E-mail

English






NIEZNANY HISTORYK WARSZAWSKIEGO GETTA

Z lotu ptaka i od środka

Jacek Leociak

Rzeczpospolita, 7 czerwca 2003

Tekst powstał w ukryciu po stronie aryjskiej między 7 a 28 maja 1943 r., kiedy dopalało się getto warszawskie. Przed opublikowaniem spoczywał w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Nie wiemy jednak, w jaki sposób się tam znalazł. Nie znamy też dalszych losów autora, podpisującego się Stefan Ernest.

Wiemy o nim tylko tyle, ile on sam zechciał o sobie powiedzieć, a był w odkrywaniu swojej prywatności nad wyraz powściągliwy. Interesował go bowiem los zbiorowości. Wielokrotnie powtarzał, że pragnie "wszechstronnie i obiektywnie przedstawić opisywane tu dzieje". Deklarował: "Zadaniem tego sprawozdania jest odtworzenie historii społeczeństwa Żydów warszawskich w okresie wojennym, nie zaś biografii jednostki w tych czasach". Pozbawiony źródeł i materiałów, ufać musiał jedynie własnej - zaiste imponującej - pamięci. Styl i kompozycja, dbałość o klarowne rozplanowanie treści, precyzyjny podział na części, rozdziały i podrozdziały wyznaczający podstawowe etapy dziejów dzielnicy zamkniętej - to wszystko czyni z tego tekstu raczej podręcznik historii warszawskiego getta niż pamiętnik.

Kiedy w dusznej piwnicy Ernest zaczyna zapełniać kartki grubego zeszytu w kratkę, ma już pełną świadomość ostateczności Zagłady. Powinność dania świadectwa jest silniejsza niż walka o własny ratunek. Akt pisania staje się czynem heroicznym, wymierzonym w nieodwracalny wyrok, jedynym sposobem ocalenia istnienia zamordowanego narodu w pamięci pokoleń. Dlatego też swoją osobę autor chce usunąć w cień. Jego celem jest ukazanie procesu historycznego, opis funkcjonowania administracji getta w warunkach terroru i zniewolenia, obserwacja zachowań wspólnoty poddanej eksterminacji, przemian społecznych, ekonomicznych, demograficznych, analiza mechanizmów działań ludobójczych. Bronią przeciwko wszechogarniającej grozie, a także najskuteczniejszym sposobem zaświadczenia o niej ma być dyscyplina myślenia i wywód uporządkowany; zachowanie dystansu i gromadzenie faktów, wyciąganie wniosków i racjonalizacja dyskursu.

Wybór takiej postawy pociąga za sobą przyjęcie podwójnej perspektywy narracyjnej. Ernest relacjonuje od wewnątrz: jest "urzędnikiem średniego szczebla Gminy", pracuje w żydowskim oddziale Arbeitsamtu. Ma zatem nieporównanie większą wiedzę niż przeciętny mieszkaniec dzielnicy zamkniętej. Ale patrzy też na getto z wysoka, co pozwala mu uzyskać tak rozległy horyzont spojrzenia. Parokrotnie ujawnia swój punkt obserwacyjny, nabierający symbolicznego znaczenia: okno w mieszkaniu na Świętojerskiej koło murów albo okno w gmachu Collegium przy ul. Leszno róg Żelaznej, gdzie mieścił się Arbeitsamt. Opowiadany świat widziany jest zarazem od środka i niejako z lotu ptaka. Przypomina to usytuowanie narratora wszechwiedzącego w klasycznej powieści realistycznej i przydaje relacji waloru obiektywności.

Ernestowi nie udaje się jednak utrzymać tonu beznamiętnego historyka. Niejednokrotnie wplata w swój napisany znakomitą polszczyzną tekst zjadliwą ironię, celne metafory, nie stroni od wyrażania emocji (Niemców nazywa konsekwentnie "Bestią") czy patosu. Czasami odsłania swą prywatną twarz, opisuje np. walkę o życie swoje i rodziny podczas akcji styczniowej w 1943 r., po której przeszedł na stronę aryjską. Ujawnia okoliczności pisania: "Piszę rękopis ołówkiem, bo piórem wiecznym m. in. okupiłem się właśnie wczoraj szpiclowi. (...) Ukrywam się w lochu, bez dostępu powietrza, bez dostatecznego i regularnego odżywiania, (...) wyraźnie czuję, jak tracę siły (...). Ale to nieważne. Bo sprawozdanie moje mogę doprowadzić do końca i ufam, że ujrzy ono światło dzienne we właściwym czasie... I ludzie będą wiedzieli, jak to było...". Zdaje sobie wszakże sprawę, że "ta istotna, cała, prawdziwa Prawda nie da się przedstawić najtęższym nawet piórem!".

Nadzieja autora spełnia się dokładnie po 60 latach. Starannie opracowany przez Martę Młodkowską rękopis opublikowało Wydawnictwo Czytelnik. O jego nieoszacowanej wartości stanowi nie tylko bogactwo wiedzy o getcie, lecz także szczególnego rodzaju dramat autora. Jedną z tajemnic tego tekstu jest pęknięcie między zracjonalizowanym dyskursem a pełnym pasji zakończeniem. Ernest zamyka swoje pozornie chłodne, urzędnicze sprawozdanie gniewną skargą: "nauczyli nas zbiorowej odpowiedzialności... zamienili nas w sforę wściekłych psów. (...) Każdy Niemiec, kobieta czy mężczyzna, starzec czy niemowlę, bogaty czy ubogi, światły czy nieuk - każdy jest Bestią. A Bestie trzeba tępić, zniszczyć do korzenia".

Pragnienie, by zbrodnia została ujawniona i ukarana, wchodzi w kolizję z żądzą zemsty. Dążenie do tego, aby "ludzie wiedzieli", opiera się na przeświadczeniu, że mimo wszystko fundamentalny ład świata nie został nieodwracalnie zburzony. Jest wyrazem wiary w dający się przywrócić porządek praw i wartości. Wołanie o zemstę jest krzykiem rozpaczy, beznadziejności i osamotnienia. Świadectwem duchowego spustoszenia, jakie zostawia po sobie Zagłada. Stefan Ernest - starający się w sposób uporządkowany i zdystansowany opisać "wojnę wielkich Niemiec z Żydami Warszawy" - jest zarazem w najpodlejszy sposób zranioną ofiarą, której ból nie może zaznać ukojenia.

Jacek Leociak

Stefan Ernest Wojna wielkich Niemiec z Żydami Warszawy 1939 - 1943. Czytelnik, Warszawa 2003.