bardzo bolesna, nawet jeśli jest to przeciwko wcześniejszym wyobrażeniom narodu polskiego o samym sobie. Wiem, że to bardzo trudne. Ale widzę, że to się już zaczęło i cieszę się, iż mieszkam wśród ludzi, którzy są gotowi myśleć, modlić się, przyznać się do winy z przeszłości.


Dla mnie osobiście jest bolesne, że gdy pada słowo "Jedwabne", wywołuje to złe emocje. Myśli się o konflikcie, mordzie, ofiarach, ludzie są podzieleni. To nieważne, jaką wersję wydarzeń przyjmują skonfliktowane strony, ale myślą one przede wszystkim o przemocy i tragedii, która się tu rozegrała. A to nie jest w porządku. Dlaczego ci ludzie nie wspominają całych 500 lat wspólnej historii? Myślą tylko o kilku godzinach, okropnych, tragicznych, trudnych do uwierzenia. To ludzkie i naturalne. Ale słyszałem od pochodzącego z Jedwabnego rabina Bakera (wcześniej nazywał się Piekarz, gdyż jego rodzina miała młyn) o mieszkających w miasteczku Polakach. Nocowali w ich domu, utrzymywali kontakty. I był to dla niego szok - jak to się stało, jak to było możliwe? Tych kilka godzin, choć tak tragicznych, nie może decydować o tym, że Jedwabne staje się najgorszym miastem w Polsce. Być może w tym jednym dniu było najgorszym miastem, ale tylko wtedy.


W Polsce nikt nie kwestionuje faktu, że Polacy przyczynili się do śmierci Żydów w Jedwabnem. Byliśmy w tym miasteczku, słuchaliśmy tych ludzi, oni mają świadomość tego, co się stało. Problem polega na tym, że Jan Gross, autor książki "Sąsiedzi", stworzył określoną wizję tej tragedii i poparł ją pewnymi dokumentami, które nie do końca są wiarygodne. Ale na podstawie tej wizji wyciąga on wnioski ogólne. Stwierdza na przykład, że Żydów w Jedwabnem zamordowało społeczeństwo polskie. Czy zdaniem pana rabina za zbrodnie popełnione przez kilkudziesięciu Polaków można obwiniać cały naród? Czy można mówić, że wszyscy mieszkańcy miasteczka lub cały naród dokonał tej zbrodni?


Winny morderstwa jest ten, kto zamordował. To jego należy osądzić, jeśli nie na tym świecie, to na pewno na następnym i lepiej dla niego, jeśli będzie to tu, a nie tam, gdyż wówczas będzie jeszcze gorzej. Ale jest coś, właśnie owa Eglah Arufa. Dlaczego za człowieka, który zginął z rąk nieznanego sprawcy, ma modlić się przywódca najbliższego miasta? To nie było nawet na jego terenie, a jednak on, choć jest niewinny, bierze na siebie odpowiedzialność za to, co się stało. Jest cień, który spada na wszystkich. Człowiek, który zamordował, odpowiada indywidualnie za ten czyn. Natomiast o przebaczenie może poprosić inna osoba i nie oznacza to, że jest ona tak samo winna jak bezpośredni sprawca.


Czy Jedwabne i wydarzenia z kilku innych miejscowości zmieniają perspektywę historyczną tak bardzo, że można oskarżyć Polaków jako naród o realizowanie holokaustu, o systemowe mordowanie Żydów, czy Polaków można stawiać na równi z hitlerowcami?


Na pewno nie. Już samo pytanie wzbudza mój sprzeciw. Nie można w ogóle stawiać takich pytań! To nie do uwierzenia, że ktoś może formułować takie stwierdzenia! To jest nie tylko przeciwko Polsce, a przeciwko prawdzie i historii.


Holokaust był zaplanowany i zrealizowany od początku do końca przez Niemców, w co włączali się także przedstawiciele innych narodów. Nie chcę podawać procentów, układać list współwinnych. To jest problem dla Pana Boga i historyków, ale główni sprawcy są poza dyskusją.


Dlaczego więc tak wielu Żydów oskarża teraz Polaków o współudział w holokauście?


Nie tylko teraz, zawsze tak było, potrafię nawet przewidzieć, kto po przeczytaniu książki Grossa w Stanach będzie tak twierdzić. Podkreślam jednak, że oskarżanie Polaków o współudział w holokauście jest grzechem.


Czy pan rabin nie obawia się, że właśnie nierzetelna, naszym zdaniem, książka Grossa będzie formować wyobrażenie amerykańskiej opinii publicznej o stosunkach polsko-żydowskich w czasie drugiej wojny światowej?


Dla Polaków ważniejsze od tego co o tej tragedii będą mówić w USA powinno być to, co Polacy powiedzą Bogu i jaki będą sami mieli stosunek do Jedwabnego. Jeżeli jedna strona wyczuje, że druga stara się ukrywać prawdę, będzie niedobrze. Gdy człowiek od razu powie prawdę i przeprosi, od strony moralnej zawsze jest to lepiej. Nie trzeba tu niczego ukrywać. Przecież nie możemy zmienić tego, co było 60 lat temu. Jednocześnie możemy zmienić to, co się dzieje dzisiaj. Prośba o przebaczenie wynika z nakazu moralnego, ona kształtuje nasze relacje z Bogiem i to jest najważniejsze. Prośba o przebaczenie, choć dokonuje się w wymiarze moralnym, ma bardzo duże znaczenie praktyczne w kontaktach Żydów i Polaków.


Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że żyjemy w realnym świecie i świadomość Amerykanów o Jedwabnem może być problemem. Natomiast na pewno wydarzeniem, o którym wiadomość obiegnie świat, będzie prośba o przebaczenie wyrażone przez prymasa lub prezydenta. Wtedy wszyscy będą pamiętać o przeprosinach i to będzie nowość. Świat powie: było Jedwabne, ale Polacy przeprosili.


Pan rabin mieszka w Polsce od prawie 9 lat. Czy antysemityzm, który zarzuca Polakom wielu Żydów, jest charakterystyczną cechą społeczeństwa polskiego?


Z polskim antysemityzmem ani nie jest tak źle, jak mówią Żydzi, ani tak dobrze, jak myślą o sobie Polacy. Prawda leży pośrodku. Dla mnie problemem nie są antysemici, ale ludzie, którzy milczą, gdy pojawiają się antysemickie ekscesy. Papież mówi, że antysemityzm to grzech, nie powinniście więc milczeć w takich sytuacjach. Wyobraźmy sobie, że ktoś opowiada w towarzystwie rasistowski dowcip, musimy wtedy reagować, powiedzieć - ja nie chcę tego słyszeć, to jest nie dla mnie. Dobrzy ludzie za bardzo milczą.


Jeśli więc dokona pan rabin takiego wglądu w historię i uzna winy Żydów za krzywdy wyrządzone Polakom w ostatnich kilkudziesięciu latach, to czy będzie pan rabin gotowy przeprosić Polaków?


My, Żydzi musimy przyznać, że byli Żydzi działający w służbie komunistów czy wręcz hitlerowców, popełniali zbrodnie przeciwko Polakom, a także przeciwko Żydom. Nigdy jednak nie twierdzili, że działają w imieniu narodu żydowskiego. Nadszedł jednak taki czas, że jeśli my, Żydzi chcemy, żeby Polacy czuli i zrozumieli nasz ból, to my musimy zrozumieć i czuć ból Polaków.


Rozmowę, którą dla Katolickiej Agencji Informacyjnej przeprowadzili Bogumił Łoziński i Alina Petrowa-Wasilewicz, publikujemy ze skrótami




Michael Schudrich ma 45 lat, urodził się jako syn rabina w Nowym Jorku. Jest rabinem od 1980 roku, w latach 1983 - 1989 pełnił funkcję rabina społeczności żydowskiej w Japonii, w latach 1992 - 1998 mieszkał w Warszawie, gdzie był dyrektorem polskiego oddziału amerykańskiej Fundacji Ronalda S. Laudera, od czerwca 2000 r. jest rabinem Warszawy i Łodzi. Ma żonę i córkę.