E-mail

English






Mazowiecki: Nie trzymaliśmy się Stołu
Tadeusz Mazowiecki
2009-01-23

Zobacz powiekszenieJeżeli ktoś myśli, że droga do Okrągłego Stołu była usłana różami, a sam Okrągły Stół był sielanką, to bardzo się myli.

Panie Rektorze, Szanowni Państwo,

Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy przybyli na mój wykład, a szczególnie księdzu biskupowi Orszulikowi, który jest jednym z bohaterów Okrągłego Stołu. Odegrał bardzo istotną rolę w doprowadzeniu do niego. Także w przebiegu Okrągłego Stołu obecność przedstawicieli Kościoła była dla nas niezwykle ważna. Uwiarygodniała moralnie rozmowy.

Proszę państwa, jak wiadomo, obecny rok to rok niesłychanie ważnych rocznic związanych z 20-leciem III Rzeczypospolitej. A więc Okrągłego Stołu, wyborów czerwcowych i potem powołania rządu, którym miałem zaszczyt kierować. Jest rzeczą niezwykle istotną, aby to był rok poważnej refleksji nad całym 20-leciem i nad znaczeniem tych trzech wydarzeń. I aby stał się on także rokiem odbudowy szacunku Polaków do samych siebie. Należy bowiem z powodów tych trzech wielkich wydarzeń być z Polski i Polaków dumnym, a nie szargać czy zniekształcać prawdę o naszej własnej historii.

Bywam często pytany, zwłaszcza przez zachodnich dziennikarzy czy politologów, co właściwie z wydarzeń 1989 roku było najważniejsze. Twarda polityka prezydenta Reagana w stosunku do Związku Radzieckiego, rosyjska pierestrojka Gorbaczowa, postawa papieża Jana Pawła II czy "Solidarność"? Otóż według mnie nie można odpowiedzieć, co było najważniejsze, ale trzeba powiedzieć, jakie znaczenie miał każdy z tych czynników.

Oczywiście polityka Reagana miała znaczenie, tak jak znaczenie również miała, o czym się często zapomina, polityka Cartera mówiąca o prawach człowieka, dająca nam tutaj, w Polsce i w innych krajach, międzynarodową legitymizację naszych żądań. Polityka Reagana miała znaczenie, ponieważ ówczesny Związek Radziecki nie mógł dorównać USA w wyścigu technologicznym. Co oczywiście odbijało się na jego pozycji międzynarodowej i sytuacji wewnętrznej.

Pierestrojka Gorbaczowa była bardzo istotna. Jeżeli porównamy sytuację roku 1980 z rokiem 1989, to wydarzenia roku 1989 były właśnie dlatego możliwe, że nie był to już czas Breżniewa, ale czas Gorbaczowa, czas wielkich zmian w Związku Radzieckim. Zmian, które powodowały zasadnicze rozluźnienie gorsetu w stosunku do krajów zależnych tego obozu, i które prowadziły do przebudowy w samym ZSRR. (...) Wreszcie, stanowisko papieża Jana Pawła II, które było niezwykłym przykładem siły moralnej w historii, ponieważ jego oddziaływanie na pobudzenie mas ludzkich do obrony swoich praw było ogromne. Przypomnę znaczenie pielgrzymki papieża w 1979 roku. To ona spowodowała, że poczuliśmy się podmiotowo, poczuliśmy się społeczeństwem, poczuliśmy siłę. I wydarzenia roku 1980 były na pewno następstwem pielgrzymki papieża. (...)

I wreszcie "Solidarność". To był ruch, który czynił niemożliwe możliwym. (...) Okrągły Stół nie byłby możliwy, byłby czymś zupełnie innym, gdyby nie było "Solidarności", gdyby ona nie przetrwała w podziemiu i gdyby przywrócenie "Solidarności" do legalnego działania nie było zasadniczą sprawą, którą trzeba było wywalczyć. Bo wiedzieliśmy, że tylko zgoda na istnienie wielkiego, masowego ruchu społecznego sprawi, że zmiany, uzgodnienia Okrągłego Stołu będą miały silne zaplecze w społeczeństwie.

Określenie "Okrągły Stół" zaczyna się pojawiać około roku 1986. Władza szukała możliwości kontaktu ze społeczeństwem. Utworzyła Radę Konsultacyjną przy przewodniczącym Rady Państwa. Ale ciągle nie szukała kontaktu z "Solidarnością".

Jeżeli ktoś myśli, a krytycy Okrągłego Stołu czasem to tak przedstawiają, że droga do Okrągłego Stołu była usłana różami, a sam Okrągły Stół był sielanką, to bardzo się myli. Dzisiaj jest wystarczająco dużo opublikowanych dokumentów, które pokazują, jak trudna ta droga była. I jak bardzo Okrągły Stół z pierwszych propozycji i rzeczywisty Okrągły Stół różnią się od siebie.

Są kilkutomowe zbiory i opracowania wszystkich dokumentów, także wypowiedzi z podziemnej prasy, wewnętrznych materiałów strony rządowej, dyskusji, wydane z inicjatywy prezydenta Kwaśniewskiego. Druga dokumentacyjna książka to książka księdza biskupa Orszulika, która naświetla, jak to wyglądało od strony przedstawicieli Kościoła - a wtedy również od strony "Solidarności" - bo spotykaliśmy się w Sekretariacie Episkopatu.

Była to droga bardzo długa i trudna. Z jednej strony bowiem w aparacie partii narastało przekonanie o pogłębiającej się niewydolności gospodarki. Wyodrębniała się tam grupa ludzi, którzy zaczęli uważać, że trzeba zrobić coś, aby nawiązać kontakt ze społeczeństwem. Z drugiej strony dla społeczeństwa, mimo że osłabła pozycja "Solidarności" po aresztowaniu przywódców podziemia i po wyjeździe na Zachód bardzo wielu ludzi, to jednak "Solidarność", Wałęsa, wtedy już laureat Nagrody Nobla, byli punktem odniesienia. Ale między myślą władzy o poszukiwaniu partnera a decyzją o tym, żeby rozmawiać, była długa i trudna droga. I nawet w momencie, kiedy po strajkach 1988 roku (...) zaczęto rozmawiać z Lechem Wałęsą, nie oznaczało to uznania "Solidarności" za przyszłego partnera rozmów.

Strona rządowa bowiem obawiała się reakcji swojej własnej bazy i nie chciała się bynajmniej godzić na postulat zasadniczy - przywrócenie "Solidarności". Mieliśmy rozmowę na plebanii w Wilanowie - jest tu trzech uczestników tej rozmowy, bo widzę pana ambasadora Stanisława Cioska i ks. bp. Alojzego Orszulika, no i jestem ja - a jeszcze byli Lech Wałęsa, bp Tadeusz Gocłowski i gen. Czesław Kiszczak. Dzisiaj, jak się czyta zapiski z tej rozmowy, wydaje się ona surrealistyczna - ludzie spierają się o jedno słowo w komunikacie, słowo decydujące - "Solidarność". Ale komunikat - istnienie lub nieistnienie tego słowa - był przekazem do społeczeństwa.

I następuje szereg rozmów zrywanych na skutek tego, że władza nie chce umieścić tego słowa, tzn. zobowiązać się publicznie do reaktywowania "Solidarności". Wreszcie to następuje. I o tym trzeba wiedzieć, to dziś jest udokumentowane.

Jeśli chodzi o przebieg Okrągłego Stołu, były, jak to się mówiło, trzy stoliki i wiele podstolików. Stół ekonomiczny, przy którym z naszej strony przewodniczył prof. Witold Trzeciakowski, ze strony rządowej prof. Władysław Baka, stół polityczny, w którym przewodniczył prof. Bronisław Geremek z naszej strony, a ze strony rządowo-partyjnej prof. Janusz Reykowski, i stół związkowy, przy którym było trzech współprzewodniczących: Aleksander Kwaśniewski, Romuald Sosnowski z OPZZ i ja.

Od początku obrad Okrągłego Stołu było wiadomo, że stronie rządowej zależy na wciągnięciu nas w orbitę władzy, to znaczy przede wszystkim na udziale reprezentacji, jak to się wtedy mówiło, "społeczno-opozycyjnej" w wyborach. Opozycja miała być po raz pierwszy dopuszczona do wyborów. Ale pierwsze zamysły to były zamysły dopuszczenia - tak bym powiedział - bardziej dekoracyjnego.

Natomiast Okrągły Stół kończy się czym? Kończy się całkowicie wolnymi wyborami do Senatu i przyznaniem 35 proc. miejsc wolnego wyboru dla strony opozycyjno-solidarnościowej w Sejmie. Jak się przegląda te dokumenty i zobaczy propozycje pierwotne, które miały polegać na tym, że drugą izbę powołuje m.in. PRON i że nie ma ona mieć charakteru władzy ustawodawczej, tylko czynnika opiniodawczego i kontrolnego, z tym, co ustalono ostatecznie, to różnica jest zasadnicza. Uzyskaliśmy dziennik, "Gazetę Wyborczą". Przywrócono "Tygodnik Solidarność". Dostaliśmy zgodę na przywrócenie pism regionalnych.

Udokumentowane też zostały protokoły rozbieżności. Czytam w relacji z dyskusji przy podstoliku, który zajmował się prawem i sądownictwem, że sędziowie mogą być partyjni, a więc do niezawisłego sądownictwa jeszcze było daleko. Ale powstaje przecież w wyniku tych obrad Krajowa Rada Sądownicza. Z trudem udało się osiągnąć to, żeby w obradach Okrągłego Stołu był specjalny zespół, który będzie się zajmował samorządem.
Myślę, że Okrągły Stół to był początek, to była wielka polska pierestrojka. Po tej pierwszej dyskusji o stanie Polski do wielu najważniejszych spraw państwowych zabrali się posłowie, a później mój rząd.

Teraz o zastrzeżeniach czy zarzutach do Okrągłego Stołu. Myśmy byli świadomi ryzyka, jakie podejmujemy, ale świadomi byliśmy również tego, że jakiś ruch zmieniający sytuację jest dla Polski konieczny, że wyjście z pata jest koniecznością i że ważne jest to, abyśmy nie dali zgody na rozwiązania pozorne, natomiast uzyskali rozwiązania, które później będzie można rozwinąć. Innymi słowy, tak jak założeniem władzy, strony, z którą siadaliśmy do Okrągłego Stołu, było ulepszenie istniejącego systemu, tak założeniem naszym było otwarcie drogi do pełnej demokracji, do pełnej wolności. I Okrągły Stół był pierwszym krokiem w tę stronę. Wokół niego ciągle tli się taka zatruta atmosfera pomówień, którym dziś, po 20 latach, kiedy wszystkie dokumenty są dostępne, należy położyć kres w imię uczciwości i prawdy.

Po pierwsze, nie było żadnych tajnych ustaleń w Magdalence. Wszystko, co było w Magdalence dyskutowane, jest ujawnione w publikacjach, o których wspomniałem. Po drugie, to nieprawda, że za długo trzymaliśmy się ustaleń Okrągłego Stołu. Przecież już w tym 1989 roku powstaje rząd z niekomunistycznym premierem. To dalekie odejście poza ustalenia Okrągłego Stołu. Przy Okrągłym Stole sądziliśmy, że przejściowy stan będzie się utrzymywać trzy, cztery lata. Okazało się, że utrzymywał się on trzy miesiące.

I wybory, i utworzenie rządu, którym kierowałem, są następnym krokiem do przejęcia władzy, czego przy Okrągłym Stole nie przypuszczano. Więc nie jest prawdą, że trzymano się zbyt długo ustaleń Okrągłego Stołu. Życie je przekraczało i myśmy w tym brali aktywny udział. Jeżeli natomiast krytykuje się na przykład to, że za późno czy zbyt długo nie robiłem zmiany w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i w MON, kiedy byłem premierem, to proszę mnie tym obciążać, a nie Okrągły Stół. To wynikało z mojej oceny sytuacji, z mojej oceny przygotowania do przejęcia przez nas tych ministerstw, a nie z żadnych tajnych ustaleń Okrągłego Stołu.

Dlatego jeżeli mamy być uczciwi, jeżeli 20-lecie ma przełamać te nieprawdy i przełamać tę barierę wzajemnego niezrozumienia, to trzeba spojrzeć prawdziwie, jak było: Okrągły Stół był wielkim krokiem, wielkim otwarciem. Był naturalnie kompromisem, ale kompromisem, który stanowił otwarcie do dalszych rozwiązań. I te przyszły szybciej, niż myśleliśmy.

Myślę, że kiedy dziesięć lat później Jan Paweł II w Sejmie powiedział: "Ależ nam się wydarzyło", to dotyczy to również tego początku przy Okrągłym Stole. Dziękuję.

Fragment wykładu, który odbył się we wtorek w ramach cyklu "8 wykładów na Nowe Tysiąclecie" w Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego.