E-mail

English






-

ŻYDZI I ŻUBRY

Ofiary nazistowskiej pseudo-nauki
FRANK   FOX
Hitlerowskie splądrowanie warszawskiego zoo

Był to wrzesień 1939. Warszawski ogród zoologiczny, położony w pobliżu baterii obrony przeciwlotniczej stolicy, znalazł się pod ciężkim niemieckim bombardowaniem. Ryki zranionych i konających zwierząt mieszały się z gwizdem pocisków i wybuchami. Polarne niedźwiedzie człapały na wolności a ich białe futra były poplamione strugami krwi. Kasia - słonica - zginęła trafiona bombą, a jej dwuletnia córka Tuzinka (wówczas dwunasty dopiero słoń urodzony w jakimkolwiek zoo) trąbiła w popłochu. Żyrafa leżała, konając z nogami rozrzuconymi pod śmiesznym kątami. W ptaszarni, papugi, rozkładając płonące skrzydła, usiłowały wzlecieć w górę i spadały rozbijając się o ziemię. W piekle swoich klatek i wybiegów, bezsilne, o dzikich oczach małpy i antylopy, wydawały z siebie kakafonię pisków. Niektóre zwierzęta cudem uciekły. Wielbłądy i lamy wędrowały wzdłuż brzegów Wisły. Hipopotamy, niedźwiedzie, żubry, jelenie i rysie zmieszały się przyjaźnie a wydry i bobry cierpliwie czekały w swoich sadzawkach. Antonina Żabińska, której mąż Jan, dyrektor warszawskiego zoo od roku 1929, był jeszcze na froncie, zastanawiała się, ilu ludziom przyjdzie doświadczyć tego samego losu jaki spotkał jej ukochane zwierzęta. Zadawała sobie pytanie, dlaczego niektóre zwierzęta w sposób widoczny chwilowo utraciły swoje drapieżne instykty, podczas gdy ludzie potrafili tak szybko stać się bardziej drapieżni niż najdziksze bestie.

Po kapitulacji Warszawy, do ciężko zbombardowanego ogrodu zoologicznego przybyło kilka ważnych niemieckich osobistości. Głównym wśród nich był profesor Lutz Heck, dyrektor ogrodu zoologicznego w Berlinie, którego ojciec, Ludwig, też piastował wcześniej to samo stanowisko [1], a brat, Heinz, był dyrektorem Ogrodu Zoologicznego im. Hellabruna w Monachium. Członkowie tej rodziny od samego początku byli zagorzałymi zwolennikami ruchu nazistowskiego. Zadaniem misji Hecka w okupowanej Polsce było wysłanie najcenniejszych ocalałych zwierząt do niemieckich ogrodów zoologicznych. Heck planował także wyjazd do Białowieży, jednej z pierwotnych puszcz polskich, która rozciągała się poprzez granice środkowej i wschodniej Europy i była krainą żubra oraz potomków rzadkiego dzikiego konia, tarpana. Żubry i tarpany zamierzał on zabrać do Niemiec. Pani Żabińska przypomniała sobie, jak usłużny dla jej męża i niej samej bywał Heck na przedwojennych konferencjach i jak przesyłał im był kartki z pozdrowieniami oraz fotografie rzadkich zwierząt. Wówczas było to ujmujące. Heck był w końcu człowiekiem odpowiedzialnym za wszystkie sprawy związane z ochroną zwierząt i polowaniami w całej Trzeciej Rzeszy. Teraz Heck, wykorzystując swój status i przedwojenne kontakty z Żabińskimi, zapewniał panią Żabińską, że podczas gdy on sam nie miał żadnego wpływu na decyzje podejmowane przez wyższe władze niemieckie (co oczywiście było patentowanym kłamstwem), będzie on próbować łagodzić wszelkie przepisy dotyczące warszawskiego zoo i ułatwić hodowlę świń na żywność. Zapewnił także Żabińską, że jej ulubione rysie znajdą się pod jego specjalną opieką w niemieckim zoo w Schorfheide. Co do innych zwierząt zabieranych do Niemiec, uroczyście jej obiecał, że zostają one tylko wypożyczone!

Dziwaczny eksperyment
Hitlerowcy przywiązywali szczególną wagę do promowania praw zwierząt, szczególnie dzikich. Byli pionierami w wprowadzeniu najdalej w owym czasie idącej polityki ochrony środowiska. Od pierwszych dni u władzy, reżim hitlerowski wprowadził wiele przepisów ochrony życia zwierząt. Wybitny niemiecki zoolog został napomniany, gdy dżdżownice, które uśpił był podczas pewnego eksperymentu, mimo tego poruszały się nadal! Pozycja Hecka w hitlerowskiej hierarchi, jako autorytetu od życia zwierząt, stawała się coraz ważniejsza i został on ulubieńcem Hitlera i Goeringa [2].
Heck miał specjalne powody przyjazdu do okupowanej Polski. Obok otwartej kradzieży zwierząt z warszawskiego zoo i innych rezerwatów oraz zrabowania bezcennych zapisów hodowlanych prowadzonych przez polskich specjalistów, Heck przekonał hitlerowskich władców, że sprowadzając do Niemiec żubry z Puszczy Białowieskiej, zdoła on osiągnąć dwa oddzielne cele: będzie mógł pracować nad "zrekonstruowaniem" tura [3], jak również nad "ochroną" żubra przed "rasową degeneracją". Do zrekonstruowania tura Heck używał udomowione bydło i krowy.
To miało stać się ukoronowaniem kariery Hecka. Przez proces sztucznej selekcji (inżynieria genetyczna, jako technologia hodowli, nie istniała przed rokiem 1970), chciał on wyhodować zwierzę, które całkowicie wymarło na długo przed rokiem 1700; bestię, która, jak swastyka, miała stać się ikoną Trzeciej Rzeszy. Był to jeden z najbardziej dziwacznych "naukowych" eksperymentów nazistów.
Warszawskie zoo, które, gdyby nie wybuchła była wojna, byłoby w roku 1940 gospodarzem kongresu Międzynarodowego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych (miało to być wyrazem uznania dla wzrastającej reputacji dyrektora, którego zoo istniało tylko od 12 lat), teraz poważnie ucierpiało nie tylko od bombardowania, ale i od wywiezienia rzadkich okazów do ogrodów zoologicznych w Niemczech. Heck szybko wysłał słoniczkę Tuzinkę do Królewca, wielbłądy i lamy do Hanoweru, hipopotamy do Norymbergi, konie Przewalskiego do Wiednia, a rysie i zebry do Schorfheide. Podczas pierwszej zimy okupacji, pomimo obietnic Hecka, kilku gestapowców nie powstrzymało się przed grasowaniem na terenie zoo i polowaniem na resztki zwierzyny.

Żydzi ukrywani w zoo
Nawet gdy warszawskie zoo utraciło swoje najcenniejsze zwierzęta poprzez śmierć lub deportacje, teraz zyskało coś, co bez wątpienia stanowiło najrzadsze okazy tamtych czasów: żywych Żydów. Niespodziewana wizyta w zoo dra Zieglera, niemieckiego zoologa i entomologa, który został mianowany szefem Arbeitsamtu (Biura Pracy) w warszawskim Ghetcie, niebezpiecznie zbliżyła się do wykrycia pilnie strzeżonej tajemnicy. Pewnego poranka pani Żabińska z przerażeniem dostrzegła niemiecką limuzynę znienacka zatrzymującą się z piskiem przed ich willą w zoo. To Ziegler przyjechał obejrzeć słynną kolekcję owadów, którą Dr. Szymon Tenenbaum, szeroko znany entomolog i wówczas dyrektor żydowskiego gimnazjum w Ghetcie, powierzył swojemu przyjacielowi Janowi Żabińskiemu [4]. Gdy Ziegler wchodził do budynku, żona dyrektora z rozmachem uderzyła w klawiaturę fortepianu. "Jaka wesoła atmosfera", promieniał Ziegler, słysząc "Podróż na Kretę" z Pięknej Heleny Jacques'a Offenbach'a. Ziegler, który zresztą leczył się w Ghetcie u dentystki, żony Tenenbauma Ireny, na szczęście nie podejrzewał, że nagłe dźwięki melodii Offenbacha były sygnałem dla Żydów ukrywających się w sąsiednich pokojach willi, że zjawił się Niemiec. "No, tak," Ziegler pobłażliwie uśmiechnął się do Żabińskiej, "Offenbach jest płytkim kompozytorem. Ale trzeba przyznać, że w sumie Żydzi są utalentowanymi ludźmi."
Towarzyszenie Zieglerowi do Ghetta podczas kolejnych wypraw by zobaczyć się z Tenenbaumem, dało Żabińskiemu sposobność bycia widzianym jako znajomy szefa Arbeitsamtu, gdy przejeżdżali oni tam i z powrotem przez punkt kontrolny. W dodatku, przejście, przez które Ziegler wjeżdżał do swojego biura było niedbale strzeżone. To było kluczowe. Po pewnym czasie umożliwiło to Żabińskiemu przeszmuglowanie dalszych Żydów do zoo, gdzie najpierw byli ukrywani w klatkach dla bażantów, a później przeprowadzani do wilii. Tym z nich, których wygląd i biegłość w języku polskim umożliwiały przeszmuglowanie ich na "stronę aryjską", przygotowywano fałszywe dokumenty. Ale większość z prawie trzydziestu Żydów musiała pozostać w zoo. Gdyby Niemcy dowiedzieli się o tym, kara śmierci z pewnością spotkałaby wszystkich biorących udział w tym śmiercionośnym przedsięwzięciu.
W roku 1948 Jan Żabiński (on i jego żona zostali w roku 1965 zaliczeni przez Yad Vashem w Jerozolimie do Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata) opisał w relacji dla Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie swoje motywy i sposoby przechytrzania Niemców. Obecnie, kiedy znowu toczy się zażarta dyskusja nad zjawiskiem antysemityzmu w Polsce [5], warto przytoczyć jego słowa:
"Jestem Polakiem-demokratą", stwierdził na samym początku. "Moje czyny były i są konsekwencją pewnego psychologicznego stanu mojego umysłu. - mojego wychowania, które było postępowe i humanistyczne i pochodziło od moich rodziców oraz gimnazjum, do którego uczęszczałem ... Nie należałem do żadnej partii i podczas okupacji nie kierował mną program żadnej partii. Jestem indywidualistą i nie lubię być ograniczany żadnym regulaminem" [6].
W innej relacji zdeponowanej w kilka lat po wojnie w Żydowskim Instytucie Historycznym i przesłanej mi przed laty przez Michała Grynberga, b. dyrektora tego Instytutu, Jan Żabiński stwierdził, że antyżydowskie uczucia w polskim społeczeństwie zostały wytworzone sztucznie:
"Nigdy nie znalazłem żadnej cechy charakteru usprawiedliwiającej nienawiść wobec Żydów . jest to dla mnie sprawą bez znaczenia czy chodzi o Duńczyków, Żydów albo Anglików. Jest tylko kwestia kto jest uczciwy" [7].
Żabiński był żołnierzem Armii Krajowej (dosłużył się stopnia porucznika). Powierzono mu składowanie materiałów wybuchowych na terenie zoo, zadanie szczególnie niebezpieczne, gdyż w tym rejonie znajdował się również skład zaopatrzenia dla armii niemieckiej. Wykładał on także ogólną biologię i parazytologię na Wydziale Farmacji i Dentystyki tajnego Uniwersytetu Warszawskiego. Nie miał żadnych wątpliwości co do słuszności swoich wysiłków pomagania Żydom Warszawy: "Niemcy - napisał - robili wszystko by zagłodzić na śmierć pół miliona ludzi." Gdy w zoo hodowano świnie (maciory sprowadzano z Danii), Żabiński miał nowy pretekst dla częstych podróży do Ghetta. "Miałem przepustkę na wjazd do Ghetta, by przywozić stamtąd odpady dla żywienia świń. Dlatego mogłem przenosić notatki, słoninę i tłuszcz oraz wiadomości dla przyjaciół".
Wśród żydowskich przyjaciół, których uratował, byli Irena Tenenbaum (jej mąż Szymon zmarł nagle w 1941 r.) i jej córka Lonia, Kazimierz Kramsztyk, Profesor Ludwik Hirszfeld i Róża Anzelówna z Państwowego Instytutu Higieny. Z Zieglerem, jako swoją nic nie podejrzewającą osłoną, Żabiński pojechał do Ghetta by ratować żonę Tenenbauma i ich córkę Lonię (ta ostatnia została później zamordowana przez Gestapo w Krakowie, gdzie usiłowała się ukryć), a także siostrę Kazimierza Kramsztyka, która jednak umarła na tyfus w Ghetcie. Zdołał również przewieźć do willi krewnych Kramsztyka, takich jak prawnik Marceli Lewi-Lebkowski, jeden z przywódców Polskiej Partii Socjalistycznej, który zmarł w roku 1944, prawnik Maurycy Frankiel, który pracował w Judenracie, oraz bliska przyjaciółka Frankla, Magdalena Gross, znana w kraju i zagranicą rzeźbiarka, której prace podziwiano przed wojną w zoo. Innymi, którzy zostali uratowani, byli według Żabińskiego: Wanda Englertowa (Rotwand) i rodzina Kenigsweinów, która zjawiła się w zoo w listopadzie 1943. Kenigswein był znanym bokserem klubu Maccabi i zięciem dostawcy do zoo, Soboli. Sobola walczył u boku Mordechaja Anielewicza w Powstaniu w Ghetcie Warszawskim w kwietniu 1943. Cała rodzina córki Soboli także ukrywała się w zoo. Innymi, którzy znaleźli schronienie w tej istnej "Arce Noego" (kilkoro Polaków nazywało willę Żabinskich "Kamienicą pod Wariacką Gwiazdą"), byli: kobieta o nazwisku Weiss (żona prawnika), pani Poznańska, rodzina Kellerów z dzieckiem, Jolanta Kramsztyk, córka Andrzeja Kramsztyka, Maria Aszerówna, Rachela Auerbach, słynna bojowniczka podziemia, i Genia Sylkes. Przed zjawieniem się w zoo, Rachela Auerbach, pod nazwiskiem Aniela Dobrucka, pracowała w "Żegocie", co było kryptonimem Rady Pomocy Żydom, polskiej organizacji zajmującej się pomocą ukrywającym się Żydom. To właśnie Rachela przyprowadziła do zoo Genię Sylkes, która wyskoczyła była z bydlęcego wagonu w drodze do obozu zagłady. Ta ostatnia miała wygląd aryjski, ale licho mówiła po polsku. Udawała więc, że jest niema [8].
Większość z tych, którzy znaleźli schronienie w warszawskim zoo przetrwała wojnę. Paweł i Magda, którzy pobrali się tam w ukryciu, po wojnie najpierw przenieśli się do Lublina, a potem wrócili do Warszawy. Regina Keningwein (której mąż zmarł nagle w 1946 r.) wyemigrowała do Izraela. Genia Sylkes wyjechała do Nowego Jorku, gdzie pracowała w bibliotece YIVO. Rachela Auerbach wyjechała do Londynu z listem Jana Żabińskiego do Juliana Huxley'a, ówczesnego dyrektora londyńskiego zoo. List ten dotyczył losu żubrów skradzionych z polskiej puszczy przez Lutza Hecka. Później Rachela osiedliła się w Izraelu. Podczas Wojny Sześciodniowej w czerwcu 1967, Regina Keningswein napisała do Żabinskiego: "chcemy żyć w pokoju i budować nasz piękny kraj Izrael, ale nie pozwalają nam na to." W roku 1967, Irena Mayzel, inna Żydówka uratowana w warszawskim zoo, sprowadziła Jana i Antoninę Żabińskich na kilka miesięcy z wizytą do Izraela na swój własny koszt.

Żyjąc ze zwierzętami
Żydzi byli sprowadzeni do zoo podziemnym przejściem do dawnej klatki lwów, w której wówczas działał zaaprobowany przez Niemców chałupniczy warsztat wyprawiania skórek lisów i norek. Nie było w nim okien, ale była bieżąca woda i toaleta oraz czynne rury ogrzewcze. Po kilku dniach Żydzi byli sprowadzani do piwnicy willi Żabińskich. Najtrudniejszą sprawą było zapewnienie wyżywienia dla tej stale powiększającej się "rodziny". Każdy z najbliższej rodziny dyrektora prosił przy posiłkach o repetę, by potem nakarmić głodujących "gości". To budziło podejrzenia u kuchennego personelu w zoo, niektórych pracowników trzeba było więc oddalić. Gdy nadszedł czas, że trzeba było pomóc ukrywanym Żydom zdobyć aryjskie papiery, by mogli odbyć niebezpieczną drogę na zewnątrz, Żabińska, usiłując ukryć czarne włosy Żydów z zoo (lub, jak się to wówczas mówiło po polsku, ich "niedobry wygląd"), ufarbowała wszystkim włosy na rudo. To była jedyna farba do włosów, jaką miała. Wtedy jej siedmioletni syn, Ryszard, wykrzyknął, "Mamo, przemieniłaś ich wszystkich w wiewiórki!". (Kiedy rozmawiałem z Ryszardem podczas mojej pierwszej wizyty w warszawskim zoo w roku 1989, wspominał jak jego matka zabrała go kiedyś do pobliskiego sklepiku, gdzie właściciel powiedział do niej, "szanowna pani, pani synek wygląda jak mały żydek."). Jan Żabiński podziwiał spokój swojej żony w tych wszystkich przejściach. Łączył to z jej umiłowaniem zwierząt. Ale twierdził, że nie był to jej antropomorfizm, że nie identyfikowała się ona ze zwierzętami. Zamiast tego, porzuciła ona swoje ludzkie cechy i zamieniła się w panterę, borsuka i wojownika zarazem. Jej obserwacje zwierząt dały jej jakiś instynkt, który czynił ją nieustraszoną w obronie swojego własnego gatunku. A jej pewność siebie zdołała rozbrajać najbardziej nawet wrogich ludzi.
Dla Żydów ukrywających się w zoo, życie było rytuałem codziennych czynności, podczas gdy żyli na ostrzu brzytwy. Przez pewien czas istniał nawet telefoniczny kontakt z Ghettem i przychodziły kartki pocztowe z "aryjskiej strony." Ludzie w zoo mogli śledzić przebieg powstania w warszawskim Ghetcie w kwietniu 1943. Ale łączność z tymi, którzy żyli i ginęli w warszawskim Ghetcie nawet nie była konieczna. Straszne wiadomości nadeszły z góry. Pewnego dnia, popiół i jakby deszcz confetti ze skrawków spalonego papieru z dzielnicy żydowskiej spadły na zoo, jak z wybuchu wulkanu.
Podczas Powstania Warszawskiego w sierpniu i wrześniu 1944, warunki w zoo stały się jeszcze bardziej ryzykowne niż poprzednio. Coraz częstsze wizyty niemieckiej żandarmerii powodowały stałe poczucie bezpośredniego zagrożenia. Ludzie w ukryciu nigdy nie byli dalej niż o kilka metrów od prześladowców, nieświadomych ich obecności. Wśród intruzów było dwóch niemieckich żołnierzy, którzy przynieśli do zoo orła i zażądali, by go dla nich przechowano. Kiedyś do zoo wszedł patrol SS i zastrzelił ulubionego kurczaka Ryszarda, mówiąc zrozpaczonemu chłopcu, "zrobiliśmy ci dobry kawał." Ryszard był załamany utratą po kolei swoich ulubieńców. Wśród tych był i prosiaczek, którego sam hodował, a którego Niemcy zabrali na rzeź. Miało też miejsce najście bandy pijanych własowców o szerokich twarzach. Wojsko Własowa, generała Armii Czerwonej, który przeszedł w 1941 roku na niemiecką stronę, było znane z okrucieństw wobec Polaków i resztek Żydów w Warszawie. Weszli, według Żabińskiej, "jak dzikie zwierzęta". Ale zachowali się jak dzieci, rozdawali czekoladę i słodycze dzieciom z willi. Ich dowódca zmusił swoich podwładnych aby oddali łupy zagrabione w zoo i podarował Żabińskiej pierścionek z polskim orłem, najprawdopodobniej zdarty z palca jakiegoś zabitego powstańca. Najdziwniejszą może wizytą były "odwiedziny" jakiegoś pijanego niemieckiego oficera, który najpierw sam zagrał na fortepianie Bacha, a potem poprosił Żabińską, aby mu coś zagrała. Zaczęła więc grać jedną z serenad Schuberta. "Nie", jęknął, "nie to!" Najwyraźniej melodia ta wzbudziła u niego jakieś bolesne wspomnienie. Wziął do ręki leżącą na fortepianie książkę z nutami hymnów narodowych i zagrał hymn amerykański Sztandar usiany gwiazdami. Było oczywiste, że wojna zbliżała się do końca.
Jan Żabiński, ciężko ranny w Powstaniu Warszawskim, dostał się do niewoli niemieckiej. Po wojnie wrócił z obozu jenieckiego. Część zwierzął zostało zwróconych do zoo. Polscy żołnierze przynieśli w beczce borsuka, który podkopał się z klatki na zewnątrz podczas ostrzału artyleryjskiego i przepłynął Wisłę. W roku 1949 ponownie otwarto bramy warszawskiego zoo dla zwiedzających.

"Powrót hitlerowskiej krowy"
Artykuł pt. "Powrót hitlerowskiej krowy" w warszawskiej Gazecie Wyborczej z 30 marca 2000, pióra przyrodnika Andrzeja Wajraka, przyniósł opis kariery Hecka, jak również niemieckich doświadczeń na żubrach i tarpanach. Artykuł ten był streszczeniem pracy biologa i historyka Piotra Daszkiewicza oraz dziennikarza Jean'a Aikhenbaum'a pt. Aurochs, le retour . d'une supercherie nazie (Paris, 1999), która opisuje zarówno próby Hecka rozmnażania przez krzyżowanie jak i naiwność (i amnezję) niektórych zachodnich specjalistów od hodowli zwierząt, którzy są gotowi przyjmować fałszywe stwierdzenia za prawdę i to z przyczyn bardziej monetarnych niż naukowych.
Szczegółowy opis kariery Hecka podany przez Daszkiewicza i Aikhenbauna czyta się jak detektywistyczną powieść. Relacjonują oni jak Lutz Heck i jego brat Heinz planowali odtworzyć tura, ssaka wymarłego od roku 1627, podobnego do żubra, chociaż o wiele większego [9]. Bracia Heck, przewertowawszy dawne zapisy i ilustracje, sądzili, że krzyżując byki i krowy z Węgier, Szkocji, Korsyki, Hiszpanii i Francji, drogą eliminacji "krowy" i jej cech udomowienia, zdołają wyhodować dawnego tura [10].

-

-

Tur według ilustracji z XVI-wiecznego dzieła Sigmunda Herbersteina [11].
Ilustracje te posłużyły Lutz'owi Heck'owi za punkt odniesienia w jego eksperymentach nad pseudorekonstrukcją tura.

Lutz i Heinz Heck usilnie dążyli do tego celu już od lat 1930. Wybitni zoologowie, genetycy i eksperci od hodowli byli zdania, że bracia Heck wydadzą na świat jakąś "nową krowę" a nie od dawna wymarłego tura. Zaś dla niemieckich miłośników mitologicznych bohaterów Nibelungów w hełmach z przytwierdzonymi przerażającymi rogami, tur reprezentował moc, podobnie jak czyniła to swastyka. (Okładka książki Daszkiewicza i Aikhenbauma pokazuje dawnego tura ze sztandarem ze swastyką.)

-

Okładka książki Daszkiewicza i Aikhenbauma (1999).

Oczywiście, w ich doświadczeniach krzyżowania było coś głębszego niż tylko odtworzenie pewnego wymarłego gatunku. Hitlerowska polityka sterylizacji, eutanazji a następnie masowego ludobójstwa tworzyły całość z niemieckimi teoriami wyższości rasowej. Bracia Heck pozostawali pod wpływem działalności Eugeniusza Fischera, jednego z ojców nazistowskiej pseudonauki i pierwszego dyrektora Instytutu Antropologii, Genetyki i Eugeniki Instytutu Cesarza Wilhelma w Berlinie. Fischer, którego poprzednie poglądy były sprzeczne z poglądami "prawdziwych" wyznawców nazizmu, po dojściu Hitlera do władzy wychwalał hitlerowską ideologię rasową i rozpoczął liczne projekty "badawcze", które miały wspierać biologiczne cele ruchu nazistowskiego. Był doradcą nazistów do spraw czystości rasowej, a jego instytut szkolił później lekarzy-morderców z SS. W roku 1942, następca Fischera w tym instytucie, Otmar von Verschuer, był nauczycielem Josefa Mengele. Zarówno nauczyciel, jak i uczeń interesowali się badaniami nad bliźniakami. Będąc w Auschwitz, Mengele dostarczał do instytutu krew i szkielety ofiar z obozu. Fischer, jak również Konrad Lorenz, laureat Nagrody Nobla (1974), badacz ludzkiej agresywności, argumentowali iż wyróżniające cechy ras ludzkich były w swojej istocie podobne do mutacji wśród udomowionych zwierząt. Obaj wierzyli, że "udomowienie" zagrażało gatunkowi ludzkiemu tak, jak wyeliminowało ono "piękność, dobro i bohaterstwo" z życia dzikich zwierząt. Bracia Lutz i Heinz Heck, którzy osobiście znali Fischera, chcieli gorliwie zastosować pomysły Fischera i Lorenza dla odtworzenia tura.
Dla Heinricha Himmlera i SS, którzy zaangażowali się w takie przedsięwzięcia, jak wysłanie wyprawy do Tybetu dla poszukiwania przodków tzw. rasy aryjskiej, plan Hecka odtworzenia tura, jako symbolu brutalnej siły, był darem niebios. Spragnieni mitologii, naziści rozglądali się wszędzie za gatunkami, które odróżniałyby germańską florę i faunę od tych typu azjatyckiego. Eksperymentalne odtwarzanie przez Hecka wymarłych zwierząt odbywało się pod patronatem Goeringa - który był bardziej zapalonym myśliwym, niż protektorem zwierzyny, czego dowodziły np. przedwojenne fotografie z Białowieży - i było obficie finansowane. Wdzięczny Heck utworzył dla Goeringa specjalny myśliwski rezerwat w Schorfheide. W roku 1938 odbył się pod protektoratem Goeringa kongres Towarzystwa Ochrony Żubra. Heck, który już w roku 1927 usiłował skrzyżować żubra z bizonem amerykańskim, przed wojną sprowadził także bizony z Kanady i w Schorfheide przeprowadzał eksperymenty krzyżowania. W roku 1941, w środku wojny, która była kulminacją szaleńczych nazistowskich eksperymentów z życiem ludzi i zwierząt, Goering został mianowany patronem Puszczy Białowieskiej. Nie uratowało to tam jednak pięknego, starego carskiego pałacyku myśliwskiego gdy armia niemiecka rozpoczęła odwrót.

-

-

Żubr według ilustracji z XVII-wiecznego dzieła Conrada Gesnera [12].

Heck - człowiek tajemnicy
Celem wizyty Hecka w okupowanej Polsce we wrześniu 1939 było nie tylko zabranie do Niemiec dla swoich doświadczeń hodowlanych tylu żubrów ile tylko było możliwe, ale także zabranie rzadkich polskich koni, potomków dzikich, wojowniczych tarpanów, ostatni raz napotykanych na Litwie przy końcu osiemnastego wieku [13]. Heck pragnął odtworzyć również i tarpana poprzez krzyżówki z kucykami szetlandzkimi oraz końmi arabskimi i Przewalskiego. Eksperymenty tego typu, przeprowadzane już przed wojną, spotkały się z krytyką ekspertów od tarpanów, takich jak Tadeusz Vetulani (który po wojnie domagał się zwrotu skradzionych przez Hecka tarpanów). Wysiłki Hecka w tej dziedzinie peudonauki, stały się, podobnie jak to było z turem, pośmiewiskiem wśród wielu zoologów.
Powojenne pisma Lutza Hecka świadczą o jego "amnezji", która od roku 1945 stała się znamienną cechą przestępców wojennych, i co gorsza, sporej części świata. Książka Hecka Moja przygoda, opublikowana w Niemczech w roku 1952 i przetłumaczona na angielski w 1954, jest pierwszorzędnym tego przykładem. W rozdziale "Zoo w płomieniach" długo rozpisuje się on o stratach w jego ukochanym berlińskim zoo, spowodowanych przez alianckie bombardowania, ale nigdzie nie wspomina o zniszczeniach, których był świadkiem w warszawskim zoo. "Wydaje się niewiarygodne" - napisał - "że ogród zoologiczny ze swoimi niewinnymi zwierzętami, mógł zostać uznany za cel dla bomb." Użalając się nad sobą dodał, "nam w zoo, los zadał straszliwy cios".
W długim rozdziale tej książki, zatytułowanym "Tury", Heck opisał swoje hodowlane eksperymenty. Był pewny, że powiodło mu się odtworzenie tego zwierzęcia, wymarłego od roku 1627. To brutalną siłę tego zwierzęcia cenił nade wszystko. Heck podziwiał również hiszpańskiego byka używanego do corridy, zwierzę, które "ma zapał walczyć, aż do śmierci." Co do krwawej niemieckiej okupacji Polski, Heck pięć lat wojny dobrotliwie określił jako "życie pod niemieckim zarządem." Twierdził, że zwierzęta (które oczywiście on sam był zrabował) najpierw zostały wypuszczone na wolność w pruskim rezerwacie leśnym w Rominten, a roku 1942 przetransportowane do Białowieży by się tam rozmnożyły.
Proza Hecka sięgnęła apoteozy gdy pisał o niemieckich wysiłkach zachowania wymierających lub wyniszczonych gatunków, a w szczególności amerykańskiego bizona. Napisał, "Jednym z najbardziej wstrząsających rozdziałów historii naszych czasów jest prawie zupełne wyniszczenie całych wielkich gatunków, pełnych żywotności, po prostu przez ludzkie szaleństwo i chciwość, ambicję i ślepą żądzę niszczenia." To nie Żydów miał Heck na myśli.
* * *
Daszkiewicza zastanawia nie tylko akceptacja pseudonaukowych eksperymentów Hecka przez dzisiejszy łatwowierny świat ale i liczne podróże Hecka przed wojną po całym świecie, finansowane przez Goeringa. Przed inwazją, niemieckie samoloty pasażerskie ukradkiem fotografowały polskie i rosyjskie terytoria, to czyż nie więc jest możliwe, że misje Hecka na różne kontynenty miały na celu szpiegostwo pod płaszczykiem poszukiwania rzadkiej dzikiej zwierzyny? Ważność Hecka dla Hitlera może być mierzona faktem, iż pod koniec wojny został on cichaczem wyciągnięty z sowieckiego terytorium i przewieziony samolotem do Niemiec. Rosjanie uznali Hecka za zbrodniarza wojennego za jego rabunek zwierząt z rezerwatów zwierząt na Ukrainie, ale uniknął on aresztowania pozostając we francuskiej strefie okupacyjnej Niemiec. Tam zaś nie uczyniono żadnego poważnego wysiłku by go zatrzymać. Daszkiewicz zastanawia się, czy aby rozlegle kontakty Hecka na całym świecie (podobnie jak i kontakty innych hitlerowców) nie uczyniły go po wojnie użytecznym dla Rosjan i nie zapewniły mu bezkarność od oskarżenia za kradzież i łupiestwo na okupowanych terytoriach polskich i rosyjskich. Pytaniem, do którego Daszkiewicz powraca raz po raz jest: jakie jest źródło finansowania SIERDAH (Syndicat International Pour l'Elevage, La Réintroduction et Le Développement de l'Auroche de Heck), które nadal propaguje tury Hecka?
Heck, który reprezentował szaleńcze cele nazistów odtworzenia doskonałej bestii podczas gdy równocześnie eksterminowano "niedoskonałych" ludzi, zmarł w roku 1983. W rok później jego popiersie ustawiono na honorowym miejscu w berlińskim zoo. Odpowiedzi na powyższe pytania być może poszły do grobu wraz z nim.

Końcowe myśli o Żydach i żubrach
Daszkiewicz i Aikhenbaum odkryli liczne nieopublikowane dotąd dokumenty dotyczące plądrowania przez Hecka ze zwierzyny polskich ogrodów zoologicznych, pierwotnej Puszczy Białowieskiej i innych rezerwatów w Polsce i na Ukrainie. Podkreślili oni pionierską pracę dyrektora warszawskiego zoo, Jana Żabińskiego, który był autorytetem w dziedzinie żubra. Jego zoo było integralną częścią wysiłków ratowania tego największego ssaka Europy. Sprowadził on również bizony i wypuścił je wolno w Białowieży. W roku 1938 sporządził ostatni przed wojną spis żubrów w Polsce. Po wojnie, po powrocie do warszawskiego zoo, był zaangażowany w akcję rewindykacji do polskich archiwów zapisów dotyczących genealogii żubrów zrabowanych przez Niemców. Od roku 1947 do przejścia na emeryturę, kierował Międzynarodowym Stowarzyszeniem Ochrony Żubra. Nigdy nie zaprzestał zwracać uwagę na rabunki dokonane przez braci Heck.
Jest dlatego szokujące, że przeszłość Hecka wydaje się być zapomniana. Ignorując nie tylko nazistowską i kryminalną przeszłość oraz powiązania Hecka, niektórzy europejscy specjaliści, zdają się przyjmować jego "tury" za naukowy fakt. We Francji, obok działalności SIERDAH, przypadkowe eksperymenty Hecka, przypominające sowieckie idee fałszywego genetyka Trofima Łysenki, są uznawane przez Ecole Nationale Vétérinaire za naukowe osiągnięcia. Niektóre parki zwierzyny w zachodniej Europie poświęcają zasoby dla tej fantazji jak z filmów Stevena Spielberga. Jest skandaliczne, że nadal propagują one pomysły i nazwisko zbrodniarza wojennego, który umknął sprawiedliwości, że nadal pokazują płacącej bilety publiczności okazy tzw. "tura Hecka." Daszkiewicz i Aikhenbaum podają listę 36 parków zwierzyny we Francji, Belgii, Holandii, Szwajcarii, Szwecji, Hiszpanii i na Węgrzech, które prezentują tura Hecka. Jest ubliżające, że francuscy zoologowie chcieliby pokazywać domniemanego "tura" w Polsce, pomimo, że testy wykazały, iż "bydło" Hecka nie ma nic wspólnego z pradawnym, wymarłym zwierzęciem i że krzyżówkowa hodowla wydała chorowite zwierzęta o kruchych kościach.
* * *
W późnych latach 1980. odwiedziłem warszawskie zoo by prześledzić historię Żydów uratowanych w zwierzęcych klatkach. W roku 1999 pojechałem do Białowieży, gdzie mogłem obejrzeć ostatnie ze szlachetnych żubrów. W moim umyśle rozbrzmiewała ta historia: Żydzi i żubry, ofiary nazistowskiej pseudo-nauki. Ludzie i zwierzęta, którzy usiłowali przetrwać (a tylko garstka zdołała) kiedy fala niemieckiego żelastwa zalała ich kraj.
W roku 1999 podczas wojny w Kosowie i bombardowania Belgradu, natrafiłem na relację z belgradzkiego zoo. Niewiele stworzeń jest bardziej bezradnych podczas wojny, niż zwierzęta z ogrodów zoologicznych, a ich niedola jest powszechnie ignorowana, gdyż, rzecz zrozumiała, ofiary spośród ludzi są przedmiotem większej troski. Ale kiedy czytałem o tym, jak głodujące zwierzęta w belgradzkim zoo ogryzały swoje własne nogi albo porzucały i zjadały swoje młode, nie potrafiłem powstrzymać się od myśli o warszawskim zoo przed 60 laty i o komentarzu Antoniny Żabińskiej o "ludziach i zwierzętach". Nie musimy zgadzać się z antropomorficznymi poglądami niedawno zaprezentowanymi przez J.M. Coetzee w książce Życie zwierząt, które zrównują cierpienia zwierząt z okropnościami obozów koncentracyjnych, ale i nie powinniśmy nie dostrzegać jak okrucieństwa zadawane zwierzętom przez ludzi umniejszają życie jako takie.
* * *
Pragnę złożyć hołd nieżyjącym już odważnym ludziom: Janowi Żabińskiemu i jego żonie Antoninie, którzy ryzykowali swoje życie by ratować Żydów z warszawskiego Ghetta. Książka Antoniny Żabińskiej Ludzie i zwierzęta (Warszawa 1968) jest bezcenna, przynosząc szczegóły tych mało znanych wydarzeń będących częścią Holocaustu.
Pragnę także podziękować Ryszardowi Żabińskiemu, który podzielił się ze mną wspomnieniami i opowiedział mi o niebezpiecznej pracy jego rodziców, oraz Dr. Maciejowi Rembiszewskiemu, obecnemu dyrektorowi warszawskiego zoo, który w roku 1989 pokazał mi willę i klatki, w których podczas okupacji hitlerowskiej ukryci byli Żydzi.
Przede wszystkim jestem wdzięczny biologowi Piotrowi Daszkiewiczowi i jego współpracownikowi Jean'owi Aikhenbaum'owi za ich wytrwałą pracę nad ujawnianiem nazistowskich zbrodni przeciw tak ludziom, jak i zwierzętom. Obaj zwalczają obecną propagandę o tzw. turach Hecka uprawianą w różnych ogrodach zoologicznych i parkach zwierzyny w zachodniej Europie. Hojnie dzielili się oni ze mną owocami swoich badań. Daszkiewicz i Aikhenbaum napisali wiele prac, w tym ponad 200 artykułów na tematy zoologiczne i botaniczne.


Niniejszy artykuł jest wstępem do mojej bieżącej pracy nad nazistowskimi pomysłami dotyczącymi ludzi i zwierząt oraz nad implikacjami tychże w naszych czasach.


Niniejszy artykuł w języku angielskim został opublikowany w Londynie w roku 2001:
Frank Fox: "Jews and Buffaloes, Victims of Nazi Pseudo-science", East European Jewish Affairs, 31, No. 2, 2001, pp. 82-93.


Przypisy:

  • Jest warte zanotowania w historii, że w roku 1938, gdy Lutz Heck był dyrektorem berlińskiego ogrodu zoologicznego, Żydom zabroniono zwiedzania zoo, a dożywotnie karty wstępu, które żydowskie rodziny otrzymały były kupując akcje zoo, zostały skonfiskowane. Potomek pewnej berlińskiej rodziny, obecnie mieszkający w Stanach Zjednoczonych, czyni wysiłki by nie tylko wykryć kto nabył prawo jego rodziny do wolnych wizyt w zoo, ale także by odzyskać ten przywilej dla swojego wnuka. Korespondencje Profesora Wernera Cohn'a z zarządem berlińskiego zoo można przeczytać na jego internetowej stronie:
    http://www.wernercohn.com/zoo.html
  • W archiwach Princeton University znajdują się dwa dokumenty podpisane przez Lutza Hecka. Pierwszy, datowany 28 grudnia 1939, jest adresowany do "Naszego Ukochanego Führera" i przesyła mu życzenia noworoczne na "rok, w którym armie niemieckie odniosą zwycięstwa." Drugi, datowany "styczeń 1940", jest honorowym biletem wstępu do berlińskiego zoo dla "naszego Führera und Reichskanzler". Piotr Daszkiewicz udostępnił mi kopie tych dokumentów.
  • The Oxford Universal Dictionary (3rd Edition, 1955) określa tura (auroch) jako "wymarły gatunek dzikiego byka - opisany przez Cezara jako Urus - nazwa błędnie stosowana do europejskiego bizona ... dotąd żyjącego na Litwie."
  • Profesor Szymon Tenenbaum był jednym z najwybitniejszych entomologów swoich czasów; jego pionierska praca nad chrząszczami Wysp Balearów została opublikowana w pięciu tomach. Pomimo straszliwych warunków w warszawskim Ghetcie, kontynuował on swoje prace pisząc artykuły, prowadząc zapiski entomologiczne i kolekcjonując owady. Jego koledzy-przyrodnicy padli ofiarą Niemców; Dr. Michał Sumiński został aresztowany przez Gestapo w roku 1942 i rok później zamordowany w więzieniu. Inny uczony, Dr. Roman Kuntze, został zamordowany wraz z żoną w roku 1944. Przyrodnicy, przyjaciele Tenenbauma, przygotowali plan jego ucieczki z Ghetta, ale odmówił on wyjścia z Ghetta. W listopadzie 1939, SS zrabowało z warszawskiego ogrodu zoologicznego ponad 200 cennych książek i kolekcję mikroskopów, ale przeoczyli kolekcję Tenenbauma zawierającą 500,000 okazów owadów. W roku 1944, trzy tygodnie przed Powstaniem Warszawskim, zbiory te przeniesiono do Muzeum Zoologicznego i tam ocalały. Po wojnie, wdowa po Tenenbaumie, zgodnie z wcześniejszym życzeniem jej męża, przekazała te zbiory na własność Muzeum Zoologicznemu w Warszawie. Jestem wdzięczny Piotrowi Daszkiewiczowi za tę informację.
  • Zob. np. Frank Fox, "A Skeleton in Poland's Closet: The Jedwabne Massacre", East European Jewish Affairs, 31, No. 1, 2001, 77-94.
  • T. Bernstein i A. Rutkowski, "Rada Pomocy Żydom w Polsce Żegota", Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, 65-66, 1968, 198-199.
  • Archiwa Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, 1948, n. d. 5704.
  • Szczegółowe biografie Żydów uratowanych w warszawskim zoo można znaleźć w książce Władysława Bartoszewskiego i Zofii Lewinówny, Ten jest z ojczyzny mojej: Polacy z pomocą Żydom, 1939-1945 (He Who Is From My Homeland: Poles and Assistance to Jews, 1939-1945), Znak, Kraków 1969, pp. 498-499. Cytowany tekst jest wzięty prawie dosłownie z książki Antoniny Żabińskiej pt. Ludzie i zwierzęta.
  • Róg jednego z ostatnich polskich turów, oprawiony w srebro, z napisem "Róg turzy ostatniego turu z Puszczy Sochaczewskiej od wojewody rawskiego Stanisława Radziejowskiego na ten czas starosti sochaczewskiego 1621", znajduje się w Sztokholmie w Muzeum Arsenału (Livrustkammaren).
  • Lutz Heck w swoich doświadczeniach genetycznej "rekonstrukcji" tura stosował do krzyżówek wyłącznie różne rasy bydła domowego. Zakładał on, że z jednej strony domowe bydło pochodzi od tura (co jest prawdą), jak również, że prymitywne rasy domowego bydła (jak np. rasa z węgierskiej puszty lub rasa z francuskiego Camargue) zachowały "prymitywne cechy" swojego dzikiego przodka, aczkolwiek różne rasy zachowały różne z owych "prymitywnych cech". Możliwe więc było, zdaniem Hecka, otrzymanie zwierzęcia posiadającego sumę owych atawistycznych, prymitywnych cech. Zwierzę posiadające owe wybrane wyselekcjonowane cechy, miało być "zrekonstruowanym turem". Doświadczenia Hecka nad "rekonstrukcją" tarpana opierały się na zupełnie innym założeniu. W tym przypadku, krzyżował on różne rasy koni z koniem Przewalskiego. Jego doświadczenia nad żubrami były jeszcze innego rodzaju. Krzyżował bowiem żubra z bizonami, wierząc iż w ten sposób "odświeży krew degenerujących się żubrów".

Idee, podobne do koncepcji Hecka, "rekonstrukcji" dzikich gatunków poprzez krzyżowanie różnych ras udomowionych zwierząt istniały przed i po jego doświadczeniach. Z punktu widzenia nauk przyrodniczych i współczesnej genetyki podobne doświadczenia są po prostu absurdalne. Jednakże takie właśnie były założenia prac braci Lutza i Heinza Heck.   [Piotr Daszkiewicz]

  • Sigmund Herberstein, Rerum moscoviticarum commentarij, sigismundo libero authore : russia breauissima descriptio, & de religione eorum varia inserta sunt. Chorographia totius imperij moscici, & vicinorum quorundam mentio. Antverpiae, Ioannis Steelsij, 1557.
  • Conrad Gesner, Historiae animalium Lib. I, de quadrupedibus viviparis ... Conradi Gesneri ... Edition Editio secunda ... Editeur, date Francofurti,~in bibliopolio Cambieriano, #1603.
  • Niektórzy przyrodnicy uważają Polskę, a w szczególności park zwierzyny rodu Zamoyskich, za ostatnie miejsce, w którym żyją tarpany. "Konik polski" jest potomkiem leśnego tarpana, podgatunku opisanego przez Tadeusza Vetulaniego. Prawdziwy tarpan żył na stepach Ukrainy gdzie wymarł przy końcu XIX wieku, około 100 lat później niż w lasach polskich i litewskich.

 

Konsultowane źródła:

  • Kai Artinger, 'Lutz Heck: "Der Vater der Rominter Ure": Einige Bemerkungen zum wissenschaftlichen Leiter des Berliner Zoos im Nationalsocialismus', Der Bär (Berlin), 43, 1994, 125-38.
  • Anna Bramwell, Ecology in the 20th Century: A History. Yale University Press, New Haven 1989.
  • J. M. Coetzee, The Lives of Animals. Princeton University Press, 1999. Treść tej książki została zaprezentowana w serii wykładów "The Tanner Lectures" w Princeton University.
  • Piotr Daszkiewicz, "Polska zoologiczna misja rewindykacja wświetle dokumentów z archiwum Tadeusza Vetulaniego", Przegląd Zoologiczny, XLV, 3-4.
  • Piotr Daszkiewicz et Jean Aikhenbaum, Aurochs, le retour . d'une supercherie nazie. Histoire, Sciences, Totalitarisme, Ethique et Societe, Paris 1999.
  • Michał Grynberg, "Pomoc udzielana Żydom w czasie okupacji hitlerowskiej w Polsce", Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, 2, 1977, 142.
  • Lutz Heck, My Adventure (translated with some omissions by E. W. Dickes) from Tiere-Mein Abenteur. Ullstein Verlag, Austria, 1952; pierwsze wydanie angielskie: Methuen, London 1954.
  • Fabrice Nicolino, "L'histoire d'une supercherie scientifique", Politics, No. 578, 9 December 1999.
  • Boria Sax, Animals in the Third Reich: Pets, Scapegoats and the Holocaust. Continuum, New York, 2000.
  • Stanisław Strzetelski, Goering poluje na rysie (Goering Hunts For the Lynx). M. I. Kolin, London, 1942.
  • Adam Wajrak, "Powrót hitlerowskiej krowy", Gazeta Wyborcza, 30 marca 2000.
  • Douglas R. Weiner, "Demythologizing Environmentalism", Journal of History of Biology, 25, No. 3, 1992.
  • Zbigniew Woliński, Wspomnienie. Osobisty dokument zdeponowany w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie w październiku 1974.
  • Antonina Żabińska, Ludzie i zwierzęta. Czytelnik,Warszawa 1968.
  • Jan Żabiński, Relacja ... Osobiste wspomnienie Dr Jana Żabińskiego złożone po wojnie w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, n.d. 5704, przedrukowane w Biuletynie Żydowskiego Instytutu Historycznego, 65-66, 1968.
  • Opis polowań w rezerwacie Rominten w Prusach Wschodnich, który zawiera szczegóły o polowaniach Goeringa i trofeów, jakie tam otrzymał, można znaleźć pod adresem:
    http://www.snydertreasaures.com
  • Listy do autora od Piotra Daszkiewicza, maj-sierpień 2001.
  • Listy do polskojęzycznej gazety Czytelnik w Tel Avivie od Ireny Mayzel i Reginy Kenigswein napisane podczas wizyty Jana i Antoniny Żabińskich w Izraelu u ocalonych przez nich Żydów, 1967-1968.
  • Korespondencja między autorem i Dr. Maciejem Rembiszewskim, 1989-1994.



Z angielskiego przełożył Andrzej Kobos, listopad/grudzień 2001.

Serdecznie dziękuję Dr. Piotrowi Daszkiewiczowi za autorski egzemplarz jego książki oraz dodatkowe informacje i dane bibliograficzne przesłane mi w trakcie mojego tłumaczenia artykułu Profesora Franka Foxa z angielskiego na polski - Andrzej Kobos.


Teksty Franka Foxa zamieszczone w Zwojach: