E-mail

English






Wszyscy jesteśmy podejrzani

prof. Hanna Świda- Ziemba*
Gazeta Wyborcza,
24 marca 2007

Szczególnie brzydzę się donosicielstwem. Teraz czyn, którym brzydzę się, mam zawrzeć w swoim oświadczeniu i zaprzeczyć mu

Zobacz powiekszenie
Fot. Marzena Hmielewicz / AG
Hanna Świda-Ziemba

 

Zawsze miałam do lustracji stosunek mieszany, widziałam argumenty i za nią, i przeciw niej. Jednak wyobrażam sobie, że najgorętszy zwolennik lustracji może być najgorętszym przeciwnikiem obowiązku składania oświadczeń lustracyjnych. W myśl nowej ustawy lustracji dokonuje bowiem aktualnie IPN, publikując listy agentów. Oświadczenia natomiast, nie mając w rzeczywistości wpływu na przebieg lustracji, mają wpływ na nasze wzajemne stosunki. Ich skutkiem będzie złamanie karku tym, którzy je złożą pod przymusem sankcji, oraz wprowadzenie konfliktów i podziałów w środowiskach, których dotyczą.

Zwolennicy poglądu, że ustawie lustracyjnej trzeba się podporządkować, mówią o Prawie z dużej litery, jakby zespół praw i obowiązków był istotą demokratycznego państwa. Nie jest to prawda. Prawo tworzyły także autokracje, począwszy od starożytności. Despoci też układali kodeksy.

Demokratyczne państwo wyróżnia pewnego rodzaju idea prawa. Po pierwsze, nakłada ono na rządzących ograniczenia, których w autokratycznym państwie nie ma. Po drugie, ma strzec wolności, suwerenności i godności każdej jednostki. Ograniczenie tej wolności może się jedynie dokonać w imię porządku i dobra wspólnego bądź w związku z prawami do godności i wolności innej jednostki. Nie ma znaczenia, czy władza jest wybrana, autokratyczna, czy dziedziczna, jeśli arbitralnie łamie prawa jednostki i narusza jej wolność i prywatność. Jeśli to ma miejsce, to wolność i godność jest wyższa ponad przepisy, bo to właśnie są najwyższe wartości współczesnej demokracji.

Składanie oświadczeń lustracyjnych - obowiązek, który ma być dokonany pod groźbą represji, ze strachu - narusza prawa jednostki. Co więcej, ustawa tworzy "katów represji", wymagając od rektorów czy redaktorów naczelnych, by karali tych, którzy się temu nie podporządkują, zwalniając ich z pracy.

W obowiązku pisania oświadczeń zawarte jest domniemanie winy. Wszystkich ludzi określonych zawodów traktuje się jak podejrzanych. Stawia się nas w gorszej sytuacji niż podejrzanego o najstraszliwsze morderstwo czy kradzież. Zanim postawi się mu zarzut, prokuratura musi zebrać dowody. Dopiero wtedy staje on przed sądem. Ma prawo milczeć. Nie tylko odmówić odpowiedzi, ale milczeć, i nie ma to żadnego wpływu na karę. Nie składa oświadczenia, ale wyjaśnienia.

A tu władza w stosunku do obywateli wykonujących określone zawody stosuje akt przemocy, przekraczając wszystkie uprawnienia, jakie mają oskarżeni o najgorsze przestępstwa.

Mój ambiwalentny stosunek do lustracji bierze się stąd, że szczególnie brzydzę się donosicielstwem. Teraz ten czyn, którym brzydzę się najbardziej, mam zawrzeć w swoim oświadczeniu i zaprzeczyć mu. Już w tym jest domniemanie winy. A jeżeli to robię pod przymusem, jest to dodatkowe upokorzenie.

Szczególnie wredna w oświadczeniu dziennikarzy opowiadających się za lustracją jest sugestia, że składać oświadczeń nie chcą ci, co mają coś za uszami. Tymczasem jest odwrotnie - wydaje mi się, że szczególnie dotkliwe i hańbiące jest zmuszanie do podpisania ludzi, którzy brzydzą się donosicielstwem.

Tak się złożyło, że w czasach komunizmu nigdy nie byłam w sytuacji takiego zniewolenia. Mnie ubecja nigdy nic nie proponowała, nie jestem bohaterką. Dzisiejsza sytuacja jest tym bardziej upokarzająca, że zdaję sobie sprawę, że to do niczego nie jest potrzebne, chyba poza złamaniem nas.

Wdzięczna jestem dziennikarzom, którzy zapowiedzieli, że nie złożą oświadczeń lustracyjnych. Obywatelskie nieposłuszeństwo jest aktem bohaterstwa: człowiek w imię godności osobistej, którą uważam za wartość najwyższą, ryzykuje drakońskie sankcje.

Ale praca jest dla mnie całym życiem. Dlatego prawdopodobnie złożę oświadczenie, w takiej jednak formie, która złagodzi poczucie zhańbienia. Napiszę tam również, że nigdy nie dokonałam plagiatu, nie podpaliłam żadnych zabudowań, nie przygotowywałam zamachu na życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego ani nie urządzałam orgii seksualnych na zajęciach ze studentami.

To nie znaczy, że nie będzie to dla mnie na starość aktem osobistego złamania. W imię możliwości pracy na uczelni zrobię to pod przymusem. Wielu z nas prawdopodobnie tak postąpi i tak ja będzie to bardzo przeżywać.

*prof. Hanna Świda-Ziemba (ur. 1930) - socjolog i pedagog, wykłada w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej i w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW