E-mail

English






http://www.lewica.pl/?id=11396

Antysemityzm po polsku

Zgliczynski

2006-08-09 (bez znakow polskich)

Polska jest krajem antysemickim. Jest równiez krajem katolickim. Nie oznacza to bynajmniej, ze wszyscy Polacy to antysemici lub katolicy. Albo ze jedno i drugie. Znaczy to tylko, ze antysemityzm, podobnie jak katolicyzm, zrosniety jest od wieków z nasza tradycja, obrzedowoscia i wychowaniem. Ze bez nich mielibysmy jako naród inna swiadomosc, inna kulture polityczna, a nawet inna moralnosc. Ze tkwia w nas gleboko jako "kwestia", "problem", "odniesienie historyczne" albo "rdzen", "wyróznik", "fundament"...

To wlasnie antysemityzm i katolicyzm sa - obok jezyka - powszechnie kojarzone na swiecie z wizerunkiem Polaka, zarówno tego wspólczesnego, jak i historycznego. Oczywiscie to stereotyp. Oczywiscie po czesci krzywdzacy, jak kazdy sad operujacy wielkim kwantyfikatorem. I oczywiscie równie prawdziwy. Wbrew zapewnieniom najwybitniejszych reprezentantów elit intelektualnych naszego kraju, stanowisku hierarchii koscielnej, Sprawiedliwych ratujacych Zydów z Zaglady, czy nawet niektórych z garstki ocalonych.

Wystarczy obejrzec mury domów polskich miast i miasteczek, posluchac Radia Maryja, kazania ksiedza, a nawet biskupa, poczytac wypowiedzi czolowych polskich polityków, isc na mecz pilkarski, demonstracje, strajk, do dowolnie wybranego punktu sprzedazy wysokonakladowej prasy, przykoscielnej ksiegarni albo na zbezczeszczony cmentarz zydowski, podpalonej synagogi, badz porozmawiac z nekanym anonimowymi pogrózkami pracownikiem Towarzystwa Spoleczno-Kulturalnego Zydów.

Furda! I to niepotrzebne.

Wystarczy posluchac sasiada, kolegów z pracy, pan w kolejce... A poza krajem nawiazac kontakty z osrodkami polonijnymi, prasa, publikacjami...

Cóz bowiem obok sukcesów (lub ich braku) polskich sportowców jest niemal murowanym tematem integrujacym towarzystwo przy rosole w Krakowie czy przy wódce na Greenpoincie? I co wzbudza wieksze oburzenie Polaków niz oskarzenie o antysemityzm?

10 lipca 2001 roku kupowalem na rynku obok mojego domu czeresnie. Popoludnie w stolicy. W Jedwabnem uroczystosci z okazji 60-tej rocznicy pogromu dobiegaja konca. Wsród sprzedajacych i kupujacych jeden temat.

- To se Zydki swieto zrobily - ni to stwierdza, ni pyta mezczyzna w srednim wieku kupujacy przede mna ziemniaki.

- Ano, ano - przytakuje kobieta pomagajaca sprzedawcy pakowac warzywa.

- Nie zydz pan! Dowaz wiecej - inny mezczyzna zwraca sie do sprzedawcy, kladacego na wadze pomidory.

Sprzedawca obrusza sie i z nienawiscia cedzi przez zeby:

- Zyd to smiec! - i bez slowa podaje pomidory.

- Ano, ano - powtarza kobieta. Mezczyzni potakujaco kiwaja glowami.

Nie zmyslilem tej historii. Kazdy z nas byl wielokrotnie swiadkiem podobnych. I to nie przed wojna, kiedy nasz kraj zamieszkiwalo ponad trzy miliony obywateli polskich narodowosci zydowskiej. Teraz. W kraju, w którym dokonala sie najwieksza zbrodnia nowozytnej Europy - Holocaust. W kraju, w którym podczas wojny bycie Zydem oznaczalo smierc. A po jej zakonczeniu, podobnie jak i przed jej wybuchem, szykany i represje.

Bohaterowie przytoczonej historii urodzili sie juz po wojnie, a wiec w kraju praktycznie bez Zydów, w którym istotniejsze przejawy zydowskiego zycia umyslowego i kulturalnego zostaly zglajchszaltowane po 1968 roku.

Skad wiec u nich ta nienawisc do Zydów, nie do konkretnych Zydów, ale do Zydów w ogóle i wszystkiego co zydowskie? Skad ta zaskakujaca zgoda w przypadkowej grupie ludzi róznej plci, wieku, zapewne wyksztalcenia i zawodu, którzy najprawdopodobniej juz nigdy nie spotkaja sie w podobnym skladzie, ba! z których zapewne nikt juz o tym incydencie nie pamietal nastepnego dnia?

Wykluczam osobiste negatywne doswiadczenia z Zydami - prawdopodobienstwo doswiadczenia despektu ze strony Zyda czy Zydów w dzisiejszej Polsce przez piec róznych, nie znajacych sie osób, spotykajacych sie przypadkowo na targu jest zadne.

Pozostaja wiec inne klasyczne komponenty budujace uprzedzenie - wychowanie, przekaz medialny i autorytet.

Otóz twierdze, iz wszystkie trzy nadal maja bardzo istotny wplyw na podtrzymywanie       i ksztaltowanie wspólczesnego polskiego antysemityzmu.

Wychowanie to dom, ulica i szkola. Dwa pierwsze - wylegarnia stereotypów i uprzedzen. Mimo ze wychowywalem sie w centrum najwiekszego polskiego miasta, najpowszechniejszym wyzwiskiem moich rówiesników bylo "pedal", "czarnuch" (tak!) i wlasnie "Zyd". W mniejszych miastach bylo i jest jeszcze gorzej, a na wsi pod tym wzgledem - zupelna tragedia. Wspomnienia rodzinne, zaczynajace sie niezmiennie "nie jestem antysemita, ale...". Szkola - przekaznik banalów, w sposób oczywisty nie interferujacych z rzeczywistoscia po dzwonku. Holocaust, owszem, ale tak jak Waterloo, fakt odlegly i równie nieistotny.

To, co uderzylo mnie znacznie pózniej, to zupelny brak Zydów i ich kultury w podrecznikowych wersjach historii mojego kraju. Trzymilionowa spolecznosc ze swoja niepowtarzalna, oryginalna tradycja, kultura i religia, przy której rodzima, polska, jest jak nowo narodzone dziecko, z cala plejada postaci nie tyle "wzbogacajacych", jak modnie jest ostatnio zauwazac, ile po prostu tworzacych polska nauke i kulture, znika w ciagu trzech lat niemal zupelnie i nie pozostaje po niej nawet slad w polskiej historiografii. To doprawdy fenomen na skale swiatowa!

Przekaz medialny, zideologizowany po wojnie do szczetu, "kwestie zydowska" rozgrywal instrumentalnie. W zaleznosci od zapotrzebowania decydentów róznych szczebli czy frakcji walczacych akurat o wladze, Zydów albo nie bylo, albo pojawiali sie jak diabel z pudelka w zlowrogich kostiumach aferzystów, syjonistów, szpiegów... A lud, czyli "my", i tak wiedzial swoje - zydokomuna...

Smutne i przerazajace, ze pod tym wzgledem III Rzeczpospolita niewiele odbiega od PRL-u, a budowana obecnie IV RP jeszcze mniej. Owszem, zmodyfikowano troche programy szkolne, wprowadzono do spisu lektur zydowskich twórców, a nauczyciele maja wolna reke przy omówieniach i interpretacjach. Ale to tylko politura, oficjalna wymówka ministerialnych urzedników od ksztaltowania "dobrego wizerunku Polski" w swiecie. Tak naprawde - jeszcze jeden banal do zakucia i zapomnienia przez dziatwe, bo przeciez my i tak wiemy swoje...

Autorytet, to przede wszystkim Kosciól katolicki. I tu - niespodzianka. Kosciól jest wciaz instytucja obdarzona najwiekszym zaufaniem Polaków. Ale który Kosciól? Ksiedza Musiala czy ojca Rydzyka? Pytanie wazne, bo pozwalajace zrozumiec niedostrzeganie przez wiekszosc polskich biskupów gestów Jana Pawla II (najwiekszego ponoc autorytetu Polaków) starajacego sie w jakims stopniu zrewidowac odwiecznie wrogi stosunek chrzescijanstwa do Zydów i judaizmu. Kosciól katolicki w Polsce to nie Kosciól Tygodnika Powszechnego i "Arki Noego" Gazety Wyborczej. Wystarczy przeczytac jakiekolwiek inne pismo katolickie, które nakladami bija na glowe krakowski tygodnik, posluchac rozglosni katolickiej czy wejsc na katolickie strony internetowe. Najlepiej podczas wyborów parlamentarnych czy ogólnonarodowych dyskusji, jak tej o mordzie w Jedwabnem. Wówczas czlowiek znajacy choc troche publicystyke narodowa i koscielna II Rzeczpospolitej przezywa swoiste déja vu - ten sam jezyk, ta sama argumentacja, jakby nic od przeszlo szescdziesieciu lat sie w Polsce nie zmienilo.

Literatura opisujaca antysemityzm przynosi jego wiele odmian. Antysemityzm historyczny, nowoczesny, antyjudaizm, antysyjonizm, antyizraelizm... Wielu badaczy, nie wylaczajac znakomitych autorytetów, wrzuca do jednego worka z napisem "antysemityzm" wszystkie zachowania nacechowane niechecia wobec jakiejkolwiek sfery dzialalnosci ludzkiej, w której uczestnicza jednostki badz zbiorowosci przyznajace sie do etnicznej lub kulturowej wiezi z czyms, co nazwe najogólniej "zydowskoscia". Jest to nonsens. Mnie osobiscie najbardziej odpowiada definicja antysemityzmu Theodora W. Adorno, mianowicie, ze jest to "posadzanie Zydów" [1]. Wlasnie "Zydów", a nie konkretnego Zyda, publicysty pochodzenia zydowskiego, polityka czy partii izraelskiej, dzialacza czy ugrupowania syjonistycznego, sympatyka czy partii religijnej.

Lewicowy antysemityzm?

W wydanym jesienia 2003 r. we Francji eseju Au nom de l'Autre. Réflexions sur l'anisémitisme qui vient [2] Alain Finkielkraut, jeden z czolowych intelektualistów francuskich, utozsamia sprzeciw wobec antypalestynskiej polityki Izraela z antysemityzmem. Nie jest to, niestety, nic wyjatkowego. Na konferencji OBWE poswieconej w calosci zjawisku "nowego antysemityzmu", która miala miejsce w Berlinie w kwietniu 2004 r., sekretarz stanu USA Colin Powell, kanclerz Niemiec Gerhard Schröder i izraelski minister Natan Szczaranski domagali sie nawet wytyczenia granicy, do której krytyka Izraela jest dopuszczalna, a poza która staje sie szerzeniem antysemityzmu.

Stanowisko utozsamiajace krytyke Izraela z antysemityzmem zajmuje w Polsce wiekszosc opiniotwórczych srodowisk intelektualnych, nie wylaczajac tych niezwykle zasluzonych w walce z antysemityzmem oraz innymi formami rasizmu i dyskryminacji. Ich przedstawiciele mówia o "nowej fali antysemityzmu", scisle powiazanej z "antyamerykanizmem", którego zródel szukac nalezy w miedzynarodowej solidarnosci z okupywanymi Palestyna i Irakiem.

W podobnych oskarzeniach celowal swojego czasu slusznie juz dzis zapomniany publicysta Adam Michnik, który w wykladzie dla Polskiej Rady Biznesu (Gazeta Wyborcza 28-29.12.2002) mówil m.in.: "Wspomne o jeszcze jednej chorobie europejskiej, która w Polsce wystepuje na razie w postaci bardzo lekkiego kataru. Mam na mysli antyamerykanizm. To osobliwa mikstura prawicowej ksenofobii, lewicowych sloganów i resentymentów, z dodatkiem antyglobalistycznych wizji i zadym. Pod sztandarami wrogosci do Ameryki spotkac sie moga zwolennicy Le Pena z trockistami. Na dodatek wszystko to przesiakniete jest wrogoscia do Izraela, a gdzies w tle - zwyczajnym antysemityzmem. (...) Abstrahuje od róznych potkniec, arogancji czy niezrecznosci amerykanskiej dyplomacji. Jednakze przedstawianie USA jako swiatowego zandarma, który chce wszystkimi rzadzic i wszystkich sobie podporzadkowac, to niebezpieczna choroba."

Autokompromitacja autora powyzszych slów siegnela zenitu, kiedy nawiazujac do dyskusji, jaka rozpetala sie w Polsce po Jedwabnem i oskarzen o antysemityzm kierowanych w stosunku do Polaków po wydaniu ksiazek Jana Tomasza Grossa, napisal niedawno - broniac tzw. dobrego imienia Polski - iz "zapewne nie ma drugiego kraju w Europie Srodkowej i Wschodniej, który z taka powaga i szczeroscia rozliczal sie z mrocznymi skladnikami wlasnej historii." (Gazeta Wyborcza 27.06.2006)

Warto przypomniec, iz podobnie haniebna postawe jak Michnik i Gazeta Wyborcza w popieraniu amerykanskiej agresji na Irak zajela wówczas niemalze cala polska elita intelektualna, polityczna i dziennikarska. W tym ludzie, których glos w sprawie antysemityzmu sluchany byl zawsze bardzo uwaznie. Wladyslaw Bartoszewski w rozbrajajaco naiwnym artykule-odpowiedzi na bardzo mocny antywojenny tekst Güntera Grassa, zatytulowany "Ufamy Ameryce" (Gazeta Wyborcza 15.04.2003) dowodzil tautologicznie, ze Ameryka na pewno wie, co robi, bo jest Ameryka, a Ameryka zawsze wie, co robi i robi to zawsze w dobrych intencjach: "Mysle, ze Amerykanie robia dzisiaj wszystko, co jest w ludzkiej mocy, zeby zmniejszyc liczbe ofiar i zakonczyc jak najszybciej akcje (tak! nie wojne, a "akcje" - SZ), która wedlug mnie jest dzialaniem wyzwolicielskim, a nie agresywnym, w pewnym sensie prewencyjnym w interesie pokoju w regionie i na swiecie." Marek Edelman przeciwników wojny nazwal "podnieconymi kretynami" (Przekrój 6.04.2003), Czeslaw Milosz, porównawszy Irak Husajna do III Rzeszy, wezwal do bezwzglednej solidarnosci z Amerykanami, zas Stanislaw Lem goraco kibicowal w swoich prasowych felietonach wizji swiata prezentowanej przez znanego intelektualiste i wizjonera George'a W. Busha.

Trudno sie wiec dziwic, iz glos autorytetów stosujacych podwójne standardy, przestaje w ogóle cokolwiek znaczyc, takze w dyskursie anty-antysemickim. Wytycza jednakze marszrute intelektualna swoim wyznawcom, która nieodwolalnie wiedzie na manowce. I tak dla przykladu Sergiusz Kowalski i Magdalena Tulli w swojej ksiazce Zamiast procesu. Raport o mowie nienawisci (WAB, Warszawa 2003), bedacej opracowaniem Otwartej Rzeczpospolitej - Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii i analizujacej jezyk prasy prawicowej, dokonuja juz we wstepie zrównania prasy lewicowej - Nie, Bez Dogmatu, Faktów i Mitów oraz Trybuny - operujacych jakoby "jezykiem nienawisci" - z antysemickimi szmatlawcami. Na podobnej sugestii opiera sie opublikowany w Midraszu (maj 2006) artykul Michala Otorowskiego "Syndrom Guliwera. Izrael, Arabowie i problem 'lewicowej nadwrazliwosci'", w którym autor przymierza sie do przyprawienia antysemickiej (ale nowo-lewicowo-antysemickiej) geby innym lewicowym czasopismom - Lewa Noga i Rewolucji - za ich krytyczny stosunek wobec polityki Izraela.

Moze wiec slabosc antyksenofobicznych organizacji w rodzaju "Otwartej Rzeczpospolitej", polegajaca na ograniczeniu swojego przekazu do towarzystwa wzajemnej adoracji kilku zaprzyjaznionych fundacji i tytulów prasowych, zasadza sie na obludzie i stosowaniu podwójnych standardów?

Owszem, naglasniamy przypadki incydentów antysemickich w Polsce,       ale ani slowem nie protestujemy przeciwko rasistowskiej polityce       panstwa Izrael

czy wspóluczestnictwie polskiej armii w mordowaniu bezbronnych arabskich cywilów w Iraku. Potepiamy, a jakze, Leszka Bubla i Narodowe Odrodzenie Polski, ale ton naszych protestów jest juz znacznie lagodniejszy, jesli chodzi o "cywilizowanych" nacjonalistów i homofobów u wladzy w rodzaju Giertycha i Wierzejskiego.

Nie od dzisiaj wiadomo, ze rasistowska przemoc ubrana w garnitur wladzy prezentuje sie znacznie lepiej i jest latwiejsza do strawienia przez mainstream niz wygoleni kibole ze swastykami na czolach. Nie znaczy to jednak, iz jest mniej niebezpieczna. Przeciwnie.

      To obecnosc w parlamencie i mediach takich Wierzejskich czy jawnych nazistów, jak poslowie LPR Boguslaw Sobczak i Szymon Pawlowski albo wiceprezes TVP Piotr Farfal, rozzuchwala bandytów atakujacych Parady Równosci,
sympatyków radykalnej lewicy czy Zydów w jarmulkach.

Na jezyk pogardy i wykluczenia, na nawolywanie do przemocy winna przede wszystkim zareagowac prokuratura. Ale w pierwszej kolejnosci winni zareagowac dziennikarze, zareagowac absolutnym bojkotem. Powinni, ale nie w Polsce. Wojciech Wierzejski jest stalym gosciem niedzielnego "Sniadania w Trójce" i wielu telewizyjnych programów publicystycznych. W jednym z nich tlumaczyl ostatnio istnienie getta lawkowego dla Zydów w II Rzeczpospolitej.

Przypadek? Skadze! Wczesniej na drzwiach swojego biura poselskiego wywiesil kartke "Pedalom wstep wzbroniony" i nawolywal do "dolania palami dewiantom" (czyli homoseksualistom), twierdzac, iz "gej to przeciez z definicji tchórz".

Polityczny kolega Wierzejskiego, szef Mlodziezy Wszechpolskiej Krzysztof Bosak, na pytanie "czy wszechpolak moze byc gejem" odpowiada bez zazenowania: "To niemozliwe. Trudno pogodzic walki o idealy narodowosciowe i katolickie z homoseksualizmem, który jest ich zaprzeczeniem." (Gazeta Wyborcza, Stoleczna 10-11.06. 2006)

Jak dobrze znamy ten jezyk naznaczenia i wykluczenia stosowany przez stulecia przez bialych rasistów w Europie, USA i RPA. Jezyk, za którym nieodmiennie szly czyny - dyskryminacja, getto i mord.

      I cóz na to wladze panstwowe?
      Widac, ze sie podpisuja pod tym programem, gdyz nie slyszalem o zerwaniu koalicji z LPR.

Cóz na to parlament, organizacje obrony praw czlowieka, dziennikarze, naukowcy, aktorzy, autorytety?

Antysemityzm i prawica

Fala antyizraelskich wystapien na swiecie, scisle powiazana z polityka panstwa Izrael, wezbrala w solidarnosci z pierwsza Intifada palestynska, nasilila sie podczas pierwszej wojny w Zatoce, kiedy to Izrael wystepowal u boku USA przeciwko Irakowi, zas kulminacje ma obecnie - podczas popieranej przez Izrael okupacji Iraku i niezwykle krwawej polityki rzadu izraelskiego wobec walczacych o niepodleglosc Palestynczyków.

Palenie flag izraelskich ma miejsce na kazdej demonstracji przeciw polityce Stanów Zjednoczonych, organizowanych setkami w krajach arabskich. Nie ma to nic wspólnego z antysemityzmem.

Podpalanie synagog, profanacje cmentarzy zydowskich, fizyczne napasci na rabinów i inne osoby publicznie przyznajace sie do swojej zydowskosci, krótko mówiac obwinianie Zydów europejskich o ludobójcza polityke rzadu izraelskiego, jest antysemityzmem. Natomiast nazywanie nim antyizraelskiej kampanii prowadzonej na calym swiecie w obronie Palestynczyków przez wiele partii i organizacji lewicowych i demokratycznych jest swiadomym naduzyciem majacym na celu zdyskredytowanie tego ruchu. Antysemityzm jest bowiem zjawiskiem skompromitowanym i nikt, poza najbardziej zdeklarowanymi faszystami, nie chce byc zaliczany w poczet antysemitów.

Nalezy jednak przypomniec, iz antysemityzm skompromitowal dopiero Adolf Hitler. Przed nim bycie antysemita nie bylo niczym nagannym, ba, wielu czolowych polityków europejskich i amerykanskich chlubilo sie swoim antysemityzmem. Dosc przypomniec z naszego podwórka Romana Dmowskiego, patrona najwiekszego ronda w stolicy, a niedlugo i pomnika, uwazanego przez wielu Polaków za "twórce niepodleglego panstwa polskiego"; który byl twórca, i owszem, ale nowoczesnego polskiego antysemityzmu.

Te wspólczesne fale swiatowego antysemityzmu, objawiajace sie glównie antyzydowskimi wystapieniami Arabów oburzonych polityka Izraela wobec Palestynczyków, do Polski prawie nie docieraja. I to nie tylko z oczywistego powodu braku liczniejszej mniejszosci arabskiej w naszym kraju. Glówna przyczyna jest inna - polski antysemityzm jest po prostu hermetyczny, absolutnie nieczuly na rzeczywistosc. Trwal i trwa niezaleznie od obecnosci Zydów czy od obecnosci panstwa Izrael i prowadzonej przezen polityki.

Akcje solidarnosci z Palestynczykami wymierzone w Izrael nie wzbudzaja w polskim spoleczenstwie wiekszego odzewu. Nie aktywizuja tez specjalnie polskich antysemitów. Owszem, na stronach internetowych organizacji faszystowskich od lat pojawiaja sie hasla solidarnosci z walczacymi o wolnosc Palestynczykami, Nasz Dziennik ostro protestuje przeciwko "zbrodniom izraelskim", a posel i do niedawna szef Rady Politycznej Ligi Polskich Rodzin Zygmunt Wrzodak glosno wzywal swojego czasu rzad polski do wycofania zolnierzy i zaprzestania wspóluczestniczeniu w "haniebnej okupacji Iraku".

Sa to jednak reakcje nieporównywalne w swojej intensywnosci z awanturami dotyczacymi krzyzy na oswiecimskim zwirowisku czy Jedwabnego. A to dlatego, ze ani Narodowego Odrodzenia Polski czy ONR-u, ani Naszego Dziennika, ani Zygmunta Wrzodaka, ani wielu podobnych im antysemitów nie interesuje tak naprawde los Irakijczyków czy Palestynczyków. Dla nich liczy sie wylacznie to, ze moga teraz, przy otwartej kurtynie, pod pretekstem obrony ucisnionych i torturowanych dowalic Izraelowi, czyli znienawidzonym Zydom.

Brak przekonania w wykorzystaniu tak znakomitego pretekstu wynika równiez ze znajomosci polskiego spoleczenstwa i obecnego w nim antysemityzmu - jak mówie - absolutnie zamknietego, nie poddajacego sie faktom i nowym okolicznosciom, bedacego w stanie zaabsorbowac co najwyzej ulamek wspólczesnych zbrodni Izraela.

Dlatego tez tak wazna jest, moim zdaniem, kazda poglebiona próba rewizji polskiej historiografii dotyczaca "kwestii zydowskiej". Poglebiona, czyli nie poprzestajaca na oklepanych frazesach Szewacha Weissa czy Adama Michnika, ze polskie spoleczenstwo jest cacy, a margines bandytów-antysemitów znajdzie sie wszedzie. Frazesach, gdyz kazda powazna praca dotyczaca polskiego antysemityzmu - do jakich zaliczam m.in. Sasiadów Jana Tomasza Grossa (2000), "szanowny panie gistapo" Donosy do wladz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940-1941 Barbary Engelking (2003), "Ja tego Zyda znam!" Szantazowanie Zydów w Warszawie, 1939-1943 Jana Grabowskiego (2004), My z Jedwabnego Anny Bikont (2004), czy Zaglada a tozsamosc Malgorzaty Melchior (2004) - dezawuuje natychmiast ich wartosc.

Kazda z kolei próba rewizji historii naszego kraju, historii do szczetu zaklamanej - raz przez pólwiecze "realnego socjalizmu", a dzis przez historyków z bozej laski, wyslugujacych sie prawicowym instytucjom panstwowym - przypomina nam, ze historia Zydów polskich i nierozerwalnie z nia zlaczonego polskiego antysemityzmu wciaz czeka na swoje pelne opracowanie.

Przypisy:


[1] Theodor W. Adorno, Minima moralia. Refleksje z poharatanego zycia,
przel. Malgorzata Lukasiewicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1999, s. 127.
[2] Wyd. polskie: W imie Innego. Antysemicka twarz lewicy, przel. Renata
Lis, Sic!, Warszawa 2005.

Stefan Zgliczynski Artykul ukazal sie w polskiej edycji miesiecznika "Le Monde Diplomatique" z lipca 2006 r.