E-mail

English






75-lecie Tadeusza Mazowieckiego

Polityka i wartości

Andrzej Friszke

12 września 1989 po głosowaniu w Sejmie
FOT. (C) DAMAZY KWIATKOWSKI
ANDRZEJ FRISZKE

Dziś Tadeusz Mazowiecki, działacz demokratycznej opozycji od lat sześćdziesiątych, pierwszy niekomunistyczny premier w powojennej historii Polski, obchodzi 75 urodziny. Jaki był? Jaki jest? Spytaliśmy o to ludzi, którzy zetknęli się z nim w ważnych momentach jego życia.


Tadeusz Mazowiecki urodził się w Płocku w 1927 roku. Aktywność publiczną rozpoczął w pierwszych latach po wojnie jako student prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Związał się z grupą katolickiego tygodnika "Dziś i jutro". Potem, jako działacz PAX, awansował do funkcji zastępcy redaktora naczelnego "Słowa Powszechnego", a w 1953 roku został naczelnym "Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego". Stanął wówczas na czele grupy opozycyjnej wobec polityki prezesa PAX Bolesława Piaseckiego. W sporach z Piaseckim sformułował tezę, która określa jego postępowanie aż do dziś: nie ma chrześcijańskiej polityki, jest natomiast chrześcijańska odpowiedzialność w polityce.


W 1955 roku Mazowiecki wraz z bliskimi sobie ludźmi odszedł z PAX. W przełomowym roku 1956 uczestniczył w ruchu demokratycznej odnowy jako współzałożyciel Ogólnopolskiego Klubu Postępowej Inteligencji Katolickiej, który dał początek Klubom Inteligencji Katolickiej. Była to niezwykła w komunistycznej Polsce instytucja. W klubach panowała wolność wypowiedzi w dyskusjach, odbywały się demokratyczne wybory.


Zygmunt Skórzyński, były opozycjonista, współzałożyciel KIK, Klubu Krzywego Koła


Na decyzję Mazowieckiego o wystąpieniu z PAX złożyło się kilka powodów. W grupie młodych zbuntowanych działaczy, z najsilniejszą osobowością Mazowieckiego, narastało przekonanie o fałszywości obranej drogi. Jako człowiek uczciwy musiał mieć dosyć sytuacji, w której Bolesław Piasecki, monopolizując katolicyzm laicki w Polsce, udzielał władzom nieustającej aprobaty. Mazowiecki był niewątpliwie zmęczony sytuacją wewnętrzną spowodowaną dyktatorską mentalnością Piaseckiego. Ważne było również stanowisko Watykanu potępiające PAX. Dla nas, ugrupowań opozycyjnych, które patrzyły z boku na wyjście z PAX tzw. frondystów, było to wydarzenie bardzo sympatyczne, wzmacniające front intelektualistów nieposłusznych.


W 1958 roku otrzymał zgodę władz na utworzenie miesięcznika "Więź". Przez następne dwadzieścia dwa lata redagował jego kolejne numery. Było to pismo poszukujące miejsca katolików w zmieniającym się świecie, chętnie podejmujące dialog z niewierzącymi. Lewicowość "Więzi" wyrażała się w uznawaniu potrzeby walki z niesprawiedliwością społeczną, narodową i rasową. "Więź" szukała porozumień ponad podziałami, a kluczowym słowem w tych poszukiwaniach był "dialog".


W 1961 roku Mazowiecki został posłem na Sejm jako jeden z pięciu posłów Koła Znak. Próba dialogu z rządzącą partią toczona w Sejmie przyniosła wiele goryczy i niepowodzeń. Władze niechętnie słuchały argumentów posłów katolickich.


Andrzej Wielowieyski, były redaktor "Więzi" i sekretarz KIK:


- Jako redaktor miesięcznika i działacz klubów katolickich, jako poseł w Kole Znak Mazowiecki umiał przez długie lata iść wąską ścieżką pomiędzy naciskiem władz, ubecji, a także oczekiwań, oporów, krytyki ze strony hierarchii kościelnej. Wielką szansą dla nas był papież Jan XXIII i sobór, a wsparciem i osłoną była zawsze polityczna roztropność kardynała Wyszyńskiego. Nieraz ostro spieraliśmy się z kardynałem, zwłaszcza w sprawach kościelnych. Mazowiecki opublikował przed 40 laty krytyczną dyskusję o księżach w Polsce i przez długie lata było to przyczyną ataków w Kościele i nieufności.


Największym zagrożeniem dla Mazowieckiego i jego zasad działania był spór wewnątrz "Więzi" i ruchu Znak o orientację polityczną. Część naszych kolegów uważała, że można bardziej popierać władzę, uzyskując w zamian szersze możliwości działalności społecznej. Uważali też, że należy wspierać bardziej tradycyjne nurty myśli w Kościele. Z wielkim trudem udało się wówczas Mazowieckiemu uratować otwartą ideowo i zarazem bardziej niezależną linię polityczną.


W marcu 1968 roku Mazowiecki był jedynym posłem, który odważył się przekazać marszałkowi Sejmu petycję protestującej młodzieży (z Wrocławia), a gdy doszło do brutalnej rozprawy milicji z demonstrantami, podpisał wraz z pozostałymi posłami Znaku interpelację do premiera. Stała się ona powodem brutalnego ataku na posłów Znaku. W 1970 roku, po wydarzeniach na Wybrzeżu, próbował zdobyć w Gdańsku niezależne informacje o tym, co się tam stało. Rok później został skreślony z listy kandydatów do Sejmu.


Stanisław Stomma, poseł katolickiego Koła Znak w latach 1957 - 1976:


- Bardzo trudno było nam wtedy działać. Musieliśmy prezentować to, co myślimy w warunkach, gdy obce państwo narzucało nam swoją ideologię. Władze wywierające na nas naciski nie żądały od nas respektowania marksizmu, ale oczekiwały oportunizmu.


Tadeusz Mazowiecki bardzo dobrze spełniał swoje zadania. Nie był doktrynerem bijącym głową w mur, wiedział, że stajemy wciąż przed trudnymi wyborami, ale też uważnie słuchał głosu społecznego i wyeliminowany z gry w ramach PRL. podszeptów natchnień moralnych. I dlatego został


Po Marcu otworzył łamy "Więzi" dla ludzi, którzy zostali pozbawieni możliwości druku w państwowych pismach. Na początku 1976 roku Mazowiecki należał do inicjatorów protestu przywódców ruchu Znak przeciw wpisaniu do konstytucji "kierowniczej roli PZPR". Jesienią tego roku, po protestach czerwcowych, wzywał władze do cofnięcia się z drogi represji przeciw robotnikom. W maju 1977 roku został rzecznikiem głodujących w kościele św. Marcina współpracowników Komitetu Obrony Robotników.


Biskup Bronisław Dembowski był wtedy rektorem kościoła św. Marcina:


- Dwudziestego czwartego maja przed godziną dwudziestą podszedł do mnie w kościele Bohdan Cywiński i powiedział, że sześć osób rozpoczyna głodówkę. Był to protest przeciwko przetrzymywaniu w więzieniu robotników Ursusa i Radomia oraz osadzenia w więzieniu członków KOR. Cywiński poinformował mnie, że głodujący chcą poprosić Mazowieckiego, by był ich mężem zaufania, i że za jego pośrednictwem przekażą opinii oświadczenie, dlaczego podjęli głodówkę. Mazowiecki zgodził się bez wahania. Na Piwną przyszedł nazajutrz, informując, że oświadczenie głodujących przekazał Radzie Państwa, do Sekretariatu Prymasa Polski, KOR oraz do mediów. Mazowiecki mówił mi, jakie podejmuje działania. Cały czas był spokojny. Także ostatniego dnia głodówki, 31 maja, podczas rozmowy z oficerami SB - którzy codziennie przychodzili do św. Marcina - w sprawie wyjścia głodujących. Mazowiecki powiedział im, że głodujący chcą wyjść godnie i spokojnie, postarał się też, by wyszli tylnym wyjściem. Obawialiśmy się, że gdyby wyszli od Piwnej, gdzie gromadził się tłum ludzi, mogłoby dojść do prowokacji. Bardzo szanuję Mazowieckiego za ówczesne jego zachowanie: odważne, konsekwentne, podyktowane wiernością zasadom moralnym.


W 1978 roku był współzałożycielem Towarzystwa Kursów Naukowych, które organizowało niezależną od partii działalność oświatową.


Gdy w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku wybuchł strajk, Mazowiecki należał do autorów apelu, w którym wzywano do dialogu i kompromisu. Udał się do stoczni i stanął na czele komisji ekspertów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego.


Wspomina Lech Wałęsa:


- W sierpniu z Wolnej Europy dowiedzieliśmy o apelu 64 intelektualistów, który był poparciem dla naszego robotniczego strajku. Pan Tadeusz razem z panem Bronisławem Geremkiem przyjechali do stoczni. Wcześniej osobiście ich nie znałem. Znałem tylko ich nazwiska i wiedziałem, że mają duże doświadczenie w kontaktach z władzą. Kiedy odczytano apel, z którym przyjechali, wszyscy się cieszyli, że intelektualiści są razem z robotnikami. Był to też ważny sygnał dla władzy. Jako że w lot wykorzystuję okazje, zatrzymałem ich. My jesteśmy tylko robotnikami - mówiłem im - ci z rządu są ludźmi wykształconymi. Dlatego potrzebujemy waszej pomocy. Tak powstała komisja ekspertów, która bardzo nam pomogła w osiągnięciu porozumienia z władzą.


Mówię "pan Tadeusz", bo mimo kilku prób przejścia na ty, pozostał "panem Tadeuszem". To nie jest kwestia dystansu, bo walka nas zbliżyła. Pan Mazowiecki jest człowiekiem wielkiej uczciwości w działaniu i wielkiej lojalności. Czasem, jak to pan Tadeusz, wolno podchodził do zagadnień. Ale jak już za nie się zabrał, były efekty. On świetnie wiedział, że "Solidarność" przy ówczesnej geopolityce musi działać długofalowo, starać się utrzymać stan posiadania i napierać, ale tylko do pewnych granic.


U mojej żony zdobył też szacunek. Bez wahania zgodziła się, żeby został ojcem chrzestnym naszej córki Brygidy. W 1988 roku wychodziliśmy ze stoczni po zakończonym strajku trzymając się pod ręce. To było takie symboliczne. Trochę podtrzymywaliśmy się na duchu, trochę przełamywaliśmy jakieś obawy. Ale wiedzieliśmy, że jak będziemy razem, ręka w rękę, to następnym razem nam wyjdzie. I wyszło! Nie minął rok i Polska była niemal wolna.


Mazowiecki odegrał zasadniczą rolę podczas rozmów z delegacją rządową i należał do autorów Porozumienia Gdańskiego. Potem wraz z Bronisławem Geremkiem był najbliższym doradcą Lecha Wałęsy i kierownictwa "Solidarności".


Opowiadał się za umiarkowanymi działaniami, zakładał możliwość oswojenia władz z istnieniem niezależnych związków zawodowych. Był także redaktorem naczelnym "Tygodnika Solidarność", najważniejszego pisma związku.


13 grudnia 1981 roku został internowany - najpierw w Strzebielinku, potem w Jaworzu i Darłówku. Został zwolniony jako jeden z ostatnich - tuż przed Wigilią 1982 roku.


Wspomina Jerzy Wocial:


- Mazowieckiego poznałem, gdy przewieziono mnie z Białołęki do Jaworza w grudniu 1981 roku. Wtedy pojawił się w internacie przystojny, lekko pochylony pan z dziesięciodniowym zarostem. - Mazowiecki jestem - przedstawił się. Gdy wiosną 1982 roku wróciłem z przepustki, okazało się, że trafiłem do niego do pokoju. Dużo rozmawialiśmy. Sporo pracowałem, w pokoju przygotowałem sobie biurko - chciałem uporządkować swoje sprawy zawodowe. Przez ład na biurku chciałem też osiągnąć ład w duszy. Gdy Mazowiecki zobaczył te moje przygotowania, powiedział: "bardzo ci zazdroszczę, że potrafisz się tak zmobilizować". W internacie Mazowiecki był bardzo stroskany - tym, co się dzieje w kraju, rodziną. Dużo rozmawialiśmy, zastanawialiśmy się, co można było zrobić, żeby uniknąć tego, co się w Polsce stało. Pamiętam, jak powiedział: należało dążyć do porozumienia i - podpisawszy porozumienie - należało jota w jotę wypełniać nasze zobowiązania. Ale oczywiście nie dążył do porozumienia za wszelką cenę. Mazowiecki nie był typowym liderem w internacie. Taka rola przypadła Władysławowi Bartoszewskiemu. Ale Tadeusz był wśród nas kimś szczególnym. W przeciwieństwie do większości z nas potrafił słuchać drugiego, potrafił przy nim pobyć.


W latach 80. nie mógł brać udziału w oficjalnym życiu publicznym. Należał do autorów książki-raportu "Solidarność - pięć lat po Sierpniu" (wydanej w podziemiu). W 1987 roku wszedł w skład grona kilkudziesięciu osób reprezentujących podziemną "S" i różne związane z nią kręgi inteligencji. Grono to pod koniec 1988 roku utworzyło Komitet Obywatelski przy przewodniczącym NSZZ "S".


Gdy w maju 1988 roku wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, Mazowiecki pospieszył tam z pełnomocnictwem Episkopatu. Podjął się roli doradcy i mediatora komitetu strajkowego w rozmowach z władzami, a po ich niepowodzeniu opuścił wraz ze strajkującymi stocznię. Podczas następnego strajku, w sierpniu 1988 roku, ponownie znalazł się w gronie doradców komitetu. Należał do ścisłego grona przywódców "S" przygotowujących rozmowy Okrągłego Stołu. W KO objął kierownictwo komisji do spraw pluralizmu związkowego. Ponowną legalizację "S" określał jako warunek kompromisu w innych sprawach. Podczas rozmów Okrągłego Stołu odegrał zasadniczą rolę jako uczestnik obrad plenarnych i współprzewodniczący zespołu do spraw pluralizmu związkowego (współprzewodniczącym ze strony rządowej był Aleksander Kwaśniewski).

dy) PIOTR w sierpniu 1989 roku pojawiła się szansa utworzenia rządu niekierowanego przez PZPR, Wałęsa wysunął kandydaturę Mazowieckiego na premiera.


Rząd sformowany przez Mazowieckiego 12 września 1989 roku był pierwszym w Europie Wschodniej rządem niekierowanym przez komunistów. Mazowiecki przeprowadził regulację stosunków państwowych ze zjednoczonymi Niemcami, zapoczątkował niezależną politykę wobec ZSRR. Jego rząd kładł fundamenty pod przemianę ustrojową w gospodarce, systemu prawnego, polityki zagranicznej i samorządu.


Opowiada Aleksander Hall:


- Mazowiecki nie wystartował w wyborach czerwcowych. Po pierwsze, nie za bardzo układały się stosunki między nim a środowiskiem dawnego KOR i Bronisławem Geremkiem. Po drugie, nie zgadzał się na koncepcję wyborów. Nie podobał mu się pomysł "drużyny Lecha", mianowanej przez Lecha Wałęsę. Wolał koalicję, w której oprócz "S" i Komitetu Obywatelskiego są również środowiska opozycji demokratycznej spoza związku. Gdy w Komitecie Obywatelskim zwyciężyła linia Wałęsy, Mazowiecki i ja wyciągnęliśmy z tego wnioski i wyborach nie kandydowaliśmy.


To, że Wałęsa zaproponował Tadeuszowi premierostwo, było dla niego bardzo miłym zaskoczeniem. A także wyciągnięciem do niego ręki w sytuacji, w której znalazł się trochę na marginesie wydarzeń. To był powrót na główną scenę. Tadeusz poczuł się w tej roli dobrze. Miał koncepcję ewolucyjnych, acz bardzo gruntownych zmian. Wzbudził mój wielki szacunek, bo choć jego wrażliwość społeczna i zauroczenie robotnikami raczej skłaniało go do pójścia za sposobem myślenia Ryszarda Bugaja, jednak zdecydował się na program Balcerowicza, co było sprzeczne z jego wrażliwością, ale dobre dla Polski.


Polityka dialogu i kompromisów, którą realizował Mazowiecki, była jednak kwestionowana przez część obozu "S". Na czele krytyków rządu stanął Wałęsa.


Jesienią 1990 roku w rywalizacji o urząd prezydenta stanęli naprzeciw siebie Mazowiecki i Wałęsa.


Mówi Aleksander Smolar:


- Bardzo ciężko było nam namówić Tadeusza Mazowieckiego do startu w wyborach prezydenckich. Był osobą najmniej wśród nas przekonaną, widział największe problemy, zdawał sobie sprawę z dramatyzmu tego wyboru. Wydawało się nam, że retoryka Wałęsy - populizm i hasło "przewietrzenia Warszawy" - stwarza zagrożenie demokracji. Jak się później okazało, na wyrost. Po przegranej był głęboko zraniony. Później podjął decyzję o ustąpieniu z funkcji premiera, dla mnie całkiem zrozumiałą. Powstanie Unii Demokratycznej było wynikiem jego woli. Chciał utworzyć ruch społeczny bazujący na Ruchu Obywatelskim Akcji Demokratycznej, Forum Prawicy Demokratycznej Halla i komitetach wyborczych. Spełniał w Unii o wiele większą rolę niż przypisywana mu dziś funkcja "spinacza" różnych środowisk. Był naturalnym przywódcą wcale niełatwego sojuszu. Bo i Hall z FPD, i ludzie ROAD nie byli zachwyceni znalezieniem się w takim konglomeracie.


Przegrana Mazowieckiego była równoznaczna z odejściem ze stanowiska premiera. Swoich zwolenników skupił w Unii Demokratycznej. Partia ta - od 1994 roku Unia Wolności - grupowała wielu weteranów opozycji. Mazowiecki jako przewodniczący UD i UW dbał o utrzymanie centrowego charakteru Unii. Nie zdołał jednak powstrzymać presji na nadanie UW liberalnej orientacji. W 1995 roku przegrał w wyborach na przewodniczącego partii z Leszkiem Balcerowiczem.


W latach 1991 - 2001 był posłem i współtwórcą konstytucji. W 1992 roku został specjalnym sprawozdawcą Komisji Praw Człowieka w byłej Jugosławii. Starał się alarmować opinię publiczną i nalegał na instytucje międzynarodowe, by podjęły bardziej zdecydowane kroki dla powstrzymania zbrodni. Kiedy okazało się, że nie jest w stanie przełamać inercji, w 1995 roku złożył mandat.


Konstanty Gebert towarzyszył Mazowieckiemu w jego jugosłowiańskiej misji:


- Tadeusz Mazowiecki otrzymał tę misję ze względu na swoją reputację polityczną i moralną. Na początku żartowaliśmy, że także z powodu przezwiska - "żółw". Niewykluczone, iż jego szefowie z ONZ liczyli na to, że przyjedzie, "pożółwi" i wszyscy będą zadowoleni. Zdumienie musiało być ogromne, gdy okazało się, że bardzo się zaangażował. Tłukł się transporterami po ryzykownych drogach, żeby dotrzeć do jakiejś zapomnianej przez Boga i ludzi wsi, by porozmawiać z jej mieszkańcami. Jego twarz bardzo szybko stała się rozpoznawalna.


Gdy premier zdecydował się pojechać z Tuzli do obozu uchodźców dla kobiet ze Srebrenicy, której nie obroniła ONZ, odradzałem mu. Bałem się, że obrzucą nas kamieniami. Nienawiść do ONZ była tam namacalna. Przyjęło nas lodowate milczenie. Gdy Mazowiecki wysiadał z samochodu, ktoś krzyknął nagle: to nie ONZ, to Mazowiecki. Po wizycie Mazowiecki wezwał mnie do siebie i powiedział, że rezygnuje z misji. Powiedziałem mu, że jest jedynym głosem uwięzionych. Odpowiedział: czy pan wyobraża sobie, iż mogę dalej udawać, że pod sztandarami ONZ bronię praw człowieka? Próbowałem jeszcze negocjować, by się wstrzymał, proponowałem, że w ciągu dwóch tygodni stworzymy organizację, na czele której stanie i będzie mógł robić to samo. Odpowiedział: wtedy już nikt nie będzie pamiętał o Srebrenicy. Muszę to zrobić teraz. To był pierwszy przypadek w historii ONZ, że wysoki funkcjonariusz podał się do dymisji na znak protestu przeciwko polityce organizacji.


Cezary Gawryś: Animal politique


Dziełem życia Mazowieckiego jest "Więź", którą wraz z gronem ówczesnych przyjaciół stworzył po 56 roku. Jej naczelnym był przez 23 lata, aż do przełomowego dla Polski roku 80, kiedy to bez reszty zaangażował się w politykę. Przyszedłem do "Więzi" w 1976 roku. Po protestach wobec zmian w konstytucji, po Radomiu i Ursusie, rodziła się opozycja. "Więź" znalazła się wówczas w szczególnej sytuacji, jako środowisko działające legalnie, a zarazem w naturalny sposób powiązane z opozycją. Tadeusz czuł się w tym jak ryba w wodzie. Każdy, kto w tamtych latach znał go bliżej, wyczuwał w nim natychmiast zwierzę polityczne. Zebrania kolegium redakcyjnego rozpoczynał zawsze od nakreślenia syntetycznego obrazu sytuacji, nawiązując też do wydarzeń w świecie, z czego wyprowadzał wnioski. Myślałem sobie wtedy często: "W wolnej Polsce byłby doskonałym ministrem spraw zagranicznych". Tylko trochę się pomyliłem... Talent polityczny Tadeusza przejawiał się też w umiejętności przyciągania wybitnych autorów o różnych rodowodach i przekonaniach. W "Więzi" drukowali wtedy m.in. Antoni Słonimski, ks. Jan Twardowski, ale też Wiesław Chrzanowski, Adam Michnik (ps. Andrzej Zagozda) czy Leszek Moczulski (ps. Leszek Karpatowicz). "Więź" była dla niego formą obywatelskiego zaangażowania, a w pewnym sensie drogą do wielkiej polityki. W sprawach wiary daleki od ostentacji, nigdy nie pozostawiał cienia wątpliwości, gdzie bije źródło jego duchowej siły.


Adam Mazowiecki: Tata daleki od oportunizmu


Tata jest przede wszystkim bardzo rodzinny. Jest rozkochany we wnuczkach. W 1982 roku, gdy brałem ślub, ojciec był w internacie. Ponieważ przepustkę dostał tylko na pięć kilometrów, ślub postanowiliśmy wziąć blisko Jaworza. Ojciec przez cały czas był pilnowany przez ubeków. Po uroczystości postanowił zostać z nami i nie stawić się w obozie o wyznaczonej godzinie. Dostał za to miesięczny zakaz komunikowania się z rodziną. Wiedzieliśmy o jego działalności opozycyjnej. Jeśli ktoś do nas przychodził, mogliśmy brać udział w dyskusjach. Tragikomiczna była dla nas informacja, która pojawiła się na początku stanu wojennego, że tata popełnił samobójstwo. Przychodzili do nas znajomi z "Więzi", "Tygodnika Solidarność", KIK i dziennikarze. Bardzo nas ściskali, siadali na kanapie i milczeli. A myśmy nie wiedzieli, o co chodzi. W końcu ktoś zapytał, jak zareagowaliśmy na tę wiadomość. Pytamy: jaką? Źe radia zachodnie podają, iż tata popełnił samobójstwo. To bzdura - tak zareagowaliśmy. Okazało się później, że informację podrzucił zachodnim dziennikarzom sam Jerzy Urban. Pracowaliśmy w zespole, który przygotowywał sejmowe expose ojca. Gdy został premierem, regularnie nas odwiedzał. To, że jest premierem w wolnej Polsce, bardzo nas zobowiązywało. Ojciec uczył nas swoich zasad, przede wszystkim tego, że najważniejsza jest rodzina. Był często, choć to może zabrzmi dziwnie, do przesady uczciwy. Innym słowem: daleki był od oportunizmu. Tego było najtrudniej się od niego nauczyć: mieć zasady i ich nie zmieniać.