E-mail

English







Kilka słów od redakcji

Poniżej umieściliśmy w jednym dokumencie pięć publikacji na temat uroczystości żałobnych, które miały miejsce 10 lipca 2001 w Jedwabnem. Odpowiadajcy mu dokument (JEDWABNE 10 JULY 2001 - REPORTS AND OPINIONS) został umieszczony w angielskiej sekcji naszej strony. Jednakże publikacje w języku angielskim tam umieszczone różnią się od tych, które Państwo znajdą poniżej. Ci z Państwa, którzy znają obydwa języki mogą więc znaleźć w obydwóch sekcjach różne artykuły.




Jedwabne 10 lipca 2001

Wystąpienie Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego

Gazeta Wyborcza, 11 lipca 2001


Szanowny Panie Ambasadorze Izraela, Szanowny Rabinie Baker,

Szanowni Przedstawiciele środowisk Żydowskich, Szanowny Panie Burmistrzu, Szanowni Mieszkańcy Jedwabnego, Szanowni Państwo, Rodacy!


Przed sześćdziesięciu laty, 10 lipca 1941 roku, na tej ziemi, podbitej wówczas i okupowanej przez hitlerowskie Niemcy, popełniono zbrodnię na Żydach. To był straszny dzień. Dzień nienawiści i okrucieństwa. Wiemy o tej zbrodni wiele, choć ciągle nie wszystko. Być może nigdy nie poznamy całej prawdy. To nas jednak nie powstrzymało, żeby być tu dzisiaj. Żeby mówić pełnym głosem.Wiemy wystarczająco wiele, abyśmy mogli stanąć w prawdzie - wobec bólu, krzyku i cierpienia tych, których tu zamordowano; przed obecnymi tu dziś rodzinami ofiar; przed osądem własnego sumienia. Była to zbrodnia. Nic jej nie usprawiedliwia. Wśród ofiar, wśród spalonych były kobiety, były dzieci. Przerażający krzyk ludzi zamkniętych w stodole i palonych żywcem - ciągle poraża pamięć tych, którzy byli świadkami tej zbrodni. Ofiary były bezsilne i bezbronne. Zbrodniarze mieli poczucie bezkarności, gdyż niemieccy okupanci zachęcali do takich czynów. Wiemy z całą pewnością, że wśród prześladowców i oprawców byli Polacy. Nie możemy mieć wątpliwości - tu w Jedwabnem obywatele Rzeczypospolitej Polskiej zginęli z rąk innych obywateli Rzeczypospolitej. Ludzie ludziom, sąsiedzi sąsiadom zgotowali ten los.


Szanowni Państwo!


Wtedy - sześćdziesiąt lat temu - Polskę chciano wymazać z mapy Europy. W Jedwabnem nie było polskich władz. Państwo polskie nie było w stanie obronić swych obywateli przed mordem dokonanym z hitlerowskim przyzwoleniem, z hitlerowskiej inspiracji. Ale Rzeczpospolita Polska przecież trwać powinna, w polskich sercach i umysłach. I jej obywateli obowiązywały, powinny obowiązywać, normy państwa cywilizowanego, państwa o wielowiekowych tradycjach tolerancji i zgodnego współżycia różnych nacji i religii. Ci, którzy brali udział w nagonce, bili, zabijali, podkładali ogień, popełnili więc zbrodnię nie tylko wobec swych żydowskich sąsiadów, Są winni również wobec Rzeczypospolitej, wobec jej wielkiej historii i wspaniałych tradycji.


Panie i Panowie!


