E-mail

English






60. ROCZNICA LIKWIDACJI LÓDZKIEGO GETTA

Joanna Podolska, Wioletta Gnacikowska,

Gazeta Wyborcza , Łódź 29-08-2004

Łódź oddaje dziś hołd swoim mieszkańcom Żydom, którzy w obozach zagłady zostali zamordowani tylko za to, że byli tymi, kim byli - mówił premier Marek Belka, podczas obchodów 60. rocznicy likwidacji łódzkiego getta

Nikt nie spodziewał się takich tłumów. Szacowano, że w obchodach weźmie udział dwa tysiące osób. W niedzielę do Łodzi przyjechało pięć i pół tysiąca z całego świata. Wśród nich 1,5 tysiąca to ocaleni z łódzkiego getta i ich rodziny. Przyjechali z dziećmi, wnukami, prawnukami. Był wśród nich Władysław Pływacki, który przeżył getto. Przyjechał z Kolorado. - Rodzina Pływackich liczyła 20 osób. Przeżyliśmy tylko ja i brat. Uciekliśmy z Dachau w czasie bombardowania - opowiada.

Eliezer Zyskind był w getcie od 1942 r., ukrywał się na cmentarzu żydowskim przed wywózką. Razem z rodziną przez kilka dni mieszkał wśród nagrobków, aby uniknąć wysiedlenia z getta. - Najgorsze były ulewy, które przemoczyły nas do szpiku kości - przemawiał wczoraj podczas uroczystości na łódzkim cmentarzu żydowskim. Kiedy wspominał dni szpery z 1942 r., głos mu się łamał. - Żydom kazano wydać wszystkie dzieci. Widziałem wozy z dziećmi w najlepszych świątecznych ubrankach. Dziewczynki miały we włosach kolorowe wstążki. Myślały, że wiozą je na uroczystość, ale to nie była jazda na zabawę - wspominał.

Pod pomnikiem Ofiar Łódzkiego Getta ambasador Izraela David Peleg położył wieniec kwiatów, a prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki - kamień.

Z cmentarza żydowskiego ruszył Marsz Pamięci do stacji Radegast. Stamtąd w latach 1942-44 wywożono Żydów do obozów zagłady w Kulmhof i Auschwitz-Birkenau. Na bocznicy kolejowej odsłonięto pomnik. Jest na nim duży napis "Nie zabijaj". Dokładnie 29 sierpnia 60 lat temu wyjechał stąd ostatni transport Żydów.

Potem kilkutysięczny tłum przeszedł ulicami Łodzi. Po obu stronach ulicy stali wzruszeni mieszkańcy. Niektórzy płakali.

Ze stacji Radegast do Ravensbrück wyjechała Hana Weinberg. Miała wtedy 11 lat. W getcie pracowała w pralni chemicznej. Prała mundury i bieliznę Niemców. - Po raz pierwszy jestem w Łodzi od 60. lat. Nie chciałam przyjechać, jestem bardzo wrażliwa. Dzieci mnie namówiły. To było bardzo ciężkie przeżycie, ale nie żałuję - mówi 76-letnia kobieta. Od pięciu lat jest wdową. Męża poznała w Niemczech w obozie przejściowym. On też przeżył łódzkie getto. - Nigdy nie opowiadaliśmy, cośmy przeżyli, chcieliśmy, żeby nasze dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo - płacze pani Hana.

Wśród oficjalnych gości, którzy przybyli na obchody 60. rocznicy likwidacji łódzkiego getta byli m.in. premier Marek Belka, wicemarszałek Senatu Longin Pastusiak, byli premierowie Jerzy Buzek i Leszek Miller, burmistrz Tel Awiwu Ron Huldai.

Gości witał prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki, organizator obchodów: - Dziękuję tym, którzy znaleźli dość sił, by przybyć na to miejsce. To ostatni moment, kiedy mogą zdobyć się na podróż do miasta, gdzie żyli, kochali, cierpieli. Jesteśmy świadkami tamtej tragedii, a świadek staje wobec wyzwania: może kłamać lub milczeć razem ze zbrodniarzem albo krzyczeć razem z ofiarą. Dla mojego miasta nie ma innego wyboru moralnego jak krzyczeć razem z ofiarą. To jest cała tajemnica spotkania, które tu się odbywa - mówił.

Premier Belka podkreślił, że wychował się w Łodzi. Wspomniał dziecięce lata, kiedy dziadkowie opowiadali mu o wielokulturowym mieście, w którym żyli Polacy, Żydzi, Niemcy i Rosjanie. - Do roku 1939 Łódź była miastem czterech kultur. Po wojnie, a zwłaszcza po roku 1968, zapadła na amnezję. Teraz wychodzi z tej choroby i odzyskuje pamięć - mówił premier. - To, co dzisiaj widzimy, jest dowodem fantastycznego dojrzewania nas - łodzian, nas - Polaków. Dwie przyjazne sobie społeczności rozpoczynają po latach dialog. Czas milczenia i niepamięci jest już za nami. Napiszmy razem kolejne karty dziejów obu społeczności w duchu zrozumienia, tolerancji i szacunku.


Joanna Podolska, Wioletta Gnacikowska, Łódź