E-mail

English







PROTOKOŁY MĘDRCÓW SYJONU

PIERRE CHARLES S.I.

Miesięcznik "Znak" nr 4/5, 1990

W październiku 1934 w Zurychu i w maju 1935 w Bernie, przed szwajcarskimi sądami odbyły się procesy, które przeciwstawiały jako oskarżycieli Zrzeszenie Wspólnot Żydowskich Szwajcarii i Wspólnotę Izraelicką z Berna, z drugiej zaś, jako oskarżonych, Theodora Fischera byłego przywódcę faszystów w Szwajcarii i redaktora dziennika Der Eidgenosse oraz Silvio Schnella, szefa Frontu Narodowego Szwajcarii. Fischer opublikował był Protokoły Mędrców Syjonu, Schnell je rozkolportował. Kantonalne prawo berneńskie przewiduje kary przeciwko Schundliteratur, nie definiuje jednak tego niejasnego pojęcia. Niemieckim słowem Schundware określa się zwykłą tandetę; Schundpreis oznacza nędzne ceny, samo Schund zły towar, odrzut... Oskarżyciele zapewniali, że Protokoły, jako falsyfikat złośliwie przypisywany Żydom, podpadają pod kategorię Schundliteratur.


Rozprawa w pierwszej instancji dowiodła jasno, że Protokoły są fałszywe i 14 maja 1935 roku trybunał uznał je za Schundliteratur; zgodnie z prawem kantonu berneńskiego ogłosił też surowy wyrok, skazując Schnella na 20 a Fischera na 50 franków grzywny. Oskarżyciele nie prosili o nic więcej. Nie chodziło bowiem o odszkodowanie, lecz o zwykłe zastosowanie prawa karnego.


Skazani złożyli apelację. Rozprawa odbyła się przed Sądem Najwyższym kantonu berneńskiego 27 października ubiegłego roku. Wyrok, który zmieniał orzeczenie pierwszej instancji i uniewinniał oskarżonych, mógłby przekonać niezbyt zorientowanych, że Protokoły wydały się autentyczne prawnikom z Berna. Tak bynajmniej nie jest. Wyrok potwierdza w tym względzie ocenę sądu pierwszej instancji. Powstał jednak problem prawny: Czym mianowicie jest Schundliteratur, karana przez kantonalne prawo berneńskie? Sąd w Bernie oświadczył, iż w pojęciu legislatora chodzi o literaturę niemoralną lub pornograficzną (art. 14 prawa kantonalnego), Protokoły zaś, choć napisane z pełną złą wolą jako zatruty i pełen jadu falsyfikat, przynależą nie do literatury obscenicznej, przed którą berneńskie prawo pragnęło ustrzec społeczność, lecz do literatury politycznej, jakiej strzec winno federalne Państwo, a nie kanton. Aby jednak w granicach własnych uprawnień wyrazić potępienie, sąd uniewinniwszy oskarżonych obarczył ich wszystkimi kosztami procesu.


Na pewno wyrok pierwszej instancji stworzyć mógł niebezpieczny precedens, polegający na tym, że prawie wszystkie spory religijne mogłyby znaleźć swoje zakończenie w sądzie. I tak na przykład w wypadku, kiedy protestant oskarżałby katolików o przesadny kult maryjny, sąd musiałby w tej sprawie wydać wyrok. Kiedy zaś katolik oświadczyłby, że Kalwin czy Zwingli winni są herezji, trybunał musiałby się wypowiedzieć na temat prawowierności Instytucji Chrześcijańskiej. Zrozumiałe więc, dlaczego sąd apelacyjny odrzucił szeroko rozumianą definicję Schundliteratur.
Wyrok, który bardzo rozczarował izraelickich oskarżycieli, nie dotyczył bynajmniej kwestii autentyczności Protokołów. Może niejako uchodzić za uchylenie się od zajęcia stanowiska wobec kwestii, którą rozstrzygnięto by od dawna, gdyby nie zaślepienie tylu umysłów.



W 1905 - data jest istotna - Rosjanin Sergiusz Nilus opublikował po rosyjsku, w drukarni w Carskim Siole, książkę osobliwą zarówno gdy chodzi o tytuł, jak i o treść. W przedmowie oświadczył, co następuje: "W 1901 udało mi się uzyskać od znajomej osoby... rękopis, pozostawiony do mojej dyspozycji, gdzie precyzyjnie i z nadzwyczajną prawdziwością przedstawiony został rozwój światowego spisku żydowskomasońskiego, który doprowadzić musi nasz zdeprawowany świat do nieuniknionej ruiny. Rękopis ten, pod ogólnym tytułem Protokoły Mędrców Syjonu, przedkładam tym wszystkim, którzy pragną usłyszeć, zobaczyć i zrozumieć."


Zauważyć należy, że w książce Sergiusza Nilusa Protokoły są tylko dodatkiem. Trzon dzieła stanowi poprawiona przez autora reedycja pracy opublikowanej w Moskwie w 1901 roku pod tytułem Wielkie w Małym, czyli bliski jest Antychryst i panowanie diabła na ziemi. "Protokoły Mędrców Syjonu" po rosyjsku Sergiusz Nilus wydał osobno w 1911, 1912 i 1917 roku. Egzemplarz wydania z 1905 znajduje się w Bibliotece British Museum. Właśnie w tym wydaniu z 1905 Protokoły opublikowano po raz pierwszy.


Jesienią 1919 Niemiec Hauptmann Müller von Hausen, pod pseudonimem Gottfried zur Beck, przełożył, uzupełniając notami, przypisami i wszelakiego rodzaju odnośnikami, nie samą książkę Nilusa, jak się to niekiedy powtarza, lecz jej dodatek, czyli Protokoły. Tytuł tomu brzmi: Die Geheimnisse der Weisen von Zion, a strony od 68 do 143 zajmują Protokoły opublikowane przez Nilusa. Tom, który przedstawia się doskonale z punktu widzenia typograficznego, zadedykowany był "książętom Europy" jako ostrzeżenie przed żydowską konspiracją zagrażającą tronom i ołtarzom.


Dzieło to, patronowane przez niemiecką arystokrację, skupioną wokół księcia Ottona von Salm, księcia Joachima Alberta Pruskiego, samego exkaisera Wilhelma, który polecał je swoim gościom w Doorn, popularyzowane w tanich wydawnictwach, otrąbione przez "Deutsche Tageszeitung" księcia Reventlow oraz przez "Kreuzzeitung", które nieprzerwanie głosiły żydowskie niebezpieczeństwo, a w Protokołach widziały wyjaśnienie nieszczęść Niemiec, rozpoczęło triumfalną karierę w świecie.


Polski przekład około roku 1920; trzy kolejne wydania francuskie; jedno angielskie, trzy w Nowym Jorku, skandynawskie, włoskie, japońskie. W 1925 w Damaszku przekład arabski, który oczywiście rozprzestrzenił się jak ogień po Bliskim Wschodzie, gdzie rasowe animozje dostarczały bogatej pożywki. Francuski Wysoki Komisarz Syrii zakazał sprzedaży książki, co tylko zwiększyło jej powodzenie. "Times" 8 maja 1920 roku poświęcił alarmujący artykuł temu osobliwemu spiskowi, za który odpowiedzialni są Żydzi, a którego plan znajduje się w Protokołach. "Morning Post" dołączył dwudziestu trzema długimi artykułami, opublikowanymi następnie w tomie The Cause of World Unrest. Publikacja ta pojawiła się natychmiast w Stanach Zjednoczonych. Henry Ford, fabrykant samochodów, założył specjalne pismo, aby zapoznać publiczność z Protokołami i ujawnić żydowskie niebezpieczeństwo. Tytułem tym był The Dearborn Independent, który bardzo szybko uzyskał 300 tysięcy prenumeratorów. Tu także artykuły poświęcone Protokołom zebrano w osobnej książce, której sprzedano ponad pół miliona egzemplarzy.


Niby odbita fala cały ten ruch znów przebył Atlantyk i powrócił do Niemiec. Theodor Fritsch przełożył i opublikował sfinansowaną przez Forda pracę pod tytułem Der Internationale Jude. W 1922 była ona już przy swoim 21 wydaniu. Potem nastąpił prawdziwy potop: broszury, streszczenia, komentarze. Schuldbuch Judas Wilhelma Meistra rozszedł się w 150 tysiącach egzemplarzy; komentarze do Protokołów Alfreda Rosenberga w 50 tysiącach. Adolf Hitler w Mein Kampf wspomina o Protokołach, aby usprawiedliwić wyjątkowe środki zastosowane wobec Żydów. Oto fragmenty, które się doń odnoszą. "Jak dalece całe istnienie narodu żydowskiego oparte jest na odwiecznym kłamstwie, ukazują w nieporównany sposób Protokoły Mędrców Syjonu, których Żydzi tak dzisiaj nienawidzą. Protokoły te są fałszerstwem, jęczy ťFrankfurter ZeitungŤ, dając tym najlepszy dowód ich autentyczności... Nie staramy się tu dowiedzieć, z czyjej to żydowskiej głowy wyszły owe rewelacje; ważne jest, że Protokoły z przerażającą prawdziwością odsłaniają nam istotę i działania narodu żydowskiego, jego wewnętrzną organizację i jego ostateczne cele."


Nawet u nas, w Belgii, organ Narodowej Ligi Spółdzielczości Pracy, wraz ze swymi dwoma dziennikami "L?Assaut" oraz "De Stormloop" przedrukował w odcinkach francuski przekład Protokołów i nie omieszkał przedstawić ich jako plan ogólnego zniszczenia społeczeństwa chrześcijańskiego, usprawiedliwiając zarazem wszelkie środki prewencyjne i odwetowe.


Tu właśnie tkwi tragiczny węzeł problemu. Nie chodzi bowiem wcale o zwykłą literacką kwestię. Nienawiść do Żydów, karmiona publikacjami, od których roiło się wokół Protokołów, posługuje się nimi, aby nawoływać i praktykować gwałt wobec wszystkich Izraelitów, przedstawiając ich jako wstrętnych konspiratorów i żądając od władz publicznych - a gdy ich zabraknie także od anonimowego tłumu - dzikich sankcji i zbiorowej odpowiedzialności.


Nie badając jeszcze pochodzenia Protokołów, najpierw do nich zajrzyjmy.
Niewątpliwie prezentują się jako rodzaj dosyć niejasnego, a zarazem uproszczonego planu dezorganizacji społeczeństwa, która doprowadzić ma do żydowskiej autokracji.


Nie wprowadzonego czytelnika uderzyć musi taka deklaracja, jak ta niżej przytoczona: "Chcemy zorganizować centralny i silny rząd, aby przejąć w nasze ręce wszystkie siły społeczne... Nasze panowanie rozwinie się... w tak potężny despotyzm, że będzie on mógł w każdej chwili i na każdym miejscu zdusić niezadowolonych lub krnąbrnych Gojów." (Protokoły, posiedzenie 5, s. 54). "Wszystkie tryby mechanizmu państwa porusza jedna siła, która jest w naszych rękach, a jest nią złoto" (tamże, s. 57)... "Będziemy tak uciskać chrześcijan, że w końcu poproszą nas o to, byśmy objęli rządy nad całym światem. Gdy tylko osiągniemy taką pozycję, będziemy mogli natychmiast wchłonąć wszystkie siły rządzące światem i utworzyć uniwersalny superrząd. Istniejące rządy zastąpimy przez potwora, którego nazwiemy administracją superrządu. Jego ręce, niby długie kleszcze, sięgać będą daleko, a dysponować będzie taką organizacją, iż podporządkuje sobie wszystkie narody" (s. 59). "Musimy być zdolni odeprzeć każdy opór prowokując wojnę kraju, co ośmielił się stanąć na naszej drodze, z sąsiadującym z nim państwem; gdyby jednak nie udało nam się poróżnić sąsiadów, połączonych przeciwko nam, będziemy musieli odpowiedzieć im wywołując wojnę światową" (63). "W całej Europie, a z pomocą Europy na innych kontynentach, musimy ożywiać bunt, nieporozumienia i wzajemną wrogość" (s. 63). "Miłosierdzie Boga rozproszyło jego naród wybrany, a to rozproszenie, które światu wydawało się naszą słabością, stanowi naszą siłę, co zawiodła nas na próg uniwersalnego panowania" (s. 83). "Gdy zdobędziemy już władzę, nasi mówcy dyskutować będą nad wielkimi problemami ludzkości, którą my wreszcie sprowadzimy pod nasze błogosławione jarzmo. Któż będzie wówczas podejrzewać, że wszystkie te problemy wywołane zostały za naszą namową, w służbie politycznego planu, którego nikt nie odkrył w ciągu wieków?" (s. 93). "Będąc już panami ziemi, tolerować będziemy jedynie naszą religię, czyli religię uznającą jednego Boga, z którym nasz los jest związany przez wybór, jakiego Bóg dokonał, a który określa również los świata" (s. 93-94) "Jakże jasnowidzący byli nasi dawni Mędrcy, kiedy mówili nam, że aby osiągnąć wielki cel, nie należy cofać się przed żadnymi środkami, ani też rachować ofiar, których wymaga realizacja sprawy! Nigdy nie liczyliśmy ofiar z rasy tych bydląt Gojów" (s. 101-102). "W dniu, kiedy król Izraela włoży na swoją świętą głowę koronę, którą ofiaruje mu cała Europa, stanie się Patriarchą Świata" (109). "Słowem, aby ukazać, że wszystkie rządy Gojów Europy są przez nas zniewolone, objawimy naszą władzę nad jednym z nich za pośrednictwem zbrodni i gwałtów, czyli przez panowanie terroru, gdyby się zaś zbuntowały, odpowiemy strzelbami amerykańskimi, chińskimi czy japońskimi" (s. 64).
Czas na tym zakończyć monotonne cytaty. Można je znaleźć na każdej niemal stronie Protokołów, a ich powtarzalność drażni. Przytoczyłem je tutaj tylko, aby pokazać, jaki rodzaj odczuć mogą wywołać u łatwowiernego czytelnika, gdy odłączyć je od całości Protokołów, w których unoszą się niby w kałuży.


Studiując nieco dokładniej całość Protokołów, łatwo jednak dostrzec, iż te cyniczne plany światowego przewrotu są żałośnie ubogie; roi się w nich od sprzeczności; nieustannie zakładają rozwiązanie najważniejszych problemów, a niedorzeczność zalecanych tam środków działa uspokajająco. Jeśli tajemniczy Mędrcy Syjonu istotnie nie mają innej mądrości prócz objawionej na tych stronicach, świat może spać spokojnie.
Sięgnijmy po kilka przykładów. Całe cztery posiedzenia, 20, 21, 22 i 23, poświęcone są programowi finansowemu Mędrców, który zamierzają wprowadzić w swoim światowym super-rządzie. Powiadają oni, a nawet podkreślają, że ich polityka oparta jest na liczbach. Protokoły nie podają ani jednej. Przyjrzyjmy się temu.


Unikać będą obciążania ludu zbyt ciężkimi podatkami (s. 122); będą czuwać, aby brzemię to było sprawiedliwie rozłożone, co nie jest nazbyt nowym programem. Jako o niezwykłej innowacji mówią o progresywnym podatku od własności (s. 123) oraz o obciążeniu opłatą skarbową wszystkich ważniejszych transakcji. Dodając dosyć naiwnie: "Policzcie tylko, ile razy wysokość tej taksy przekroczy dochody rządów Gojów!" (s. 125). Pieniądze będą kursować. Powołana zostanie Izba Obrachunkowa, jakby Izba taka nigdzie nie istniała i była czymś niezwykłym (s.126). Naiwność polityki monetarnej Protokołów jest tak wielka, że ona sama dowieść by mogła niekompetencji i głębokiej ignorancji tych, co je zredagowali. Oto przykład: "Wiecie zapewne, że pieniądz opierający się na złocie był zgubą państw, które się nim posłużyły, nie mogły bowiem zaspokoić wszystkich potrzeb ludności. Nasz rząd wprowadzi do obiegu ilość pieniędzy proporcjonalną do siły roboczej kraju, a pieniądz ten będzie papierowy albo nawet drewniany. Wypuścimy wystarczającą ilość pieniędzy, aby każdy z naszych poddanych miał ich dosyć, dodając odpowiednią sumę przy każdych urodzinach i odejmując ją przy każdym zgonie" (s. 128). Naiwność taka doprawdy przekracza wszelkie granice; pomieszano tu problem emisji pieniądza z problemem jego dystrybucji, natomiast stworzenie nowej waluty podporządkowanej wahaniom demograficznym to niewątpliwie jeden z wynalazków godnych doskonałego ignoranta.


Jest coś jeszcze lepszego. Cytuję: "W naszym rządzie dbać będziemy bardzo, aby nie nastąpiło zahamowanie obiegu pieniądza (nie mówi się jednak, w jaki sposób zostanie to przeprowadzone). Nie będziemy więc mieli przymusowych pożyczek państwowych, z wyjątkiem obowiązkowych 1% bonów Skarbu, których niskie oprocentowanie nie narazi państwa na straty i nie wzbogaci krwiopijców" (s. 131).


To także cudowna głupota. Mędrcy zdają się wierzyć, że wystarczy, aby krążyły pieniądze poszczególnych obywateli, a państwo zawsze mieć ich będzie dosyć w kasach, by finansować własne przedsięwzięcia. Toteż, nie troszcząc się bynajmniej o stopę zysku na rynku papierów wartościowych, oświadczając raz na zawsze, że ponieważ zniesiono renty wieczyste i kapitały państwowe, pożyczkodawców niezawodnie przyciągną 1% bony Skarbu. Mędrcy zamykają to piękne expose następującym zdaniem: "Oto, co dowodzi naszego geniuszu oraz faktu, że jesteśmy narodem wybranym przez Boga". Geniusz ten jeszcze jaśniej objawi się na 21 posiedzeniu, kiedy to powracając do narodowych pożyczek, oświadczają, iż wszystkie pożyczki są "obecnie wzmocnione przez to, co nazywa się nie skonsolidowanym długiem"; a jest to równie prawdziwe, jak twierdzenie, że wszyscy suszą swoje ubrania zanurzając je w wodzie. Serio już pytam, jakiż to debiutujący w naukach ekonomicznych kandydat miałby choć cień szansy na zdanie najbardziej elementarnego egzaminu popełniając tak olbrzymie błędy?


A teraz genialne pomysły dotyczące organizacji giełd. "Zniszczymy rynek kapitałowy, bo nie pozwolimy, aby nasz prestiż mógł zostać zachwiany przez hossę lub bessę naszych kapitałów (pytam tylko jakich, skoro nie będzie już państwowej własności), których nominalna wartość ustalona będzie przez prawo, bez możliwości fluktuacji. Hossa jest powodem bessy(!) i to przez hossę udało nam się zdyskredytować publiczne fundusze Gojów... Nasze administracje państwowe zdolne będą rzucić na rynek miliony handlowych akcji, lub też wykupić je w ciągu jednego dnia. Dzięki temu wszystkie handlowe interesy będą w naszych rękach. Łatwo sobie wyobrazić, jaka będzie nasza siła!" (s. 136). Mędrcy nie zdradzają, w jaki sposób państwo, które nie może odwołać się do pożyczki, a tylko bardzo umiarkowanie obciąża podatnika, dokona tych cudownych posunięć. A to przecież kluczowy punkt. Dzięki podobnemu literackiemu procederowi można oświadczyć, że jest się panem deszczu i wiatru, a potem wyciągnąć stąd wniosek, że panuje się nad pogodą na całej planecie.


Mędrcy Syjonu, albo raczej ten z nich, który rozwija ów piękny dyskurs, konkluduje: "Ukazałem wam nasze sekretne plany... i naszą politykę finansową" (s. 131) i kończy: "Złoto - największa siła obecnych czasów - zgromadzone jest w naszych rękach. W ciągu dwóch dni możemy wydobyć z tajemnych skarbców każdą jego ilość" (tamże).


Dla wszystkich, którzy wierzą w Protokoły, Żydzi przedstawili tam swój program finansowy, jego najsubtelniejsze koncepcje. Pytam więc: czy jest na świecie jakiś minister finansów, jakiś bankier, człowiek interesu, a nawet zwykły czytelnik, który zachował jeszcze zdrowy rozsądek i posiada podstawy ekonomii, który nie uznałby tego - jeśli można go tak nazwać - planu za niezborny i głupi bełkot? Czy jest w nim choćby pozór jakiejkolwiek polityki finansowej, choć jedna sensowna lub rzeczywista sugestia? Jeśli zaś konspiratorzy, których się nam przedstawia, odsłonili sekret systemu, zabezpieczającego państwo przed wszelkim bankructwem i dostarczającego nieskończonych bogactw, bez pożyczek, bez przesadnych podatków, a tylko dzięki grze 1% bonów Skarbu, szybko z tego skorzystajmy. Skończą się deficyty budżetowe, bezrobocie, kryzys; jak mówią Protokoły, wystarczy tylko skonsolidować pożyczki płynnym długiem, wydawać papier przy każdych urodzinach i zabierać przy każdym zgonie, zastąpić walutę złotą walutą drewnianą i ustalić prawem "nominalną" (s.136) wartość papierów wartościowych, bez możliwości ich wahań.


I te oto niedorzeczne bzdury wydały się w oczach milionów czytelników przerażająco uczonym systemem, który spowodować miał światową zgubę.
Ponoć Mędrcy Syjonu wszystko przewidzieli. Istotnie, na 9 posiedzeniu mówią: "Wysuwa się zastrzeżenia, że w wypadku gdyby nasze plany zostały przedwcześnie odkryte, narody rzucą się na nas z bronią w ręku; przewidując taką możliwość, przysposobić możemy tak wielką siłę, że przyprawi ona o drżenie najmężniejszych z ludzi". Och, och, a cóż to za siła? Cytuję: "Do tego czasu miejskie kolejki i podziemne przejścia powstaną we wszystkich miastach. Z tych podziemnych miejsc wysadzimy w powietrze wszystkie miasta świata wraz z ich instytucjami i dokumentami" (s. 70-71). To doprawdy bardzo proste.


Protokoły zawierają nie tylko program finansowy: cała pierwsza część przedstawia "sekretne plany uruchomione w stosunkach Żydów z Gojami" (s. 137). To tu właśnie roi się od najbardziej cynicznych formuł. Kiedy próbuje się zrozumieć system, jawi się on jako apologia despotyzmu, lecz despotyzmu oświeconego, który zachowując pozory liberalizmu i moralności, zabezpiecza sobie całą rzeczywistą władzę i nie kłopocze żadnymi skrupułami. Tłum jest głupi i zły; potrzeba mu autokraty, lecz ten despota nie powinien wyglądać na tyrana; powinien się jawić jako opiekun. W pierwszej części Protokołów często określa się go mianem Prezydenta. Zamiast wypowiedzieć wojnę, przywódca ten postara się wywołać zamęt u sąsiadów, a potem wkroczy jako swoisty pokojowy arbiter. Miast uczciwych administratorów, otaczać się on będzie kreaturami, które zawdzięczając mu wszystko, tym lepiej będą mu służyć. Zamiast prasy niezależnej mieć będzie prasę oficjalną, cenzura zaś dopilnuje, aby nie opublikowano niczego, co mogłoby mu zaszkodzić. To on sam powoła dzienniki opozycyjne, które pisać będą tylko to, co im pozwoli napisać i tym skuteczniej oddziaływać na opinię, że uchodzić będą za wolne. Niezawisłe sądownictwo zastąpią sędziowie odsyłani na wczesną emeryturę (55 lat), co pozwoli mnożyć nominacje i stworzy możliwości dla nepotyzmu; miejsce armii narodowej zajmie silna policja; zaś dla odwrócenia uwagi opinii od kwestii politycznych, praktykować się będzie program wielkich robót publicznych. Wszyscy zajmować się będą handlem i przemysłem, a wzamian za skonfiskowaną wolność, pełną garścią rozdawać się będzie przywileje i korzyści. "Opanowaliśmy sądownictwo, machinacje wyborcze, prasę i wolność jednostki, a - co jeszcze ważniejsze - szkolnictwo i naukę, podstawowy fundament wolnego istnienia" (s. 69).


W całej pierwszej części Protokołów zadziwiająca jest precyzja pewnych szczegółów organizacyjnych oraz niezborność całości. Do prerogatyw Prezydenta należeć będzie mianowanie przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Izby Deputowanych i Senatu (s. 18). Będzie on mógł proponować nowe przejściowe prawa, a nawet zmieniać republikańską Konstytucję (tamże). Będzie mógł także regulować orzecznictwo sądowe (tamże). Liczba deputowanych zostanie zmniejszona (s. 71), jeśli upierać się oni będą przy działaniach opozycyjnych, pominie się ich apelując do narodu (s. 78). Prezydent będzie "odpowiedzialny", nie wiadomo jednak przed kim, skoro Izby nie posiadają "prawa dyskutowania rozwiązań podjętych przez Rząd" (s. 77). Redaktor Protokołów nie zna zresztą podstaw funkcjonowania instytucji politycznych, choć oświadcza, że są one szeroko znane (s. 74). Nie rozróżnia nawet trzech rodzajów władzy i kiedy chce je wymienić, opuszcza władzę sędziowską i pod dwiema różnymi nazwami wymienia władzę wykonawczą (s.15).
By utrzymać w respekcie prasę, Mędrcy nie znaleźli nic lepszego niż opłaty skarbowe, poręczenia, grzywny i zakazy. Wszystko to jest dosyć stare i przypomina osobliwie ustawodawstwo Drugiego Cesarstwa we Francji. Ostatnia wreszcie perełka spośród innych, jakie można tu zebrać: "Tam, gdzie zostanie dokonana zbrodnia, powinna być ona znana tylko przez ofiarę i tych, co dzięki przypadkowi byli jej świadkami, ale tylko przez nich" (90). Te gigantyczne naiwności nie wymagają komentarza.


Im staranniej bada się same Protokoły, tym wydają się one bardziej absurdalne, sprzeczne i dziecinne; infantylizm ten wzmagają jeszcze niektóre prowokacyjnie cyniczne oświadczenia. Reszta jest nieudolna. Oto jako przykład nowa organizacja procedury prawnej, bez rozróżnienia spraw cywilnych od karnych: "Ograniczymy więc pole działania prawnika, ustawiając adwokata na tym samym poziomie co sędziego, obarczonego stosowaniem prawa (?). Adwokaci, jak i sędziowie, nie będą się mogli kontaktować ze swymi klientami i zapoznają się z materiałem zawartym w aktach dopiero wtedy, gdy staną oni przed sądem. Honoraria ich będą stałe, niezależne od sukcesu lub porażki ich obrony. Staną się tak zwykłymi referentami obrony, stanowiąc przeciwwagę dla oskarżyciela (prokuratora), który będzie referentem na rzecz oskarżenia. Procedura prawna zostanie w ten sposób znacznie skrócona. Dzięki temu uzyskamy obronę uczciwą i bezstronną, którą kierować będą nie interesy materialne, ale głębokie przekonanie wewnętrzne adwokata" (113-114).


Po przejrzeniu całości Protokołów narzuca się pierwszy wniosek. Nie zawierają one absolutnie niczego, co choćby z daleka przypominałoby plan lub jakąkolwiek organizację. Autorzy nie mają pojęcia o elementach ekonomii finansowej, żadnego wyobrażenia o instytucjach politycznych; łączą niezwykłą naiwność z bezczelnymi pretensjami. Nic tu konstruktywnego, nawet nic przygotowania do ogólnego zamętu; wszędzie tylko jawne sprzeczności. Rzucam wyzwanie każdemu, kto z tych stronic, uchodzących za program, zdoła wydobyć chociaż jego cień.


Od tego momentu tajemnica się pogłębia. Skąd się wzięły te Protokoły? Przecież istnieją. Ktoś je zredagował. Jakie jest ich źródło?
Już w 1905 roku Sergiusz Nilus zapewniał, że zostały odczytane na tajnym posiedzeniu podczas żydowskiego Kongresu syjonistów w Bazylei, w sierpniu 1897; miały przedstawić Izraelitom, zebranym tam z inicjatywy Theodora Herzla, ogólny plan podboju świata przez Żydów. Szpieg, wysłany na ten kongres przez carski rząd, miał ponoć zdobyć jedną kopię, a po wielu dosyć nieprawdopodobnych przygodach, przedstawianych w kilku istotnie różniących się wersjach, rękopis rzekomo trafił w końcu do rąk Nilusa.


Zbyteczna jest zapewne uwaga, że ów pierwszy Kongres syjonistów miał bardzo ograniczony cel: zorientowanie się w możliwościach ruchu syjonistycznego. Zaproszenie, którego fotograficzna odbitka została opublikowana, zapewnia, że wszystkie posiedzenia i debaty będą w pełni publiczne. Organizatorzy gwarantują, iż żaden rząd, a zwłaszcza rząd Rosji, nie będzie mógł się czuć urażony tym, o czym będzie się mówić i co będzie się robić w Bazylei; że nie zdarzy się nic, co mogłoby pozostawać w sprzeczności z prawami jakiegokolwiek kraju, lub ze zobowiązaniami obywatelskimi uczestników kongresu. Nigdy nie zdołano udowodnić, iż miało miejsce jakiekolwiek naruszenie tych warunków ani też, że przeprowadzono jedno choćby tajne posiedzenie. Nilus zapewnia jednak, iż odbyło się ich 24. Nikt nigdy o nich nie słyszał; świadectwa dziennikarzy, stenografów i samych uczestników, złożone na procesie o zniesławienie, który odbył się przed trybunałem w Bernie, są niepodważalne.


Zresztą dyskusja na ten temat jest zbyteczna. Źródło powstania Protokołów jest znane. W dniach 16, 17 i 18 sierpnia 1921 całą tę historię opublikował "Times". Korespondent gazety w Konstantynopolu znalazł skrzynkę książek porzuconych przez oficera dawnej armii carskiej, należącego także do tajnej policji politycznej, Ochrany, a w niej francuski tom z wyrwanymi pierwszymi stronami. Czytając go Anglik zorientował się natychmiast, że zawiera on całą serię fragmentów równoległych do tekstu sławnych Protokołów. Identyfikacja była szybka. Chodziło o dziełko paryskiego adwokata Maurice?a Joly Dialog w piekle między Machiavelem i Monteskiuszem, albo polityka Machiavela w XIX wieku spisany przez współczesnego, Bruksela, A. Mertens, rue de l?Escalier 22, 1864, III-337 stron wraz z przedmową datowaną w Genewie, 15 października 1864. Cytuję według egzemplarza z Królewskiej Biblioteki w Brukseli, który osobiście przeglądałem, a który nosi sygnaturę III.2151.A. Istnieje także wydanie anonimowe, Paryż, 1865, oraz wydanie bez nazwiska autora, Bruksela,1868.


Celem pracy było ostre skarykaturowanie polityki Napoleona III, który przedstawiony został jako despota, usiłujący zachować pozory liberała. Imię Napoleona nie zostało tu jednak nigdy wymienione. Przemawia za niego Machiawel. Monteskiusz zaś odgrywa rolę uczciwego człowieka, którego oburza hipokryzja i cynizm rozmówcy.


Wystarczy kilka cytatów, aby ustalić paralelizm Protokołów i Dialogu.
Wiemy, że w egzemplarzu Dialogów znalezionych w Konstantynopolu w 1921 roku brakowało pierwszych stronic. Otóż Protokoły zaczynają się ex abrupto na 8 stronie Dialogów Joly?ego.


Joly
Protokoły
(wyd. Lambelina)

Zostawmy więc słowa... by trzymać się idei. Oto jak sformułuję mój system.
Zły instynkt u człowieka jest silniejszy niż dobry.

Wszyscy ludzie pragną dominacji.
...nie ma takiego, co nie stałby się ciemiężycielem, gdyby mógł...
wszyscy lub prawie wszyscy gotowi są poświęcić prawa innych dla własnych interesów.

Kto utrzymuje w ryzach te krwawe zwierzęta, co zowią się ludźmi?

U początków społeczeństw leży brutalna i niepohamowana siła, potem jest prawo, czyli znowu siła regulowana przez formę.
Wolność polityczna to idea względna.

Państwo jest zgubione, albo dlatego, że się dzieli i rozpada pod wpływem własnych konwulsji, albo też podziały czynią je łupem zagranicy. W tych warunkach narody wolą despotyzm od anarchii - czyż są w błędzie? Raz ukonstytuowane Państwa mają dwa rodzaje wrogów: wewnętrznych i zewnętrznych. Jakiej broni użyją w wojnie przeciw obcym... czy przekażą swoje plany ataku? Czy zakażą sobie wzajem nocnych ataków... bitew między oddziałami o nierównych siłach.
Czyż czysty rozum może kierować podnieconymi masami?

s. 10. Naiwnym jest potępienie, jakie spotkało Traktat Księcia!
Czyżby polityka nie była w sporze z moralnością?
s. 63. Machiavel: Per me reges regnant.
s. 73. Miast myślć o naprawie opinii publicznej, trzeba ją najpierw oszołomić, uczynić niepewną przez zdumiewające sprzeczności.

Porzućmy wszelką frazeologię i badając każdą ideę... sformułuję więc nasz system.
Zauważyć trzeba, iż ludzie o złych instynktach są liczniejsi niż ci, co mają dobre (sic!).
Każdy człowiek pragnie władzy.
Każdy chciałby zostać dyktatorem, gdyby mógł.
...niewielu jest, którzy nie byliby gotowi poświęcić wspólne dobro, by osiągnąć własną korzyść.


Co utrzymywało w ryzach te drapieżne bestie zwane ludźmi?

W początkach społecznego ładu poddali się brutalnej i ślepej sile; później prawu, które jest tą samą siłą, lecz zamaskowaną.
Wolność polityczna to idea...


Państwo wyczerpuje się we własnych konwulsjach, lub wewnętrzne spory wydają je na łaskę zewnętrznych wrogów, i odtąd może być uważane za nieodwołalnie stracone. Despotyzm objawia mu się jako deska ratunku... Jeśli każde


Państwo ma dwóch wrogów i jeśli może zastosować przeciwko wrogowi zewnętrznemu wszystkie środki walki, które nie zostały uznane za niemoralne, na przykład nie przekazać mu planów ataku... i zaskoczyć go nocą z przeważającymi siłami...
Czy sprawny rozum może mieć nadzieję, że poprowadzi masy posługując się... perswazją?
s. 5. (opuszczona przez fałszerza)
Polityka nic nie ma wspólnego z moralnością.


s. 31. Per me reges regnant... Nasi prorocy powiedzieli nam...
s. 39. Aby zawładnąć opinią publiczną, trzeba ją najpierw uczynić niepewną... wyrażając tyle sprzecznych opinii, że chrześcijanie w końcu zgubią się w tym labiryncie.

 

Ograniczamy się tutaj do przekazania wyników kilku porównań. A mimo to w zestawieniu cytowanych fragmentów zależność Protokołów od Dialogów jest wyraźna.
Kontynuujmy więc:

 

s. 75. Wprowadziłbym na przykład olbrzymie monopole finansowe, rezerwuary majątku publicznego, od których tak ściśle zależeć będzie los wszystkich prywatnych fortun, że zostałyby pochłonięte wraz z państwowym kredytem nazajutrz po wszelkiej katastrofie politycznej. Monteskiuszu, jesteś ekonomistą, doceń więc wartość tej kombinacji.

 

s. 42. Niebawem wprowadzimy olbrzymie monopole; rezerwuary kolosalnych fortun, od których tak zależne będą nawet wielkie fortuny chrześcijan, że zostałyby zaprzepaszczone, podobnie jak kredyt Państwa, nazajutrz po katastrofie politycznej. Panowie ekonomiści tu obecni, oceńcie wagę tej kombinacji.

 

Zbytecznym jest odnotowanie naiwności naszego fałszerza i dość niezdarnego sposobu, w jaki Monteskiusza usunięto z tej narracji.

 

s. 75 (Należy) przesadnie rozwijać przewagę Państwa, czynić zeń opiekuńczego władcę, inicjującego i nagradzającego.


  Musimy wszelkimi środkami pogłębiać znaczenie naszego rządu, przedstawiając go jako protektora i tego, co nagradza.

Tu i ówdzie nasz policjant dodaje tendencyjne sformułowania:


s. 76. Arystokracja jako siła polityczna zniknęła, lecz ziemiańska burżuazja jest jeszcze elementem oporu.
Może koniecznym będzie zubożenie jej lub nawet całkowite zrujnowanie. Wystarczy na to zwiększyć koszta obciążające własność ziemską.
s. 77. Skutecznym oddziaływaniem przeciwko wielkim przemysłowcom... będzie zachęcanie do nieproporcjonalnego luksusu, podnoszenie zarobków dzięki głębokim uszczerbkom naruszającym źródła produkcji.
...W razie potrzeby gorliwość wobec wielkich zasad ekonomicznych wygodnie zakryje prawdziwy cel.
s. 77. Trzeba doprowadzić do tego, aby w państwach byli już tylko proletariusze, kilku milionerów i żołnierze.

  s. 43. Arystokracja chrześcijańska zniknęła jako siła polityczna, lecz jako właścicielka dóbr ziem może nam jeszcze szkodzić. Należy więc koniecznie ją wywłaszczyć... najlepszym sposobem jest zwiększenie podatków za własność ziemską.

s. 44. Aby zrujnować przemysł chrześcijan rozwijać będziemy... zamiłowanie do luksusu, dążyć do podnoszenia zarobków... zręcznie i głęboko niszcząc źródła produkcji.


Maskować będziemy prawdziwe cele... pragnieniem upowszechniania wielkich zasad ekonomicznych, które dziś wykładamy.
s. 45. W państwach powinni już tylko pozostać... proletariusze, kilku milionerów i żołnierze.

Fałszerz, przekupiony aby zohydzić Żydów, nie zawsze starannie wykonywał swoją robotę. Odczytuje na opak zdania Dialogów.
Oto przykład:


s. 77. Na zewnątrz trzeba podniecać z krańca na kraniec rewolucyjne wrzenie, które tłumi się u siebie. Wynikają stąd dwojakie znaczne korzyści. Liberalne podniecenie na zewnątrz pozwala ukryć ucisk wewnętrzny. Co więcej, dzięki temu trzyma się w szachu wszystkie mocarstwa, gdzie można do woli czynić porządek lub zamęt. Ważny punkt to splątać, dzięki intrygom gabinetowym, wszystkie nici europejskiej polityki.

s. 79. Władza będzie musiała przyciągnąć do siebie wszystkie siły i wszystkie talenty cywilizacji,
w której żyje. Będzie musiała otoczyć się publicystami, rzeczoznawcmi prawa, ludźmi administracji, specjalistami, którzy znają do głębi tajemnice życia społecznego, którzy mówią wszystkimi językami...
...potrzebny jest prócz tego świat ekonomistów... bankierów, przemysłowców, kapitalistów... ludzi mających miliony, bo w gruncie rzeczy wszystko rozwiąże kwestia cyfr.


s. 96. Nie wiedzieć czemu narody żywią miłość dla energicznych geniuszy siły. W odpowiedzi.na wszystkie akty przemocy usłyszycie:...To nie jest w porządku, ale to sprytne, dobrze zagrane, mocne.

 

s. 45. W całej Europie musimy wzniecać zamęt, niezgodę i nienawiść... Korzyść jest podwójna. (Opuszczenie)
Z jednej strony trzymamy w szachu wszystkie kraje, które będą wiedziały, że możemy dowolnie wywoływać zamęt lub przywracać spokój. Po drugie nasze intrygi zaplączą wszystkie nici nawiązane w gabinetach państw... dzięki polityce.

s. 48. Nasz reżym musi otoczyć się wszystkimi siłami cywilizacji, pośród której będzie działał... Otoczy się publicystami, rzeczoznawcami prawa... administratorami. Ci ludzie znać będą wszystkie tajniki społecznej egzystencji; znać będą wszystkie języki...

Otoczymy nasz rząd całym światem ekonomistów... bankierów, przemysłowców. A zwłaszcza milionerów, bo tak naprawdę o wszystkim zadecydują cyfry.

s. 56. Naród żywi szczególną miłość... dla geniuszy politycznych i na wszystkie ich akty przemocy odpowiada słowami: "To podłe...ale jakie zręczne... jak dobrze zagrane, jakie bezczelne."

Machiavel oznajmia o zamachu stanu. Chodzi niewątpliwie o 2 grudnia. Rosjanin tym zamachem stanu obarcza Mędrców Syjonu nie wyjaśniając, czym może być światowy zamach stanu. Machiavel mówi dalej, a krok w krok za nim podąża carski policjant:

 

s. 97. Każę ratyfikować zamach dokonany przeciwko państwu. Powiem ludowi: "Wszystko szło źle, więc wszystko zniszczyłem..."

 

Kiedy dokonamy już naszego zamachu stanu, powiemy ludom: "Wszystko szło jak najgorzej... niszczymy więc przyczyny waszych mąk...

Na ogół Rosjanin opuszcza odpowiedzi Monteskiusza, zszywa natomiast cyniczne wypowiedzi Machiavela, zdarza mu się jednak nie zauważyć zmiany osoby.

 

s. 98. Machiavel:
Wprowadzę głosowanie bez rozróżnienia klas ani różnic podatkowych, przy pomocy którego od razu zorganizowany zostanie absolutyzm.

 

s. 60. Musimy doprowadzić wszystkich do ogólnego głosowania, bez rozróżnienia klas i różnic podatkowych... by ustalić absolutyzm większości...

Jak widać, to co u Joly?ego jest środkiem, Rosjanin uczynił skutkiem. Usunąwszy pierwszą "korzyść" polityki Machiavela, wprowadził "wtórną" w środek następnego zdania. Trudno o mniejsze intelektualne skrupuły.

 

Monteskiusz:
Tak, gdyż od razu złamiecie... jedność rodziny... i uczynicie z liczby ślepą siłę, kierowaną zgodnie z waszą wolą.
zniszczymy znaczenie chrześcijańskiej rodziny... zmienimy lud w tak ślepą siłę, iż nigdzie nie będzie w stanie poruszać się nie kierowana.

Głosowanie, o którym mówi Machiavel, to oczywista aluzja do napoleońskiego plebiscytu. Z właściwym sobie prostactwem Rosjanin dodaje od siebie tę niesłychaną głupotę: "absolutyzm większości". Cała organizacja parlamentarna, którą zajmują się Protokoły (s. 60-67), jest skalkowana z Dialogów; ale i tu niezbyt inteligentny fałszerz pozostawia swój ślad:

s. 102. Wszędzie, pod różnymi nazwami, lecz z bardzo podobnymi atrybutami odnajduje się organizację ministerialną, Senat, ciało ustawodawcze, Radę Państwa, sąd kasacyjny. Daruję panu zbyteczne rozwinięcie dotyczące wzajemnych mechanizmów tych władz, których tajemnice znacie lepiej ode mnie.

 

s. 61. Te same mniej więcej rzeczy istnieją we wszystkich krajach pod różnymi nazwami: Reprezentacja, Ministerstwa, Senat, Rada Państwa, Ciało ustawodawcze i Ciało wykonawcze.
Nie muszę wam tłumaczyć mechanizmu wzajemnych stosunków tych instytucji, gdyż są wam dobrze znane.

     

Ponieważ Sąd Kasacyjny nie miał swojego odpowiednika w carskiej Rosji, nasz policjant usunął go z wyliczenia.
Nie sposób cytować wszystkiego. Należałoby wydrukować obie prace. Zasygnalizujmy jeszcze tylko całe ustawodawstwo dotyczące prasy, przepisane słowo w słowo z Dialogów.
Prasa zostanie podzielona na gazety oficjalne, nieoficjalne oraz gazety udające opozycję (Dialogi, s. 140; Protokoły, s. 78).


Joly


s. 140. Jak bóg Wisznu, moja prasa mieć będzie sto ramion i te ramiona podadzą dłoń wszystkim odcieniom opinii.

 

Protokoły


s. 70. Mieć będą, jak hinduski bóg Wisznu, sto rąk... które poprowadzą opinię we właściwym kierunku.

Tenże sam Wisznu pojawił się już wcześniej i każda z jego stu rąk trzymała, u Joly?ego i u Rosjanina, jakiś zakres machiny społecznej (s. 115).
Odnaleźć też można "próbne balony":

 

Próbuję różnych kombinacji, projektów, nagłych ustaleń, tego, co wy we Francji nazywacie próbnymi balonami.

 

 

s. 81. Energicznie będziemy krytykować w naszych półoficjalnych gazetach nasze własne próbne balony.

Prasa będzie obłożona opłatami stemplowymi, a książki liczące zaledwie dwieście lub trzysta stron narażone będą na podwójne opłaty. Korzyści tego systemu wyszczególnione są niemal identycznie u Joly?ego (185) i w Protokołach (s. 77).
Regulaminy dotyczące sądownictwa, odsyłanie na emeryturę sędziów objętych ograniczeniem wieku (55 lat) oraz korzyści, jakie absolutyzm czerpać będzie z tych środków działania, wszystko to słowo w słowo znajdujemy u Joly?ego (s. 166) i w Protokołach (101). Tyle że zamiast znieść Sąd Kasacyjny (Joly, s. 113), Rosjanin znosi prawo kasacyjne, co nie jest szczególnie udatne (s.104). Politykę Napoleona III względem papiestwa, francuski garnizon w Rzymie, kuratelę nad papieżem (Joly, s. 204-205), wszystko to odnajdujemy w Protokołach (s. 114). Rosjanin nie zadał sobie trudu odróżnienia się od oryginału:

"Kiedy nadejdzie chwila ostatecznego zniszczenia Dworu papieskiego, palec niewidzialnej ręki wskaże ludom ten Dwór. Kiedy jednak ludy rzucą się nań, my pojawimy się jako jego obrońcy, aby nie dopuścić do rozlewu krwi. Dzięki temu zmyleniu uwagi wnikniemy do miejsca, którego już nie opuścimy..."
Machiavel nie zapomina też o Uniwersytetach:

 

Joly
Protokoły

s. 195. Nie będzie się tam prowadzić studiów polityki konstytucyjnej.

 

s. 101. Wykluczymy z nauczania prawo obywatelskie... kwestie polityczne.

Motywacja natomiast przełożona jest dosłownie:

s. l96. W wieku 18 lat człowiek wtrąca się do układania konstytucji, tak jak pisze tragedie.

 

s. 108. Żółtodzioby... tworzą konstytucyjne projekty, tak jakby układali tragedie.

Ponieważ nie można powiedzieć wszystkiego - oto na koniec typowe zdanko powtórzone w dokładnie równoległych fragmentach:

s. 159. Sulla powrócił jako bóg, nikt nie dotknął włosa na jego głowie.

 

s. 93. Sulla został ubóstwiony... (nikt) nie dotknął włosa na głowie Sulli.

     

Sam porządek dialogów jest porządkiem Protokołów. Cały system finansowy opisany jest w dialogach 18, 19, 20 i 21. To 20 i 21 rozdział Protokołów. Fałszerz włączył tam niedorzeczności, które wytknęli już znawcy problemu, a które powinny były otworzyć również i mniej przenikliwe oczy.
Usunął Dialog 22, który mówi o budowlach napoleońskich i, nie wymieniając go z nazwiska, krytykuje Haussmanna oraz jego megalomanię architekta.


Czy trzeba to ciągnąć dalej?

Ci, którzy przeczą istnieniu plagiatu, nie konfrontowali obu prac, albo też ich niekompetencja krytyczna każe im milczeć. Na koniu lub piechotą prawda ma prawo, by nie zastawiano jej drogi.


Per me reges regnant... ten cytat z Pisma Świętego (Prz. 8, 15. Dzięki mnie królowie panują... podany w katolickiej łacinie przez Mędrców Syjonu na Kongresie w Bazylei, gdzie mówiono po hebrajsku, sam wystarczająco zdradzał fałszerza. Nie wykazał on nawet tyle ostrożności, aby podać go w oryginalnej wersji hebrajskiej: bi Melachim yimlachou.


Więcej, zdradził się pomyłką w dacie. Na dziesiątym posiedzeniu Mędrcy Syjonu "oświadczają, iż podejmą kroki, aby mianowano Prezydentów, mających na swoim koncie taki skandal jak Panamę, albo też inne równie podejrzane afery" (s. 76). Tego fragmentu oczywiście nie ma w dialogach Joly?ego, opublikowanych w 1864 roku. To dodatek fałszerza. Jedynym prezydentem Republiki Francuskiej, który wchodzi tu w rachubę, jest Emile Loubet, wybrany 18 lutego 1899, którego ludek paryski, po powrocie z Wersalu, powitał okrzykami "Panama, Panama". Jakiż poważny czytelnik z całą pewnością nie wywnioskowałby stąd, że ten fragment Protokołów napisany został po tym wydarzeniu? Otóż Kongres Syjonistów w Bazylei, gdzie rzekomo zredagowane zostały protokoły, odbył się w sierpniu 1897 roku.


Dowody fałszerstwa są tak przytłaczające, że najbardziej zażarci przeciwnicy przyznali to w końcu. Rozpaczliwe krętactwa, do których się odwoływali, by nie pozbywać się zatrutej broni Protokołów, nie przynależą już do żadnej wiedzy.


Twierdzono, że Maurice Joly był Żydem; zmieniono mu imię na Mojżesza Joela, mimo opublikowania jego świadectwa chrztu z nazwiskami rodziców chrzestnych ("Paix et Droit", Paris, listopad 1924). Ale niezależnie od tego, czy byłby Żydem czy Turkiem, fakt ten w niczym nie zmieniałby natury jego Dialogów. Nie są one programem odnowy czy też światowego przewrotu, a jedynie krytyką "machiavelicznych" rządów Napoleona III... Rząd ten pogrzebała klęska militarna 2 września 1870 roku.


Mówiono też - otrzymałem nawet listy na ten temat - że syjoniści zebrani w Bazylei w 1897 zrobili celowy plagiat z Joly?ego, by na wypadek odkrycia ich Protokołów móc posłużyć się tym alibi i przekonywać, że to falsyfikat. Wyjaśnienie to jest równie przekonywające, co twierdzenie, iż piramidy egipskie zbudowano, aby służyły jako most na Dunaju, zaś paryska katedra Notre-Dame to forteca, która osłaniać miała przejścia przez Pireneje. Stwierdziliśmy, że książka Joly?ego to jedynie satyra na Drugie Cesarstwo. Natomiast czystą głupotą jest twierdzenie, iż przepisanie tego tomu oraz dodanie cynicznych deklaracji i szeregu niedorzeczności, przekształca ją w program światowej dominacji.


Na koniec, bo trzeba już kończyć, przeciwnicy Żydów zapewniali, że kwestia autentyczności Protokołów jest całkowicie jałowa, gdyż nawet fałszywe, pozostają one prawdziwe. Odzwierciedlają bowiem dokładnie sposób postępowania i myślenia Żydów. Podobne twierdzenie wyrażone zostało piórem Adolfa Hitlera. Wykluczają one wszelką dyskusję. Jeśli oskarżenie zbudowane jest na samym sobie, niezależnie od wszelkich dowodów, jeśli te dowody można zniszczyć nie wywołując ich wycofania lub zmiany, nie ma już ani krytyki, ani wiedzy, ani sprawiedliwości, a wszelkie oszczerstwa są dozwolone.


Reasumuję więc i wyciągam wnioski:


Traktowane jako program, Protokoły Mędrców Syjonu są jedynie ciągiem dziwacznych dywagacji bez znaczenia, zdradzających nieustannie niekonsekwencje redaktora i jego nieznajomości najbardziej elementarnych pojęć. Nikt nie mógłby nigdy ich urzeczywistnić, roją się bowiem od sprzeczności i widomych głupstw.


Dowiedziono, że Protokoły to falsyfikat, niezręcznie splagiatowany z satyrycznego dziełka Maurice?a Joly i ułożony z zamiarem zohydzenia Żydów przez podniecanie bezmyślnych i ślepych namiętności tłumu.


Kongres syjonistów w Bazylei nie ma absolutnic nic wspólnego z ułożeniem Protokołów.
Można by dyskutować o celach, które postawili sobie autorzy falsyfikatu. Wydaje się, iż ma on związek z wewnętrzną sytuacją Rosji w roku 1905 oraz carskim manifestem z 30 października tegoż roku. Aby jednak nie włączać domysłów do jasnej konkluzji, pominiemy ten punkt.
Żydzi, których chciano uczynić winnymi Protokołów, są w istocie ich niewinnymi ofiarami. To musi zostać powiedziane i ogłoszone przez szacunek dla prawdy, której służba jest naszym absolutnym obowiązkiem.


Czy potrzebna tu jeszcze konkluzja?


Zniechęcający jest fakt, że w naszej Europie, dumnej ze swej wiedzy i pełnego arsenału krytyki historycznej, równie oczywisty falsyfikat, dzieło ciemnego i niezręcznego policjanta, mogło zmylić i wciąż jeszcze myli tysiące ludzi.

Czy nie powinniśmy uznać głębokiej prawdy tej oto uwagi Newmana: ludziom nigdy nie brakuje logiki, są przerażająco, nieodparcie logiczni. Dzieląca ich niezgoda nie pochodzi z błędów rozumowania. Ma ona swoje źródło w dużo głębszej strefie wewnętrznej niż ta, gdzie rodzą się oceny; sam Newman nazywał assumptions owo mętne i zarazem narzucające się nastawienie, które angażuje całego człowieka, wraz z jego pragnieniami, namiętnościami, lękami i szaleństwami, nie wyłączając marzeń i urazów. Wychodząc od tego nastawienia logica pracuje na przekór wszystkiemu, rzadko troszcząc się o dopasowanie do rzeczywistości, ale włączając wszystko, co napotka, do narzuconych z góry wniosków.


Czyż Pan nic powiedział Nikodemowi, że zanim zrozumie, musi nasci denno i uwolnić się od wszystkiego? Nienawiść jest jednak jak legendarna suknia Dejaniry, której nie mógł się pozbyć Herkules. Niestety, nienawiść to skarb, a człowiek strzeże go zajadle i z wściekłością kamieniuje tych, którzy próbują mu go odebrać.


Pierre Charles S.I.

przełożyła
Wanda Błońska