Stoimy na ziemi nieszczęśliwej. Nazwa Jedwabne, tragicznym dla jego dzisiejszych mieszkańców zrządzeniem losu, stała się hasłem wywołującym przed pamięć ludzką demony bratobójstwa. Nie tylko w Jedwabnem zabobonne uprzedzenia zostały rozniecone w morderczy płomień nienawiści w "epoce pieców". Za śmierć, za krzywdy i cierpienia Żydów z Jedwabnego, a także z Radziłowa i innych miejscowości, za te wszystkie bolesne wydarzenia, które rzucają ponury cień na historię Polski, odpowiedzialność ponoszą ich sprawcy i inspiratorzy. Nie wolno mówić o odpowiedzialności zbiorowej obciążającej winą mieszkańców jakiejkolwiek miejscowości czy całego narodu. Każdy człowiek odpowiada tylko za własne czyny. Synowie nie dziedziczą win ojców. Ale czy wolno nam powiedzieć: to było dawno, to byli inni? Naród jest wspólnotą.Wspólnotą jednostek, wspólnotą pokoleń. l dlatego musimy patrzeć prawdzie w oczy. Każdej prawdzie. Powiedzieć: tak było, to się wydarzyło. Nasze sumienia będą czyste, jeżeli na wspomnienie tamtych dni zachowamy zawsze w sercach zgrozę i moralne oburzenie. Jesteśmy tu, aby dokonać zbiorowego rachunku sumienia. Składamy hołd ofiarom i mówimy - nigdy więcej. Wszyscy bądźmy dziś mieszkańcami Jedwabnego. Poczujmy się nimi! Pozostańmy we wspólnym z nimi poczuciu żalu, rozpaczy, wstydu i solidarności. Kain mógł przecież zabić Abla w każdym miejscu. Każda społeczność mogłaby zostać poddana podobnej próbie. Próbie zła, ale i dobra. Podłości, ale i szlachetności. Sprawiedliwym jest ten, kto umiał okazać miłosierdzie w obliczu ludzkiego cierpienia. Jakże wielu Polaków - również mieszkańców okolicznych ziem również z Jedwabnego - zasłużyło więc na miano sprawiedliwego! Wspomnijmy ich wszystkich dzisiaj z największą wdzięcznością i najwyższym szacunkiem.


Szanowni Państwo!


Dzięki wielkiej narodowej debacie wokół tej zbrodni z roku 1941, wiele zmieniło się w naszym życiu, w roku 2001, w pierwszym roku nowego millenium. Dzisiejsza Polska ma odwagę spojrzeć w oczy prawdzie o koszmarze, który omroczył jeden z rozdziałów jej historii. Uświadomiliśmy sobie odpowiedzialność za nasz stosunek do czarnych kart przeszłości. Zrozumieliśmy, że złą przysługę wyświadczają narodowi ci, którzy namawiają, aby tej przeszłości zaprzeć się. Taka postawa wiedzie do moralnej samozatraty. My tu zgromadzeni, wraz ze wszystkimi ludźmi w naszym kraju o wrażliwych sumieniach, wraz ze świeckimi i duchownymi autorytetami moralnymi, umacniającymi w nas przywiązanie do podstawowych wartości, czcząc pamięć pomordowanych i wyrażając najgłębsze ubolewanie z powodu nikczemności wykonawców tego mordu. Wyrażamy nasz ból i wstyd, dajemy wraz naszej determinacji w dążeniu do poznania prawdy, odwagi w pokonaniu złej przeszłości, niezłomnej woli porozumienia i zgody. Z powodu tej zbrodni winniśmy błagać o przebaczenie cienie zmarłych i ich rodziny. Dlatego też dzisiaj, jako obywatel i jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, przepraszam. Przepraszam w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią,W imieniu tych, którzy uważają, że nie można być dumnym z wielkości polskiej historii, nie odczuwając jednocześnie bólu i wstydu z powodu zła, które Polacy wyrządzili innym.


Szanowni Zebrani!


Pragnę z całego serca, aby nazwa tego miasta nie przywoływała tylko pamięci o zbrodni, lecz aby stała się znakiem wielkiego rachunku sumienia, aby stała się miejscem pojednania. Polscy biskupi modlili się 27 maja "za wszystkich żywiących niechęć i urazy wobec narodu żydowskiego, aby przyjęli łaskę przemiany serca".Te słowa dobrze wyrażają odczucia ogromnej większości Polaków. Niech więc nastąpi ta przemiana! Starajmy się o nią! Tragedii, która się tu rozegrała, nie da się cofnąć. Zła nie da się zamazać; cierpienia zapomnieć. Prawda o tym, co się wydarzyło, nie naprawi tego, co się stało. Prawda nie ma takiej mocy. Ale tylko ona - nawet najbardziej piekąca, bolesna - pozwoli oczyścić ranę pamięci.Taką mamy nadzieję. Po to tu jesteśmy.Wypowiadamy dziś słowa żalu i goryczy, nie tylko dlatego, że tak nakazuje zwykła ludzka przyzwoitość. I nie dlatego, że oczekują ich od nas inni, nie dlatego, że przyniosą zadośćuczynienie pomordowanym, nie dlatego, że słucha nas świat. Wypowiadamy je, bo tak właśnie czujemy. Ponieważ najbardziej potrzebujemy ich my sami! Czynimy to po to, aby - być lepszymi, mocniejszymi siłą moralną, wolnymi od uprzedzeń, złości i nienawiści. Po to, aby szanować człowieka i kochać ludzi. Aby zło w dobro obrócić.

 


Jedwabne, 10 lipca 2001

Wystąpienie rabina Jacoba Bakera

Gdy zacząłem pisać moją książkę "Jedwabne - historia i pomnik", pisałem jednym palcem - to znaczy, że fundusze nie pozwoliły mi na wynajęcie profesjonalnej maszynistki. Wkrótce przekonałem się, że dało mi to siłę, gdy między poszczególnymi słowami myślałem o wielkości męczenników, o których pisałem, a stronice były mokre od łez. Na przykład, gdy myślałem o rabinie Avigdorze Białystockim - był on moim nauczycielem od mojej młodości. Ale on był świętym człowiekiem. Tak nazywali go zarówno Żydzi, jak i osoby niemojżeszowego wyznania. Ludzie pamiętali, jak wybuchł pożar w młynie parowym (...) kilkaset metrów stąd. Gdy wybuchł ten wielki pożar, Jedwabne bardzo się zatroskało. Straż pożarna była zbyt nieliczna, by ugasić taki pożar. Dlatego zawołano rabina. Przyszedł w pobliże pożaru i wyjął małą książeczkę z psalmami z kieszeni i przeczytał - tak mi się wydaje - rozdział 104, zdanie czwarte. Brzmi ono: "Wiatry są Jego posłańcami, Jego sługami są ogromne pożary". Potem kontynuował następnym zdaniem: "Uczynił ziemię silną, ziemia pozostanie"; "nie będą spać wiecznie". Ta sekretna modlitwa spełniła się - gdy tylko ją zakończył, minutę później wszyscy zobaczyli, jak powiew wiatru usunął płomienie nad pola. Wszyscy potem mówili, że Jedwabne ocalało dzięki modlitwie świętego rabina.


Ja jako student przekonałem się przy setkach okazji, że był świętym. Stoimy teraz, gdzie już w dniach przed 10 lipca zabito pewną liczbę osób, a Rav wiedział o tym. Przyszedł wtedy (...) 9 lipca, do księdza i spytał, co robić. Ale gdy wyszedł, był biały na twarzy jak mleko i trząsł się. Nie wiedzieliśmy, co mu powiedziano, lecz mogliśmy się jedynie domyślać.


I na tym oto rynku Rav, w swoim zaawansowanym wieku, stał głodny i spragniony, z całą swoją społecznością przez siedem godzin. Zobaczył, jak mordowano ludzi na ulicach. (...) Rav był w grupie, która musiała iść z kamieniem z napisami o Leninie, że wierzy w komunizm. Niech Bóg broni. A w ostatniej godzinie przeszedł po raz ostatni na cmentarz, popychany oczywiście widłami i kijami nabitymi gwoździami. Wepchnięto ich do stodoły Szleszyńskiego, który oddał ją na ten cel. W stodole, w pełni świadomy - pamiętajcie - [rabin] przygotowywał się na odprawienie berachy, błogosławieństwa Kiddush Hashem, które wspomina w swojej modlitwie: "Będziesz kochał Boga swego całym swoim sercem, całym życiem, całą mocą"


Przeczytacie w mojej książce - będziecie ją wkrótce mieli po polsku - o Kuropatwie Michale. Był on kierowcą autobusu między Jedwabnem a Łomżą, pracował codziennie oprócz szabatu i świąt. Już był w stodole z żoną i dwiema córkami i mieli zostać spaleni żywcem. Przyszli do niego mordercy, chuligani. Zaproponowali, że darują mu życie, bo powiedzieli do niego: "Uwolniłeś polskiego pilota z rąk Rosjan, więc nie jesteś komunistą". Splunął im w twarz: "Tutaj nikt nie jest komunistą, Chcecie, żebym przeżył i spalił żywcem mojego rabina i jego społeczność. Lepiej dołączę do niego". Jego żona i dwie córki przyszły do niego: "Tato, może powinniśmy ich posłuchać, a tymczasem ocalimy życie". Powiedział do nich surowo: "Możecie zrobić to, co chcecie. Ja pójdę u boku rabina. Nie chcę odkładać błogosławieństwa Kiddush Hashem". Więc poszły za nim: "Tato, pójdziemy z tobą". I to się stało.


Pytanie jak, z jakiego tworzywa stworzony został rabin Białystocki, który był w stanie w swoim zaawansowanym wieku znieść tyle cierpienia (...). Jest to niezwykłe. Przypomina nam on o innym mędrcu żyjącym dwa tysiące lat temu, gdy pogański król rzymski wydawał rozkazy: ten, kto będzie nauczał swoich uczniów Tory, zostanie spalony żywcem. Wkrótce Hanino Ben Trabian, rabin Hanino, zdecydował się nauczać. Powiedział swoim studentom:


"Jeśli nie nauczymy się Tory, od razu będziemy martwi. Więc jeśli ten pogański król chce, bym oddał życie, jestem gotowy. Ale wy, studenci, będziecie pamiętali, czego się nauczyliśmy". Gdy owijano go zwojem, z którego ich nauczał, zwojem Tory - zwój ma około 20 lub więcej metrów długości - owinęli go wokół jego ciała i zabili go. Najpierw owinęli wełną okolice jego serca, by cierpiał dłużej, zanim umrze. Jego studenci mieli szansę spytać go:
"Nauczycielu, czy to jest nagroda za naukę Tory?". A on miał szansę odpowiedzieć im stwierdzeniem słynnym w historii świata. Powiedział: "To tylko pergamin się pali, ale litery, otiyot, wzlatują w powietrze".


To, moi przyjaciele, w naszej ukochanej Polsce jest moim pocieszeniem: otiyot, litery, których żydowski naród uczył się przez ostatnie 900 lat, wzlatują w powietrze. I to daje mi nadzieję, że cała Polska okaże skruchę i że zbliżą się do Hashem, i powrócą do świetności Polski.


Ktoś mógłby spytać, czym Jedwabne - mały punkcik na mapie świata - zasłużyło sobie na takie historyczne wydarzenie, jakiego duże miasta nie miały szczęścia doświadczyć. Nąjwięksi dygnitarze, przywódcy naszego państwa, przybyli tutaj i przyciągnęli ogromny tłum korespondentów z całego świata. Przyjechała tu ogromna grupa ludzi w wielkiej liczbie i znakomitej klasy, najinteligentniejsi ludzie zebrali się dziś w Jedwabnem. Moim zdaniem nie tylko dlatego - co można by pomyśleć - że spalono tu żywcem całą społeczność. Myślę, że spowodowały to łzy wypłakane przez Żydów i ludzi innego wyznania - i zrobiło to duże wrażenie w niebie. (...)
Nasz prezydent, pan Kwaśniewski, z woli Hashem, w związku z Jedwabnem, otworzył to historyczne wydarzenie, które będzie stanowiło jedną z najpiękniejszych kart w historii Polski i historii całego świata. Pokaże, jak ludzie, dygnitarze, wszyscy inteligentni i wielcy pisarze, korespondenci, wszystkie gazety i telewizje pełne będą Jedwabnego. Z powodu tych łez, które zrobiły wrażenie. (...)


Powiedziałem do jednego z korespondentów, że będziemy tylko potrzebowali duchowych spadkobierców tamtych męczenników. (...) Dlatego planujemy stworzyć w Jerozolimie piękną instytucję, która będzie jednym z najświętszych miejsc odwiedzanych przez turystów z całego świata. Tam będziemy mieli potomków Jedwabnego z wielu miast Polski. Będą się uczyć historii i będą prowadzić zapisy wszystkich tych pięknych nazwisk męczenników i będą przyjeżdżać do Polski nie tylko na wakacje, lecz będą prowadzić wykłady, że trzeba kochać bliźniego, a nie nienawidzić. Nienawiść trzeba kompletnie zwalczyć.


To jest przesłanie dla naszego kraju i całego świata, płynące z tej wspaniałej sprawy. Niech Ojciec Niebieski błogosławi wszystkich, którzy tu przybyli, i wszystkich, którzy są z nami sercem i duszą. Niech będą zdrowi, niech im się dobrze wiedzie i niech zaznają prawdziwego pokoju. Amen.
Tekst drukujemy z niewielkimi skrótami. Zachowaliśmy w polskim brzmieniu fragmenty modlitw i psalmów, które rabin Baker wygłaszał po hebrajsku i polsku



List od 'Polish-Jewish Heritage Foundation in Canada'

przesłany przez delagację 'National Polish American-Jewish Anerican Council' udającą się do Polski na uroczystości żałobne w Jedwabnem 10 lipca 2001 (klikniij w części angielskiej na 'NPAJAC Delegation visits Jedwabne')


POLISH-JEWISH HERITAGE FOUNDATION IN CANADA

Toronto - Montreal, 6 lipca 2001

Pan Aleksander Kwaśniewski

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Pan Jerzy Buzek

Premier Rzeczypospolitej Polskiej

Prof. Władysław Bartoszewski

Minister Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej

Nasza organizacja, Polsko-Żydowska Fundacja Dziedzictwa Kulturowego, działająca w Toronto i Montrealu, zajmuje się promocją dialogu pomiędzy Polakami i Żydami w Kanadzie. Od czternastu już lat prowadzimy działalność edukacyjną i kulturalną, gdzie w atmosferze wzajemnego poszanowania dyskutowane są tematy i sprawy które nas łączą, a także i te, które nas dzielą. Zbliża to naszą działalność do celów National Polish American - Jewish American Council.


Choć nie możemy być obecni podczas uroczystości w Jedwabnem, prganiemy tą drogą złożyć wyrazy głębokiego współczucia rodzinom ofiar, oraz wyrazic poparcie dla tych wszystkich, którym zależy na rzetelnym, pozbawionym uprzedzeń i fałszu dialogu między Polakami i Żydami.


Irena Bellert, John Stanley


Chair, Montreal Chapter Chair, Toronto Chapter



Łzy Żydów

Ks. Adam Boniecki

Tygodnik Powszechny 22 lipca 2001

Jedwabne. Chłodny dzień, 10 lipca 2001. Dlaczego tu jesteśmy? Mówi rabin Jacob Baker, który tu się urodził i stąd wyjechał do Ameryki przed rokiem 1939: "Nie tylko dlatego, że - jak można by pomyśleć - spalono tu żywcem całą społeczność. Myślę, że spowodowały to łzy wypłakane przez Żydów i ludzi innego wyznania. To zrobiło duże wrażenie w niebie".


Rabin Baker (dawniej Jakub Piekarz) jest stary, chodzi z trudem, a jego dobra twarz jest biała jak papier. Jednak teraz, kiedy przemawia - długo, bez kartki, na tle szarego nieba - bije od niego siła. Rabin Baker mówi, że miłości bliźniego trzeba się uczyć i że Jedwabne tej nauki będzie punktem wyjścia. "Amen" - kończy. Niech się tak stanie.


Wczoraj, w pałacyku MSZ w Warszawie, mówili potomkowie Żydów mieszkających wtedy w Jedwabnem. Przyjechali na zaproszenie rządu z USA, Izraela, Meksyku i Argentyny. Po spotkaniu z ministrem zeszli do dziennikarzy. Wybrali spośród siebie kilku, którzy mówili w imieniu wszystkich. Zięć rabina Bakera (który był zbyt zmęczony, by uczestniczyć w spotkaniu), też rabin, mówi o Polsce, że "nie byłoby żydowskiej historii bez Polski, bo przez ponad tysiąc lat Żydzi byli częścią polskiej historii, a najwięksi rabini, mędrcy, cała nasza kultura się wywodzi z tego terenu". Mówi też, że "Jedwabne jest owocem nienawiści zasianej przez Niemców. To nie jest historia Polski, nie wy sialiście nienawiść, ale naziści".


Ale dominował inny ton. Inni krewni ofiar mówili: "Nie przyjechaliśmy do Polski szukać zemsty ani, jak niektórzy sądzą, po odszkodowanie, ale by opłakać przodków i odmówić za nich kadisz". Mówili: "Nie potrzeba nam tej ceremonii ani publicznego żalu. Jesteśmy, by powiedzieć, że Polaków nie obchodzą ofiary. Powinni zająć się sobą, wstyd i żal zachować dla siebie". Mówili: "Niech wszechmogący Jahwe postara się o przekazanie prawdy i o świątynię (w Jedwabnem), by dusze pomordowanych mogły tam przebywać". Mówili: "Przyjechaliśmy mimo przykrych doświadczeń, takich jak ekshumacja i obraźliwa dla Żydów pierwsza wersja napisu na pomniku. Dobrze, że napis zmieniono, ale i on nie odzwierciedla całej prawdy. Zostanie przez nas zaakceptowany, gdy tę prawdę pokaże" . Mówili też o wielu Polakach, którzy w Jedwabnem ratowali Żydów, dodając, że nie podają ich imion, bo to mogłoby tych ludzi narazić na niebezpieczeństwo, i życzyli takiej Polski, w której matka bez lęku będzie mogła powiedzieć dziecku, że jest Żydem.


Mówili to z jakimś znużeniem, bez złości. Druga generacja tych, którzy przeżyli Holocaust. Mówią to, co opowiedzieli im rodzice i krewni; to, co tamci zapamiętali z 10 lipca 1941 r. Zapamiętali grozę, śmierć, krzyk dobywający się ze stodoły i duszący zapach dymu; i to, że mordercami byli Polacy. I to, że Polakom zawdzięczają ocalenie oraz że na wybawców ściągnęło to zagrożenie. Taką żydowską opowieść o Jedwabnem przechowała ich zbiorowa pamięć. Nasza zbiorowa pamięć zachowała tych, co z narażeniem życia ratowali.


Dlatego mówią: "Napis na pomniku nas nie satysfakcjonuje, chcemy, by mówił pełną prawdę". Napis na pomniku brzmi: "Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn, kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi, zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 roku. Jedwabne, 10 lipca 2001 roku". Napis wykonano w języku polskim, hebrajskim i jidysz. Wyżej, po hebrajsku, modlitwa: "El maale rahamim! Boże pełen miłosierdzia daj słuszny odpoczynek na skrzydłach Twojej obecności duszom zamordowanych w Jedwabnem, które poszły do swojego świata. Niech znajdą odpoczynek w ogrodzie Edenu". Kiedy IPN zakończy śledztwo, napis będzie, być może, zmieniony.


Tymczasem śledztwo IPN trwa. Jednak "wiemy o tej zbrodni tyle, choć ciągle nie wszystko... Wiemy wystarczająco wiele, abyśmy mogli stanąć w prawdzie - wobec bólu, krzyku i cierpienia tych, których tu zamordowano przed obecnymi tu rodzinami ofiar... Zbrodniarze mieli poczucie bezkarności, gdyż okupanci zachęcali do takich czynów. Wiemy z pewnością, że wśród prześladowców i oprawców byli Polacy. Nie możemy mieć wątpliwości... Ludzie ludziom, sąsiedzi sąsiadom zgotowali ten los" - powiedział Aleksander Kwaśniewski.


Prezydent waży każde słowo. Jako obywatel i prezydent przeprasza "w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią". Prosi o przebaczenie cienie zmarłych i ich krewnych. Kończy odwołaniem się do modlitwy polskich biskupów 27 maja w Warszawie: "Za wszystkich żywiących niechęć i urazy wobec narodu żydowskiego, aby przyjęli łaskę przemiany serc... Niech więc nastąpi ta przemiana!". I zapewnieniem: "Wypowiadamy słowa żalu i goryczy... nie dlatego, że słucha nas świat" - ale dlatego, "ponieważ najbardziej potrzebujemy ich sami... by zło w dobro przemienić".


Podwyższenie otoczone jest barierami i kordonem policji. Mieszkańcy Jedwabnego, którzy chcieli podejść bliżej, zostali zatrzymani. Potem część z nich weszła; inni, zniechęceni, wrócili do domów. Kiedy umilkł marsz żałobny Chopina, przybyłych powitał burmistrz Krzysztof Godlewski. Po prezydencie przemawiał ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss: "Ja, profesor Szewach Weiss, ambasador Izraela w Polsce, miałem okazję spotkania w życiu również innych sąsiadów. Dzięki nim ja i moja rodzina przeżyliśmy holokaust. Dzięki nim mogę teraz stanąć przed wami. W swoim życiu poznałem także inne stodoły, w których ukrywano Żydów. (...) Przyjechałem tutaj jako przedstawiciel mojego państwa, w którym żyją również ocaleni z zagłady, a którzy przeżyli wojnę dzięki swoim polskim sąsiadom, ludziom szlachetnym i wielkodusznym. (...) Jest wielu Polaków, którzy z wielką determinacją i powodowani poczuciem sprawiedliwości dziejowej badają to wstrząsające wydarzenie. Jestem przekonany, że po zakończeniu śledztwa na pomniku pojawi się napis zawierający prawdę historyczną, niezależnie od tego, jak straszna ona była, i w ten sposób oddana zostanie ostateczna sprawiedliwość ofiarom mordu. Z tego miejsca i w tej godzinie zwracam się do wszystkich uczciwych i szlachetnych ludzi na całym świecie i w Polsce, a w szczególności do młodego pokolenia i do mieszkańców Jedwabnego: Połączcie siły i rozpocznijcie niestrudzoną walkę z wszelkimi przejawami antysemityzmu, rasizmu, ksenofobii, zła i przemocy. W ten sposób razem zbudujemy lepszy świat".


Potem Weiss przemawia po hebrajsku. Powtarza mniej więcej to samo, co mówił po polsku, lecz z naciskiem rozwija wątek, czym dla Żydów jest Polska.


W milczącym pochodzie idziemy w stronę cmentarza: ogrodzony granitowymi blokami, betonowy blok z macewą ze spalonego drewna. Grupa młodych ludzi w jarmułkach ustawia karton, na nim zbiorowa fotografia i lista nazwisk 40 Żydów z niedalekiej Wizny oraz podpis, że zostali żywcem spaleni. I jeszcze napis: "Polakom cześć, że pomagali i ratowali". Nieco dalej znajduje się stary żydowski cmentarz: ogrodzono go siatką i wzdłuż niej posadzono krzewy dzikich róż. Przy wejściu jasny obelisk w kształcie macewy z napisem: "Cmentarz żydowski w Jedwabnem. Założony w XIX wieku. Miejsce wiecznego spoczynku Żydów z Jedwabnego i okolic. Groby Żydów zamordowanych 10 lipca 1941 roku (15 Tamuz 5701). Cześć ich pamięci". Tu będziemy się na zakończenie modlić.


Na trybunie prasowej pełno, ławki dla zaproszonych też wypełnione. Trudno wymienić wszystkich: prezydent, rodziny ofiar, minister Bartoszewski, szef Urzędu ds. Kombatantów Jacek Taylor, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik, prezes IPN Leon Kieres, wicemarszałkowie Sejmu, politycy (m.in. Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz), Rzecznik Praw Obywatelskich Andrzej Zoll, prezes Sądu Najwyższego Lech Gardocki, autor książki "Sąsiedzi" Jan T. Gross, Janusz Głowacki, Sława Przybylska i inni. Podzielona na sektory przestrzeń wokół mauzoleum pustawa. Przygotowano miejsca dla 5 tys. osób, było półtora tysiąca.


Przed zebranymi staje stareńki rabin Baker. Gdzieś z pobliskiego głośnika dobiega skoczna melodyjka (na złość?), która szybko milknie. Rabin mówi kilka zdań po polsku, potem przechodzi na angielski. Jest pochmurno, zimno, przelatują fale drobnego deszczu. Atmosfera całkiem inna niż na rynku: ta część jest religijna, modlitewna. Baker mówi długo. Wspomnienia przeplatają się z teologiczną refleksją. Rabin opowiada o męczenniku rabim Hanino Ben Trabianie, który przed dwoma tysiącami lat skazany na śmierć przez spalenie, został owinięty w zwój Tory; zdążył jeszcze powiedzieć uczniom, że pali się tylko pergamin, litery wzlatują w powietrze, a potem spływają na ziemię tam, gdzie płonął człowiek.


Medytację kończy konkretna informacja: "Będziemy potrzebować - mówi rabin - duchowych spadkobierców tamtych męczenników. Dlatego planujemy stworzyć w Jerozolimie instytucję, która będzie jednym z najświętszych miejsc odwiedzanych przez turystów z całego świata. Tam będziemy mieli potomków Jedwabnego z wielu miast Polski. Będą się uczyć historii i będą prowadzić zapisy wszystkich tych pięknych nazwisk męczenników i będą przyjeżdżać do Polski nie tylko na wakacje, lecz będą prowadzić wykłady, że trzeba kochać bliźniego, a nie nienawidzić. Nienawiść trzeba zwalczyć. To jest przesłanie dla naszego kraju i całego świata płynące z tej wspaniałej sprawy". I na koniec błogosławieństwo: "Niech Ojciec Niebieski błogosławi wszystkich, którzy tu przybyli, i wszystkich, którzy są z nami sercem i duszą. Niech będą zdrowi, niech im się dobrze wiedzie i niech zaznają prawdziwego pokoju. Amen".


Teraz już żadnych przemówień nie będzie. Rozpoczyna się czas modlitwy. Przewodniczy rabin Warszawy i Łodzi Michael Schudrich. On jest dyskretnym mistrzem ceremonii. Rozpoczyna śpiew: "Isgadal weiskadasz szemej". Niech będzie wywyższone i poświęcone Imię Jego. Oby zstąpił z nieba trwały pokój i życie długie na nas i cały Izrael. Psalmy. Teksty hebrajskie, powtarzane po polsku: "Pan jest pasterzem moim", "Z głębokości wołam do Ciebie, Panie". Nowojorski kantor Joseph Malovany - on jeden w rytualnym stroju - rozpoczyna śpiew. Nawet nie znający hebrajskiego rozumie żałobną skargę, chwilami przechodzącą w dramatyczny szloch (potem Jerzy Kichler wyjaśnił mi, że kantor trzykrotnie, w coraz innej tonacji, odśpiewał ten sam tekst, który powstał w czasach wypraw krzyżowych; jest w nim modlitwa za umęczonych oraz wezwanie Bożej pomsty).


Do mauzoleum podchodzą rabini i rodziny pomordowanych: kadisz. Potem kładą przywiezione z Jerozolimy kamyki i lampki, które gasi wiatr. Wieńce, niesione przez żołnierzy: prezydent, ambasador, burmistrz i przewodniczący rady miasta w imieniu Jedwabnego, Bartoszewski (jako przewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i przewodniczący polskiego stowarzyszenia Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata).


Po złożeniu wieńca prezydent opuszcza zgromadzenie. Stajemy przed macewą u wejścia na teren starego żydowskiego cmentarza: rabin Schudrich, bp Zdzisław Tranda z Kościoła ewangelicko-reformowanego, ks. Marek Izdebski z tegoż Kościoła, bp polowy Ryszard Borski z Kościoła ewangelicko-augsburskiego, bp Edward Puslecki z Kościoła ewangelicko-metodystycznego, w towarzystwie ks. Mariana Santoskiego (ełckiego proboszcza z tegoż Kościoła), dominikanin o. Willehad Paul Eckert (wysłannik na tę uroczystość kard. Lehmanna, przewodniczącego Niemieckiego Episkopatu) i piszący te słowa. Rabin odmawia modlitwę po hebrajsku. Potem modlimy się wspólnie słowami psalmu 16: "Błogosławić będę Pana, że dał mi radę. Nawet w nocy poucza serce moje... ciało moje spoczywać będzie bezpiecznie... nie zostawisz duszy mojej w otchłani".


Koniec. Idziemy do samochodów. Ktoś pyta mnie, czemu nie był reprezentowany Kościół katolicki. Był - o udział w modlitwie na cmentarzu poprosił mnie bp Stanisław Gądecki, przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem. Wśród uczestników dostrzegłem ks. Wojciecha Lemańskiego; potem dowiedziałem się, że był też ks. Edward Nowak z delegacją swych parafian. Ktoś pyta, czemu nie było żadnego biskupa. Odpowiadam, że nie wiem. Bo nie wiem.


Idziemy przez puste uliczki Jedwabnego. Dla mieszkańców na pewno nie był to łatwy dzień. Niech błogosławieństwo, którego wzywał dla nich rabin Baker, spłynie w obfitości. Nie wiem, czy przeprowadzono tu mądre rekolekcje, które na ten trudny dzień przygotowały mieszkańców. Co czują, mogę się domyślać, kiedy czytam, że ks. Edward Orłowski, proboszcz z Jedwabnego, po niespodziewanej, miłej wizycie rabina Bakera z wyraźną ulgą informował, że gość nie spytał go o nieobecność na uroczystościach.


Poważne, modlitewne obchody dobiegły końca. Pochmurne niebo. Czy 10 lipca 2001 roku coś zmieni? Zmieni, bo wołanie z głębokości do Boga porusza niebiosa: "Izraelu, oczekuj Pana. On sam odkupi Izraela od wszystkich win jego. Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie braknie". Pokój tobie Jedwabne, pokój nam wszystkim.


Ks. Adam Boniecki


 

DZIENNIK INTERNETOWY POLSKIEJ AGENCJI PRASOWEJ

WYDANIE E-MAIL (738) 23 LIPCA 2001-08-20

COPYRIGHT BY PAP S.A.

"Boston Globe" chwali Kwaśniewskiego za przeprosiny za Jedwabne.

Jeden z czołowych amerykańskich dzienników, liberalny "Boston Globe", wyraził uznanie prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu za jego przeprosiny za pogrom Zydów w Jedwabnem.


W poniedziałkowym artykule redakcyjnym ukazująca się w Bostonie gazeta ocenila, że gest polskiego prezydenta korzystnie kontrastuje z postawą Japonii, gdzie w podręcznikach szkolnych ukrywa się lub bagatelizuje zbrodnie wojsk japońskich przed II wojną światową i w jej trakcie popelnione w Korei i w Chinach.


Przedstawiciele japońskiego rządu, ukrywający i fałszujący prawdę o imperialnej przeszłości swego kraju, mogliby się nauczyć wartościowej lekcji od prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego, który z całego serca przeprosił za zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione nie przez poprzedni polski rząd, lecz przez prywatnych obywateli, podjudzonych do mordlowania swoich żydowskich sąsiadów przez niemieckich okupantów pisze "Boston Globe".



W angielskiej części naszej strony w sekcji PUBLICATIONS znajdują się jeszcze inne sprawozdania i opinie w dokumencie JEDWABNE 10 JULY 2001 - REPORTS AND OPINION