E-mail

English






W poszukiwaniu wroga

Andrzej Żbikowski

Gazeta Wyborcza

28 kwietnia 2002

Czy rzeczywiście pogrom w Jedwabnem znajduje jakieś wytłumaczenie w zachowaniu się społeczności żydowskiej pod okupacją sowiecką? Dyskusję historyków poświęconą temu problemowi omawia Andrzej Zbikowski.

 

Czy polscy historycy potrafią w sposób obiektywny debatować nad bolesnymi wydarzeniami z przeszłości? Chyba nie wykorzystali szansy, jaką stanowiło ujawnienie antysemickich pogromów w Łomżyńskiem dokonanych latem 1941 r. Na próbę demitologizacji kombatancko-martyrologicznego wizerunku Polaków w czasie wojny, jaką podjął Jan T. Gross w książce "Sąsiedzi", wielu uczonych zareagowało oburzeniem. Niektórzy zaczęli nawet wygłaszać teorie wiodące na manowce - pojawiły się głosy o szkalowaniu narodu, żydowskim spisku ("komu to służy?") czy "żydokomunie".


Inni dyskutanci - dość przypomnieć prof. Tomasza Strzembosza, badacza dziejów polskiego podziemia zbrojnego - twierdzili, że mordy w Jedwabnem, Radziłowie i kilkudziesięciu innych miejscowościach były odwetem lokalnych społeczności za kolaborację Żydów z władzami ZSRR w latach 1939-41.


Żydowscy zdrajcy

Kolaboracja pod okupacją sowiecką jest dla naszych historyków rzeczywistym wyzwaniem wymagającym poważnych studiów. Badania nad tą niezwykle złożoną problematyką rozpoczęto stosunkowo późno. Długo też przodowała w nich grupa naukowców skupionych wokół prof. Strzembosza. Historyków owych interesowały przede wszystkim takie tematy, jak sowiecka polityka represji wobec ludności polskiej czy polski ruch oporu. Mniejszości narodowe budziły mniejsze zainteresowanie - przede wszystkim jako punkt odniesienia dla polskiego oporu i martyrologii.


Jaki zatem charakter miały stosunki polsko-żydowskie na Kresach Wschodnich w ocenie Strzembosza? W artykule "Przemilczana kolaboracja" ("Rzeczpospolita" z 27-28 stycznia 2001) profesor stawia mocną tezę: "Ludność żydowska, w tym zwłaszcza młodzież oraz biedota miejska, wzięła masowy udział w powitaniu wojska sowieckiego. Z bronią w ręku". Sowietów witano nie w obawie przed wkroczeniem na te tereny wojsk hitlerowskich, gdyż - pisze dalej Strzembosz - w 1940 r. wielu Żydów uciekło z ziem zajętych przez ZSRR i zarejestrowało się na powrót pod okupacją niemiecką. Co więcej, powitaniu Armii Czerwonej towarzyszyło tworzenie milicji ludowych i podejmowanie "aktów rewolty przeciwko państwu polskiemu". Strzembosz wspomina o 16 takich rewoltach, sugerując, że z pewnością było ich dużo więcej.


Historyk przyznaje, że Żydzi mieli pewne "rachunki krzywd" z przedwojenną Rzeczpospolitą, lecz mimo wszystko: "Jeśli Polski nie uważali za swoją ojczyznę, nie musieli wszak jej traktować jak okupanta i wspólnie z jej śmiertelnym wrogiem zabijać polskich żołnierzy, mordować uciekających na wschód polskich cywilów. Nie musieli też brać udziału w typowaniu swoich sąsiadów do wywózek".


Mocne to oskarżenia. Tym mocniejsze, że autor nie wspomina, iż chodzi o zachowania co najwyżej marginalnych grup społeczności żydowskiej, jeśli nie pojedynczych osób. Ilu to Żydów zabijało polskich żołnierzy i typowało cywilów do wywózek? Strzembosz nie zaprząta sobie głowy tą kwestią.


W artykule „Z jednej okupacji pod drugą” („Rzeczpospolita” z 28 lipca 2001) twierdzi, że po 6 grudnia 1940 r. „dla biedoty żydowskiej i ludności pochodzenia białoruskiego otwierały się szeroko wrota pracy w RKM [Robotniczo-Chłopskiej Milicji]”. Sam jednak przyznaje, że - jak wynika ze statystyk sowieckich - ludność żydowska jest reprezentowana w RKM „w stopniu większym niż wynikałoby to z jej procentowego udziału w danej populacji, nie ma jednak pozycji dominującej”. Skąd zatem wzięło się „powszechne odczucie Polaków, że w milicji byli głównie Żydzi i że to oni masowo uczestniczą w aktach represji, deportacjach czy aresztowaniach”? Strzembosz tak to tłumaczy: „Dopiero zwrócenie uwagi na nieumundurowaną, lecz uzbrojoną ťmilicję pomocniczą Ť, na którą wskazały szerzej relacje związane ze ťsprawą Jedwabnego Ť, zdaje się wyjaśniać ową sprzeczność. To ona bowiem gromadzi w zdecydowanej większości miejską ludność żydowską. Brak jest jej w statystykach (przynajmniej w tych, na które udało mi się natrafić), występuje jednak licznie w opisywanych faktach”.


Szkoda tylko, że nikt poza Strzemboszem owych faktów nie zna. Historyk rozumuje następująco: skoro kresowi Polacy byli przekonani, że Żydzi to kolaboranci, widocznie musieli mieć jakieś podstawy. Ponieważ owych podstaw nie sposób znaleźć w statystykach, trzeba je... wymyślić.


Potęga stereotypu

Zbliżone podejście znaleźć można w interesującej, choć bardzo kontrowersyjnej książce Marka Wierzbickiego "Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim. Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką (1939-1941)" (wyd. Fronda, 2001). Zdaniem Wierzbickiego nagły wybuch agresji wobec Żydów latem 1941 r. nastąpił nie bez powodu - stosunki polsko-żydowskie musiały się więc pod okupacją sowiecką bardzo pogorszyć. Ten nieodosobniony w polskiej historiografii pogląd zakłada implicite, że owe stosunki przed wojną były całkiem niezłe, a popsuły się dopiero po 1939 r. z winy Żydów.


Czym zatem zawinili Żydzi - może nie wszyscy, lecz jednak bardzo wielu? W największym skrócie - obojętnością na los polskiego państwa i polskich współobywateli, bezlitosnym odgrywaniem się za wszelakie urazy z lat wcześniejszych oraz "koniunkturalną kolaboracją" z nowymi władcami, czyli zajmowaniem tych stanowisk w nowych strukturach politycznych, gospodarczych i społecznych, z których sowiecki okupant usunął Polaków. Choć nie wszyscy Żydzi postępowali w ten sposób - oddajmy sprawiedliwość Wierzbickiemu, który mocno podkreśla ów fakt - polska opinia zgeneralizowała cząstkowe doświadczenia i wystawiła rachunek całej społeczności żydowskiej.


Książka Wierzbickiego nieco relatywizuje polską mitologię, niemniej jej zasadnicze twierdzenia pozostawia w mocy. Autor nie powiela ponurych stereotypów "żydokomuny" i "żydowskiej zdrady" - raczej zdaje się sugerować, iż przesadne generalizacje prowadziły do fałszywych ocen. W ostatniej wypowiedzi na ten temat ("Gość Niedzielny" z 23 lutego 2003) pisał: "Polacy oceniali negatywnie zaangażowanie części Żydów po stronie okupanta, uznając to za akt zdrady narodowej. W krótkim czasie upowszechniła się fałszywa opinia, że wszyscy Żydzi są zwolennikami władzy sowieckiej".


Kto tę fałszywą opinię upowszechniał? Z różnych wypowiedzi autora można wnosić, że głównie ci Polacy, którzy pozostawali pod wpływami Stronnictwa Narodowego (endecji), niechętni Żydom z powodu "ich dominującej pozycji w dziedzinie handlu i usług".


Zapytajmy jeszcze, na czym miałby polegać ów żydowski "akt zdrady narodowej". We wspominanej książce można przeczytać, że "główną rolę w powstaniu tego zjawiska odegrały pierwsze miesiące okupacji, kiedy władze sowieckie przeprowadzały brutalną depolonizację Kresów, często połączoną z fizyczną eliminacją tamtejszych polskich elit". Wówczas to część Żydów uczestniczyła "w antypolskich rebeliach, działaniach dywersyjnych, represjach milicji obywatelskiej, działaniach lokalnych struktur administracji" - mówiąc wprost: kolaborowała. Tu chodzi - zdaniem autora - o fakty, a nie o jakieś urojenia tamtejszych Polaków czy "wrażenie oparte na utrwalonym w świadomości zbiorowej Polaków stereotypie Żyda-komunisty (żydokomuny)".


Skoro jednak kolaborowała tylko część społeczności żydowskiej, dlaczego Polacy oskarżali i piętnowali wszystkich Żydów bez wyjątku? Wierzbicki przyznaje, że "wroga wobec państwa polskiego postawa Żydów - zwolenników władzy sowieckiej" ze strony "niekiedy nielicznej, ale łatwo zauważalnej" grupy aktywistów została przez Polaków uogólniona. Tłumaczy jednak, że tak to zwykle bywa "w stosunkach etnicznych we wszystkich częściach świata". Podobnie Polacy nienawidzili po wojnie wszystkich Niemców, a nie tylko tych, którzy do nich strzelali. Żydzi od wieków żyli w izolacji, tym więc ostrzej oceniano ich działania, "jeśli uznano, że wymierzone były w interesy nie-Żydów".


Wzajemną niechęć miał też wzmacniać "istniejący wśród Żydów stereotyp polskiego antysemityzmu". Natomiast "ludność polska przepełniona była ogromnym poczuciem krzywdy, które wyzwalało nienawiść do systemu sowieckiego i wszystkich - w tym Żydów - jego współpracowników oraz sympatyków". Wierzbickiego nie dziwi zatem, że antysemityzm "niebywale wzmógł się i rozszerzył na praktycznie wszystkie warstwy polskiego społeczeństwa", ani to, że "nienawiść do Sowietów została utożsamiona z nienawiścią do Żydów".


Lek na nieczyste sumienie

Historykiem, który odrzuca to stereotypowe podejście do kwestii stosunków polsko-żydowskich, jest Krzysztof Jasiewicz, autor książki "Pierwsi po diable. Elity sowieckie w okupacyjnej Polsce 1939-1941 (Białostocczyzna, Nowogródczyzna, Polesie, Wileńszczyzna)" (wyd. Rytm, 2002).


Okupacja - przypomina Jasiewicz - to nieustanna konfrontacja, nienawiść zarówno do okupanta, jak i do sąsiadów, "nieufność i lęk w sferze rzeczywistych emocji przeciętnych ludzi". W latach 1939-41 na Kresach "każdy każdego zapragnął wyzuć z własności, godności, pozbawić życia, wziąć odwet za bliskich i pogmatwaną historię, lub przynajmniej upokorzyć".


Autor stawia pytanie: czym była ta okupacja, jeśli abstrahować od losów 450 tys. ludzi, których zesłano bądź zamknięto w aresztach, więzieniach i łagrach? Jest to pytanie zasadnicze. Rzecz bowiem w tym, że większość świadectw historycznych, jakimi dysponujemy, pochodzi właśnie od osób represjonowanych bądź ich bliskich. Z drugiej jednak strony - to przecież nie ofiary wywózek i więzień decydowały o kształtowaniu się na Kresach stereotypu "zdrady żydowskiej" czy o późniejszej polskiej obojętności na żydowską tragedię.


Zdaniem Jasiewicza ów stereotyp wymyślili ludzie, którzy nie zostali poddani represjom - bo nie mieli odwagi, by się sprzeciwiać sowieckiemu okupantowi. Obarczając winą Żydów, ludzie ci szukali usprawiedliwienia dla "swojego zwierzęcego, aczkolwiek bardzo ludzkiego lęku przed aresztem, torturami, śmiercią, zesłaniem, pozbawieniem najbliższych domu, ochłapu ziemi". W ten sposób maskowali "własną niechęć bycia bohaterem i męczennikiem".


Historyk jednak nie daje się zwieść tym wybiegom. Pisze, że na Kresach "konspirować się nie dało i żyć się nie dało" za sprawą "rzeczywistych łotrów i wyimaginowanych". W żadnym razie nie można jednak mówić, że wszystkiemu winni byli Żydzi, gdyż "twierdzenie o szczególnych wpływach Żydów na losy nie-Żydów, o udziale Żydów w elitach sowieckich w ogóle czy okupacyjnych - w świetle badań źródłowych prezentowanych w dalszych rozdziałach - nie dają podstaw do takich uogólnień".


W latach okupacji sowieckiej „jedyną masową ťzbrodnią Ť Żydów wobec Polaków było okazywanie im pogardy za ich prostactwo i antysemityzm, za lata kłaniania się w pas i brania za żarty głupich przycinków. Za wybijanie szyb, pikiety i płomienne kazania”. Natomiast „rzekoma masowa kolaboracja sowiecko-żydowska była jedynie usprawiedliwianiem własnej niechętnej obojętności wobec Żydów i biernej akceptacji społecznych i gospodarczych aspektów Zagłady”.


Zajrzyjmy zatem do wspomnianych "dalszych rozdziałów". Jasiewicz przedstawia trzy dowody na poparcie swojej tezy.


Po pierwsze, sięgnął do wszelkich dostępnych statystyk sporządzonych przez sowieckie organa państwowe, a dotyczących obsady personalnej tzw. stanowisk nomenklaturowych. Na całej tzw. Zachodniej Białorusi owych stanowisk było kilkadziesiąt tysięcy, gdyż nawet posada kierowniczki bufetu na dworcu w Białymstoku wymagała zatwierdzenia przez obwodowy komitet partii. Okazuje się, że zarówno wśród przysłanych ze Wschodu "specjalistów", jak i wśród miejscowych, którzy dostąpili awansu (tzw. wydwiżeńców), odsetek Żydów był nie większy niż w całej kresowej populacji. W miastach, w których Żydzi stanowili zwykle około połowy mieszkańców, obejmowali nie więcej niż jedną czwartą posad państwowych. Jak tu mówić o "żydowskich rządach"?


Po drugie, Jasiewicz analizuje procentowy udział Żydów w grupie osób prześladowanych przez nowe władze. Okazuje się, że Żydzi stanowili co najmniej 11 proc. wszystkich aresztowanych na terenie Zachodniej Białorusi (czyli mniej więcej tyle, ile było ich w całości populacji), oraz prawie 20 proc. deportowanych. Represjonowano głównie osoby schwytane podczas nielegalnego przekraczania granicy, niewiele mniej Żydów - działaczy politycznych, przedsiębiorców i kamieniczników - skazano jako element socjalno-opasnyj (SOE), czyli wrogi klasowo. Nieduży natomiast był odsetek Żydów wśród represjonowanych za udział w konspiracji (ok. 1 proc.).


Analiza dokumentów sowieckich organów terroru potwierdza informacje przekazane przez Żydów, którzy przeżyli wojnę w głębi ZSRR - nasi historycy rzadko jednak sięgają po ich wspomnienia. Duża skala represji wobec społeczności żydowskiej podważa zasadność oskarżeń o powszechnym poparciu Żydów dla władzy sowieckiej.


Statystyka zdrady

Po trzecie wreszcie, Jasiewicz szczegółowo analizuje wspomnienia i relacje spisane przez polskich żołnierzy z armii Andersa. Te łatwo dostępne od lat 80. archiwalia - przechowywane w Instytucie Hoovera w Stanford (USA) oraz w Instytucie Polskim i Muzeum gen. Sikorskiego w Londynie - badało wcześniej wielu polskich historyków (m.in. Marek Wierzbicki). Korzystali z nich jednak w sposób bardzo wybiórczy, by nie powiedzieć - tendencyjny.


Gdyby wierzyć polskim historykom, w niemal każdej relacji znajdziemy potwierdzenie tezy o powszechnej kolaboracji kresowych Żydów z władzami sowieckimi. Tylko takie głosy cytują bowiem nasi uczeni w swoich pracach. Jak pisze Jasiewicz, historycy z góry przyjmują pewien stereotyp i szukają dlań "naukowych" uzasadnień. Dlatego sięgają jedynie do tych relacji, które potwierdzają i rozbudowują "o pożądane detale dawno utrwalony obraz".


Autor zauważa też, że "relacje polskie wyrażają niekiedy wyjątkową narodową pychę i megalomanię" - Polacy byli najodważniejsi, nie można ich było do niczego zmusić, a już na pewno nie do wyparcia się ojczyzny. Nasi historycy podzielają tę opinię, oceniając cały splot stosunków na Kresach Wschodnich z punktu widzenia polskiej racji stanu. Żadnemu uczonemu nie przyjdzie do głowy, by "wejść w skórę" Żyda, Ukraińca czy Białorusina i uświadomić sobie, że z ich punktu widzenia umieranie za "polski Lwów" było przecież nonsensem.


Gdyby oprzeć się jedynie na relacjach cytowanych w pracach naszych historyków, wyjdzie na to, że okupacja sowiecka była dla Polaków przede wszystkim "zdradą powszechną i spiskiem żydowskim". Jeśli to prawda - pisze Jasiewicz - to powinna ją potwierdzać analiza statystyczna całego materiału zgromadzonego w obu instytutach. Autor niezwykle starannie wczytuje się więc we wszystkie relacje z Białegostoku, Lwowa i Grodna, a także przedwojennego powiatu łomżyńskiego, do którego należało Jedwabne. Wnioski są zaskakujące.


Zbiór relacji dotyczących Białegostoku liczy 237 pozycji. Co mówią one na temat kolaboracji? Okazuje się, że w 85 relacjach (36 proc.) nie wspomina się o tym zjawisku. Autorzy dostrzegają aresztowania, wywózki, nacjonalizację prywatnej własności etc., ale nie obarczają winą miejscowej ludności. Jeśli zaś wskazują winnych, są nimi:


- Żydzi - 88 relacji (37 proc.); jednak tylko 18 relacji (6 proc.) wskazuje Żydów jako jedynych sprawców polskich nieszczęść. Zarzuca się im radosne witanie Sowietów, służbę w milicji, działalność we władzach tymczasowych i denuncjowanie Polaków;


- Białorusini - 46 relacji, w tym tylko dwie oskarżające tę nację jako jedynych sprawców polskich nieszczęść;


- Polacy - analogicznie: 29 i dwie relacje;


- Ukraińcy - 14 relacji;


- komuniści - 73 relacje, w tym 16 oskarżających jedynie tę grupę;


- kryminaliści - odpowiednio: 64 i 16 relacji.


Jasiewicz zauważa, że komunistów dość powszechnie utożsamiano z Żydami. Ta hybryda dominowała zdecydowanie wśród osób obwinianych o tragedię Polaków - 161 relacji, w tym 34 wskazujących na tę grupę jako wyłącznych sprawców.


Z okolic Jedwabnego

Przedwojenny powiat łomżyński ma zaskakująco bogatą dokumentację - aż 219 relacji Polaków z armii Andersa. 46 świadectw nie różnicuje sowieckich kolaborantów. W tych zaś wspomnieniach, w których rozróżnia się sprawców polskich nieszczęść, wymieniani są kolejno:


- Polacy - 91 relacji (42 proc.), jako jedyni sprawcy wskazywani są 28 razy (13 proc.);


- Żydzi - 86 relacji (39 proc.), jako jedyni sprawcy - 17 razy (8 proc.);


- komuniści - odpowiednio 79 i 14 relacji;


- kryminaliści - 57 i 8 relacji.


Zwróćmy uwagę na fakt zdumiewający - w Łomżyńskiem częściej wskazuje się Polaków niż Żydów jako współpracowników sowieckiego aparatu władzy i terroru!


Analizując cały zasób relacji Jasiewicz wyliczył, że jedynie ok. 12 proc. polskich autorów uważało, że Żydzi zachowywali się niegodziwie, podejmując pracę w milicji bądź agitując przed "wyborami" z października 1939 r., które miały posłużyć Moskwie do zalegalizowania zaboru Kresów. Ponad 18 proc. autorów było zdania, że Żydzi dominowali w nowych władzach, ale tylko 5,5 proc. uważało ich za donosicieli. Ta statystyka rzeczywiście obala zasadność powszechnego zarówno w tamtych czasach, jak i po wojnie stereotypu o masowej kolaboracji ludności żydowskiej.


Co więcej - pisze Jasiewicz - w relacjach dochodzi do głosu pewna wewnętrzna sprzeczność. Gdy bowiem ich autorzy wypowiadają sądy ogólne na temat "żydowskiej zdrady", piszą, że chodzi o "wszystkich Żydów lub ich ogromną większość". Gdy natomiast przechodzą do konkretów, "zwraca uwagę rzecz dokładnie odwrotna - niewielkie liczby konkretnie podawane o Żydach lub w sposób oczywisty niewielkie z kontekstu, bo np. zarząd tymczasowy w miasteczku to bardzo mała liczba". Żadną miarą nie można więc mówić o jakiejś masowej zdradzie państwa polskiego i współobywateli. "Radosne powitanie" Armii Czerwonej i późniejsza praca w sowieckich urzędach dowodzą co najwyżej, że w społeczności żydowskiej dość słabe były "związki emocjonalne z polską państwowością i polskim narodem, poglądem na wspólne dziedzictwo". Co przecież nie jest żadną rewelacją - i bardzo łatwo daje się wytłumaczyć.


Jasiewicz przyznaje, że do tej żmudnej pracy skłoniła go lektura "Sąsiadów" i późniejsza dyskusja wokół Jedwabnego. Skrupulatnie szukał w archiwach dowodów "żydowskiej winy" za los Polaków pod okupacją sowiecką. Nie znalazł ich. Wszystko wskazuje, że nie ma takich dowodów.


Dr Andrzej Żbikowski - historyk, pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego i Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej