E-mail

English






Bohater mojej młodości

Szewach Weiss
Plus Minus
Gazeta Wyborcza
10 października 2007

Marek Edelman nie jest niewolnikiem żadnych dogmatów, rozbija rutynę zużytych szablonów, czasem wykorzystywanych do różnych manipulacji

plus_minus_a_5-1.F.jpg

PIOTR NOWAK

Pierwszy raz spotkałem doktora Marka Edelmana wiosną 1993 r. Do Polski przyjechała wówczas delegacja izraelska na czele z premierem i ministrem obrony Icchakiem Rabinem, aby wziąć udział w uroczystościach z okazji 50. rocznicy powstania w getcie warszawskim. Jako przewodniczący Knesetu byłem członkiem delegacji. Po wzruszających uroczystościach wojskowych w Belwederze prezydent Lech Wałęsa i premier Hanna Suchocka zaprosili nas na kolację. Tam właśnie zetknąłem się z Markiem Edelmanem, zdeklarowanym zwolennikiem "Solidarności", postacią bardzo popularną i wysoko cenioną przez Wałęsę. Byłem pod wielkim wrażeniem spotkania z zastępcą dowódcy powstania w getcie warszawskim, człowiekiem, którego od moich młodych lat uznawałem za bohatera. Sama rozmowa z Edelmanem stanowiła dla mnie ważne przeżycie. Jest to człowiek niezwykły, bardzo inteligentny, bardzo żydowski, europejski, bardzo polski, socjalistyczny, demokratyczny i odważny. Syjoniści w Izraelu oraz wśród Żydów na całym świecie krytykowali Edelmana za jego bundowskie poglądy, za jego antysyjonizm i ostrą krytykę postawy Izraela w zatargach izraelsko-palestyńskich. A swoje zda nie wyrażał Edelman zawsze dobitnie i ostro, nigdy nie używając okrągłych wyrażeń dyplomatycznych.

Ja jestem syjonistą, ale wtedy nie tylko nie chciałem uniknąć spotkania z Edelmanem, lecz na odwrót, zamierzałem poznać się z tym odważnym człowiekiem. Zrobiłem to otwarcie, a nawet nieco demonstracyjnie, w przeciwieństwie do części naszej delegacji, która go zbojkotowała.

Kiedy sporządzano listę przemawiających na uroczystościach przy pomniku Bohaterów Getta, prezydent Wałęsa nalegał, żeby w imieniu delegacji polskiej przemawiał jeden z tych bohaterów - Marek Edelman. Ze strony izraelskiej miał wystąpić premier Icchak Rabin. Członkowie delegacji izraelskiej oburzyli się na planowane wystąpienie Edelmana i wywarli nacisk na Rabina, żeby zaprotestował. Rabin znalazł się między młotem a kowadłem.

Z racji mojej z nim zażyłości z naszych rozmów wiedziałem, że był przerażony tym naciskiem, ponieważ jego stosunek do Edelmana był przede wszystkim stosunkiem jednego bojownika o wolność do drugiego. Ale chcąc uniknąć głośnego skandalu, Rabin uległ presji członków delegacji. Prezydent Wałęsa, żeby również nie zadrażniać sytuacji, zgodził się, choć z demonstracyjną niechęcią, zrezygnować z wystąpienia Edelmana, które byłoby przecież rzeczą naturalną i zrozumiałą. Ale podczas uroczystości Wałęsa zadziwił wszystkich. Kiedy przyszła na niego kolej, by złożyć wieniec pod pomnikiem w imieniu Polski, wziął za rękę Edelmana i jego wnuczkę i uczynili to razem. Spowodowało to w gronie delegacji izraelskiej wielką konfuzję. Byli tacy, którzy uznali postępowa nie Wałęsy za prowokację. Ja natomiast uważałem, że Wałęsa uratował naszą godność i wyraził szacunek ze strony Polaków zarówno dla powstania żydowskiego, jak i do Żydów, którzy walczyli przeciw hitleryzmowi.

.

Po przyjeździe do Polski w 2001 r., kiedy zostałem ambasadorem Izraela, nawiązałem kontakt z Markiem Edelmanem i byłem inicjatorem licznych naszych spotkań w jego skromnym domku w Łodzi, w rezydencji ambasadora w Warszawie oraz podczas różnych uroczystości. Chciałem brać udział w wydarzeniach, w których uczestniczył bohater mojej młodości. Tak było w Wyszkowie, mieście, gdzie urodził się dowódca powstania w warszawskim getcie Mordechaj Anielewicz, kiedy odsłaniano tam jego pomnik. Tak było w Kielcach, kiedy odbywały się akademie ku czci pamięci Sprawiedliwego wśród Narodów Świata profesora Jana Karskiego, który przekazał aliantom prawdę o rzezi Żydów polskich, ale napotkał zamknięte drzwi i nieczułe serca przywódców zachodnich. Przemówienia Edelmana, ostre, odważne, proste i moralne, rozbijały rutynę zużytych, a czasem nawet wykorzystywanych do różnych manipulacji szablonów. Edelman, bojownik i lekarz, intelektualista, symbolizował bardziej niż inni tę szczególność żydowską, która znalazła swój wyraz w tym stałym przepływie energii między sercem a głową.
Jak wiadomo, Edelman był jednym z przywódców Bundu w Polsce. Bund gromadził w swoich szeregach proletariat żydowski oraz wielu intelektualistów. Bundowcy wierzyli w demokratyczne rozwiązanie kwestii żydowskiej, a nie w partykularne rozwiązanie narodowe czy też, broń Boże, nacjonalistyczne. Bund uważał, że kwestia żydowska może i musi być rozwiązana w miejscu zamieszkania Żydów przez rozpowszechnia nie demokratycznej i humanistycznej kultury politycznej. Syjonizm miał wiele osiągnięć i to on zapoczątkował proces, który doprowadził do powstania Państwa Izrael. Ale syjonizm jeszcze nie zdążył stworzyć w Izraelu oraz w społeczeństwie żydowskim kultury demokratycznej i braterstwa narodów. Być może, że z powodu krwawych zatargów, w które jesteśmy uwikłani, nie zostało dużo miejsca dla uczuć ludzkich i braterstwa żydowsko-arabskiego.

Nie ma wątpliwości, że postawy socjaldemokratyczne, antyrasistowskie i humanistyczne lewicy izraelskiej są bliżej antysyjonistyczego stanowiska Marka Edelmana niż nacjonalistycznych zwolenników syjonizmu spod znaku "wielkiego Izraela".

.

Podczas moich ostatnich rozmów z Markiem Edelmanem znów się przekonałem, jak bardzo jest on niezależny od wszelkich dogmatów. Ostro krytykował dowództwo palestyńskie i osobiście Arafata za jego gwałtowny nacjonalizm i ślepotę polityczną. Edelman rozumiał, że obrona wolnego świata niejednokrotnie zmusza do interwencji wojskowej przeciwko takim przestępcom jak Saddam Husajn. Czynił wyraźne rozróżnienie między prawdziwymi bojownikami a terrorystami.

Podczas jednego ze spotkań powiedział mi: "... zobacz, Szewach, owszem idee bundowców zwyciężyły". Myśmy walczyli za Europę demokratyczną, bez granic, oświeconą, społeczną, tolerancyjną, antyrasistowską, miłującą ludzi, szanującą mniejszości, nadającą autonomię kulturalną oraz odczucie wspólnego domu dla jej wszystkich mieszkańców, narodów, różnych wyznań. Walczyliśmy za Europę antytotalitarną. W gronie narodu żydowskiego jest miejsce zarówno dla syjonistów, jak i dla innych ludzi mieszkających w swojej ojczyźnie historycznej - Izraelu oraz dla obywateli świata. Ten naród podarował światu Alberta Einsteina, Zygmunta Freuda, Karola Marksa, Marca Chagalla, Artura Rubinsteina, George'a Gershwina, Isaaca Bashevisa Singera, Jehudę Menuchina, Hannę Arendt, Brunona Schulza, Janusza Korczaka, jedną piątą laureatów Nobla.

Na takim świecie znajdzie się również godne miejsce dla bojownika i lekarza żydowskiego, zastępcy dowódcy powstania w getcie warszawskim oraz bojownika powstania warszawskiego w 1944. Dla bezkompromisowego socjaldemokraty polskiego i żydowskiego oraz budowniczego mostów między obu narodami, który odważnie niesie sztandar uczciwości i godności.

I jeszcze jedna rzecz: Marek Edelman rozmawia po żydowsku, językiem stworzonym przez Żydów na wygnaniu, a zwłaszcza w Polsce. Po żydowsku pisał wiersze Mordechaj Gebirtig, krakowianin, bundowiec, zamordowany w krakowskim getcie. Kiedy słyszę jednego z ostatnich mówiących po żydowsku, moje serce przepełnia smutek i żałoba. Po polsku mówi się "sto lat", po hebrajsku - "do stu dwudziestu". Drogi Marku, do 120!

W piątek, 5 października, Marek Edelman otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Medycznego w Łodzi
Szewach Weiss
Szewach Weiss był przewodniczącym Knesetu, ambasadorem Izraela w Polsce. Kieruje Radą Instytutu Pamięci Yad Vashem