E-mail

English






www. FORUM –ZNAK.ORG.PL
Wydarzenia z maja i czerwca 2003

Chrześcijańsko-żydowskie seminarium w Laskach

Działający w podwarszawskich Laskach Ośrodek Ekumeniczny im. Jana XXIII sióstr franciszkanek prowadzi cykl seminariów dla młodzieży licealnej i akademickiej pod hasłem "Wiosna jedności". W jego ramach 10-12 czerwca odbędzie się spotkanie poświęcone relacjom chrześcijańsko-żydowskim.

 

Kaplica pod wezwaniem Matki Boskiej Anielskiej w Laskach

 

Seminarium zatytułowane "Nadzieja mesjańska Żydów i chrześcijan" otworzy ks. dr hab. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel, autor wydanej ostatnio książki "Zgłębiając tajemnicę Kościoła”. Wątek biograficzny księdza profesora, mówiącego o sobie: "jestem Żydem od Jezusa", będzie zapewne punktem wyjścia do pogłębionej refleksji teologicznej nad więzią, jaka zespala duchowo lud Nowego Testamentu z dziedzictwem Abrahama. Spodziewami są liczni goście tak ze strony żydowskiej, m. in. pani Towa ben Cwi z Izraela, dr Stanisław Krajewski z rodziną, jak i chrześcijańskiej: profesor Izabela Jaruzelska z Zakładu Hebraistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Ważnym elementem spotkania będzie wspólna lektura Biblii oraz wspólna modlitwa chrześcijan i Żydów.

 

Dotychczasowe spotkania koncentrowały się wokół ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego w perspektywie jednoczącej się Europy. Zwieńczeniem całego cyklu będzie Jubileuszowa Sesja Ekumeniczna w dniach 24-26 października 2003 roku. Jej szczegółowy program nie jest jeszcze znany, już dziś jednak można powiedzieć, że do problematyki ściśle ekumenicznej i judeo-chrześcijańskiej zostanie włączony dialog muzułmańsko-chrześcijański.

 

Potrzeba dekonstrukcji polskiego mitu

Jaroslaw Naliwajko SJ

FORUM, 28 maja 2003

www.FORUM-znak.org.pl

W poniedziałek w krakowskim CKŻ odbyło się przedostatnie spotkanie z serii "Żydzi i Polacy - od nowa?". Tym razem gospodarz prof. Jan Woleński zaprosił Bronisława Wildsteina, dziennikarza "Rzeczpospolitej", i ks. prof. Stanisława Obirka, jezuitę z Krakowa. Jako trzeci panelista głos miał zabrać Cezary Michalski, który jednak nie dotarł na spotkanie.

Absencja Michalskiego wywołała zaraz na początku żywą dyskusję o miejsce prawicy w dialogu polsko-żydowskim. Prowadzący spoglądając na poprzednie spotkania z tej serii, podkreślał ogromną trudność w zapraszaniu gości o prawicowych poglądach.

Jan Woleński postawił pytanie: Czy debata o Jedwabnem była potrzebna? Zarówno Wildstein jak i ks. Obirek podkreślali jej znaczenie dla życia społecznego w Polsce. Redaktor "Rzeczpospolitej" wymieniał jej głębokość, potrzebę i niezbędność ujawnienia skrajnych wątków. Według niego w świetle materiałów zgromadzonych od momentu wydania książki Jana Tomasza Grossa, debatę można już zakończyć, czekając zgodnie z procesami społecznymi na jej skutki dla naszego życia publicznego. Dla ks. Obirka niedostatek dyskusji społecznej w Polsce był związany z mały stopniem wzajemnej empatii oraz brakiem dostatecznej konstekstualizacji.

Sprawa kontestualizacji zajęła też sporo miejsca w dyskusji pomiędzy Wildsteinem a Woleńskim. Dziennikarz zastanawiał się nad motywami Polaków z Jedwabnego nie po to, aby ich usprawiedliwiać, lecz szukać odpowiedzi na pytanie, które czynniki zdecydowały o wymordowaniu sąsiadów. Jako zasadnicze wymienił: niemiecką inspirację, dyskusyjna obecność hitlerowców w miasteczku i mitologizację sowietyzacji Żydów. Ten wątek wywołał polemikę z prowadzącym, który starał się dowiedzieć, jakie znaczenia może mieć sowietyzacja, a właściwie jej mitologizacja, dla motywów zabijania sąsiadów?

Obok wymienionych wątków pojawiły się jeszcze refleksje na temat antypolonizmu Żydów amerykańskich, braku jakiegokolwiek obrazu poglądów lewicy na zdarzenia w Jedwabnem, ustalonego poglądu historyków prawicy. Z tym ostatnim polemizował Bronisław Wildstein.

Gdybym miał pokusić się o podsumowanie tego wieczoru, powiedziałbym, że zarówno ks. Stanisławowi Obirkowi, jak i Bronisławowi Wildsteinowi nie udało się odejść od mitu Polaka. W przypadku duchownego dowodem na to jest ciągłe powracanie do niewystarczającej kontekstualizacji mordu w Jedwabnem i twierdzenie, że te historyczne są przyczyną niewykorzystanej szansy na porozumienie polsko-żydowskie. Natomiast redaktor "Rzeczpospolitej" w swoim poszukiwaniu motywów wciąż powracał do problemu sowietyzacji środowiska żydowskiego, nie potrafiąc wyjaśnić, dlaczego jest to ważne dla motywacji mieszkańców Jedwabnego. Wildstein zauważał wprawdzie inne motywy, ale kurczowe trzymanie się wątku sowietyzacyjnego, wskazuje na pewną chorobę, która toczy inteligencję w Polsce.

Dyskusja o Jedwabnem odkrywa podstawową konieczność odejścia od mitu Polaka, a zwłaszcza od takich jego elementów, jak heroizm wynikający z polskiego mesjanizmu, poczucia, że Polacy mają do odegrania wyjątkową rolę w dziejach. Niegdyś ta wyjątkowość obejmowała posłannictwo Polaków wobec zaborców, a dziś - wobec Unii Europejskiej. Rozmówcom prof. Woleńskiego trudno było dostrzec proces rozpadania się tego mitu.

Dyskusja o mordzie w Jedwabnem obok prawdy historycznych dokumentów, roli Kościoła katolickiego, teologii antyjudaizmu i antysemityzmu, politycznej instrumentalizacji antysemityzmu a obecnie antyizraelizmu, powinna właśnie zawierać wątek demitologizacji mitu Polaka jako nadnaturalnego "posłańca Boskiego", którego nijak nie ima się ani zło, ani zbrodnia czy morderstwo. Spotkanie w CKŻ uzmysłowiło wszystkim słuchaczom, jak bolesny jest ów zabieg demitologizacji, ile jest sił jemu przeciwnych, przez ile warstw świadomości i pamięci musi się przedzierać człowiek zanim się z niego wyzwoli. Albo, zanim zbuduje nowy mit, bardziej adekwatny i zgodny z historią.

Wydawałoby się, że tego mitu nie znajdziemy tam, gdzie go nie powinno go być. Ale o jego dobrym zdrowiu nie decyduje niestety ani wykształcenie, ani profesja ani światopogląd ani religia i Kościoły. Jego dekonstrukcja to zadanie dla nas wszystkich. Albo się go podejmiemy albo nasze dyskusje wokół Jedwabnego, i jemu podobnych wydarzeń, będą przypominały rozmowę wokół odpowiedzi na pytanie: Czy Pani/Pan głosuje za wynalezieniem koła?

Jarosław Naliwajko SJ

 

Islamscy Reformatorzy
Trzej Muszkieterowie

Tygodnik Powszechny,
15 czerwca 2003

 

Islam najczęściej kojarzony jest z terroryzmem i wojną, dyskryminacją kobiet, fundamentalizmem. Jednak że jest to nieuprawnione uproszczenie udawadniają najlepiej prace trzech islamskich intelektualistów żyjących i publikujących na Zachodzie: Abdullahi Ahmeda an-Na’ima z Sudanu i Syryjczyków Aziza Al-Azmeha i Bassama Tibiego.

Sudańczyk w swoim głównym dziele "Toward an Islamic Reformation" (1996) proponuje odważną reinterpretację czy wręcz uchylenie obowiązkowego prawa muzułmańskiego - szariatu. Trudności są ogromne, bo otwarte zerwanie z szariatem jest wręcz nie do pomyślenia, tym bardziej że prawo to cieszy się wśród muzułmanów boską sankcją. Na dodatek, prawo to dzięki fundamentalistom przestaje być martwą literą, a sami muzułmanie chlubią się jego przestrzeganiem. Mimo tego an-Na’im pokazuje możliwość reinterpretacji bądź reformy szariatu, szczególnie tam, gdzie wchodzi on w kolizję z prawem międzynarodowym i dotyczy takich dziedzin, jak prawo konstytucyjne, karne czy prawa człowieka. Autor pokazuje, że tak naprawdę szariat jest owocem mrówczej pracy uczonych islamskich. Choć bazuje na świętym dla muzułmanów tekście, jest efektem trwających kilka stuleci interpretacji. Uczeni, natrafiając na sprzeczne ze sobą wersety Koranu powstałe w Mekce (zachowujące postawę dialogu wobec Żydów i chrześcijan) i potem w Medynie (Żydzi i chrześcijanie mają przyznany podrzędny status; sankcjonują świętą wojnę), wprowadzili zasadę nashu, która stanowi, że późniejszy fragment objawienia usuwa starszy. W ten sposób to nie bardziej tolerancyjne wobec innowierców wersety mekkańskie, ale sury medyneńskie, stały się podstawą dla stworzenia szariatu. An-Na’im wzywa do odwrócenia procesu nashu w imię pokojowego współżycia muzułmanów i innowierców.

Aziz Al-Azmeh domaga się w swym dziele "Islams and Modernities" zmian w politycznej myśli islamu. Jego zdaniem arabska polityka cierpi na dotkliwy brak środka: z jednej strony obłudnie szermujący sztandarem demokracji "islamiści" (widzą, że demokratyczne procedury mogą zapewnić im zwycięstwo, np. Algieria), z drugiej rządy, który, by odsunąć groźbę islamskich przewrotów, coraz bardziej dryfują w stronę dyktatury i to często z błogosławieństwem i bronią Zachodu. Te dwie przeciwstawne siły oraz niski poziom edukacji zniszczyły aktywną jeszcze kilkanaście lat temu opozycję liberalną i świecko-demokratyczną.

I wreszcie Bassam Tibi w książce "Im Schatten Allahs. Der Islam und die Menschenrechte" zajął się pojęciem praw człowieka w krajach islamu. Wielu muzułmanów sprzeciwia się koncepcji uniwersalnych praw człowieka jako jednostki, twierdząc, że muzułmanie dysponują specyficznymi islamskimi prawami człowieka, gwarantowanymi przez szariat. Tibi natomiast dowodzi, że nie są to prawa człowieka w zachodnim rozumieniu, lecz raczej obowiązki muzułmanina wobec gminy, a przede wszystkim Boga. Dlatego też Tibi, żyjący w Niemczech, twierdzi, że i inni muzułmanie żyjący na Zachodzie nie mogą domagać się zachowania suwerenności szariatu w krajach, gdzie stanowią mniejszość. Ostrzega i imigrantów, i rządy zachodnie przed pokusą przyznawania szczególnych praw muzułmanom. Nalega, aby prawa imigrantów, zgodnie z dotychczasową tradycją, wynikały z ich wolności indywidualnej. Tibi widzi dwie możliwe drogi rozwoju zachodnioeuropejskich muzułmanów: islam europejski - muzułmanie z diaspory powinni się nauczyć poszanowania europejskiej cywilizacji - lub islam getta - muzułmanie skazują się na zamknięcie w sferze własnych fobii, w ciągłej konfrontacji z niezrozumiałym otoczeniem.

 

Stanisław Guliński, Trzej muszkieterowie,
Tygodnik Powszechny 24 (2814), 15 czerwca 2003


Holocaust w Rumunii

Forum, 18 czerwca 2003

Władze rumuńskie po ostrej reakcji środowisk żydowskich wycofały się z twierdzenia, że w latach II wojny światowej w tym kraju nie było Holokaustu.

Rumuński rząd w ubiegły piątek wydał oświadczenie, w którym zachęca do przeprowadzenia "śledztwa w sprawie fenomenu Holokaustu w Europie" i zapowiada "otwarcie dostępu do dokumentów znajdujących się w archiwach umuńskich". Zarazem jednak w tym samym dokumencie stwierdzono, że w Rumunii, będącej sojusznikiem hitlerowskich Niemiec, "w latach 1940-1945 nie było Holokaustu".

Oświadczenie to spowodowało oburzenie w Izraelu. Rumuńska ambasador została w poniedziałek wezwana do izraelskiego MSZ, gdzie powiedziano jej, że twierdzenie, jakoby w Rumunii nie było Holokaustu, jest nieprawdziwe, i prowadzi do napięcia w stosunkach między Tel Awiwem a Bukaresztem.

Dotychczas rząd rumuński miał bardzo dobre stosunki ze społecznością żydowską, dlatego piątkowe oświadczenie zaskoczyło licznych obserwatorów. Minister kultury Razvan Theodorescu wyjaśniał później w wywiadzie radiowym, że rumuński rząd z czasów wojny wziął udział w Holokauście na okupowanych terytoriach położonych za Dniestrem, ale na samej ziemi rumuńskiej nie było obozów. Minister dopuścił jednocześnie, że ówczesna polityka państwa oparta była na dyskryminacji rasowej, a w kraju miały miejsce pogromy.

Izrael poważnie zareagował na oświadczenie, mówiąc, że "przeczy ono prawdzie historycznej". Minister spraw zagranicznych Izraela powiedział, że "rząd rumuński powinien znaleźć sposób na sprostowanie tej niefortunnej deklaracji, by przywrócić nasze stosunki dwustronne na właściwy kurs".

We wtorek rumuński rząd wycofał się z tego stanowiska, wydając komunikat, w którym przyznał, że prohitlerowski reżim Rumunii z lat 1940-44 "ponosi odpowiedzialność za ciężkie zbrodnie wojenne, pogromy i masowe deportacje rumuńskich Żydów". "Stosowane wówczas metody dyskryminacji i eksterminacji są częścią holokaustu" - głosi oświadczenie.

Historycy szacują, że w latach II wojny światowej zginęła połowa z 760 tys. Żydów zamieszkujących Rumunię, a także co najmniej 20 tys. rumuńskich Romów. Rumuńska Federacja Gmin Żydowskich obarcza byłego dyktatora marszałka Iona Antonescu odpowiedzialnością za wysłanie 250 tys. Żydów na pewną śmierć do nazistowskich obozów koncentracyjnych. Rumuńscy Żydzi oskarżają również Antonescu za masakrę 3-10 tys. Żydów w okolicach miasta Iasi w czerwcu 1941 r. Po wojnie Antonescu za zbrodnie wojenne został skazany na śmierć przez rumuński Trybunał Ludowy.