E-mail

English






Belzec

Katarzyna Zimmerer

Tygodnik Powszechny
13 czerwca 2004

W ciągu kilku miesięcy zamordowano tu ponad 600 tys. ludzi

W gablotce leżą zardzewiałe klucze. 62 lata temu bezimienni dziś ludzie zamknęli nimi bramę domu, drzwi mieszkania, szafę, szufladę... Po raz ostatni. Klucze odnaleziono podczas prac archeologicznych na terenie obozu zagłady w Bełżcu.

 

Mówiono im, że jadą do obozów pracy na Ukrainie. Pozwalano zabrać niewielki bagaż. W bydlęcych wagonach jechali kilka, czasem kilkanaście godzin. Zdarzało się, że ktoś odrywał deskę i wyskakiwał z pociągu. Zwykle ginął od kul niemieckich strażników. Wzdłuż torów leżały ciała zabitych. Przeważnie nagie, odarte z ubrań.

Na niewielkiej stacji Bełżec, na linii Lublin - Tomaszów Lubelski, pociąg kierowano na boczny tor. Zatrzymywał się za drewnianą bramą przy rampie. Esesmani otwierali wagony. Wysiadających popędzano biciem i krzykiem. SS-Scharführer Fritz Jerman mówił im, że pójdą do łaźni, a po kąpieli dostaną przydział pracy. Z nową nadzieją szli tam, gdzie im kazano. Kobiety i dzieci do jednego z baraków, mężczyźni do budynku z napisem "Bade und Inhalationsräume".

Tu mężczyźni musieli się rozebrać i oddać bagaż. Nagich kierowano do pozbawionych okien komór. Po zamknięciu drzwi przez otwory podobne do pryszniców wpuszczano tlenek węgla, produkowany przez silnik rosyjskiego czołgu T-14. Po 20 minutach żydowscy więźniowie zabierali zwłoki i zanosili je do masowych grobów. Ekipa dentystów wyrywała trupom złote zęby. Tymczasem kobiety golono (włosy miały służyć do wypychania materacy). Później i one wraz z dziećmi pędzone były do komór gazowych.

Budowę obozu w Bełżcu rozpoczęto na początku listopada 1941. 17 marca 1942 r. przyjęto pierwszy transport. W ciągu kilku miesięcy zamordowano tu ponad 600 tys. ludzi. W połowie grudnia 1942 przystąpiono do likwidacji obozu. Ciała wykopywano i palono na stosach, później na rusztach z torów kolejowych. W poszukiwaniu kosztowności szczątki przepuszczano przez maszynę do czyszczenia zboża, a następnie znów wrzucano do grobów. Wiosną 1943 teren zniwelowano i obsadzono drzewami.

W 1965 r. w Bełżcu ustawiono pomnik projektu Jerzego Najdera: prostopadłościan obłożony piaskowcem. Napis głosił: "Pamięci ofiar hitlerowskiego terroru, zamordowanych w latach 1941-1942". Przemilczano fakt, że wprawdzie zginęło tu kilkuset Polaków i Romów, to jednak był to przede wszystkim obóz zagłady Żydów.

W latach 90. Rada Pamięci Walk i Męczeństwa we współpracy z United States Holocaust Memorial Council i American Jewish Committee rozpisała konkurs na upamiętnienie tego miejsca. W 1997 r. wybrano projekt artystów z warszawskiej ASP: Marcina Roszczyka, Zdzisława Pidka i Andrzeja Sołygi. Przystąpiono do prac porządkowych. Choć teren był wielokrotnie rozkopywany przez ludzi szukających kosztowności, z ziemi wydobywano nie tylko kości, ale też buty, klucze, pudełka po lekarstwach, numerki wydawane więźniom w rozbieralni, by zmylić ich czujność.

W miejscu, gdzie była rampa, stoi mur z cytatem z Księgi Hioba: "Ziemio nie kryj krwi mojej, iżby mój krzyk nie ustawał". Droga prowadzi wprost do Szczeliny. Coraz wyższe stają się mury, wreszcie całkiem zasłaniają niebo. Na końcu - Kamienna Ściana, symboliczny mur płaczu. Kiedy się odwrócimy, zobaczymy Niszę, w której wyryto imiona ofiar. Z podziemnego placu prowadzą schody. Napisy na stopniach informują o miejscowościach w Polsce, na Słowacji, w Czechach i Niemczech, z których przybywały transporty.

Niedaleko muru zrekonstruowano ruszt, na którym palono zwłoki. Naprzeciw zbudowano muzeum z niezwykle staranną ekspozycją. Obok znajduje się ciemna betonowa komora. Może pomieścić 750 osób, tyle ile funkcjonujące tu niegdyś komory gazowe. Drzwi zatrzaskują się za wchodzącymi. Echo odbija każdy krok. Próbuję wejść w głąb tej przestrzeni i nie potrafię. Próbuję się modlić, ale nie mogę.

3 czerwca otwarto Muzeum - Miejsce Pamięci. Wspólną modlitwę odmówili rabin Michael Schudrich, kantor Symcha Keller, biskupi Mieczysław Cisło i Artur Miziński. Kiedy rozległy się słowa żydowskiej modlitwy za zmarłych, wśród zebranych, z których wielu straciło w Bełżcu najbliższych, słychać było głośny szloch.

"Strata, jaką poniósł naród żydowski, jest stratą, jaką poniosła Polska, jest stratą, jaką poniosła cała ludzkość..." - powiedział w Bełżcu prezydent RP. A rabin Andrew Baker przestrzegał: "Niech pamięć będzie naszym błogosławieństwem".