E-mail

English






Ida Kamińska, aktorka

Tekst: Mariusz Szczygieł

Gazeta Wyborcza, 28 sierpnia 2004

Miesiąc temu usłyszała przez sen: 'Sieg heil! Sieg heil!'. Obudziła się. Pobiegła do drugiego pokoju, gdzie stał telewizor: Gomułka krzyczał, że jeśli komuś w Polsce się nie podoba, drzwi są otwarte, może wyjechać. 'Wiesław! Wiesław!' - krzyczeli ludzie. Wołali: 'Teraz! Dzisiaj! Precz!'. Po słowie 'Precz!' rozpłakała się

Najlepiej kupić nowe dywany i podeptać. Tak jak rodzina jednej kobiety z Bydgoszczy. Rozłożyli dwa nowe dywany w mieszkaniu i przez pięć dni chodzili po nich w butach.

Ma 69 lat. Do dziś mieszkała w Alejach Jerozolimskich (101 m. 11). Teraz siedzi bezradna na łóżku. Obok leży ostatni 'Przekrój'.

Rok temu była nominowana do Oscara za najlepszą rolę kobiecą. Obok Elizabeth Taylor w 'Kto się boi Virginii Woolf' i Anouk Aimée w 'Kobiecie i mężczyźnie'. Nie znała dobrze angielskiego, więc do Hollywood pojechała razem z wnuczką Eriką, studentką anglistyki na uniwersytecie. Dzień przed rozdaniem Oscarów poszły na jedno z szesnastu przyjęć. Zorientowały się w drzwiach, że wszyscy wstali i komuś głośno biją brawo. Szepnęła do wnuczki, że jest tu chyba ktoś sławny. - Babciu, oni ciebie tak witają - odparła Erika. Gregory Peck poprosił wnuczkę do tańca.

W 'Variety' ukazała się informacja, że Ida Kamińska zadziwia swoją skromnością. 'Ubrana jest w niezwykle eleganckie suknie, ale swoje brylanty zostawiła w Warszawie. To wielka aktorka, dla której biżuteria nie ma żadnego znaczenia'.

W życiu nie miała żadnego brylantu.

Była pierwszą aktorką z krajów komunistycznych nominowaną do Oscara. Gdy wysiadła z samochodu, przed teatrem, w którym odbywała się uroczystość, ludzie zaczęli wiwatować. W foyer musiała stanąć na podwyższeniu i przez kilka minut zachowywać się jak manekin poruszany okrzykami fotoreporterów (każdy w czarnym smokingu). W tym czasie grupa dziennikarek zasypywała ją pytaniami na temat sukni i uczesania. Najwięksi aktorzy Hollywood przychodzili przywitać się z nią, nie miała jednak pojęcia, kto jest kim. Wielu znanych agentów oferowało jej swoje usługi, ale mówiła do wnuczki: - Nie, nie. Powiedz im, dziecko, że ja do Polski wracam.

Najlepiej nie brać żadnej patelni. A już w żadnym wypadku nowej, bo zaczną się kłopoty

Zagrała sklepikarkę w czechosłowackim filmie 'Sklep przy głównej ulicy' w reżyserii Elmara Klosa i Jana Kadara. Film zdobył Oscara jako najlepszy film nieanglojęzyczny w 1966 r. Większość członków Akademii postanowiła rok później nominować ją do nagrody za najlepszą rolę kobiecą. Sklep przy głównej ulicy to pasmanteria w małym miasteczku bez nazwy, na Słowacji roku 1942. Jego właścicielką jest 78-letnia Żydówka Rozalia Lautmanowa. Zjawia się u niej Tono Brtko - zwykły człowiek, ani dobry, ani zły. Żona uważa go za nieudacznika, ale gdy tylko komendant policji proponuje, aby został nowym właścicielem żydowskiego sklepu, widzi dla siebie i męża szansę: 'Szukaj pod podłogą złota!' - rozkazuje. Tono orientuje się, że w sklepie nie ma żadnego majątku. Lautmanowa jest głucha i myśli, że przysłano jej pomocnika. Daje mu garnitury po mężu, gotuje rosół, a on naprawia jej meble. Przed żoną udaje bezwzględnego aryjskiego zarządcę. Pewnego dnia na placu przed sklepem muszą stawić się wszyscy Żydzi. Tono ze strachu pije wódkę, kobietę postanawia ukryć. Jednak staruszka zauważa tłum i chce wyjść do ludzi. Nie rozumie, dlaczego zawsze przyjazny, a teraz coraz bardziej napastliwy Tono ją zatrzymuje. Broni się, ale mężczyzna siłą wpycha ją do piwnicy. Kobieta potyka się i o coś uderza. Gdy Tono odkrywa, że zabił, robi pętlę i wiesza się na środku sklepu. W ostatniej scenie Rozalia i Tono ubrani na biało spacerują pod rękę po zalanej bielą i słońcem głównej ulicy. Znany krytyk 'New Yorkera' Kenneth Tynan napisał, że płakał jeszcze w drodze z kina.

Na kilka godzin przed wręczeniem nagród telewizja amerykańska przeprowadziła plebiscyt, w którym widzowie typowali zwycięzców. Wygrała Kamińska, dostała o 200 głosów więcej niż Taylor. Ale to Taylor zdobyła Oscara.

W Hollywood Ida Kamińska wyraziła tylko jedną prośbę. Omal nie spóźniły się przez to z wnuczką na uroczystość. Pod Beverly Hills Hotel zajeżdżały limuzyny. Każda z flagą kraju, z którego pochodzi gość. Gdy zobaczyła na samochodzie czechosłowacką flagę, poprosiła, aby umocowali też polską. Dojechały pod teatr z dwiema flagami na masce.

Ze wszystkich patelni zdzierają emalię, pod nią szukają złota

Jest drobna, niska, delikatna i ambitna. Teraz, po sukcesie 'Sklepu...', wciąż ją pytają, dlaczego nie występuje w polskich filmach. W kraju nie zaproponowano jej roli od 20 lat, a swój pierwszy powojenny film nakręciła w Czechosłowacji.

- Większość polskich reżyserów filmowych to Żydzi, dlatego boją się angażować żydowskich aktorów - odpowiadała do niedawna i zdanie to robi towarzyską karierę.

Urodziła się w Odessie, bo jej rodzice ze swoim teatrem objeżdżali carską Rosję. Zadebiutowała na scenie, gdy miała lat 16, i odtąd w teatrze powtarzano, że każdy musi zakochać się w Idzie. Tak jak każdy musi przejść odrę. Jej matka Ester Rachel Kamińska obdarzała uczuciem każdego człowieka, który miał choć jedną zaletę. Kiedy nie miał ani jednej, na jego usprawiedliwienie mówiła, że przecież opowiada dobre dowcipy. O ulubionych autorach mawiała: - Niech Bóg ma go w swojej opiece. Pochodziła z małej miejscowości Porozowo, gdzie ojciec prowadził sklep. Na scenie w Warszawie pojawiła się, gdy miała 22 lata. Już za życia nazwano ją matką żydowskiego teatru. Pisano: 'Ester Rachel jest tak wybitną aktorką, że słowo ťgrała Ť w jej przypadku jest obelgą'. Ostatnie zdanie, jakie wypowiedziała przed śmiercią, brzmiało: - Zaraz opadnie kurtyna.

Ojciec Idy Abraham Kamiński był tak prawdomówny, że kiedy zdradził żonę, natychmiast ją o tym poinformował. Pochodził z biedoty na warszawskiej Woli. Nauczył się sam kilku języków. Dążył do tego, żeby jak najładniej i najwygodniej mieszkać, dlatego tam, gdzie mieszkali, zawsze pierwsi w okolicy mieli gaz, centralne ogrzewanie i elektryczność. Pchał się do pięknych nieżydowskich ulic. Mówił, że Żydów trzeba nauczyć żyć lepiej. Za pieniądze przywiezione przez żonę po występach w Ameryce zaczął budować teatr w centrum miasta, gdzie Żydów prawie nie było. Założył go w rotundzie na Oboźnej 1/3 i przekształcił w pierwszy zawodowy teatr żydowski. Chciał, by przychodzili tu ci, którzy swoich ulic nigdy nie opuszczają.

Dotąd panował pogląd, że Żydzi są zbyt biedni, by mieć osobne teatry dla dramatu, opery, operetki i farsy. Jeden teatr musi więc dać publiczności wszystko, i to w jednej sztuce - melodramacie operetkowo-kabaretowym. Kamińscy mieli ambicję, aby wystawiać w jidysz klasykę światową. Podczas tournée w Stanach widzieli już takie przypadki. Na Second Avenue w NY miejscowy gwiazdor Adler grał żydowskiego Hamleta, a przeróbki dramatu dokonał Zołotorowski, który miał przydomek Icie Kutas. Ulepszył Szekspira i 'Być albo nie być' zamienił na 'Co to jest człowiek?'. Adler nie przygotował się do roli, więc zaczął nerwowo chodzić po scenie, a na cały teatr słychać było głos suflera: 'Co-to-jest--czło-wiek...?'. Aktor w końcu podszedł do rampy i krzyknął: 'Co to jest człowiek?! Icie Kutas będzie mi mówił, co to jest człowiek?', i zszedł ze sceny.
Ida opowiada to przy różnych okazjach. Żydowski Hamlet? Zawsze dodatkowe komplikacje!

Każdy ma prawo zabrać tylko dwadzieścia książek

Przed samą wojną miała swój Warszawski Żydowski Teatr Artystyczny, córkę Ruth (aktorkę) i drugiego męża Mariana Melmana (aktora). Występowali w Stanach, Rosji i we Francji. W Wilnie na jej jubileusz 20 lat na scenie na 600 miejsc wcisnęło się tysiąc widzów, a pozostałym na zewnątrz teatru opowiadano, co dzieje się w środku.

Teatr i mieszkanie w Warszawie zbombardowano na początku września, gdy siedzieli w schronie. Nie zostało im nic poza pierścionkiem i dwoma futrami. W piwnicy razem z nimi siedział Biały Armstrong. Nazywał się Adolf Rosner, ale w tej sytuacji mówiono do niego Adi. Podpisywał się Eddie, potem - Edi. Sprzedawano widokówki, jak gra na dwóch trąbkach naraz; jako 19-latek zajął w Ameryce drugie miejsce w konkursie jazzowym, w którym Armstrong zajął pierwsze. Jego ojciec był szewcem z Oświęcimia. Adi przyjechał z Berlina na koncerty do Polski, a Ruth Kamińska śpiewała z jego zespołem w Café Esplanada. Przy pierwszych bombardowaniach życie uratował im fortepian, pod który razem wskoczyli. W drugim tygodniu bombardowań Adi poprosił w schronie o rękę Ruth. Ida dała córce w posagu pierścionek i dwie puszki sardynek znalezione w ruinach. Wyszli po trzech tygodniach. Spali jakiś czas u znajomych. Dozorczyni za to, że nie doniesie, iż w kamienicy są Żydzi, brała niewygórowaną opłatę. Pewnego wieczoru zjawiła się dziennikarka pani Słapak z ostrzeżeniem (za darmo), aby wyjechali natychmiast, bo Ida Kamińska jest na liście reżyserów sztuk antyhitlerowskich, przeznaczona do likwidacji.

Sowieci opanowali już wschodnią Polskę. Powiedziała: - Jedźmy tam, gdzie panuje sprawiedliwość i braterstwo.

Niemcy karali już próby ucieczek na Wschód, ale uratował ich Adi. Na granicy pokazał trąbkę i afisze swojego słynnego zespołu z Berlina. Radziecka władza dała jej teatr we Lwowie, ale Żydzi namawiali ją do wyjazdu za ocean. Pomyślała, że to straszne. Przyjechała przecież do kraju, gdzie wszyscy byli równi, a Żydów traktowano godziwie. Matka marzyła, żeby prowadzić chociaż teatr należący do gminy żydowskiej, a ona ma od razu państwowy! Komuniści traktują ją z takim szacunkiem, a ona ma to zostawić i jechać tam, gdzie stawałaby się z dnia na dzień bezczelnie bogata?

Wojna docierała w głąb Rosji, więc wyjechali przez Charków i Baku do Frunze w Kirgistanie. We Frunze przez dwa lata wystawiali sztuki w filharmonii. (Jej największe marzenie w tym mieście: napić się choć raz herbaty ze szklanki z łyżeczką, a nie z puszki po konserwach). Ruth urodziła we Frunze córkę. Jej imię Erika było skrótem od Ester Rachel Kamińska. Ida w tym samym czasie urodziła Wiktora i dzieci uchodziły za bliźniaki. Adi stworzył orkiestrę jazzową, a pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Białorusi Pantelejmon Ponomarienko dał im w 1942 r. pociąg w prezencie. W roku 1943 zagrali w pustym teatrze w Soczi tylko dla Stalina, którego nawet nie widzieli ze sceny. Poinformowano ich, że występ się podobał. - A więc jesteśmy bezpieczni na co najmniej 25 lat - Adi powiadomił Ruth. Odtąd mówiono: Rosner - dyrektor prywatnej orkiestry Stalina. Jednak w 1946 r. w 'Prawdzie' ukazał się artykuł pt. 'Trywialność na estradzie'; dowodził, że Rosner uprawia triki i gra muzykę, która demoralizuje umysły. Pojawiło się hasło: 'Kto dziś gra jazz, jutro zdradzi ojczyznę!'. Gorki napisał rozprawę o jazzie jako muzyce duchowej nędzy, aż w końcu Stalin zabronił używać tego słowa. Postanowili, że jak najszybciej razem wrócą do Polski. Ida z Marianem Melmanem i synem odjechali kilka dni wcześniej niż dzieci. Zamieszkali w wyzwolonej Warszawie, w hotelu.

Meble są zakazane. Trzeba je sprzedać lub rozdać. Każdy może mieć dwie poduszki puchowe, kołdrę oraz pościel

Adi i Ruth z Eriką wciąż nie przyjeżdżali. Dostała wiadomość: Adiego aresztowano za 'zdradę ojczyzny przez nielegalny wyjazd za granicę' (w ten sposób dowiedział się, że jego ojczyzną jest ZSRR) oraz za 'kosmopolityzm'. Zadzwoniła do szkolnej koleżanki - Doby Taubin z Moskwy - żeby sprawdziła, co naprawdę się stało. Doba oddzwoniła: - Twój zięć zachorował, Ruth we Lwowie codziennie nosi mu do szpitala jedzenie (co znaczyło, że Adi został aresztowany).

- Czy wiadomo, jak długo potrwa choroba?

- Miejmy nadzieję, że wkrótce minie, mnóstwo osób na nią zapadło, ale niektórzy już opuścili szpital.

Interweniowała u kilku ministrów, lecz zapewnili ją, że Polacy będą wracać z ZSRR w terminie późniejszym.

Znów zadzwoniła Doba: - Twoja córka poszła do męża i zaraziła się chorobą.

Adiego torturowano przez siedem miesięcy, aby przyznał się, że jest szpiegiem. Potem zapadł wyrok - dziesięć lat w obozie pracy w Chabarowsku. Po czterech latach trafił na Kołymę. Ruth zesłano do miasta Kokczetaw w Kazachstanie, gdzie mogła mieszkać w wolno stojącym domu, ale codziennie musiała meldować się na milicji. Doba zabrała do Moskwy Erikę. Ida poszła do wicepremiera. - Wszelkie nasze wysiłki idą na marne - powiedział Jakub Berman, a jego sekretarka rozpłakała się. Julian Tuwim wyjawił jej w zaufaniu, że siostra prezydenta Bieruta także jest zesłana i nic nie da się w tej sprawie zrobić.

W '48 władze zaproponowały, aby zorganizowała państwowy teatr żydowski w Łodzi; ona zaproponowała, że nie zapisze się do partii.

Po dwóch latach dowiedziała się, że Ruth została zwolniona, lecz bez prawa wjazdu do Moskwy, gdzie mieszkała Erika. Błąkała się więc od miejscowości do miejscowości i szukała pracy. Ida wysłała jej aparat fotograficzny i przenośną ciemnię, żeby mogła zarabiać robieniem zdjęć. W '56 Ruth z córką wydostały się do Polski. (Starania czynił znajomy Idy, pisarz tak zakochany w komunizmie, że kiedy przyjechał do Szwajcarii, jej władze zabroniły mu spotykać się więcej niż z dwiema osobami naraz. Nazywał się Ilja Erenburg).

W tej pościeli lepiej przespać się kilka dni

W 1955 r. prowadziła jedyny poza Izraelem państwowy teatr żydowski na świecie. I to w Warszawie, mieście z najdłuższą tradycją teatru jidysz. Podczas gdy Sowieci już w 1949 r. zlikwidowali wszystkie swoje żydowskie teatry. - Co znaczy - jak zauważył jej najbłyskotliwszy aktor - że u nas państwo dopłaca do tego, że wciąż jeszcze chcemy być Żydami.

Teatr mieści się w baraku, w ruinach pałacu Kronenberga na Królewskiej, tam, gdzie niedługo zbudują hotel Victoria. Nosi imię Estery Racheli Kamińskiej, a przez 15 lat nikt nie rzucił kamieniem w gabloty z afiszami. Pytają ją na Zachodzie, po co teatr w kraju, gdzie na stu Żydów przeżył jeden. Odpowiada, że żyją i muszą zrobić wszystko, co w ich mocy, aby móc dalej żyć.

Jej aktor Henryk Grynberg powtarza, że córka matki żydowskiego teatru nie miała prawa porzucić dziedzictwa tylko dlatego, że wymordowano aktorów i publiczność.

Jakiś czas jeździli po Polsce starym wojskowym autobusem, który - jak zauważyli - nie nadawał się dla wojska, bo przepuszczał do środka spaliny. Widniał na nim napis: 'Państwowy Teatr im. E.R. Kamińskiej'. Nie 'Państwowy Teatr Żydowski' i nie 'Estery Racheli Kamińskiej'. W Londynie i Amsterdamie zapełniała się cała widownia. W Legnicy i Łodzi - zanotował Grynberg - ćwierć. W żydowskim mieście Lublinie - trzy rzędy. W żydowskim mieście Włocławku nie ma ani jednego Żyda, ale władze miasta postanowiły pokazać dzieciom Żydów i wybrały przedstawienie 'Meir Ezofowicz' - lekturę szkolną. Dzieci najautentyczniej jak mogły, wołały: 'Żyd - Mosiek - Żyd!'. Aktorzy poczuli się swojsko jak w dawnej żydowskiej Polsce. - Zupełnie jakby nikogo nigdy nie wymordowano i nie zagazowano - skonstatowali.

Ida Kamińska zawsze znajduje nowych aktorów wśród spotykanych księgowych, kelnerek i szewców. W teatrach szuka gojów o semickim wyglądzie. Prostodusznie mówi ludziom, co o nich myśli, i prawie nikt się nie obraża. Mówią, że kiedy schodzi po schodach, jest damą, ale gdy tylko zacznie rozmowę, zamienia się w dziewczynkę. Wszystkim się bawi, nic jej nie męczy, a życie nie jest tak ważne jak scena. Narzekają tylko ci, którzy mieli ochotę na jakąś rolę, a Ida obsadziła w niej właśnie córkę, męża lub zięcia. Latem jeździ do Sopotu, lecz zawsze przez dwa tygodnie zapomina pójść na plażę. Bo siedzi na tyłach hotelu Grand i od rana do wieczora gra w karty. Lubi grać z brydżowym mistrzem Polski; wygrywa i przegrywa duże sumy. Plotka głosi, że Ida Kamińska często gra w pokera z żonami partyjnych sekretarzy i wygrywa mieszkania dla swoich aktorów. Jednej z młodych aktorek, która nie ma się gdzie podziać, pozwala mieszkać w swojej teatralnej garderobie. - Jesteś zbyt ładna, żeby mieć takie stare buty - mówi i kupuje jej nowe.

Na scenie umie tak ustawić amatorów, że wyglądają jak zawodowcy. 'Żyda Hocmacha, który jak żongler handluje powietrzem, antysemitów wymija jak akrobata, a policjantów jak magik - kazała zagrać byłemu krawcowi, który przeszedł szlak bojowy od Wołgi do Berlina w za dużych butach Armii Czerwonej i wrócił piechotą z maszyną do szycia na plecach. Najlepsi warszawscy aktorzy szli za kulisy, aby poznać osobiście tak znakomitego artystę, i wychodzili zdziwieni, bo kompletnie nie miał nic do powiedzenia o sztuce' - opowiada Grynberg. Sama wciela się we wszystkie role swojej matki. A ponieważ jest od niej niższa i drobniejsza, nosi wysokie obcasy. Wzrostu dodaje sobie wysokimi kołnierzami. Aktorzy mają wrażenie, że grają z samą Ester. Występują na festiwalach, przywożą medale. Jednak kiedy minister Sokorski na noworocznych spotkaniach z artystami podsumowuje osiągnięcia kulturalne, o jej teatrze zawsze zapomina. Więc ona co roku wstaje i delikatnie przypomina ministrowi o faktach. Minister co roku najserdeczniej przeprasza.

Jako Matka Courage wraca z miasta, gdzie wyżebrała kawałek chleba, i zastaje córkę zamordowaną. Krytyka pisze: 'Jedna z największych współczesnych tragiczek nie potrzebuje uczyć się roli. Ona jest żydowską Matką Courage' (Jan Kott). Wystarczy, że wejdzie na scenę, westchnie, i ludzie płaczą. Bo 'razem z nią pojawia się sam Los' (Józef Hen). Dlatego reżyserzy Kadar i Klos chcieli, by to ona zagrała Lautmanową: - Szukamy aktorki, która nie będzie udawać.

Za złotówki kupić dolary i zaszyć w płaszczach. Kupić coś cennego i malutkiego, diament

Siedzi teraz na łóżku i nie ma siły się rozebrać. Cztery miesiące temu teatry na Górnym Śląsku przestały udostępniać Państwowemu Teatrowi im. E.R. Kamińskiej swoje sale. Każdy termin był niedobry. Przed rokiem nakręcono film dokumentalny pt. 'Jej teatr'; nie wyświetlono go jednak i dowiedziała się, że nie ma na to szans. W ubiegłym miesiącu w Warszawie z dnia na dzień zapowiedziano pokaz obu filmów naraz. I 'Sklepu...', i dokumentu. Nie mogła w to uwierzyć, jednak na początku seansu wszystko się wyjaśniło: 'Wyłączyć to, bo spalimy tę budę!' - krzyczeli w kinie wynajęci ludzie.

Miesiąc temu telewizja codziennie pokazywała tłumy. W FSO - z transparentami: 'Oczyścić partię z syjonistów!', w Hucie Warszawa: 'Syjoniści do Syjonu!', 'Mośki do Izraela!'. Na Rynek w Krakowie przyszło sto tysięcy ludzi, od 'syjonisty' zaczynał się każdy transparent. 'A więc partia może zmobilizować sto tysięcy Polaków pod jednym hasłem antysemityzmu' - pisał zaszokowany Konstanty Jeleński w paryskiej 'Kulturze'. Robotnicy zgonieni na wiece pytali siebie nawzajem, kim są ci syjoniści, bo nowego słowa zaczęto używać nagle.

Cały czas rozmyśla: jak mogło do tego dojść? Leopold Tyrmand napisał, że sytuacja Żydów jest schizofreniczna. Komunizm likwiduje wszelkie różnice pochodzenia między ludźmi i z tego powodu Żydzi służą mu ślepo. Gdy jednak doraźna korzyść tego wymaga, komunizm owe różnice wskrzesza. Wtedy kończy się przydatność Żyda-komunisty jako narzędzia w walce o władzę, a zaczyna rola kozła ofiarnego. Komunizm żąda więc od Żydów, aby zaakceptowali go jako obrońcę prześladowanych i prześladowcę jednocześnie.

Od niedawna bierze tabletki nasenne. Miesiąc temu usłyszała przez sen: 'Sieg heil! Sieg heil!'. Obudziła się, jednak krzyki nie ucichły. Pobiegła do drugiego pokoju, gdzie stał telewizor: 'Wiesław! Wiesław!' - krzyczeli ludzie. Gomułka krzyczał, że jeśli komuś w Polsce się nie podoba, drzwi są otwarte, może wyjechać. Ludzie wołali: 'Teraz! Dzisiaj! Precz!'. Wiec odbywał się w Sali Kongresowej, niemal naprzeciwko ich domu. Po słowie 'Precz!' rozpłakała się. - Musimy natychmiast uciekać, będzie pogrom - powiedziała do męża. Bronia, ich służąca, pobiegła zamknąć drzwi na wszystkie zamki. (- Bo zaraz tu przyjdą!).

Wyłączyli telewizor i wszyscy - ona, mąż, syn, córka, mąż córki, wnuczka, mąż wnuczki i Bronia - w całkowitej ciszy siedzieli przy stole.
Nikt jej nie zwolnił z pracy. Nie sugerował opuszczenia kraju tak jak czterem tysiącom docentów, profesorów, dziennikarzy. Akurat jej - legendy sceny - nikt nie zamierzał wyganiać. Gdyby została, byłaby dowodem, że Żydów wcale nie wyrzuca się z Polski, a wyjeżdżają tylko ci, którzy nie akceptują socjalizmu. W nagrodę dostałaby może nawet kilka głównych ról w Teatrze Telewizji albo więcej pieniędzy dla swoich aktorów. Sama poszła do wydziału kultury urzędu miejskiego i podała się do dymisji. - Z najwyższej trybuny padło, że jeśli komuś się tu nie podoba, może wyjechać - powiedziała. Kierownik wydziału pocałował ją w rękę i podziękował za piękny wkład w polską sztukę. Jego zastępca miał łzy w oczach. Odwiedziło ją wiele osób; jakiś pan klęknął, ucałował rąbek jej sukienki i powiedział: 'Proszę nie winić nas wszystkich'.

Po zwolnieniu z pracy, a przed oddaniem mieszkania, należy zdać dowód osobisty i paszport. Dostaje się zaświadczenie, że nie jest się już obywatelem polskim, oraz bilet w jedną stronę zwany 'dokumentem podróży'

Jest więc 21 sierpnia 1968. Ma 69 lat, będzie żyła jeszcze 12. Leży teraz na łóżku.

Po otrzymaniu dokumentu podróży każdy Żyd ma miesiąc na pozbycie się wszystkiego i musi opuścić Polskę.

Postanowiła, że nie kupi dolarów i nie będzie ich zaszywać w podszewce. Nowe dywany i nowa pościel nie powinny wyglądać jak nowe, aby nie płacić dużego cła w obcej walucie. Dlatego ludzie szyją poszwy, a potem ugniatają. Postanowiła, że nie zapłacą cła i nie będą niczego deptać ani gnieść. - Wiesz, Broniu, ja niechętnie gram w komediach - oznajmiła.

Zagraniczne honoraria - zgodnie z przepisami - dostała od polskiego banku w złotówkach, których nie ma po co wywozić za granicę. Kupili więc, co mogli kupić, a resztę pieniędzy rozdali znajomym. Skoro zakazuje się wywozu mebli, rozdali też meble. Największym bagażem jest skrzynia z zastawą srebrną na 24 osoby, którą Erika dostała w prezencie ślubnym. Może sprzedadzą ją w Ameryce. Chcą jechać do Stanów, nie do Izraela. Ambasada amerykańska zapewniła, że w Wiedniu dostaną wizę. Chcieli kupić brylant. Usłyszeli, że ktoś w Gdańsku ma brylant do sprzedania i posłali tam syna Idy Wiktora. Okazało się, że to szmaragd w postaci jednego winogrona na platynowej gałązce. Wiktor zapłacił za niego 180 tysięcy złotych. Można za to kupić ze trzy samochody.

Wizy do Izraela wydaje ambasada Holandii. Umówiła się już z ambasadorem, że on osobiście przypilnuje, aby w punkcie celnym koło Dworca Gdańskiego nie wybebeszono jej walizek. Nie żeby coś zakazanego wywozili, ale wiedziała już od innych, że celnicy rzucają rzeczy na ziemię, a wtedy starsi Żydzi muszą przed nimi uklęknąć (w ich wieku niełatwo się schylić) i wszystko zebrać. Zapewniła pana ambasadora, że nie wezmą ze sobą żadnych patelni, więc nie będzie kłopotu z czekaniem, aż celnicy zedrą z nich emalię.

O 15.10 pojechali na Dworzec Gdański. W taksówce uświadomiła sobie, że stoi on obok Umschlagplatzu. Na dworcu czekał na nią tłum z kwiatami. Nie wysiadła, Ruth dała jej znak, że nie wyjeżdżają. W nocy wojska Układu Warszawskiego napadły na Czechosłowację, pociągi do Wiednia są wstrzymane. Są więc znowu w prawie pustym mieszkaniu. Jeszcze nie oddali go państwu, bo drugi mąż Ruth, aktor Karol Latowicz, trafił do szpitala z zapaleniem wyrostka. Miał z Wiktorem dojechać później.

Rozbiera ją Bronia. Obok łóżka leży ostatni 'Przekrój'. Dziewczyna w modnym stroju kąpielowym zachęca, aby 'w każdym stroju nauczyć się pływania kraulem'. Na stronie 7: 'Mija właśnie 1350 lat od początku złotego okresu poezji chińskiej za dynastii T'ang', a Stała Czytelniczka żali się: 'Mam 28 lat, ale wyglądam dużo młodziej; mimo to nie jestem efektowna...'.

Z korytarza słychać radio: 'Wyjazdy syjonistów nie zaburzają społeczeństwu harmonii dnia'. (Uda im się pojutrze wyjechać sypialnym przez Berlin).

Ida Kamińska nie wie, że zaraz po przyjeździe do Stanów Johnny Carlson zaprosi ją do najsłynniejszego talk--show w Ameryce. To tak zwany Człowiek-Ameryka - równy gość, zna życie i dowcipy. Mówią, że choć jest milionerem, wie, ile kosztuje coca-cola w automacie przy drodze. Zjawić się u Carlsona w 'Tonight Show' - znaczy być sławnym. Ida wystąpi u boku Judy Garland, która błyskotliwie opowie o swej córce Lizie Minnelli.

- Rozumiem, że jest pani szczęśliwa: wyrwała się pani wreszcie z Polski do wolności? - powie Johnny w imieniu Ameryki.

- Szczęśliwa? - oburzy się. - Że straciłam swoją ojczyznę?

- Przecież tam było pani tak okropnie.
- Nie, w ten sposób nie mogę tego powiedzieć... - odpowie, nie bacząc, że telewizja wymaga komunikatów jednoznacznych i wyrazistych. Nie umie być rozkoszna i więcej do talk-show już jej nie zaproszą. Nie wie jeszcze, że po tym występie dwie kobiety spacerujące po 5th Avenue na jej widok oznajmią, że jest czerwoną dziwką.

Przede wszystkim jednak nie wie, że w wolnym kraju nie uda jej się stworzyć nowego teatru. Że ktoś ją oszuka, ktoś będzie niesolidny. Nie wie, że kiedy będzie miał się zacząć jej benefis w wynajętej Carnegie Hall, rozpęta się w Nowym Jorku taka śnieżyca, jakiej miasto nie pamiętało od kilkudziesięciu lat, i publiczność nie dopisze. Nie wie, że 'Angel Levin' - film, w którym zagra główną rolę razem z Harrym Belafonte - nie osiągnie pożądanego sukcesu. (Nie wie także, że szmaragd w postaci winogrona w 2004 r. nowojorski jubiler wyceni na 500, może 800 dolarów).

Nie wie jeszcze, że kilka miesięcy po jej przeprowadzce do Nowego Jorku w piśmie 'The Daily World' ukaże się list od czytelniczki, który przedrukuje po polsku 'Życie Warszawy':

'Droga Pani Kamińska!

Witamy Panią w naszym kraju. A więc i Pani tu przybyła. Wy wszyscy przybywacie do naszego kraju, jakby to było jedyne miejsce na całym świecie. Ale kraj nasz ma przecież tyle twarzy. Która z nich pociąga Panią, Pani Kamińska?Czy to getta?

Czy slumsy? Czy 30 mln ludzi żyjących w nędzy? Czy miliony biednych dzieci, które są tak niedożywione, że stają się opóźnione w rozwoju? Czy brak bezpieczeństwa na ulicach Nowego Jorku i innych miast? Czy policjanci śledzący nas w metrze? Czy wiele innych zalet, które posiada nasz bogaty kraj, a których nie ma w biednym kraju Pani? Wiem, że Panią to nie interesuje. Przyjechała Pani do nas, ponieważ usłyszała Pani, że naszemu krajowi przypada w udziale największy tort na świecie i jeśli tort ten miałby być nawet upieczony z mąki i mleka odjętych od ust najbiedniejszym ludziom w naszym kraju, dzięki wyzyskowi milionów Latyno-Amerykanów, Afrykańczyków i Azjatów, Pani o to nie dba i chce dla siebie kawałek tego tortu. I dlaczego zamyka Pani oczy, zatyka uszy, serce i umysł i wyrzeka się dumnego dorobku całego swego życia?

Jeśli Pani może to przełknąć i rozkoszować się tym, wówczas witamy Panią w naszym kraju.

Suzan Perel, Bronx, NY'.

Trudno ustalić, czy list jest autentycznym listem do redakcji 'The Daily World', czy prowokacją polskich służb. Wnuczka Idy Kamińskiej sądzi, że 'Perel' to skrót od PRL. W Nowym Jorku mieszka do dziś osoba o nazwisku Suzan Perel, która ma jednak zastrzeżony numer telefonu. Redakcja dzisiejszego 'The Daily World' - o nastawieniu lewicowym, nieustannie krytykująca wielkich przedsiębiorców - nie odpowiedziała na moje pytanie, czy jest tym samym pismem, które 35 lat temu wydrukowało list. Nie wiadomo też, czy treść listu dotarła do Idy Kamińskiej; w swojej autobiografii nic o nim nie wspomina.

Wykorzystałem m.in.: Henryk Grynberg 'Życie osobiste', Warszawa 1989; Ida Kamińska 'Moje życie, mój teatr', Warszawa 1996;'Pamiętnik Teatralny' 1-4/1992; Adolf Rudnicki 'Teatr zawsze grany', Warszawa 1987; 'Po latach znów na ekranie - z Idą Kamińską rozmawia Maria Oleksiewicz', 'Film' 24.04.1966.

Więcej o przedwojennych teatrach żydowskich Europy Środkowej można znaleźć w książce Remigiusza Grzeli 'Bagaże Franza K.', Warszawa 2004.

Dziękuję p. Erice Rosner-Kowalick za pomoc