E-mail

English






Przyjaciele z "Gazety Wyborczej"

Gazeta Wyborcza, 2007-01-24,

Zmarł wspaniały pisarz, dziennikarz i najlepszy reporter na świecie. Pokazał, że dziennikarstwo może być nie tylko rzemiosłem, ale też Sztuką. Własnymi oczyma oglądał chyba wszystkie wielkie konflikty minionego stulecia, a dzięki Jego pisarstwu i my mogliśmy je poznać i zrozumieć.
Zobacz powiekszenie

Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
Ryszard Kapuściński
ZOBACZ TAKŻE

SERWISY

Opisał Etiopię cesarza Hajle Sellasje, Iran rewolucji ajatollahów, Związek Radziecki w chwili upadku, Amerykę Łacińską i Afrykę, gdy wybijała się na niepodległość. Poprowadził nas w "Podróże z Herodotem".

Był laureatem setek dziennikarskich i literackich nagród oraz doktoratów honoris causa najprzedniejszych uczelni wszystkich kontynentów. Na Jego pisarstwie adepci dziennikarstwa na całym świecie uczyli się, uczą i jeszcze przez wiele lat będą uczyć tego zawodu. Z Jego rad korzystali również starzy wyjadacze.

Jego pozycja w polskiej literaturze była wyjątkowa. Był pisarzem i reporterem; dziennikarzem i aforystą; eseistą i poetą. Przenikliwy w diagnozach, obecny tam, gdzie świat zmieniał skórę, świadek okrucieństw i podłości - był Rysiek człowiekiem życzliwym światu, kochał ludzi, kochał życie. Zawsze był po stronie słabych i poniżonych - gdy błądził w młodzieńczym idealizmie i marzeniu o sprawiedliwości społecznej i potem, gdy precyzyjnie analizował świat dyktatur i biedy, przewrotów i rewolucji.

Wreszcie, kochał Polskę, kochał miłością nieskażoną ciasnotą etniczną, megalomanią, strachem przed innymi. Najświetniejszy tekst o polskim Sierpniu '80 napisał właśnie Rysiek, była to porywająca opowieść o świecie uniesionych ramion. W tym właśnie tekście wypowiedział emocje i radość wszystkich polskich pokoleń złaknionych wolności i prawdy.

Dzięki Ryszardowi my, Polacy, tak w czasach dyktatury, jak i w wolnym kraju mieliśmy szansę, by stać się mniej prowincjonalni i zaściankowi. Nie ma dobrej księgarni w Warszawie i w Mińsku Mazowieckim, w Nowym Jorku, w Moskwie czy w Bogocie, gdzie nie stałyby Jego książki. Nam z "Gazety Wyborczej" uczynił ten honor, by właśnie na naszych łamach ukazywały się kolejne rozdziały Jego książek, zanim zostały przetłumaczone na niemal wszystkie języki świata i przedstawione do literackiej Nagrody Nobla.

Był - jakże rozpiera nas duma - autorem "Gazetowych" tekstów. Był życzliwym doradcą.

Lecz przede wszystkim - wspaniałym przyjacielem. Przychodził do nas, zawsze pytał, czy nie przeszkadza, witał się ze wszystkimi, każdego pamiętał po imieniu, każdego o coś zapytał i słuchał odpowiedzi.

I tak już zostanie, choć Go nie ma.

Kochany Ryśku - stamtąd, gdzie poszedłeś, jeszcze nikt nie napisał reportażu. Wierzymy, że znów będziesz pierwszy i - jak wiele razy wcześniej - pomożesz nam zrozumieć, jak tam jest.