E-mail

English






Żydzi współtworzyli Częstochowę

Rozmawiał Tadeusz Piersiak
Gazeta Wyborcza

Częstochowa, 2007-09-13

http://miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,4487126.html

Henryk Markusfeld nazywany był "prezesem prezesów", bo każdy klub, stowarzyszenie, szkoła chciały go mieć na czele zarządu. Był jednym z najbogatszych częstochowian, ale pieniądze pożytkował na działalność społeczną.

Tadeusz Piersiak. Przeszłość Częstochowy budowali ludzie z różnych kręgów kulturowych i wyznaniowych: ewangelicy, prawosławni i Żydzi. Jakie są zasługi tych ostatnich, kto wart jest wymienienia?

Juliusz Sętowski: Dużo by mówić. Ale najpierw trzeba by podzielić tych zasłużonych na różne grupy, w każdej dziedzinie życia społecznego pojawiali się ludzie wybitni. Myślę tu o działaczach kultury czy przedstawicielach środowiska lekarskiego. Ale też o tych, którzy brali udział w działalności sportowej - w Częstochowie działało kilka klubów sportowych, istniało Żydowskie Towarzystwo Krajoznawcze.

Zacznijmy może więc od postaci, która chyba ogniskowała różne działania społeczności żydowskiej i gromadziła wokół siebie tych wszystkich znaczących obywateli wyznania mojżeszowego - rabina Asha.

- To rzeczywiście była wybitna postać. Nahum Ash naczelny rabin gminy żydowskiej był człowiekiem otwartym na kontakty ze społecznością katolicką, z jej klerem. Był w bardzo przyjacielskich stosunkach z biskupem Teodorem Kubiną. Uczestniczył też w uroczystościach odbywających się na terenie miasta, związanych z rocznicami odzyskania niepodległości czy związanych z marszałkiem Piłsudskim, był zapraszany na święta pułkowe. Rzeczywiście jego dom skupiał tę żydowską inteligencję. Nahum Ash był członkiem Rady Miasta Częstochowy podczas I wojny światowej, radnym był jeden z jego synów. Bo i synowie rabina uczestniczyli w życiu społecznym miasta, drugi z jego synów był w zarządach żydowskich klubów sportowych.

Jest kilka nazwisk, które są niewątpliwie powtarzane w każdej rozmowie o historii Żydów częstochowian: Willenberg, Wolberg, Markusfeld, Kohn.

Z kolejnym rodem częstochowskim kojarzy się Szkołę Rzemieślniczą...

- Właśnie, założycielami tej szkoły byli Markusfeldowie. Zanim jednak została utworzona, Adolf Markusfeldf utworzył warsztaty rzemieślnicze. Dopiero jego synowie przy ul. Garncarskiej utworzyli wspomnianą szkołę. Jeden z nich - Henryk Markusfeld, znany był w Częstochowie jako "prezes prezesów", bo każdy klub, stowarzyszenie, szkoła chciały go mieć na czele zarządu. Był jednym z najbogatszych częstochowian, ale pieniądze pożytkował na działalność społeczną: ochronki, domy starców i dziecka, Towarzystwo Dobroczynności dla Żydów. Ale podobnie jego brat Józef. Byli właścicielami lub współwłaścicielami wielu ówczesnych fabryk, jak m.in. Warta, kapeluszownia czy papiernia, które przynosiły im duże dochody.

Mamy kanał Kohna, teraz ulicę jego imienia - to nazwisko zapisane w historii miasta...

- Rodzina Kohnów sprowadziła się tu z Wielunia, kiedy ten stracił prawa miasta powiatowego. W Częstochowie zbudowali z Oderfeldami zakład litograficzny i drukarnię. Jej ruiny straszą dzisiaj u zbiegu al. Wolności i ul. Waszyngtona. Do 1939 roku był to największy zakład poligraficzny w mieście. Po Wilhelmie Kohnie drukarnią zawiadywał jego syn - Jakub. Już przed I wojną światową zaczął on być prezesem ochotniczej straży pożarnej i był nim przez długie lata. Kohnowie byli także właścicielami papierni, do której wodę doprowadzał wspomniany kanał Kohna. W tej rodzinie byli też wybitni lekarze, choćby Edward Kohn z racji działalności charytatywnej nazywany sercem społeczności żydowskiej w Częstochowie. Warto tu wspomnieć, że środowisko żydowskie w działalności charytatywnej nie ograniczało się wyłącznie do Żydów i podobnie częstochowianie narodowości polskiej. Przykładem doktor Biegański, który był prezesem Towarzystwa Dobroczynności dla Żydów.

Po raz kolejny pojawia się w Twojej opowieści Żyd - członek rady miejskiej. Było ich wielu?

- Zawsze mieli swoją proporcjonalną reprezentację. Wspomniany Edward Kohn przez wiele lat był członkiem rady miejskiej i ławnikiem. Także Berek Kohn. Ale chyba rekordzistą w wyborach do rady miejskiej był Maurycy Nojfeld, właściciel największego składu aptecznego w Al. NMP 10. Wybierano go trzy albo czterokrotnie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa