E-mail

English







GDY NADZIEJA RODZI SIE…

Bożena Szara

MAGAZYN – Gazeta, TORONTO, dnia 14 grudnia 2001

Święta Bożego Narodzenia rządzą się własnymi prawami. Musi być pięknie i uroczyście. Już na początku grudnia ozdabiamy światełkami krzewy i drzewka przed domem. W największym pokoju stawiamy świeżą choinkę aż do sufitu, zawieszamy lampiony, ustawiamy stroiki, wyciągamy z pudełek świąteczne świece. W czasie świąt stajemy się lepsi, bardziej życzliwi, bardziej wyrozumiali dla innych i samych siebie. Boże Narodzenie ma w sobie magiczną moc pojednania. Wszyscy ulegamy wtedy idei bliskości i miłości, a poczucie wspólnoty jest silniejsze niż na co dzieñ.

To będą pierwsze święta w nowym tysiącleciu. Zmienił nam się świat. Inni jesteśmy niż przed rokiem. Wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły, że inaczej postrzegamy świat, ludzi i siebie. Wszystko jest inne, nasze priorytety, nasza świadomość, nasz czas, nasze życie i nasze relacje. Tak niedawno jeszcze zabiegani i zapracowani, teraz zatrzymaliśmy się na małą chwilkę w wyścigu po sukces. Staramy się zauważać bliźniego obok siebie. Zwykle dopiero święta Bożego Narodzenia stwarzały szansę na przytulenie, dotknięcie, powiedzenie kilku ciepłych, serdecznych słów. W ciągu roku nie mieliśmy czasu na rozmowę, na czułość, na ciepło, na miłość.

 

Wrześniowe wydarzenia zmusiły nas do refleksji, do postawienia sobie pytań o to, dokąd zmierzamy i co w tym naszym życiu jest najważniejsze. Staramy się uporządkować nasz indywidualny, osobisty świat. Jedni postanawiają pogodzić się z Bogiem, inni z matką, ojcem, bratem albo siostrą, bo nie rozmawiali z nimi od lat. Jeszcze inni szukają odpowiedzi na pytania o sens życia, o prawdę, podejmują życiowe decyzje, by odmienić swoje relacje z bliskimi osobami. Przed tragedią w Nowym Jorku raczej nikt nie mówi otwarcie o potrzebie miłości. Nikt też, poza świętami Bożego Narodzenia, nie nawoływał do pojednania i bliskości.

 

W minioną niedzielę, późnym wieczorem, wśród (w większości) obcych osób, przysłuchiwałam się słowom skierowanym do ludzi dwóch narodowości: polskiej i żydowskiej, do ludzi dwóch różnych wyznań: chrześcijańskiego i mojżeszowego. Zanim opowiem o tym niezwykłym spotkaniu z okazji świąt Bożego Narodzenia i święta Chanuki, przytoczę tamte słowa. Oto one: “W czasach bolesnego kryzysu na świecie, terroryzmu, wojny i walki pomiędzy ludźmi różnych nacji i odmiennych religii, często w imię Boga, to nasze dzisiejsze spotkanie jest jak wyspa światła w nieprzebranych ciemnościach nienawiści. Pozwólcie Państwo na małą chwilę refleksji, którą chciałbym się dziś podzielić. Kilka dni temu udałem się do domu pogrzebowego, by pożegnać  mojego starego przyjaciela. Min – Hien był człowiekiem skromnym, nieśmiałym i małomównym. Gdy przybyłem na uroczystości pogrzebowe zaskoczył mnie tłum ludzi, którzy podobnie jak ja przyszli go pożegnać. Przeważali rodacy Min-Hiena - Wietnamczycy. Wielu z nich w ceremonialnych strojach kłaniało się przed zdjęciem zmarłego. Poprosiłem stojącą w pobliżu córkę Min-Hiena o przybliżenie mi znaczenia owych pokłonów. Odparła, iż jest to sposób w jaki buddyści oddają cześć zmarłemu. Nie wiedziałem, że mój przyjaciel był buddystą. Widząc moje zaskoczenie, dodała: - Mój ojciec był nie tylko buddystą. Urodził się w rodzinie ateistów i przez wiele lat był ateistą. Po upadku Saigonu, w wyniku głębokiego przeżycia duchowego, przyjął islam jako swoją religię. Potem, gdy wychodziłam za mąż za katolika, mój ojciec pozwolił się ochrzcić. Gdy mój brat skierował sie w stronę tybetańskiego buddyzmu, mój ojciec podążył w jego ślady. Większość wietnamskich przyjaciół mojego ojca wyznaje hinduizm. On także swego czasu przyjął do skarbca swoich religii i to wyznanie. Jak to możliwe? – zapytałem zaskoczony. – Czym kierował się pani ojciec przyjmując tak wiele religii wykluczających się wzajemnie? Mój ojciec uważał, że ludzie są sprawcami wszystkich nieszczęść i wojen, a nie Bóg. Uważał, że to ludzie są winni podziałom religijnym, że ludzie nadużywając władzy, którą dał im Bóg, doprowadzają do tych wszystkich nieszczęść. Bóg nie uznaje narodów, ras, grup etnicznych ani religii. Bóg jest jeden i uznaje tylko jedną rasę: ludzką. Przytoczyłem słowa córki mojego przyjaciela, ponieważ wydają mi się ważne. Ważne jest także to nasze dzisiejsze spotkanie ludzi szczycących się wielowiekowymi kulturami, gdzie czas Chanuki i czas Świąt Bożego Narodzenia niesie specjalne światło pokoju, harmonii i przyjaźni między ludźmi.

 

Autorem refleksji był Jan Duniewicz. Spotkanie odbywało się w domu Państwa Znojkiewiczów, zaś jego organizatorką była Irena Bellert – prezes Kanadyjskiej Fundacji Dziedzictwa Polsko-Żydowskiego.

 

Pierwszy raz w życiu bylam uczestnikiem zgromadzenia tak wielu Polaków i Żydów, gdzie nikt nie mówił o podziałach, o krzywdach, o nienawiści, o antysemityźmie, nikt nie oskarżał nikogo o nienawiść, nikt nie przywoływał bolesnych wspomnień z lat wojny. Czas, który razem spędziliśmy upłynął w świątecznej atmosferze przy wspólnym stole na którym znalazły się polskie i żydowskie potrawy. Wspólnie śpiewaliśmy kolędy, a także mieliśmy okazję wysłuchać opowieści o tradycjach związanych z chrześcijańskimi świętami Bożego Narodzenia i świętem Chanuki. Był czas na rozmowy, na wysłuchanie poezji w wykonaniu Anny Klimalanki i czas na przepiękny mini recital solistki chóru Parafii św. Trójcy w Montrealu - Magdaleny Duniewicz.

 

Wsłuchana w jej śpiew wróciłam pamięcią do świąt w moim rodzinnym domu. Choinka ubierana w dzień Wigilii, wyglądanie pierwszej gwiazdki na niebie, świąteczny stół przykryty obowiązkowo białym obrusem, pod którym szeleści sianko, dwanaście postnych potraw i dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa, i jeszcze ten wyjątkowy świąteczny nastrój, i wyprawa o północy na Pasterkę stanęły mi przed oczami jakby to było wczoraj. To nie przymus tradycji, ale wewnętrzna potrzeba każe mi obchodzić te wyjątkowe święta uroczyście. Wigilia ma swój nastrój, swój czar i najlepiej smakuje w domu wśród najbliższej rodziny. Wigilie zbiorowe, nawet te w gronie przyjaciół nie mają już swego uroku ani tej niezwykłej tajemnicy. Święta Bożego Narodzenia są dla mnie ważne.

 

Krzysztof Piesiewicz – scenarzysta filmów Krzysztofa Kieślowskiego, zapytany przez dziennikarkę magazynu “Twój Styl” o to, czym są dla niego święta Bożego Narodzenia przywołał wspomnienia: - „Było to wiele lat temu. Zima. Mróz. Napakowany mój pierwszy mały fiat. Z tyłu dzieci, poupychane prezenty dla najbliższych. Dzień Wigilii. Ludzie spieszą się przed pierwszą gwiazdką, pędza do ciepłych domów, do najbliższych. Jadę Krakowskim Przedmieściem do swoich rodziców, jak co roku. Oto widzę obok Placu Staszica, jak przez jezdnię przebiega mały chłopiec. Pokonuje w piżamie i kapciach zaspy śniegu, zamarznięte kałuże. Wybiegł z bramy szpitala i pędzi w kierunku stojącej na placyku, obwieszonej kolorowymi żarówkami, choinki. Pędzi co sił. Za nim pielęgniarka w białym kitlu. Dopada go, łapie za kołnierz. Dokąd pędził ten malec w taki wieczór? W ten wieczór jedyny w roku, wyjątkowy? Czego szukał, za czym tęsknił? Może za domem, za choinką, świętym Mikołajem, zapachem wigilijnego stołu? Myślę, że tęsknił za wszystkim, co dotknięte jest w ten wieczór nadzieją na miłość. Spontaniczność dziecka chcącego być w ten wieczór razem z tymi, którzy mają go kochać. On żądał miłości ponad wszystko. Ponad problemy dorosłych, ponad konflikty i podziały, głupie i niezrozumiałe dla niego awantury i wymyślone obowiązki. To żądanie jest uprawnione od początku świata, a zwłaszcza w ten dzieñ. Mądrzy ludzie z boskiego wskazania uczynili go takim, byśmy próbowali być bliżej siebie. Raz w roku wymagamy od innych i od siebie dawania więcej ciepła niż kiedykolwiek. Co roku  dla chrześcijan “Bóg się rodzi”. Dla tych, którzy nie są chrześcijanami, to dzień w którym i oni ulegają idei bliskości i miłości”.

 

Nie wyobrażam sobie ludzkiego istnienia bez świąt. Czekamy na nie przez cały rok. W tym roku do wigilijnego stołu, oprócz najbliższych, zaprośmy także serdeczność, tolerancję, szczerość, radość, życzliwość i miłość. Jak najwięcej miłości, bo tam gdzie istnieje miłość tam zawsze rodzi się nadzieja.

 

: Bożena Szara jest niezależnym dziennikarzem. Współpracuje min. z Magazynem GAZETA wydawanym w Toronto. Jest producentem i redaktorem polskiej audycji radiowej ‘Jedynka’  w Radio CFMB -1280 AM w Montrealu.