E-mail

English






Nikt się nie chwalił, że ukrywał Żyda

13 17:07 Rozmawiała Dominika Wielowieyska
Gazeta, 14 maja 2008

W poniedziałek zmarła Irena Sendlerowa, działaczka Żegoty, która uratowała od śmierci 2,5 tysiąca żydowskich dzieci. Po wojnie zamiast uznania za swoją działalność spotykała ją pogarda i lekceważenie. O jej dokonaniach wielu Polaków dowiedziało się dopiero w wolnej Polsce, która uhonorowała ją swoim najwyższym odznaczeniem - Orderem Orła Białego. Irena Sendlerowa powtarzała, że antysemityzm był i nadal jest w Polsce. I 4 tys. Polaków z tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata tego nie zmienia. Rozmowa z doc. Barbarą Engelking-Boni, szefową Centrum Badań nad Zagładą IFiS PAN

Zobacz powiekszenie
-
Fot. Jacek Łagowski / AG

Dominika Wielowieyska: Dlaczego Polacy, którzy ukrywali Żydów czasie II wojny światowej, po wojnie bali się do tego przyznawać?

Barbara Engelking: Decyzja o ukrywaniu Żydów była sprzeczna z regułami dominującymi wówczas w społeczności małomiasteczkowej czy wiejskiej. Lokalna wspólnota uważała, że wolno grabić mienie pożydowskie, nie odczuwała współczucia wobec Żydów, uważała ich za obcych i każdy, kto nie respektował takiego kanonu zachowań, był uważany za odszczepieńca, za kogoś, kto przeciwstawia się wspólnocie.

Nie bez powodu badania ukazują, że osoby, które ukrywały Żydów, to często indywidualiści potrafiący przeciwstawić się społeczności, w której żyli, a także outsiderzy z takich czy innych powodów żyjący na bakier ze wspólnotą (np. innej wiary).

Po wojnie często nie przyznawano się do złamania tych niepisanych wspólnotowych reguł, by nie narażać się na ostracyzm.

Drugim powodem był moim zdaniem lęk przed staniem się obiektem zawiści. W takiej małomiasteczkowej społeczności w głowie się nie mieściło, by ktoś narażał swoje życie, bo chciał uratować żydowską rodzinę. Powszechnie sądzono, że zarabiano na tym masę pieniędzy.

Powodem też mógł być strach: ludzie bali się, że jeśli u sąsiadów jest przechowywany Żyd, to w razie wpadki hitlerowcy zabiją także ich. Taka niechęć i pretensje za narażanie całej wsi mogły tkwić w ludziach także po wojnie.

- W takich wspólnotach o silnie rozwiniętej kontroli społecznej bardzo trudno zachować tajemnicę. Często wiedziano powszechnie, że ktoś ukrywa Żyda. Zdarzało się, że sołtys zjawiał się w takim domu i żądał, by tego ukrywającego wydać, zabić bądź w najlepszym razie wygonić. Sołtys tłumaczył, że cała wieś się boi, nie wolno narażać innych na zemstę Niemców. I ludzie często ze strachu wykonywali polecenie sołtysa...

Mówimy przede wszystkim o społecznościach małomiasteczkowych czy wiejskich. Ale nie tylko tam panowała taka atmosfera. Irena Sendlerowa mówiła, że całe życie ciągnęły się za nią szepty: "To Żydówka, ratowała Żydów".

- To prawda. Jej działalność w czasie wojny była przyczyną jej późniejszych kłopotów, np. skreślono jej córkę z listy studentów przyjętych na Uniwersytet Warszawski.

Sendlerowa mówiła, że antysemityzm był i nadal jest w Polsce. I 4 tys. Polaków z tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata tego nie zmienia.

O tym, że ludzie nie chcą mówić o swojej działalności w czasie wojny - ani ratujący, ani ratowani - przekonałam się osobiście. W 1988 r. zaczynałam pisać doktorat i szukałam osób, które mogłyby opowiedzieć rozmaite historie związane z Holocaustem. Niemal nikt nie chciał o tym wówczas mówić. Potem to się zmieniło.

Czy cezurą był 1989 rok?

- Można tak powiedzieć. Atmosfera się przecież radykalnie zmieniła, w latach 90. ludzie zaczęli być bardziej otwarci. Dopiero wtedy osoby, które ratowały Żydów, przestały to ukrywać. W świadomości społecznej nagle zaczęli funkcjonować jak bohaterowie, a nie odszczepieńcy.

Także dopiero w wolnej Polsce ludzie dowiedzieli się o tym, co robiła Irena Sendlerowa. Wcześniej za to, co robiła w czasie wojny, spotykały ją raczej represje niż honory.

Zdumiewające są wyniki badań PBS z lutego tego toku zamówionych przez "Gazetę Wyborczą". Z jednej strony zdecydowana większość nie widzi problemu antysemityzmu w Polsce, ale aż 65 proc. uznało, że "Polacy, którzy ukrywali Żydów czasie II wojny światowej, po wojnie bali się o tym mówić". Jak to pogodzić z przekonaniem znaczącej większości, że po wojnie nie było antysemityzmu? To co Polacy tak naprawdę o tym myślą?

- Wydaje mi się, że wyniki badań są związane z publikacją "Strachu" Jana Tomasza Grossa i być może odzwierciedlają informacje, o których Polacy dowiedzieli się z lektury tej książki bądź z dyskusji o niej. Jedną z jej wyrazistych tez jest właśnie stwierdzenie, że bohaterowie ukrywający Żydów bali się po wojnie ten fakt ujawnić.

To, że Polacy nie widzą problemu, jest kwestią tego, jak się definiuje pojęcie "antysemityzm". Niemcy bardzo zawyżyli kryteria i być może dla wielu wszystko to, co jest poniżej mordowania w komorach gazowych, nie jest antysemityzmem? Być może nie rozumieją, bo nikt im nie powiedział, że komory gazowe to tylko ekstremalny przejaw tego samego uczucia, które wyraża się także poprzez pogardliwe i poniżające sformułowania, obraźliwe napisy na murach czy niewybredne żarty.