E-mail

English






Spór z Grossem na miejscu zbrodni

Paweł Wroński
GAZETA WYBORCZA
23 stycznia 2008

Spotkanie Jana T. Grossa w Kielcach pokazuje, że o "Strachu" można merytorycznie dyskutować nawet w miejscu, gdzie dokonał się 60 lat temu słynny pogrom. Argumenty historyków są lepsze niźli antysemickie okrzyki i propagandowe publikacje wydawane przez IPN

W "Strachu" Kielce odgrywają rolę szczególną. Tu 4 lipca 1946 r. rozegrał się pogrom, w którym życie straciło 41 osób, a co najmniej dwa razy tyle zostało rannych. Przygotowanie w tym mieście promocji książki - uznanej przez część publicystów za antypolską i wywołującą antysemityzm - mogło być ryzykowne. Dom Środowisk Twórczych, gdzie się odbywała, znajduje się niedaleko domu przy ul. Planty 7 - żydowskiego kibucu, którego mieszkańców zaatakował tłum przekonany, że Żydzi dokonali mordu rytualnego na polskich dzieciach.

Sala była pełna zwolenników i krytyków Grossa. Do awantur nie doszło, choć atmosfera była gorąca. Starszy pan, który wznosił okrzyki, że Gross jest generałem amerykańskich Żydów, przyciągnął obiektywy kamer, ale tylko nieliczni go oklaskiwali. Na koniec zaś wywoływał tylko śmiech.

O wiele istotniejsza była merytoryczna dyskusja nad publikacją polsko-amerykańskiego uczonego.

Co się zdarzyło w Kielcach

Gross przyznał, że jego książka nie zawiera nowych ustaleń naukowych. Korzystał choćby z publikacji uczestniczących w dyskusji dr Bożeny Szaynok, autorki monografii o pogromie w Kielcach, i prof. Stanisława Meduckiego, który wydał na ten temat zbiór dokumentów.

Nowa jest jednak teza Grossa: w czasie okupacji Polacy nie byli oniemiałymi z przerażenia świadkami Holocaustu, ale go akceptowali, po wojnie zaś dokonała się w Polsce czystka etniczna. Polacy uczestniczyli w mordowaniu Żydów nie tylko z powodu antysemityzmu, ale także z powodów materialnych. Ludzie, którzy przejęli własność żydowską, widząc powracających zza grobu właścicieli, potraktowali ich jak wrogów.

Zdaniem obojga badaczy, którzy zajmują się pogromem, ten klucz interpretacyjny nie przystaje do tego, co wydarzyło się w Kielcach 4 lipca 1946 r.

Większość Żydów, którzy byli w domu przy ul. Planty - podkreślił w dyskusji Stanisław Meducki - nie zamierzało odzyskiwać własności w Kielcach. Chcieli emigrować do Palestyny. Większość nie pochodziła z Kielc, więc nie odzyskiwała w Kielcach majątku. Zwrot majątku innym Żydom, którzy wracali do miasta, odbywał się zaś zupełnie bezproblemowo - ustalanie praw do własności odbywało się po oświadczeniu świadków w ciągu 21 dni. W Kielcach Polacy wielokrotnie świadczyli na korzyść Żydów i te oświadczenia były honorowane.

Gross jako przykład połączenia antysemityzmu z rabunkiem wskazuje na przykład kaprala milicji Stefana Mazura, który razem z trzema innymi "porządnymi" obywatelami zamordował i obrabował Reginę Fisz razem z dzieckiem. Ta sprawa jest dobrze udokumentowana w aktach procesu. Mazur wiedział, że popełnił czyn bandycki i wykorzystał jedynie okoliczności.

Motywacja kaprala Mazura była zupełnie inna niż mieszkańców Kielc, którzy zaatakowali dom na Plantach, inna także niż robotników z zakładu Ludwików, którzy dokończyli pogromu. Ci ludzie uważali, że zabijając Żydów - którzy rzekomo przeprowadzili mord rytualny - dokonują czynu patriotycznego i obywatelskiego. Mordercy Żydów na Plantach rzadko zwracali uwagi na próby "wykupienia" się Żydów.

W poniedziałkowej dyskusji Meducki stwierdził, że "Strach" Grossa jest pełen uogólnień i nie służy pojednaniu polsko-żydowskiemu. Zarzucił autorowi, że napisał książkę "pod tezę".

Szaynok zwróciła uwagę, że autor pomija wiele uwarunkowań, które doprowadziły do pogromu kieleckiego, i stosuje zbyt wiele uproszczeń. Ale gdy ktoś krzyknął z sali, że w Polsce powojennej były przypadki bandytyzmu, lecz nie antysemityzmu, zdecydowanie zaprzeczyła: - Istnieje wiele świadectw wskazujących na to, że pierwszoplanowym motywem zbrodni był antysemityzm.

Pod wpływem argumentacji Meduckiego i Szaynok Gross łagodził swoje stanowisko. Uznał za błąd, że w polskim wydaniu nie zamieścił wstępu dla czytelnika amerykańskiego, gdzie tłumaczył sytuację Polski w czasie wojny i późniejsze zniewolenie komunistyczne. - Uznałem jednak, że o tym w Polsce wiedzą, a nie chciałem pisać o rzeczach znanych, lecz o nieznanych.

Biskup wobec Kościoła

Gross w "Strachu" bardzo krytycznie ocenił zachowanie kurii biskupiej, a następnie całego Episkopatu po pogromie. Jedynie biskup częstochowski Teodor Kubina wydał jasny list do wiernych, w którym wprost potępił pogrom kielecki i stwierdził, że mord rytualny jest kłamstwem. Zdaniem Grossa w ten sposób biskup zapobiegł podobnym zamieszkom w Częstochowie.

Episkopat skrytykował wówczas postawę Kubiny. A biskup kielecki Czesław Kaczmarek pisał o krwawym dramacie jako "czynniku splotu wypadków, które jak lawina potoczyły się szybko", oraz że "stało się nieszczęście, tym bardziej że działo się na oczach młodzieży i nieletnich dzieci". Ambasador brytyjski Victor Cavendish-Bentinck rozmawiał o pogromie z bp. Juliuszem Bieńkiem i ze zdziwieniem stwierdził, że biskup przekonuje go, iż Żydzi rzeczywiście utoczyli krew dziecka.

Prof. Meducki przyznał, że do tej pory historycy tak otwarcie nie pisali o stanowisku Episkopatu w sprawie pogromu kieleckiego i że polski Kościół wówczas zawiódł. W spotkaniu nie uczestniczył żaden przedstawiciel kieleckiej kurii.

W dyskusji nie zabrał głosu nikt z IPN, choć tydzień wcześniej w tym samym kieleckim pałacyku Zielińskiego odbyła się promocja książki "Po Zagładzie" Marka Chodakiewicza, która ma być odpowiedzią Instytutu na publikację Grossa.

W dyskusji psycholog społeczny Michał Bilewicz twierdził, że książka Grossa jest psychologicznie bardzo prawdopodobna. Podobnie jak Gross przypomniał, że do podobnych zdarzeń doszło w Ruandzie, Darfurze i ostatnio w Kenii, gdzie nagle sąsiedzi zaczęli mordować sąsiadów. Zdaniem Bilewicza młode pokolenie podchodzi do sprawy pogromu inaczej - patrzy na to z oddaleniem i traktuje je podobnie jak straszne doniesienia z dalekiego świata.

Kielce z dziedzictwem pogromu radzą sobie od lat. Na początku lat 90. na fasadzie domu przy ul. Planty umieszczona została tablica. Niedaleko niej znajduje się pomnik w kształcie menory, który upamiętnia Żydów z kieleckiego getta. Przy ul. Sienkiewicza Stowarzyszenie im. Jana Karskiego postawiło pomnik kuriera AK, który poinformował rządy Zachodu o zagładzie Żydów.
Przybywający do Kielc w ramach Marszu Żywych młodzi Żydzi przez lata byli otoczeni ścisłą eskortą. Ale od kilku lat spokojnie spacerują po mieście, choć dla ich rodziców Kielce to nadal symbol antysemityzmu.

- Dla świadomości mieszkańców miasta publikacja Grossa ma wielkie znaczenie. Wyjaśnia, że Kielce nie były wyjątkiem, podobne warunki panowały w całej Polsce, a tu doszło do takiego splotu okoliczności, który zakończył się pogromem - powiedział Marek Maciągowski, kielecki dziennikarz zajmujący się dziejami Żydów.

Pod koniec spotkania Grossa z kielczanami starszy człowiek zawołał, że książki nie przeczyta, bo jest antypolska i antysemicka, a żydokomuna robiła wszystko, co w Polsce najgorsze. Gdy psycholog Michał Bilewicz argumentował, że dla młodego pokolenia pogrom kielecki jest już tylko przeszłością, ktoś rzucił, wskazując na autora tych słów: - W porządku, ale czy ten pan jest przeszłością?
Źródło: Gazeta Wyborcza