E-mail

English






Dzieci Sendlerowej

Aleksandra Zawłocka

WPROST

Oskar Schindler uratował 1100 Żydów, Irena Sendler - 2500 żydowskich dzieci. Ocaleni chcą zgłosić Polkę do Pokojowej Nagrody Nobla

 

W amerykańskich stanach Kansas i Missouri 10 marca ogłoszono dniem Ireny Sendler. W Polsce jej nazwiska próżno szukać w podręcznikach historii. Mieszkałaby zapomniana w domu bonifratrów na warszawskim Nowym Mieście, gdyby nie cztery dziewczynki z amerykańskiego miasteczka Uniontown. Szukając tematu do szkolnego przedstawienia, znalazły w archiwach notkę o Irenie Sendler, która podczas II wojny światowej uratowała 2,5 tysiąca żydowskich dzieci. To chyba błąd maszynowy - zastanawiał się nauczyciel historii. Oskar Schindler, upamiętniony w filmie Spielberga, ocalił 1100 osób. Polki nikt nie znał. Sztuka napisana przez uczennice z Uniontown pokazała paradoks pamięci: człowiek, który dokonał wielkich rzeczy w strasznym świecie, został zapomniany. 92-letnia Irena Sendler, obrusza się, kiedy ktoś nazywa ją bohaterką. - Ojciec mnie nauczył, że gdy człowiek tonie, trzeba mu podać rękę - mówi.

Nobel dla Sendlerowej

Pradziadek Ireny Sendler był powstańcem styczniowym, ojciec, Stanisław Krzyżanowski (lekarz), działał w Polskiej Partii Socjalistycznej. Nie doczekał wolnej Polski. Zmarł na tyfus podczas epidemii w 1917 r. Irena studiowała polonistykę. W 1931 wyszła za mąż za kolegę z uniwersytetu Mieczysława Sendlera. Działała w lewicującym Związku Młodzieży Demokratycznej (brała udział m.in. w protestach przeciwko gettu ławkowemu na uczelni), wstąpiła do PPS. Pracowała w Ośrodku Opieki nad Matką i Dzieckiem, który pomagał rodzinom bezrobotnych, potem w miejskiej opiece społecznej. Podczas wojny niosła pomoc Żydom.
W Ameryce ten życiorys dawno stałby się kanwą scenariusza wielkiej hollywoodzkiej produkcji. W Polsce o Irenie Sendler pamiętali ci, których ocaliła, i badacze historii Żegoty. Dopiero 57 lat po wojnie powstał pierwszy film dokumentalny - "Lista Sendlerowej", zrealizowany przez Michała Dudziewicza. Stowarzyszenie Dzieci Holocaustu postanowiło zgłosić Irenę Sendler do Pokojowej Nagrody Nobla. Kandydaturę poparło już dwoje polskich noblistów: Czesław Miłosz i Wisława Szymborska. Stowarzyszenie zabiega jeszcze o głos laureatów Pokojowej Nagrody Nobla: Lecha Wałęsy i Jimmy'ego Cartera. - Po Jedwabnem potrzebny jest bohater - mówi Irena Sendler z goryczą. - Pamiętajcie, nic bym sama nie zrobiła.

Kropla w morzu nieszczęścia

Był rok 1942. Codziennie rano za bramą getta widziała dzieci żebrzące na ulicy o kawałek chleba. Kiedy wracała, leżały martwe na chodniku, przykryte gazetą albo szarym papierem. Nie wystarczy przemycać pod płaszczem jedzenie i lekarstwa - myślała. Trzeba wyciągać te dzieci z piekła, ratować za wszelką cenę. Trwała już akcja likwidacji getta. Wywózki spowalniała tylko wydolność komór gazowych w Treblince. Nie wszyscy doczekali transportu. Jedną z przemysłowych metod zabijania był głód.

"Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje, i milczy. Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród złowrogiego milczenia (...). Milczą i Polacy. Ginący Żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów" - pisała w sierpniu 1942 r. Zofia Kossak-Szczucka w imieniu katolickiego Frontu Odrodzenia Polski. Ten protest - odezwa do Polaków kolportowana w podziemnych gazetach - wstrząsnął Warszawą. Wstrząsnął tym bardziej, że Kossak-Szczucka nigdy nie należała do przyjaciół Żydów.

 

We wrześniu 1942 r. pisarka stanęła na czele Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom, który działał pod kryptonimem Komitet Konrada Żegoty. W grudniu 1942 r. komitet przekształcił się w Radę Pomocy Żydom, finansowaną z budżetu Delegatury Rządu RP na Kraj. Kossak-Szczucka była już wówczas więźniem obozu w Auschwitz. Irena Sendlerowa została szefową referatu dziecięcego Żegoty. - Działalność Żegoty przyczyniła się do uratowania tysięcy ludzi. Była to jednak kropla w bezmiernym morzu nieszczęścia - wspomina Władysław Bartoszewski, jeden z członków podziemnej organizacji.

Cztery ścieżki życia

Irena Sendler i jej 10 łączniczek wchodziły do getta jako pielęgniarki. Niemcy pozwolili działać tam polskim urzędom sanitarnym w obawie przed rozlaniem się epidemii tyfusu poza mury getta. Grupa Sendlerowej szukała sposobów przemycania dzieci. Najlepsze okazały się cztery drogi. Po pierwsze - ambulans. Kierowcą sanitarki był Antoni Dąbrowski (członek PPS), który codziennie jeździł do getta ze środkami czystości. Dzieciom podawano środki nasenne, potem pakowano w worki i wywożono z getta jako ofiary tyfusu. Druga ścieżka ratunku prowadziła przez gmach sądów na Lesznie, który przylegał do muru getta. - Dotarłyśmy do dwóch woźnych. Otwierali nam drzwi od strony getta i prowadzili przez budynek na aryjską stronę - opowiada Irena Sendler. Tę drogę szybko jednak poznali szmalcownicy, tam często polowali na ofiary. Dzieci wyprowadzano z getta także przez piwnice domów stojących po obu stronach muru i połączonych ukrytymi przejściami. Czwarta droga wiodła przez zajezdnię tramwajową po żydowskiej stronie. Mąż jednej z łączniczek był motorniczym. O szóstej rano znajdował w wagonie pod ławką karton z uśpionym dzieckiem i przewoził je na aryjską stronę. Dzieci szmuglowano również przez bramę getta: w workach i kubłach na śmieci. Elżbieta Ficowska, która od lat opiekuje się Ireną Sendler, miała 6 miesięcy, kiedy wywieziono ją z getta ciężarówką - w skrzynce między cegłami. Piotr Zettinger, dziś informatyk w Szwecji, wyszedł z getta kanałami. O drugiej w nocy, potwornie brudny, dotarł do mieszkania Ireny Sendler.

Dobry duch

Łatwiej było wyjść z getta, niż przetrwać po aryjskiej stronie. Uratowanie jednego dziecka wymagało pracy co najmniej dziesięciu osób. Dzieci trafiały najpierw do konspiracyjnych oddziałów pogotowia opiekuńczego, a stamtąd do bezpiecznego miejsca. Kiedy trzeba było uciekać ze "spalonego" domu, zjawiała się "wielka i wspaniała Irena Sendlerowa, dobry duch ukrywających się", i prowadziła pod nowy adres - wspomina w "Czarnych sezonach", pamiętniku z czasów wojny, prof. Michał Głowiński, literaturoznawca. Irena Sendlerowa też go pamięta: - Zawsze siedział w kącie i czytał.

Śmierć była eleganckim, młodym mężczyzną z czarnym wąsikiem. Przyszedł do ich kryjówki i zażądał pieniędzy. Nie mieli. Ciotka pobiegła do miasta, żeby zebrać od innych, którzy też się ukrywali. Michał Głowiński miał wtedy 8 lat i szachy wyniesione z getta. Mężczyzna czekał kilka godzin na okup. Nudził się, zaproponował chłopcu partyjkę. Nie skończyli: ciotka wróciła, szmalcownik wziął pieniądze i zniknął. Głowiński nie rozegrał swojej partii ze śmiercią, ale na zawsze stracił pasję do szachów. Musieli prosić Sendlerową o kolejny adres.

Wiele dzieci trafiało pod opiekę sióstr zakonnych - przechowywano je w 40 zakonnych sierocińcach. Michał Głowiński przeszedł przez trzy takie zakłady. Najwięcej dzieci - ponad 500 - ocaliły siostry Rodziny Maryi. Wszyscy ich podopieczni przeżyli. Siostry też uniknęły represji.

Mniej szczęścia miały szarytki: w 1944 r. na Powązkach Niemcy oblali benzyną i spalili żywcem osiem sióstr za ukrywanie żydowskich dzieci.

Los w butelce

Gestapo przyszło w dniu imienin Ireny. Zabrali ją na Pawiak. Chcieli, żeby wydała dzieci: nazwiska, pod którymi się ukrywały, adresy. Sendlerowa nie chce opowiadać o biciu. Opowiada o grubym skoroszycie, który jej pokazano: pliki donosów i anonimów - od znajomych i obcych ludzi. Były też chwile otuchy. Przyszedł gryps z Żegoty: "Robimy wszystko, żeby cię wyrwać z tego piekła".

Jutro zostaniesz rozstrzelana - usłyszała od Niemców w lutym 1944 r., po trzech miesiącach Pawiaka. Nazajutrz wywieziono ją z grupą więźniów w aleję Szucha. Czekała na egzekucję, gdy zjawił się niemiecki żołnierz i zabrał ją na dodatkowe przesłuchanie. Na ulicy krzyknął po polsku: Uciekaj! Wmieszała się w tłum. Następnego dnia znalazła swoje nazwisko na liście rozstrzelanych. Irena Sendler do dziś nie wie, jak wysoki był okup, ilu Niemców trzeba było przekupić. - Żegota mnie ceniła, ale przede wszystkim chodziło o dzieci - mówi. Tylko ona miała listę. Na wąskich bibułkach, żeby łatwo je było włożyć do butelki, spisywała dane: Helenka Rubinstein, nowe nazwisko - Nowacka, i zaszyfrowany adres. Butelki zakopywała w ogródku jednej z łączniczek na ulicy Lekarskiej. - Gdybym zginęła, nie udałoby się tych dzieci odnaleźć - wspomina.

Pod nadzorem UB

Po powrocie z Pawiaka Irena Sendler wróciła do pracy pod fałszywym nazwiskiem. Po wojnie pracowała w opiece społecznej: tworzyła domy starców i sierot, dzienne pogotowia dla dzieci. Nękał ją Urząd Bezpieczeństwa. Była w ciąży, kiedy ją przesłuchiwano. Dziecko urodziło się za wcześnie i zmarło. W latach 60. jej córkę skreślono z listy studentów (obecnie jest polonistką). Irena Sendler po przejściu na emeryturę w 1967 r. pracowała jeszcze 15 lat w szkolnej bibliotece. W 1965 r. otrzymała tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, dopiero w 1983 r. mogła zasadzić własne drzewko w Yad Vashem.

Męczennicy i bohaterowie

- W Polsce zawsze łatwiej było mówić o męczennikach niż o bohaterach. Łatwiej mówić o Januszu Korczaku niż o Irenie Sendler, bo ona uświadamia nam, czego nie zrobiliśmy, a można było - mówi Leszek Kantor, politolog z uniwersytetu w Sztokholmie, organizator Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych, którego trzecia edycja odbędzie się w marcu 2003 r. w Sztokholmie. "Lista Sendlerowej" Dudziewicza ma otwierać festiwal.

- Ludzie nie rodzą się, żeby być bohaterami. Matki rodzą i wychowują dzieci do życia, po prostu - mówi prof. Szewach Weiss, ambasador Izraela w Polsce. - Dlatego nie ma na świecie większych bohaterów, dzielniejszych ludzi niż Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. To jest egzamin z człowieczeństwa, którego my, Żydzi, jeszcze nie przeszliśmy. Ja sam zostałem uratowany. Dlatego w czasie ceremonii w Jedwabnem podkreśliłem, że znam także inne stodoły.

Aleksandra Zawłocka
Dzielnica śmierci

W warszawskim getcie stłoczono 470-590 tys. osób. "W dzielnicy żydowskiej na izbę 6-7 osób" - referował Wilhelm Schön, kierownik wydziału przesiedleń w Warszawie. Od 1942 r. getto systematycznie zmniejszano. W marcu 1942 r. z rampy ruszyły pociągi do komór gazowych Treblinki. Likwidacja getta trwała rok. W tym czasie dziesiątki tysięcy osób zmarło z głodu. "W domach specjalnych, zamieszkiwanych przez nędzarzy, powszechne jest wymieranie całych rodzin" - alarmował 30 kwietnia 1942 r. "Biuletyn Informacyjny" Komendy Głównej Armii Krajowej. "W domu przy Pawiej 63 na 794 osoby 750 jest chorych. Zmarło tu już 450 osób (...). Wyeksmitowano 45 rodzin i umieszczono w piwnicach bez podłóg, okien. Ludzie ci odżywiają się surowymi obierkami" - donosił biuletyn. Do lipca 1942 r. w getcie zmarło około 100 tys. osób. Do września wywieziono do Treblinki i zamordowano 300 tys. osób. W getcie zostało 60 tys. młodych ludzi, zatrudnionych w niemieckich zakładach. W kwietniu 1943 r., kiedy oddziały SS przystąpiły do ostatniej deportacji, wybuchło powstanie. Większość powstańców getta zginęła, dzielnicę zrównano z ziemią.

Dzieci Holocaustu

Większość dzieci uratowanych przez Irenę Sendler nie odnalazła swoich rodziców. Często żaden krewny nie przeżył. Wiele ocalonych dzieci wychowało się w polskich rodzinach, niektóre do dziś nie znają swojego pochodzenia. Część dowiaduje się tego od przybranych rodziców tuż przed ich śmiercią. W Warszawie działa stowarzyszenie Dzieci Holocaustu skupiające ponad 800 osób. Kieruje nim Elżbieta Ficowska, jedna z uratowanych przez Irenę Sendler. Z dwóch milionów żydowskich dzieci w Europie ocalało 500 tysięcy.

Kryptonim Żegota

Rada Pomocy Żydom powstała z Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom w grudniu 1942 r. Skupiała m.in. takie organizacje, jak: PPS-WRN, katolicki Front Odrodzenia Polski, SD, SL, RPPS, Bund, oraz organizacje zrzeszone w Żydowskim Komitecie Narodowym. Działała przy Delegaturze Rządu RP na Kraj. Organizowała przerzuty z getta, fałszywe dokumenty, lokale dla uciekinierów. Przechowywali ich w mieszkaniach m.in. aktor Aleksander Zelwerowicz i alpinista Wojciech Żuławski. Jedna z kryjówek mieściła się w ogrodzie zoologicznym - przetrwało tam 40 osób. Żegota pomagała finansowo 4000 dorosłym i 2500 dzieciom. Jednym z założycieli Żegoty był Władysław Bartoszewski.