E-mail

English






Tak toczył się Marzec. Kalendarium wydarzeń sprzed 40 lat

Piotr Osęka, historyk
Gazeta Wyborcza
10 marca 2008

Nazajutrz po wiecu na Uniwersytecie Warszawskim, w sobotę 9 marca, tylko dwie gazety - "Życie Warszawy" i "Sztandar Młodych" - w krótkich, niepodpisanych notkach doniosły o ataku milicji na studentów i manifestacjach. Przedstawiona informacja była więcej niż tendencyjna: nie wspomniano o przyczynach ani hasłach protestu, enigmatycznie pisano jedynie że "studenci, do których dołączyły się elementy chuligańskie (...), tamowali ruch uliczny w godzinach powrotu ludzi z pracy do domu". Pojawił się za to wątek "inspiratorów zajść": mieli nimi być ci spośród studentów, którym "obce są troski materialne, prawdziwe warunki życia i potrzeby naszego społeczeństwa".

W odpowiedzi już od rana na ulicach Warszawy zaczęli gromadzić się studenci. Na gmachu ASP zawisł plakat "Dziś umarła prawda w prasie polskiej", a na SGPiS: "Zagrodzimy drogę faszyzmowi". Skandowano: "Cała Polska czeka na swojego Dubczeka" (nawiązanie do osoby głównego reformatora w Czechosłowacji). W południe słuchacze Politechniki uchwalili rezolucję: "My, studenci warszawscy, zgromadzeni w tej auli, walczący o obronę swobód obywatelskich, protestujemy przeciwko stalinowskim metodom traktowania studentów (...), przeciwko stosowaniu przemocy i biciu kobiet, żądamy podania rzeczywistych i obiektywnych informacji o zajściach w dn. 8 marca 1968 r.".

"Nikt nas nie zwoływał, a jednak w wielkiej auli gmachu głównego Politechniki Warszawskiej zebrał się rano tłum, jakiego nigdy przedtem ani potem nie widziałem - czytamy w anonimowej relacji. - Parter i galerie były szczelnie wypełnione aż po sufit. Przywoływano przedstawicieli partii i ZMS-u, żeby wystąpili na wiecu i zajęli jakieś stanowisko wobec tego, co się stało. Ponieważ nikt się nie pokazał, postanowiliśmy pójść na Uniwersytet, żeby zademonstrować nasze oburzenie i poparcie dla ofiar represji".

Podczas wiecu na Politechnice skandowano m.in.: "Demokracja, demokracja, Jasienica, Jasienica", a także "Prasa kłamie". Darto i palono gazety.

Następnie studenci uformowali pochód, który ruszył Polną w kierunku pl. Unii Lubelskiej i redakcji "Życia Warszawy". Manifestanci zatrzymali się również pod czechosłowackim ośrodkiem kultury, gdzie demonstrowali poparcie dla Praskiej Wiosny, krzycząc "Brawo Czesi".

Tak wyglądała sobota 9 marca we wspomnieniach Macieja Rosalaka: "Gmach główny Politechniki szczelnie wypełniony; setki studentów stoją na pl. Jedności Robotniczej. Po jakimś czasie pojawia się biało-czerwony sztandar i dziesiątki zdecydowanych młodych ludzi. - Idziemy pod Riwierę (akademik PW). No to idziemy. Z boku szaroniebieskie szeregi MO. Oficer wzywa przez tubę do rozejścia się. Ale gdzie tam. Tłum skanduje: >Prasa kłamie! <. (...) Milicja rusza do ataku. Pałki. Gazy łzawiące - po raz pierwszy wtedy poczułem, jak to szczypie w oczy. Panika. Tłum ucieka. >Gestapo, gestapo! <. Jakiś starszy pan staje, rozkłada ręce i woła: >Zatrzymać się! Bez paniki! <. Nikt go nie słucha. (...) Ze sklepu wyszła gromadka ludzi na czele z tęgą rzeźniczką w białym fartuchu. >Szczeniaki! - mówi. - Zachciało im się wyjść na ulicę! Nie wiedzą, co to gestapo! <".

Społeczność studencka w napięciu oczekiwała poniedziałkowego wiecu na Uniwersytecie. W niedzielę około południa obok akademika na ul. Kickiego kilkuset jego mieszkańców rozpaliło ognisko z gazet. Skandowano "Precz z komunizmem, chcemy wolności i demokracji". Wśród zgromadzonych krążyły ulotki, oskarżające prorektora Rybickiego o zdradę studentów.

W niedzielnym raporcie SB po raz pierwszy pojawiła się informacja, że za studenckim protestem stoi "grupa studentów pochodzenia żydowskiego - był to zwiastun nadciągającej kampanii antysemickiej.