E-mail

English






90. URODZINY JANA NOWAKA-JEZIORAŃSKIEGO

Pasja do Polski

Plus Minus, Rzeczpospolita 17 maja 2003

FOT. JAKUB OSTAŁOWSKI

Najlepiej służysz sobie, służąc Przepis na życie zaczerpnął od matki: "innym". Oraz od Henryka Sienkiewicza, który radził obrać sobie jakiś altruistyczny cel i związać się z nim tak mocno, żeby jego niespełnienie było osobistą porażką, a ziszczenie spełnieniem osobistym. I służył owocnie, a spełniło mu się więcej, niż ośmielał się marzyć, choć życie nie potoczyło mu się tak, jak w młodości zamierzył.


Rósł w Polsce odrodzonej. Chciał być - jak Franciszek Drucki-Lubecki, minister skarbu Królestwa Polskiego, lub Eugeniusz Kwiatkowski, minister przemysłu i handlu, a potem skarbu i wicepremier w rządach po 1926 r. - działaczem gospodarczym i ekonomistą. Za radą właśnie Kwiatkowskiego, z którego synem Janem się przyjaźnił, obrał studia na jedynym wówczas wydziale ekonomicznym w Polsce, u profesora Edwarda Taylora na Uniwersytecie Poznańskim. Pracę nad doktoratem o cyklu koniunktury gospodarczej w latach 1929 - 1936 przerwało mu powołanie do wojska. W kampanii wrześniowej walczył w 2. Dywizjonie Artylerii Konnej. Trafił z całym oddziałem do niewoli, uciekł z transportu do obozu jenieckiego, wrócił do rodzinnej Warszawy. Miał być człowiekiem nauki, pisana mu była walka.


Na kurierskim szlaku


Wstąpił do konspiracji. Pierwszy pseudonim nawiązywał do marzeń sprzed wojny. Nazwał się Janem Kwiatkowskim - przybrał imię i nazwisko przyjaciela, syna młodzieńczego mentora. Dopiero później został kurierem Janem Nowakiem. Dwukrotnie przedzierał się z okupowanej Polski do naczelnego wodza i rządu Rzeczypospolitej na uchodźstwie. Z drugiej podróży wrócił do kraju 26 lipca 1944 roku, 29 lipca spotkał się z generałem Borem-Komorowskim, już po wydaniu przez niego decyzji o mobilizacji, ale jeszcze przed rozkazem o rozpoczęciu powstania. To, co miał do przekazania dowództwu AK od premiera Mikołajczyka i generała Sosnkowskiego, było już nieaktualne. "Nie wywarłem w czasie ostatniej wojny żadnego wpływu na decyzje polityczne i wojskowe, byłem natomiast naocznym świadkiem, który zetknął się z czołowymi postaciami polskiego dramatu lat 1943 - 1944 i oglądał go w chwilach najbardziej krytycznych z dwu stron: z Warszawy i Londynu" - wspominał. Wysnuł z tego doświadczenia wnioski, którym pozostał wierny jako dyrektor Radia Wolna Europa.


Radiową służbę Polsce rozpoczął właśnie podczas powstania. Związany z Biurem Informacji i Propagandy od czasu akcji "N" - dywersji wśród Niemców, trafił do zorganizowanego przez BiP powstańczego Radia Błyskawica, redagował także serwis informacyjny dla angielskiej prasy. Był podkomendnym Tadeusza Żenczykowskiego "Kowalika". Kilka lat później relacja ta odwróciła się, i w Wolnej Europie Żenczykowski, używający w radiu nazwiska Zawadzki, był jego zastępcą i najbardziej zaufanym współpracownikiem.


7 września powiedział do narzeczonej, łączniczki Jadwigi Wolskiej "Grety": "To już koniec. Musimy być razem". Powstańczy kapelan udzielił im ślubu. Przeżyli wspólnie 55 lat. Ostatnią audycję Błyskawicy dla Anglików Jan Nowak nadał w dniu kapitulacji powstania. 19 grudnia 1944 r., wraz z żoną, wyruszył w ostatnią podróż kurierską. Po niesłychanych perypetiach dowieźli do Londynu kronikę powstania zapisaną na 6600 metrach taśmy filmowej (powstał z niej dokumentalny obraz "Last Days of Warsaw") i mikrofilmy od dowódców AK, delegata rządu i stronnictw politycznych. Był to pierwszy zbiór dokumentów na temat powstania, jaki trafił do władz polskich na uchodźstwie i do aliantów. W Londynie Jan Nowak napisał pierwszą relację o powstaniu, "63 days. The Story of the Warsaw Rising". Pomagał też potem Tadeuszowi Borowi-Komorowskiemu w pisaniu jego pamiętników.


Za służbę kurierską i walkę w powstaniu został odznaczony Krzyżem Walecznych i Orderem Virtuti Militari.


Cudowna zmowa


Jan Nowak był najpoważniejszym kandydatem na dyrektora założonej przez Amerykanów rozgłośni radiowej. Ale skłócone instytucje emigracyjne nie potrafiły uzgodnić nominacji, i Głos Wolnej Polski rozpoczął nadawanie audycji 4 sierpnia 1950 r. pod innym kierownictwem. Był dopiero trzecim dyrektorem, ale Radio Wolna Europa do historii przeszło takie, jakie on stworzył. "Zespół, który zebrał się dziś wokół mikrofonu, składa się z ludzi o najróżniejszych przekonaniach i zapatrywaniach politycznych, ale łączy nas wszystkich ta cudowna zmowa, którą daje dążenie do jednego, wspólnego celu" - mówił 3 maja 1952 roku w przemówieniu inauguracyjnym. A ów cel tak przedstawił: "Nadejdzie jeszcze ten dzień, kiedy Jutrzenka Swobody zabłyśnie znowu nad Warszawą. Będzie to dzień Waszego zwycięstwa, Waszego tryumfu - tryumfu Narodu, który w najgorszych chwilach nie utracił wiary! Rodacy! Gdziekolwiek jesteście, pamiętajcie: Polska żyje, Polska walczy, Polska zwycięży".


W ciągu prawie ćwierćwiecza kierowania Wolną Europą Jan Nowak musiał prowadzić walkę na trzy fronty. "Z podstępnym niszczeniem całej naszej narodowej spuścizny, w obronie wiary. Z rusyfikacją i sowietyzacją polskiej kultury, z wynaradawianiem młodzieży. Z fałszowaniem naszej historii i naszych tradycji. Będziemy mówili głośno to, czego społeczeństwo polskie wypowiedzieć głośno nie może, bo ma knebel w ustach" - zapowiadał w pierwszej audycji. O dwóch pozostałych frontach walki: ze skłóconymi frakcjami emigracyjnymi oraz nie zawsze przychylną sprawie polskiej polityką amerykańską powiedzieć w eterze nie mógł. Śladów tej walki pełno jest jednak w korespondencji Jana Nowaka z Jerzym Giedroyciem. Mogło się niekiedy wydawać, że już tylko ci dwaj pozostali w owej "cudownej zmowie", której celem jest niepodległa Polska.


Trzecia podróż


Aż przyszedł dzień, w którym okazało się, że takich jak oni jest legion. Jan Nowak-Jeziorański mógł widzieć to - jeszcze z waszyngtońskiej oddali - na filmie ze strajku w Stoczni Gdańskiej, gdyż zarejestrowane zostały takie dwie sceny. Na jednej robotnicy zgromadzeni w sali BHP słuchają przez radio wiadomości nadawanych z Warszawy, słychać spikera, który dementuje "pogłoski", jakoby na Wybrzeżu doszło do "niepokojów i przerw w pracy" - a stoczniowcy wybuchają niepohamowanym śmiechem. Na drugiej strajkujący wysłuchują rzetelnej relacji o wydarzeniach, w których właśnie uczestniczą - z Monachium, z Wolnej Europy. Bez ryzyka błędu można o nich powiedzieć "dzieci Nowaka", ci, o których mówił 29 lat wcześniej, że "w najgorszych chwilach nie tracą wiary".


Trzecia podróż kurierska Jana Nowaka trwała 45 lat. Do Warszawy mógł znowu przyjechać dopiero w końcu sierpnia 1989 roku, na 9. rocznicę Porozumień Sierpniowych i 50. rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. A wyjeżdżał 12 września - w dniu inauguracji rządu Tadeusza Mazowieckiego. Tę datę Nowak-Jeziorański uważa za równorzędną z 11 listopada 1918. To jeszcze jeden dzień, w którym mógł doznać tej powszechnej "cudownej zmowy" i poczuć się człowiekiem spełnionym. Przyjeżdżał coraz częściej, a od prawie roku zamieszkał w kraju na stałe i - jak mówi - oddycha swojskością. Nie zawsze odpowiada ona marzeniom. Ale Jan Nowak powtarza często: "nigdy nie straciłem wiary w społeczeństwo polskie".


Andrzej Kaczyński