E-mail

English






Vivat Bartoszewski!

Adam Michnik i redakcja "Gazety Wyborczej"

2007-02-19

Dzisiaj Władysław Bartoszewski obchodzi 85. urodziny.


Zobacz powiekszenie
-
Fot. Michał Mutor / AG
Profesor Władysław Bartoszewski

Zobacz powiekszenie
-
Fot. Michał Mutor / AG

Zobacz powiekszenie
-
Fot. Michał Mutor / AG

Zobacz powiekszenie
-
Fot. Michał Mutor / AG

Zobacz powiekszenie
-
Fot. Michał Mutor / AG

Zobacz powiekszenie
-

ZOBACZ TAKŻE

GALERIE ZDJĘĆ

 

Władysław Bartoszewski zawsze czymś się wyróżniał. Wyróżniał się też w stalinowskim więzieniu. Do wszystkich uwięzionych oficerowie śledczy zwracali się - prośbą i groźbą, pokusą i pięścią - by ci zaczynali zeznawać. Tylko - głosi legenda - do Władysława Bartoszewskiego zwracali się z błaganiem: "Bartoszewski, przestańcie już mówić...".

Po wyjściu Bartoszewskiego na wolność marzenie ubeków i cenzorów pozostało niezmienione - niech ten człowiek wreszcie umilknie! I próbowali zakneblować Bartoszewskiego na różne sposoby.

Przeczytałem niedawno w "Rozmowach z katem" Kazimierza Moczarskiego, że z kolejnych wydań tej niezwykłej książki cenzura konsekwentnie usuwała nazwisko i pseudonim okupacyjny Władysława Bartoszewskiego. Jakby chciała usunąć go ze zbiorowej pamięci.

Szczęśliwie Bartoszewski nie dał się usunąć. Wrastał w zbiorową pamięć uparcie i coraz głębiej. Nie tylko w pamięć polską - także w pamięć żydowską, niemiecką, austriacką, europejską i światową. Dziś należy do najbardziej znanych i szanowanych Polaków. I chwała Bogu.

O Władysławie Bartoszewskim najważniejsi i najwięksi ludzie naszych czasów powiedzieli i napisali już wszystko, co najlepsze i najważniejsze: że Wielkim Człowiekiem i Polakiem Jest. Przyłączamy się do tych komplementów.

Dorzućmy tylko, z kronikarskiego obowiązku i potrzeby serca, że ten niezwykły egzemplarz gatunku Homo sapiens reprezentuje rzadką miksturę cnót polskich, która powoduje, iż jest powszechnie lubiany i szanowany.

Reprezentuje pokolenie wyjątkowo okrutnie potraktowane przez historię; wywodzi się z formacji młodych żołnierzy bohaterskiej Armii Krajowej, którzy - jak Jan Józef Lipski czy Jan Józef Szczepański - dochowali wierności przysiędze i nigdy nie popadli w mitomanię kombatancką ani też nie odcinali kuponów od własnej heroicznej przeszłości.

Reprezentuje formację katolicyzmu bez endeckiego skażenia, formację patriotyzmu bez ksenofobii, otwartego na inne narody, religie, doświadczenia życiowe. Reprezentuje - wreszcie - formację polskiego honoru wyposażonego w ogromne poczucie humoru.

Wszystkim tym przymiotom dawał świadectwo permanentne, wyrzekając się nędznej mściwości. Jego publiczne wystąpienia są nieustannym głosem wdzięczności wobec Stwórcy za to, że obdarzony został odwagą, szczęściem życiowym i niebywałym cwaniactwem - w najbardziej szlachetnym rozumieniu tego słowa. O swojej strategii zmagania się z przeciwnościami losu powiadał Bartoszewski z cwaniackim uśmiechem: "Fortele, fortele...".

Zaiste, trzeba było niezwykłych forteli, by wyminąć pułapki zastawiane na Władysława Bartoszewskiego przez totalitarne reżimy. Był więźniem Auschwitz, konspiratorem w podziemiu antyhitlerowskim, a dodatkowo człowiekiem głęboko zaangażowanym w akcję pomocy Żydom skazanym na zagładę. Walczył w Powstaniu Warszawskim, a potem był związany z Polskim Stronnictwem Ludowym, opozycją wobec dyktatury komunistycznej. Zapłacił za to kilkuletnim więzieniem w latach stalinowskich. Wyszedł z tego więzienia pełen optymizmu i zabrał się do przywracania prawdy o Armii Krajowej, a także o akcji pomocy Żydom. W obu tych dziedzinach jego dokonania są imponujące. Co ważne jednak - nie uległ pokusie megalomanii narodowej i nie unikał w swym pisaniu prawd gorzkich. Przywracając pamięć o heroizmie polskim, nie godził się na zatajanie polskiego łajdactwa. Jego postawa wobec antysemityzmu zawsze wzbudzała najwyższy szacunek.

Wspierał opozycję demokratyczną. Upowszechniał wiedzę o Polsce, promował dialog polsko-żydowski i pojednanie polsko-niemieckie.

Był ambasadorem, senatorem i ministrem. Jest prezesem Polskiego Pen Clubu.

Jego biografią można by obdarować pułk wojska.

No i jest facetem z twardym kręgosłupem, co niedawno udowodnił, replikując na niegrzeczne i niedorzeczne oskarżenia jednego z wysokich urzędników.

Powiedział o sobie niedawno, że angażując się w akcje przeciw antysemityzmowi, który zatruwał Polaków, walczył o Polskę z "niezatrutą duszą". Powiedzmy wtedy, że jest Władysław Bartoszewski tej właśnie Polski wybitnym obywatelem; obywatelem Rzeczypospolitej dusz rogatych i niezatrutych.

Mówił niedawno Władysław Bartoszewski do Michała Komara w świetnym wywiadzie-rzece:

"Uważam się za patriotę. Co to znaczy? Że biorę odpowiedzialność za przeszłość mojego narodu w dobrym i w złym i za jego przyszłość, tak jak biorę odpowiedzialność za samego siebie. Patriotyzm jest dla mnie źródłem godności. A ponieważ tak się składa, że jestem wierzącym chrześcijaninem, to mam pewność, że moje dobro nie może stać w sprzeczności z dobrem mojego narodu i z dobrem powszechnym. Więc jeśli jestem potrzebny, to nie powinienem się wahać.

Dla mnie patriotyzm jest wartością. To znaczy czymś pozytywnym. Postawą wolną od demagogicznych podniet, od paranoicznego węszenia za wrogiem. Postawą na rzecz czegoś, a nie przeciw komuś. Na rzecz godności, która wiąże się nieodmiennie z szacunkiem dla ludzi innego pochodzenia, innej wiary. Bo uznanie różnorodności kulturowej, różnorodności pamięci pokoleń, rozmaitość tradycji wzbogaca wspólnotę państwową. Na rzecz czegoś! Na rzecz szklanych domów! Ja wiem, że dziś Żeromski nie w modzie, ale te szklane domy trafnie symbolizowały coś czystego, przejrzystego - przeciwstawiającego się zaduchowi, ciasnocie poglądów, ciemnocie".

Drogi Władku, jesteś dzieckiem szczęścia i mistrzem forteli. Użyj - prosimy - swego szczęścia i swych forteli, by wyciągnąć nas z tego moralnego błota, w którym pogrążani jesteśmy codziennie z uporem godnym lepszej sprawy.

Tego właśnie z najserdeczniejszym pozdrowieniem życzymy Ci w dniu Twoich wspaniałych urodzin.