E-mail

English






Jedwabne, Zagłada, pamięć

Polemika: "Jedwabne bez stereotypów"

Niemcy i Jedwabne

THOMAS URBAN

Tygodnik Powszechny, 26 maja 2002

Thomas Urban, historyk, slawista i dziennikarz, jest korespondentem niemieckiego dziennika "Süddeutsche Zeitung" w Polsce. Syn niemieckich wrocławian, wysiedlonych po 1945 roku, jest mężem polskiej wrocławianki.

Autor kontrowersyjnej książki "Sąsiedzi", Jan Tomasz Gross, w polemice z prof. Tomaszem Szarotą powiedział o mnie: "[Urban] przyswoił sobie, nazwijmy to umownie, "narodowy" kanon oceny "Sąsiadów" i meritum sprawy jedwabieńskiej" ("TP" 18/2002).


Nie po raz pierwszy prof. Gross stara się zdyskredytować swoich krytyków, spychając ich do nacjonalistycznego narożnika, zamiast podjąć z nimi rzeczową dyskusję na argumenty. To absurd, aby ze mnie - korespondenta liberalnego dziennika niemieckiego - robić szermierza "narodowego kanonu" polskich nacjonalistów. Wystarczy zajrzeć nie tylko do moich artykułów, ale także moich książek, opublikowanych również po polsku, w których krytycznie odnoszę się do narodowych mitów polskiej prawicy: "Niemcy w Polsce. Historia mniejszości w XX wieku" (Opole 1994) albo "Od Krakowa po Gdańsk.


Wędrówka przez dzieje polsko-niemieckie" (Warszawa 2002).

W sprawie "Sąsiadów" stanowisko moje mogę streścić następująco: książka ta opisuje straszną zbrodnię, w której niemiecki okupant miał odegrać rzekomo tylko marginalną rolę. Jako niemiecki publicysta uważałem za swój obowiązek, aby sprawdzić tę - wygodną dla niemieckich czytelników - wersję. Po przestudiowaniu akt polskich, niemieckich i izraelskich doszedłem do przekonania, że Jedwabne nie było zbrodnią polską, lecz niemiecko-polską.


Nieprawdziwe jest też twierdzenie Grossa: "Reakcja na moją książkę w Niemczech była raczej sceptyczna, zdominowana przez filtr dziennikarskich sprawozdań Thomasa Urbana, korespondenta "Süddeutsche Zeitung"". Przeciwnie, na początku książka Grossa została w Niemczech - zarówno z lewa, jak i z prawa - przyjęta z zadowoleniem; to wyjątkowy przypadek, jeśli chodzi o książkę na temat II wojny światowej. Komentatorzy zorientowani liberalnie i lewicowo wyrażali zadowolenie z tego, że wyjaśniono kolejne sprawy dotyczące Holocaustu, a Polacy zostali zmuszeni, by zająć się w końcu swoim tradycyjnym antysemityzmem. Z kolei marginalna raczej, skrajnie prawicowa prasa w Republice Federalnej, tudzież publikacje środowisk wypędzonych, także podchwyciły temat, jednak z innego punktu widzenia: nie ukrywały zadowolenia, że teraz także Polacy zostali napiętnowani jako sprawcy.


Krytyka książki Grossa doprowadziła do niemiecko-niemieckich sporów, w których - również rzecz wyjątkowa - zderzyły się ze sobą dwie klasycznie lewicowe pozycje: jedni reprezentowali pogląd, że trzeba dokładnie zbadać, czy Niemcy faktycznie nie brali aktywnie udziału w mordzie w Jedwabnem (efekt: udział był dużo większy, ponieważ istniało Einsatzkomando SS); drudzy zaś zarzucali krytykom Grossa - w tym mnie - że chcą sabotować i tak spóźnioną debatę na temat antysemityzmu w Polsce. Cześć lewicowych dziennikarzy szukała wręcz argumentów odciążających Niemców - aby bronić Grossa... Tym, którzy krytykowali metody pracy autora "Sąsiadów" insynuowano, że są powodowani mrocznym duchem antysemityzmu, bo dostarczają wodę na młyn antysemickiej ekstremie prawicowej w Polsce. Innymi słowy: jest się antysemitą, gdy uważa się udział Niemców w masowym mordzie w Jedwabnem za większy niż przedstawia to Gross...

Wydając niemiecki przekład "Sąsiadów", Jan Tomasz Gross zupełnie zignorował przeprowadzone w międzyczasie badania IPN. Niemiecki czytelnik nie dowiaduje się, że to nie rada miejska Jedwabnego, lecz komando SS zaplanowało i zorganizowało ten mord, a następnie kontrolowało jego realizację przez polskich ochotników. Dalej, że liczba polskich sprawców wynosiła 30-40 osób, i że nie była to "katolicka połowa" miasteczka. Wreszcie przemilcza on, że miała miejsce częściowa ekshumacja, na podstawie której ustalono, że liczba ofiar była prawdopodobnie wielokrotnie niższa niż 1600 (liczbę tę Gross powtarza w niemieckim wydaniu). Dla moralnej oceny wydarzeń liczba jest bez znaczenia, ważna jest jednak dla historycznej rekonstrukcji wydarzeń.

Fakt, że Gross nie zaprezentował niemieckim czytelnikom dotychczasowych wyników badań IPN oraz innych historyków - którzy wykazali mu wiele błędów przy analizie akt - spotkał się też z negatywnym echem u jego niemieckiego wydawcy, renomowanego wydawnictwa C.H.Beck z Monachium. Dlatego - w obliczu oczywistych braków książki - wydawnictwo zrezygnowało z zaplanowanej pierwotnie kampanii reklamowej.