E-mail

English






PAMIĘĆ POLSKA I PAMIĘĆ ŻYDOWSKA

Cierpienia nasze i wasze

Ireneusz Krzeminski

Rzeczpospolita, Plus Minus,
22 November 2003

Żydzi wyprowadzani przez Niemców z warszawskiego getta podczas powstania w 1943 roku

 

FOT. (C) ŻYDOWSKI INSTYTUT HISTORYCZNY / REPRODUKCJA RAFAŁ GUZ

 

 

Referując w "Rzeczpospolitej" (Plus Minus z 19 –20 lipca) wyniki najnowszego badania, poświęconego antysemityzmowi i ksenofobii, stanowiącego powtórzenie badań z 1992 r. postawiłem tezę o wyraźnej opozycji między polską a żydowską pamięcią wojny i hitlerowskiej okupacji. Tezę tę chciałbym rozwinąć i zastanowić się dokładniej, na czym polega problem.

Wyniki ankietowego badania bowiem stanowić mogą istotny sygnał ważnego zagadnienia, ale tylko sygnał. Właściwie zaś - można je zinterpretować jako dane dokumentujące spontaniczną reakcję potocznej polskiej świadomości na sprawy, które nie do końca zostały podjęte w poważniejszej, publicznej debacie.

Wojna, czyli holokaust

Chodzi zaś o to, że obecnie w mediach, w debacie publicznej, a co za tym idzie także w świadomości potocznej społeczeństw zachodnich niezwykle aktywny jest obraz holokaustu, czyli zagłady Żydów przez hitlerowskie Niemcy. Pamięć holokaustu organizuje dziś pamięć o II wojnie światowej oraz monopolizuje, na dobrą sprawę, nie tylko to, co powinniśmy pamiętać, ale także to, jakie wnioski należy z tej tragicznej przeszłości wyciągnąć.
Umacnianie tej świadomości jest realizowane szczególnie aktywnie w Stanach Zjednoczonych. Nie ma tam chyba dziś najmniejszego college'u, w którym nie działałby program edukacyjny o holokauście, różnie zresztą nazywany. Ba, szanujące się szkoły średnie wprowadzają taki przedmiot. Daje to w efekcie niezwykłe wyczulenie na wszelkie przejawy antysemityzmu i - na ogół - prowadzi do ogólnego wyczulenia na wrogie stereotypy i nienawistne opinie etniczno-narodowe.

Ma to jednak także inne konsekwencje: obraz historii XX-wiecznej, a szczególnie obraz II wojny światowej jest głównie zorganizowany wokół wiedzy o zagładzie i cierpieniu Żydów. Holokaust staje się nie tylko centralnym elementem obrazu przeszłości, ale stanowi doniosły czynnik, rzutujący na współczesny obraz Europy, budowany w potocznej świadomości. Ten najbardziej potoczny, podstawowy, niezbyt tym samym zniuansowany obraz niesie ze sobą wyobrażenie o Polsce i Polakach, zdecydowanie dla nas niekorzystne. W obrazie tym Polacy występują jako szczególnie niechętni Żydom. Antysemityzm Polaków staje się zgoła czymś przysłowiowym. W obrazie II wojny światowej Polacy prezentowani są jako - najprościej rzecz ujmując - pomocnicy hitlerowskich zbrodniarzy.

Nie oznacza to, rzecz jasna, aby zapomniano albo umniejszano rolę Niemców i nazistowskiego aparatu, ale w tym obrazie okrutnym Niemcom towarzyszą równie źli Polacy. Bez żadnego trudu w amerykańskiej prasie, i to tej najlepszej i najbardziej wpływowej, można znaleźć rozważania z założenia oparte, na przykład, na opinii, że antysemityzm Polaków był bardzo pomocny Niemcom, przystępującym do dzieła mordowania narodu żydowskiego. Przyjmuje się szereg podobnych założeń, na przykład takie, że ze względu na znany antysemityzm Polaków większość obozów śmierci Niemcy ulokowali na terenie Polski.

Zadośćuczynienie i zła wola

Zbrodnia holokaustu dokonana przez hitlerowskie Niemcy nie budzi żadnych wątpliwości, ale zarazem równie oczywisty jest obraz przemiany Niemiec i Niemców, a także ekspiacji, dokonanej przez niemiecki naród, który przecież nie w całości składał się ze zbrodniarzy. Wydana kilka lat temu książka Daniela Goldhagena, słynna z powodu radykalnej tezy, że ogół Niemców odczuwał zbrodnicze zamysły wobec Żydów, była od początku krytycznie przyjmowana w Stanach Zjednoczonych, również w kręgach żydowskich.

Zupełnie inaczej wygląda obraz Polaków jako - generalnie rzecz biorąc - antysemitów. Jest to obraz, po pierwsze, w ogóle bezdyskusyjny. Nawet zdecydowani polscy przyjaciele Żydów są krytykowani, gdy mówiąc o antysemityzmie części swych ziomków na ogół odrzucają oskarżenia o współudział Polaków w mordowaniu Żydów.

Po drugie, obraz Polaków jako współmorderców Żydów jest nawet bardziej aktywnym i wzbudzającym żywsze emocje elementem pamięci o przeszłości niż pamięć o zbrodniczych Niemcach. Tym bardziej że rozciąga się poza obraz okupacji hitlerowskiej i dotyka sytuacji w Polsce powojennej. W powszechnej opinii Polacy - w odróżnieniu od Niemców - ani nie zlikwidowali swego antysemityzmu, ani - tym bardziej - wcale nie są skłonni zgodzić się ze skonstruowanym przez pamięć żydowską obrazem, który daje im tak negatywną ocenę w opisie przeszłości.

Otwiera się tu następujący problem - czy zbrodnicze przestępstwa Polaków pod okupacją niemiecką, włącznie ze zbrodnią w Jedwabnem, można określić jako współudział społeczeństwa polskiego lub narodu polskiego w holokauście? Sądzę, że przed taką odpowiedzią wstrzyma się większość nawet tych, którzy uważają za swój obowiązek uznać ogrom polskich win wobec Żydów. A przecież, tak właśnie widzi się sytuację w potocznym obrazie amerykańskim i zachodnim. Zresztą obraz okupacji Polski wyprany jest ze wszystkiego, co nie dotyczy holokaustu - pamięć o Polakach ratujących swych żydowskich współobywateli właściwie w tym obrazie nie występuje. Można powiedzieć, że pojawia się ona tylko w sytuacjach specjalnych, odświętnych i wtedy mówi się, że między Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata najwięcej jest Polaków i polskich drzewek w parku Pamięci. Nic więc dziwnego, że w publicznym dyskursie często występuje jako swego rodzaju figura retoryczna "polska niezgoda" z takim obrazem przeszłości. Jest to także element często podkreślany i krytykowany w opiniach na temat Polaków.

Lecz polska niezgoda na obraz przeszłości, wynikający z pamięci żydowskiej, dotyczy jeszcze jednej, kto wie, czy nie najważniejszej sprawy. Obraz przeszłości zbudowany wokół pamięci holocaustu z tego ostatniego czyni centralny element przeszłości wojennej, a i powojennej, absolutnie specjalny i niedający się z niczym innym porównać. Przez to cierpienia Żydów są wyjątkowe, jak czymś wyjątkowym był sam zamysł wymordowania całego narodu! Prowadzi to do przekonania, że wszelkie cierpienia wojenne (i powojenne) jakiegokolwiek innego narodu, czy społecznej kategorii - są jakby tylko bladym odbiciem tej zbrodni wyjątkowej i - zatem - wyjątkowego cierpienia. W tej sytuacji zniknąć w obrazie przeszłości muszą również cierpienia Polaków, tak, jak i innych narodów, udręczonych przez nazizm niemiecki. Polskie cierpienie tym większej ulega deprecjacji, im silniejsze jest przekonanie o winie Polaków wobec Żydów.

Problem ten swego czasu tylko raz został poruszony w publicznej dyskusji, jaka toczyła się w nieistniejącym już "Życiu". Dyskusja dotyczyła zagadnienia, czy holokaust był zbrodnią wyjątkową i czy w związku z tym cierpienie żydowskie nie może być porównywane z żadnym innym, zwłaszcza z cierpieniami Polaków. Stałem i stoję na stanowisku, że - istotnie - zbrodni holokaustu nie można porównać z żadnym innym zbrodniczym przedsięwzięciem hitlerowskich Niemiec. Nazistowskie Niemcy bowiem postawiły Żydów i każdego Żyda poza ludzkim prawem, dokonując jakby wykluczenia narodu żydowskiego z ludzkości. To zupełnie co innego niż uznanie jakiegoś narodu - jak to było w przypadku Polaków - za "materiał" gorszy rasowo i mający w przyszłym świecie pełnić rolę służebną wobec rasy niemieckich panów. Było to możliwe dzięki szczególnemu "wzbogaceniu" tradycyjnej europejskiej ideologii antysemickiej o teorię rasową, uznającą "rasę żydowską" za "zdegenerowaną".

Uznanie wyjątkowości zbrodniczego projektu holokaustu nie oznacza automatycznie oceny, że inne narody nie doznały pod niemiecką okupacją cierpień w inny sposób wyjątkowych i nie mniej strasznych. Faktem znamiennym był przed kilku laty lapsus prezydenta Niemiec, który, przybywając do Polski, pomylił powstanie w getcie warszawskim z powstaniem warszawskim. Ten lapsus był niezmiernie znaczący, także dla przyszłości. Bowiem i sami Niemcy, i cały świat całkiem zapomniał o tym, co wydarzyło się niezwykłego z Warszawą, wielkim europejskim miastem, które zostało właściwie zrównane z ziemią, a jego mieszkańcy wypędzeni. To w historii Europy wydarzenie bezprecedensowe od czasów starożytności! I, jak się okazuje, w ogóle niepamiętane, zwłaszcza przez sprawców zagłady Warszawy.

Niemcy jako (po)wojenne ofiary

Lapsus prezydenta Niemiec, człowieka świetnie wykształconego, nie wydaje się przypadkowy. W "Rzeczpospolitej" Katarzyna Kołodziejczyk nie tak dawno temu pisała, że agencja DPA - jedna z agencji prasowych o światowej renomie! - podała informację oÉ polskim obozie w Auschwitz. Protest Kołodziejczyk skwitowano stwierdzeniem, że notkę pisał młody człowiek, skąd więc mógł wiedzieć, iż Auschwitz nie był obozem polskim! Przypomniała tę sprawę Danuta Zagrodzka w "Gazecie Wyborczej" (w artykule "Powrót niemieckich demonów?" z 20 - 21 września). W tekście tym autorka opowiada też o wydarzeniu, którego sama była uczestniczką: na eleganckim i "postępowym" przyjęciu w Bonn jakieś panie żaliły się, że ich rodziny zostały wysiedlone przez Polaków z dawnych Prus i Śląska. Gdy autorka odrzekła na to, iż jej rodzice zostali także wysiedleni, tyle że przez Niemców z Gdyni, wielce się zdziwiły i nawet jej dziękowały - jak relacjonuje Zagrodzka - że im o tym powiedziała, bo o niczym takim nie słyszały.

Wygląda na to, że uznano, iż Niemcy rozliczyli się już ze swej zbrodni wobec Żydów. Ba, można nawet powiedzieć, że niemiecka pokuta za holokaust stała się czymś rytualnym w niemieckim życiu i kulturalnym, i naukowym. Ale przy tej okazji niemieckie zbrodnie wobec innych narodów - w tym także wobec Polaków - całkowicie znikły ze świadomości potocznej. Im bardziej upowszechniać się począł stereotypowy obraz Polaka antysemity, wspomagającego holokaust, tym łatwiej było Niemcom zapomnieć o zbrodniach wobec Polaków. Starszemu pokoleniu Niemców, rozliczającemu swych rodziców za milczenie o zbrodniach wojennych, czyli nade wszystko o holokauście, było - jak sądzę - łatwo przyjąć tezę o polskim antysemityzmie. Koniec końców, w ten sposób mogli łatwiej znieść ciężar poczucia winy i podzielić go z Polakami - antysemitamiÉ

Sam pomysł oraz atmosfera towarzysząca w Niemczech idei powołania Centrum przeciwko Wypędzeniom, dokumentującego okrutny los, zgotowany Niemcom m.in. przez Polaków, dobitnie dowodzi, że niemieckie zbrodnie wobec Polaków uznano także za "całkowicie rozliczone". I Niemcy teraz oto mają prawo domagać się uznania (i zanotowania w zbiorowej pamięci) okrucieństw, jakich doznali od innych w końcu wojny i zaraz po niej, szczególnie zaś - od Polaków. Następni są Czesi, będący przecież jedną z pierwszych ofiar hitlerowskiej Rzeszy.

Roszczenia wydają się tym bardziej uzasadnione, że we współczesnym dyskursie wszelkie działania odwetowe i zemsta, choćby za najgorsze krzywdy, wydaje się czymś godnym potępienia. Zgodnie z tym, także Niemcy mają prawo wytknąć swym ofiarom, że po wojnie mściły się na nich okrutnie, i żądać teraz moralnego co najmniej zadośćuczynienia.

Między hitleryzmem a stalinizmem

Tymczasem - jak już wspomniałem - Polacy, wedle potocznego przekonania, wypierają się swych win i nie chcą zgodzić się na powszechnie już przyjmowany obraz przeszłości. Wprawdzie wolność przyniosła w Polsce - jak i w innych krajach regionu - możność i konieczność przedyskutowania przeszłości bez żadnego kagańca cenzury, ale z powodu komunistycznej "obróbki" historii i pamięci zbiorowej nie jest to łatwe. Ze względu na to, że w obrazie historii centralne miejsce zajmuje holokaust, nic dziwnego, że kwestia stosunków polsko-żydowskich wybija się na plan pierwszy. Do rozważań o takich wydarzeniach jak powojenny pogrom kielecki dołączyła sprawa Jedwabnego i okolicznych miejscowości, których mieszkańcy dokonali zabójstw Żydów po inwazji niemieckiej na te tereny, przyłączone siłą do ZSRR w 1939 roku.

Mieszkańcy opuszczający stolicę podczas powstania warszawskiego w 1944 roku

 

FOT. (C) ZE ZBIORÓW WŁADYSŁAWA BARTOSZEWSKIEGO

 

 

Wciąż bolesne i otwarte pozostają takie kwestie, jak zakres tzw. szmalcownictwa, a z drugiej strony - wielkość ofiar poniesionych przez tych, którzy ukrywali Żydów. Różne autorytety moralne przypominają Polakom ich winy wobec Żydów, współobywateli Polski, i skłaniają do ekspiacji. Pełna emocji debata o zbrodni w Jedwabnem została zresztą - wbrew obawom części dyskutantów - bardzo pozytywnie odebrana przez opinię żydowską i generalnie - amerykańską. Można powiedzieć, że obraz Polaków zyskał na tym. Nieżyczliwe, albo i wrogo, do Polaków nastawione środowiska amerykańskie odebrały tę dyskusję zaskakująco dobrze. Wielu mówiło, że nareszcie Polacy przyznają się do swych win i skłonni są do przeproszenia za nie.

Rzecz jednak w tym, że z punktu widzenia polskiej opinii publicznej, to zarazem obraz jednostronny. Wszak rozliczanie się Polaków z win - czy to wobec Żydów, czy to przedstawicieli innych narodów, jak choćby Ukraińców - wpisuje się łatwo i współbrzmi z obrazem dominującym w świadomości zbiorowej świata. A więc obrazem Polaków antysemitów, których nieżyczliwość do Żydów w różny sposób sprzyjała hitlerowskiej zbrodni. Rozliczenia z przeszłością, paradoksalnie, mogą przynosić zmianę opinii o Polakach na bardziej pozytywną, ale w żaden sposób nie zmienia to obrazu przeszłości. A w nim całkiem nieobecne jest polskie cierpienie i nasze bolesne doświadczenie historyczne.

Nie chodzi tylko o cierpienia zadane przez Niemców. Obraz przeszłości, jaki staje się obowiązujący i "poprawny politycznie", konsekwentnie eliminuje wszelkie inne źródła męki i okrucieństwa, ze zbrodniami sowieckiego komunizmu na czele. Po dziś dzień porównanie zbrodni hitlerowskich Niemiec ze stalinowskim Związkiem Radzieckim budzi nie tylko konsternację, ale zgoła oburzenie. Zwłaszcza w Europie, a tego dobrą ilustracją była burza, jaka wybuchła po ukazaniu się we Francji "Czarnej księgi komunizmu", poświęconej ludobójstwu komunistów stalinowców. Doszukiwanie się podobieństwa między nazistowską zbrodnią holokaustu a morderczym systemem komunistycznym, zbudowanym przez Stalina, wielu intelektualistów uznało za niemądre i niestosowne. Ba, śmiałek, głoszący taki pogląd, może nawet być potępiony w imię poprawności politycznej!

Tymczasem w przypadku Polaków nakładanie się na siebie - by tak rzec - zbrodni nazizmu i komunizmu odgrywa także istotną rolę w rozważaniach nad stosunkami polsko-żydowskimi i cierpieniem obu narodów. Polskie oskarżenia pod adresem Żydów o współpracę z Sowietami okupującymi wschodnie ziemie Polski są uznawane wyłącznie za przejaw tego samego antysemityzmu Polaków, który jest odpowiedzialny za mordowanie Żydów pod okupacją niemiecką. Armia Krajowa - duma Polaków - ukazywana jest przez wiele środowisk żydowskich jako organizacja mordująca niewinnych Żydów. To kolejna komplikacja, która czyni żydowski obraz przeszłości zupełnie odmiennym od polskiego. Tyle że polski obraz przeszłości, usiłujący jakoś oddać wyżej wspomniane komplikacje, jest niejasny albo - w konfrontacji z obrazem pamięci żydowskiej - zgoła niepoprawny.

Wzajemne oskarżenia

Dyskusje, jakie toczyły się w Polsce w ciągu kilku ostatnich lat, na temat przeszłości i stosunków polsko-żydowskich dowiodły, że polska pamięć także nie jest jednolita, a co więcej - w szczególny sposób podzielona. Ci, którzy pragną wejść w dialog z pamięcią żydowską - i za jej sprawą z powszechnym już obrazem przeszłości - kładą nacisk na konieczność rozliczenia się Polaków z ich wojennej przeszłości, niezbyt życzliwej innym, przede wszystkim Żydom. Demitologizują oni - i w dużym stopniu słusznie - obraz postępowania Polaków pod niemiecką okupacją. Zarazem na ogół owe autorytety moralne z oburzeniem piętnujące rodaków za ich zbrodnicze czasem zachowania całkowicie pomijają rzeczywiste cierpienia Polaków, a już szczególnie daleko są od tego, aby uwzględniać zbrodnie komunistyczne wobec naszego narodu. Te zbrodnie, jeśli się o nich mówi, stanowią jakby osobną szufladę, a wszelkie - jak to nazwałem - nakładanie się zbrodni obu systemów, rodzące dodatkowe problemy, zupełnie nie jest brane pod uwagę.
Powoduje to umocnienie drugiego obrazu przeszłości, który skomponowany jest z obrony polskich cierpień. Pamięć o polskich cierpieniach, a także zasługach Polaków w walce zarówno z hitleryzmem, jak i z komunizmem niejako z definicji przyjmuje formę konfrontacyjną: jest przeciwstawieniem się pamięci żydowskiej i skonstruowanemu przez nią obrazowi przeszłości. Wypełnia go konkurencja z Żydami o to, kto się bardziej nacierpiał.
Cierpienie Polaków jest tu ogromne i nie mniejsze niż Żydów, czy jeszcze innych narodów. Znajdują się w tym obrazie mocne lub słabsze antyżydowskie, antysemickie elementy i stereotypy, bo obrona polskiego cierpienia podejmowana jest aktywnie właściwie tylko przez przedstawicieli środowisk mniej lub bardziej powiązanych z tradycją myślową i zgoła polityczną Narodowej Demokracji. Nic dziwnego, że endecka choroba odżywa w nowszych wersjach, m.in. serwowanych przez księży redaktorów i publicystów Radia Maryja (z osławionym Jerzym Robertem Nowakiem). Nie dość, że odżywają stare, wrogie treści ideologiczne, to, co gorsza, dla ich uzasadnienia często używa się rzeczywistych, bolesnych doświadczeń Polaków. Tym samym dążenie do utrwalenia pamięci o polskim cierpieniu wyrażone jest w sposób, który całkowicie kompromituje Polaków, a obraz przeszłości, sugerowany przez pamięć żydowską, tylko zyskuje uznanie. Prowadzi to do kolejnych wzajemnych oskarżeń i utrwala konkurencję polsko-żydowską, bynajmniej nie służąc ani zbliżeniu obrazu przeszłości Żydów i Polaków, ani umocnieniu prawdy historycznej o strasznych latach wojennych i powojennych.
Czy można w tej sytuacji coś zrobić? Odpowiedź na to pytanie - jak mi się wydaje - zależna jest nade wszystko od ponownego spojrzenia na dramatyczne doświadczenie naszego narodu w ciągu minionego półwiecza. Chodzi zaś o szczególne spojrzenie: takie, które zarówno pozwoliłoby dostrzec ogrom zapomnianych cierpień i nierozliczonych win wobec Polaków, jak i odwrotnie: sprawiedliwą miarą ukazałoby polskie winy i krzywdy zadane innym przez Polaków. Wymaga to też zabiegów całkowicie pomijanych przez polską politykę, a przecież stanowiących jedno z ważnych zadań polityków: budowanie pozytywnego obrazu Polski i Polaków w potocznej opinii świata.

Jak się okazuje, bez nawiązania do przeszłości trudno wykreować przekonujący obraz kraju i narodu w globalnej już świadomości społecznej. Tak jak niektórzy z nas bronią obrazu narodu używając starych, antysemickich argumentów, tak i społeczeństwa europejskiej mają tendencję do użycia, wydawałoby się, dawno zapomnianych stereotypów, niechętnych Polakom: prostakom, złodziejom i pijakom.

IRENEUSZ KRZEMIŃSKI

Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, kierownikiem Pracowni Teorii Zmiany Społecznej Instytutu Socjologii UW, prorektorem Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia.