E-mail

English






Rozmowa z Janina Ochojska, prezesem Polskiej Akcji Humanitarnej

Misja Polskiej Akcji Humanitarnej w Iraku

Tajemnica pomocy

Danuta Szafraniec

- W kwietniu zaczął się konflikt zbrojny w Iraku, a już w lipcu wyjechała tam misja rozpoznawcza Polskiej Akcji Humanitarnej. Dlaczego zdecydowaliście się na ten wyjazd?

- Uważaliśmy, ze w Iraku nie może być obecne tylko polskie wojsko. Potrzebna jest również pomoc humanitarna. Postanowiliśmy działać w strefie polskiej.

Wbrew pozorom w Iraku nasze doświadczenie jest przydatniejsze niż amerykańskie. My tez żyliśmy w systemie totalitarnym i przeszliśmy moment przemiany. Poza tym byliśmy kiedyś odbiorcami pomocy, doskonale zatem wiemy, co to znaczy ja otrzymywać. Wiemy tez, co to znaczy otrzymywać ja złe. Bywało tak, ze dostawaliśmy cos, co nas upokarzało: stare, niemodne ciuchy, przeterminowane lekarstwa, czasami ktoś pomagał nam ot tak z góry, a nie traktował jako partnerów. I to bolało podwójnie.

Irak to kraj o zupełnie innej tradycji. Ludzie nie obawiają się tam Amerykanów ani Polaków. Boja się tego, ze ktoś może przyjść i zmienić zasady życia, które narzuca im religia.

- Jakie zatem stosujecie zasady w Waszej działalności?

- Przede wszystkim nigdy w żadnej wiosce nie przeprowadzamy rozpoznania bez skontaktowania się z lokalnym autorytetem, przywódca duchowym. To postać bardzo ważna u Irakijczyków, którzy szanują ludzi mądrych, starszych od siebie. Radża się ich w najróżniejszych sprawach. Uważają, ze jest to osoba, która ma decydujące słowo na temat wszystkiego, co się dzieje w okolicy. I my to musimy szanować.

Ściśle zatem współpracujemy z lokalna ludnością. Wspieramy miejscowe organizacje. Traktujemy Irakijczyków jako partnerów. Nigdy tez nie narzucamy swojej pomocy, ponieważ może się ona wydawać ludziom zagrożeniem.

- Czym się zajmujecie?

- Realizujemy projekt wyremontowania 23 szkol. Te szkoły nie są zniszczone przez wojnę. Wybudowano je w latach 50., 60. i 70. i nigdy nie remontowano. Często woda jest na zewnątrz. Toalety również. Nie ma ogrzewania. W niektórych Saddam Husajn porozmieszczał wojska po wyprowadzeniu z koszar. Żołnierze po prostu je zdemolowali.

Ten projekt już kończymy. Zajęcia zaczynają się w październiku, prowadza je nauczyciele iraccy.

Zorganizowaliśmy tez półkolonie. Dzieci mogły codziennie uczęszczać na zajęcia sportowe, muzyczne, plastyczne i inne. Wszystkie dostały buty i ubrania sportowe. Finanse na półkolonie pochodzą od rządu tymczasowego, a wyposażenie kupione jest za pieniądze amerykańskie.

Będziemy tez remontowali centrum młodzieżowe. Nasza praca ma polegać na daniu ludziom narzędzi, a nie na robieniu czegoś za nich. Na początek zatem zapewnimy im nauczycieli angielskiego i poprowadzimy kursy komputerowe. Z czasem będą tam rożne kolka zainteresowań, które prowadza iraccy pedagodzy.

- Ile osób pracuje w misji?

- Zatrudniamy trzy osoby z Polski. Marcin Dzwigalski - szef misji - ukończył zarządzanie na Uniwersytecie Warszawskim i ekonomie w RPA; piec lat spędził w Afryce. Ewa Wiewiórka zna doskonale arabski i kraje tego rejonu (jest archeologiem). Kaja Wislinska przyjechała na 1,5 miesiąca poprowadzić półkolonie. Ma duze doświadczenie w tej materii, kierowała takimi programami w Kosowi i Czeczenii. Więcej ludzi nie możemy wysłać. To przecież kosztuje. Trzeba ludziom zapłacić, obliczyć diety, uiścić czynsz za wynajęcie domu, w którym jest jednocześnie biuro. Zatrudniamy poza tym miejscowego kierowcę i panią inżynier.

Tam się pracuje cały dzien. Każda ze szkol, które remontujemy, wytypował do budowy lokalny departament edukacji. Prace zaczynamy od rozmowy z dyrektorem i doprowadzamy do powstania komitetu odbudowy szkoły, do którego wchodzą nauczyciele. Ustalają plany remontu i co warto przy okazji zmienić. Potem prowadzimy wraz z komitetem przetarg wśród firm irackich. Dajemy wiec jeszcze miejscowym zatrudnienie.

Chcemy wciągnąć wszystkich do prac, tak żeby pokazać, ze nie będziemy tam uczyć ani wprowadzać niczego nowego. Po prostu chcemy, by dzieci mogły chodzić do wyremontowanej szkoły, a nie sypiącej się.

Wieczorem pisze się raporty, opracowuje nowe projekty, przygotowuje rozliczenia, e-maile czy następna prace.

Nasi pracownicy żyją trochę jak w klasztorze. Unikają niebezpiecznych miejsc. Nie wolno im wieczorami wychodzić z domu ani samemu prowadzić samochodu.

- Jak reagują Irakijczycy na obecność Polskiej Akcji Humanitarnej?

- Bardzo pozytywnie. Na pewno czytelnicy "Nowego Dziennika" myślą o Iraku jako o miejscu pełnym zagrożeń. Natomiast my czujemy się tam bezpiecznie. Im więcej robimy, tym ludzie bardziej nas cenią. Chronią nas matki i ojcowie tych dzieci, które chodziły na półkolonie i nagle miały kawałeczek kolorowego życia.

Poza tym jesteśmy tam jedyna organizacja wykonawcza. Były inne, ale już wyjechały. My jednak - po wybuchu w Bagdadzie - postanowiliśmy zostać. I to tez paradoksalnie powiększyło nasze bezpieczeństwo. Ludzie zobaczyli, ze nie przyjechaliśmy tam dla przygody.

- Co Panią najbardziej zaskoczyło w Iraku?

- Po pierwsze - brak zniszczeń wojennych. Cały czas się w Polsce mówiło o bombardowaniach. Tymczasem w al-Hillah zniszczono tylko siedzibę partii Baas i koszary fedainów. Pociski były dokładnie wycelowane.

Druga rzecz, która mnie zaskoczyła, to niezwykła kompetencja amerykańskich służb cywilnych, których prace po raz pierwszy miałam okazje widzieć z tak bliska. Musieliśmy z nimi współpracować, bo zajmują się rozpoznaniem potrzeb ludności i organizowaniem pomocy. Wyremontowali ratusz w al-Hillah, gdzie mieszczą się irackie władze administracyjne, bo władza została im przekazana. Na pewno SA jeszcze dziedziny, gdzie tego nie zrobiono, ale pamiętać trzeba, ze jest to cały proces.

My na co dzien. kontaktujemy się z Irakijczykami, a nie Amerykanami.

- Jakie SA dalsze plany związane z misja w tym kraju?

- Pomoc w Iraku nie kończy się tylko na pomocy humanitarnej. Planujemy jeszcze programy sanitarne, wodne, pomoc szpitalom, ale tez w wyposażeniu i w uzdatnianiu wody. Szukamy na to pieniędzy.

Rozmawiamy tez w sprawie remontu kolejnych 25 szkol; może otrzymamy na to kontrakt. Sa to wiejskie placówki, najczęściej zbudowane z gliny. Nie chodzi nam o postawienie nowoczesnych budynków. W niektórych przypadkach będziemy budować w tej samej technice, jak to robiliśmy w Afganistanie. Zgodnie z zasada, żeby nie narzucać pomocy.

Mamy tez projekt wyremontowania przedszkoli, które SA w fatalnym stanie, jeszcze gorszym niz. szkoły. Tam nie ma żadnych zabawek, dzieci przynoszą je z domów. Nie ma mowy o jakimś posiłku, trzeba pamiętać, ze to SA biedne rodziny.

Moim marzeniem jest, by inne polskie organizacje pojawiły się tez w Iraku.

- W ciągu 10 lat działalności Polska Akcja Humanitarna pomagała ofiarom wojen w Bośni, Serbii, Kosowi, Czeczenii i Afganistanie; kataklizmów w Polsce i za granica. Udziela wsparcia cierpiącym biedę mieszkańcom Kazachstanu, Rumunii, Litwy. Dożywia tez dzieci w Polsce w ramach akcji "Pajacyk"? Jak udaje się Wam z sukcesem prowadzić tyle programów?

- Udzielamy pomocy, ale tez wspieramy aktywność. Sami doświadczyliśmy, ze gdy po prostu się daje, to w ludziach wzbudza to poczucie: o należy mi się; a nie wiem, czy wszystko mi dali?; może mi się należy więcej?; na pewno dali mi za mało; a może cos sobie jeszcze wzięli?

Dlatego trzeba uczyć, kształtować świadomość, czym jest pomaganie. I to wszystkich, nie tylko tych, których wspieramy. Żeby wiedzieli, gdzie można szukać pomocy, oraz byli świadomi, ze jeśli nawet ktoś mi pomaga, to nie dlatego, ze im się należy, tylko dlatego, ze ten ktoś chce. A ich obowiązkiem jest podąć rękę komuś innemu.

Wymagamy zatem, by ci, których wspieramy, uczestniczyli w akcjach pomocy. Mogą nie mięć pieniędzy. Pomoc nie jest czymś drogim. Dzieci, które dożywiamy w ramach akcji "Pajacyk", mogą robić zabawki na choinkę czy namalować kartki świąteczne. Albo urządzić piknik, upiec ciasto, pospraszać ludzi i sprzedawać kawałki wypieku po 20 groszy. Dzięki temu zbiorą fundusze na jakiś cel.

Można zbierać po złotówce, by zgromadzić duża sumę, jak to robiło 350 tys. polskich dzieci i dzięki nim wybudowaliśmy szkole dla ich rówieśników w Afganistanie. Teraz każde z nich może być dumne i ma pełne prawo powiedzieć: miąłem w tym udział, dzięki mnie stoi ta szkoła.

Ale tez chcemy, żeby uczniowie afgańscy wiedzieli, ze szkole odbudowały polskie dzieci. A to do czegoś zobowiązuje. Są zatem wolontariuszami w szkołach podstawowych, gdzie uczą rysunków i malowania, bo brakuje nauczycieli tych przedmiotów.

Tajemnica dobrej pomocy polega na tym, żeby wymagać.

- Na spotkaniach z Panią, a także w reportażach z Waszych akcji i misji pojawia się pytanie: dlaczego pomagacie za granica, gdy w Polsce jest tyle do zrobienia?

- Polacy często tak mówią, nie wiedząc, jaki jest zasięg naszej pomocy. Większość zebranych pieniędzy wydajemy w Polsce, a nie poza jej granicami. Na przykład w roku 2002 na pomoc w Afganistanie wydaliśmy ok. 500 tys. złotych (pochodziły częściowo z UNICEF i UNESCO, skąd tez otrzymujemy fundusze na zagraniczne programu, np. w Czeczenii czy Iraku). A na pomoc w samej Polsce wydaliśmy- łącznie z końcówka powodzi, akcja "Pajacyk", programem edukacji humanitarnej, stypendiami dla dzieci, świetlicami, które prowadzimy - około 4 ml złotych. To SA naprawdę ogromne pieniądze.

Dla Polaków nie jest to takie oczywiste, ze powinni wspierać innych. My jednak nie możemy zamykać się w swoich ścianach. Uważać, ze jesteśmy najbiedniejszymi tego świata i czekać na pomoc.

Ponosimy odpowiedzialność za to, co dzieje się nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jeżeli chcemy być w Europie i mięć partnera w Ameryce, to musimy pokazać, ze możemy być partnerami w wielu dziedzinach. Także w rożnego rodzaju operacjach humanitarnych.

Jestem dumna z tego, ze my, Polacy, którym kiedyś pomagano, teraz sami to robimy. Potrzebujemy jeszcze wsparcia, ale już potrafimy się dzielić. Nie ma większego szczęścia dla kogoś, kto organizuje pomoc, gdy widzi, ze ten ktoś może teraz wspierać innych.

Rozmawiała: Anna Rudzinska

Sylwetka Janiny Ochojskiej

Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, w dzieciństwie zachorowała na polo. Choroba spowodowała, ze przeszła wiele operacji, na jedna z nich - już w 1984 r. - pojechała do Francji. Tam zetknęła się z fundacja EquiLibre zajmująca się pomocą humanitarna dla Polski. Początkowo pracowała w niej jako wolontariuszka i tłumaczka, później zajmowała się koordynacja przyjazdów konwojów do Polski.

W 1989 z inicjatywy Ochojskiej powstała polska Fundacja EquiLibre, której celem nadal była pomoc polskiemu społeczeństwu, ale przy pomocy środków pozyskanych w Polsce.

W 1994 r. powstała Polska Akcja Humanitarna. W ciągu 10 lat jej funkcjonowania organizacja wysłała pomoc do 19 krajów świata, w tym m.in. do krajów byłej Jugosławii oraz Czeczenii, Inguszetii, Ukrainy, Afganistanu, Iraku, Iranu, Mozambiku, Indii, Rumunii, Turcji.

Wartość pomocy, która zorganizowała Polska Akcja Humanitarna w ciągu 10 lat, szacowana jest na ponad 20 ml dolarów.

Stale misje Akcji znajdują się w Czeczenii, Afganistanie, Iraku. Ich pracownicy nie tylko zajmują się pomocą humanitarna, ale tez uczeniem tamtejszych społeczności działania na rzecz odbudowy społeczeństwa obywatelskiego.

W Polsce PAH pomaga m.in. dzieciom, prowadząc od 1996 r. akcje "Pajacyk", z której środki SA przeznaczone na dożywianie dzieci w szkołach na terenach o wysokim bezrobociu. W roku szkolnym 2003/2004 PAH dożywia ponad 2500 dzieci w 63 placówkach w 13 województwach. Od chwili uruchomienia programu żebrała na ten cel blisko 18 ml zł.

Organizacja od kilku lat prowadzi tez program pomocy dzieciom uchodźców w Polsce; prowadzi w Toruniu i w Lodzi świetlice środowiskowe. PAH zawsze angażuje się także w pomoc doraźna w przypadku katastrof czy klęsk żywiołowych w kraju.

(PAP)

Uśmiech "Pajacyka" - pomoc bez pieniędzy

Polska Akcja Humanitarna stworzyła

Polska Stronę Głodu

www.pajacyk.pl

aby żebrać pieniądze na dożywianie dzieci w szkołach. Jeśli wejdziesz na stronę główna, klikniesz na brzuszek Pajacyka, to w ten sposób ofiarujesz dzieciom ciepły posiłek.

Każdy sponsor na tej stronie płaci 5 gr. za odsłonę.

Wpłacić można samemu

Na "Pajacyka" można tez wpłacać przez Internet karta kredytowa:

http://www.pah.ngo.pl/wspol_wplata.php

Więcej informacji:
Polska Akcja Humanitarna
00-031 Warszawa
ul. Szpitalna 5 lok. 3
tel. (0 22) 828-88-82, 828-90-86
fax.: 831-99-38
http://www.pah.ngo.pl
e-mail:pah@pah.ngo.pl
Źródło: Polska Akcja Humanitarna