E-mail

English






Adam Leszczyński

GAZETA WYBORCZA
10 marca 2008

Nie dość, że "zawłaszczyli" pamięć o Marcu, to jeszcze nią perfidnie grają - tak intencje "komandosów" przeniknęli antymichnikowi publicyści
Kulisy manipulacji odsłonili Cezary Michalski w "Dzienniku" i Piotr Semka w "Rzeczpospolitej".

"Dla lewicy laickiej Marzec bywa totemem, wokół którego gromadzi się >swoich < i co rusz się wygraża aktualnym wrogom - pisze Piotr Semka w sobotnio-niedzielnej "Rz". - Do tradycji marca mają dziś prawo, wynikające z biografii, bardzo różni ludzie. Pamięć o Marcu powinna łączyć polskie elity od zwolenników PiS poprzez PO po Partię Demokratyczną czy nawet SLD. Problem w tym, że środowisko Adama Michnika zdaje się uważać tradycję marcową za swoją własność".

Do czego to - według Semki - byłym "komandosom" potrzebne? Żeby pamięcią o marcu jak "moralną pałką" przyłożyć współczesnym politycznym przeciwnikom. Ostatnio - PiS. Semka: "Łatwo i bez głębszej refleksji byli dysydenci przenoszą swe doświadczenia z PRL na obecną praktykę polityczną. Przy łatwości używania porównań z PRL - na każdą nielubianą władzę. Oponent środowiska >Gazety Wyborczej < staje się w takiej retoryce nową emanacją ekipy Moczara".

Na spór o pamięć Marca spogląda z góry w "Dzienniku" Cezary Michalski. "Oczywiście mamy tu politykę historyczną przeciwko polityce historycznej - pisze. - Problem w tym, że prawicowcy także uczestniczyli w Marcu. Jeszcze do tej pory bracia Kaczyńscy, a także wielu mniej od nich politycznie świadomych ludzi >S < z pokolenia Marca, z udawaną lub szczerą naiwnością będą powtarzać, że przecież oni także brali udział w strajkach i manifestacjach. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Polityka historyczna nie ma naprawdę nic wspólnego z odkrywaniem obiektywnej historycznej prawdy. Jest rekonstruowaniem pamięci, zaprzęganiem historycznego doświadczenia do polityki jak najbardziej bieżącej, do tworzenia zupełnie aktualnej mapy przyjaciół i wrogów".

Michalski stawia tezę podobną jak Semka: mamy politykę historyczną prawicy, negującej społeczne korzenie wywołanego w Marcu antysemityzmu, i politykę historyczną środowiska "komandosów", którzy - jak pisze - "wrzucają marcowy antysemityzm na barki Polaków, aby dojść natychmiast do Rydzyka i polskiej prawicy". Michalski zaś woli odesłać Marzec do historycznego archiwum: "Polityka polska po komunizmie, pozbawiona piętna marcowych lęków i urazów, nie byłaby aż tak nieudana. Antysemityzm dałoby się zmarginalizować i być może usunąć na daleki margines polskiego życia".

Wypowiedzmy jasno myśl Michalskiego: zawłaszczając pamięć o Marcu, środowisko "komandosów" wskrzesza polski antysemityzm. Zawiły wywód publicysty sprowadza się do oskarżenia ofiary, że nie chce zapomnieć o swoich krzywdach - które Michalski nazywa "marcowymi lękami i urazami".

Semka i Michalski nie mieli łatwego zadania - musieli oddać historyczną sprawiedliwość tym bohaterom Marca '68, z którymi dziś politycznie się nie zgadzają. Wybrnęli z kłopotu, traktując pamięć o Marcu w sposób cyniczny - jako element "polityki historycznej", czyli narzędzie władzy. Przy okazji byłych "komandosów" uznali za cyników - używając języka PRL - owskiej propagandy - za "politycznych graczy" - którzy grają swoimi biografiami i bolesnymi wspomnieniami dla politycznych celów.

To, że być może nie każdy musi swoją biografię traktować jak narzędzie w politycznej walce, ani Semce, ani Michalskiemu nie mieści się w głowie.
Źródło: Gazeta Wyborcza