E-mail

English






 

WYWIAD-RZEKA ABP. JÓZEFA ŻYCIŃSKIEGO

Prawda w oczy

Jan Nowak Jezioranski

Plus Minus, Rzeczpospolira , 17 maja 2003

Niektórym ludziom ujawnia się Bóg Groźny, innym Bóg Miłosierdzia. Do arcybiskupa Józefa Życińskiego zdecydowanie bardziej przemawia obraz Boga Miłosierdzia.


Gazety, telewizja i radio karmią nas nieustannie informacjami o aferach, nadużyciach władzy przez ludzi przekupnych, oszustwach itd. Taką jest ze swojej natury wolna prasa na całym świecie. Jednakże stałe proponowanie czytelnikom, telewidzom i radiosłuchaczom tego rodzaju strawy musi na dłuższą metę wywierać wpływ demoralizujący. Wpaja przekonanie, że osiąganie zysków w sposób naruszający prawo i dobre obyczaje jest czymś normalnym i powszechnie przyjętym, a więc trzeba się ze złem pogodzić. Walka z nim pozbawiona jest sensu, bo sądy, prokuratura i organy wymiaru sprawiedliwości nie są w stanie podołać rozmiarom zjawiska. Okazują się bezsilne.


Jak można tego rodzaju efektom przeciwdziałać? Mowy nie ma o ograniczaniu wolności prasy, bo byłoby to "wylewanie dziecka z kąpielą". Media są najskuteczniejszym instrumentem wykrywania przestępstw i odstraszania przestępców. Zły rozgłos jest często karą niemniej dotkliwą niż więzienie. Pod warunkiem oczywiście, że na straży dobrego imienia obywateli oskarżanych publicznie stoi - jak się to dzieje w Ameryce czy w Anglii - prawo, surowo karzące za zniesławienie.


Po to, by społeczeństwo nie widziało samo siebie w gorszym świetle, niż na to zasługuje, potrzebne jest nadawanie rozgłosu bohaterom pozytywnym, tym, którzy odnoszą sukces życiowy uczciwymi metodami i z własnej inicjatywy służą pomocą ludziom jej potrzebującym. Taką konstruktywną postacią jest bez wątpienia Krzysztof Pawłowski, który zaczynając od zera, stworzył we współpracy z Amerykańskim Uniwersytetem w St. Louis Wyższą Szkołę Biznesu w Nowym Sączu. Szkoła okazała się nie lada sukcesem. Wysunęła się na czoło podobnych instytucji edukacyjnych i wychowała już co najmniej dziesięć roczników świetnie przygotowanych ludzi biznesu. Jej filię stworzył Pawłowski w Tarnowie.


Wzorcem bohatera pozytywnego w zupełnie innej dziedzinie stał się arcybiskup Józef Życiński, jedna z najbardziej dynamicznych postaci Kościoła w Polsce. Pokazuje to wywiad-rzeka z ordynariuszem lubelskim, wydany przez krakowskie Wydawnictwo ZNAK pt. "Niewidzialne Światło". Rozmowę przeprowadziło dwoje znanych publicystów katolickich: Dorota Zańko i Jarosław Gowin. Arcybiskupowi zadają oni pytania wnikliwe, nie pomijając tematów kontrowersyjnych. Chwilami wywiad zamienia się w polemikę.


Metropolita lubelski nie jest jedynym członkiem Episkopatu, który zabiera publicznie głos w skali całego kraju. Ale jest jednym z najbardziej płodnych i utalentowanych publicystów katolickich, który nie zakopał swego talentu w ziemi, ale stara się go wykorzystywać tak, by przynosił stokrotny owoc. W "Niewidzialnym Świetle" arcybiskup Życiński opowiada o sobie i o tym, jak formowało się jego powołanie. Poznałem go ćwierć wieku temu w Waszyngtonie, gdy jako trzydziestoletni stypendysta z KUL zbierał materiały do swojej pracy habilitacyjnej. Zwrócił moją uwagę żywością umysłu, wybitną inteligencją i erudycją, ale nie przepuszczałem, że rozmawiam z przyszłym metropolitą.


Józef Życiński urodził się w małorolnej, bardzo ubogiej, nawet głodującej rodzinie chłopskiej w Nowej Wsi, położonej w połowie drogi między Częstochową i Łodzią. Jako mały chłopiec pracował w polu. Ojciec dorabiał na kolei. Jeszcze zanim zaczął naukę w szkole podstawowej, Życiński zadeklarował, że chce być księdzem. Ojca stracił, gdy miał 13 lat. W liceum Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim zaczął się uczyć w roku 1962. Potem studiował filozofię, wykładał ją na seminarium, a później na KUL.


Jak twierdzi, nigdy nie przechodził kryzysu wiary, doświadczał natomiast kryzysu wiary w człowieka. Pierwszy w życiu artykuł ogłosił w "Tygodniku Powszechnym". W wieku 42 lat był już zaliczany do czołowych filozofów polskich. Napisał kilkanaście książek i był przekonany, że w jego profesorskim życiu niewiele się już może zmienić, gdy dotarły do niego równocześnie dwie informacje: lekarz podejrzewał, że ma raka, a nuncjusz papieski zapraszał go do siebie. Przyjął nominację na biskupa nie będąc pewnym, ile mu życia zostało. Na szczęście, diagnoza okazała się fałszywa.


Jako biskup zaczął od komputeryzacji kurii i seminarium. W 1992 roku przeprowadził wybory do rad duszpasterskich. Parę lat później odbyły się one w całej archidiecezji lubelskiej. W 2000 roku zorganizował Kongres Kultury Chrześcijańskiej. Następny ma się odbyć w roku 2005, w dwóchsetlecie utworzenia diecezji lubelskiej. Ma ambicje, by diecezja ta stała się pomostem między Wschodem a Zachodem. Sprowadza młodych ludzi z Białorusi i Ukrainy. W seminarium lubelskim studiuje spora grupa grekokatolików.


Arcybiskup realizuje ideę dialogu Jana Pawła II - powstaje Centrum Dialogu ze Wschodem i Centrum Dialogu Katolicko-Żydowskiego. Bliskość Majdanka ściąga tu wielu Żydów z Zachodu. Są wśród nich rabini. W rocznicę wymordowania w ciągu jednej nocy 18 tysięcy Żydów arcybiskup przewodniczył wspólnym modłom na Majdanku. Brali w nich udział przedstawiciele pięciu wyznań. Odbywają się także zbiorowe modlitwy za Żydów we wszystkich miasteczkach, gdzie stanowili oni przed wojną większość mieszkańców. Nasza młodzież sprząta i opiekuje się żydowskimi cmentarzami. Arcybiskup twierdzi, że ci młodzi wyzbywają się starych stereotypów i żyją nauczaniem Jana Pawła II.


Innym kierunkiem działania metropolity lubelskiego jest pomoc bezrobotnym. Rodziny osób zatrudnionych wezwał, by każda z nich "adoptowała" rodzinę bezrobotnych. Nie chodzi o pomoc pieniężną, bo nie każdego na to stać, ale o okazanie troski i zainteresowania. Zgłosiło się 250 ochotników. Jedni ofiarowują pomoc prawną, inni chcieliby uczyć obsługi komputera albo jakiegoś fachu. Arcybiskup organizuje także duszpasterstwo dla ludzi samotnych, dla alkoholików walczących ze swoim nałogiem, dla rozwodników. Poświęcają się temu księża pallotyni. Archidiecezja lubelska jest jedyną w Polsce, gdzie działa duszpasterstwo dla homoseksualistów. Założone zostało przed laty przez ś.p. ks. Franciszka Blachnickiego. Uczestnicy składają śluby czystości. Zgodnie z nauką papieża duszpasterstwo homoseksualistów walczy z grzechem, a nie z odmiennymi skłonnościami seksualnymi.


Arcybiskup ma opinię jednego z najbardziej nieprzejednanych przeciwników dawnego, komunistycznego reżimu, a zwłaszcza obecności jego spadkobierców w dzisiejszym życiu publicznym. Nie jest jednak fanatykiem i nie ma w sobie zaciekłości. Także i w tej sprawie podąża śladami Jana Pawła II. Przede wszystkim wierny jest zasadzie tolerancji wobec ludzi odmiennych wyznań i światopoglądów, a więc także agnostyków i niewierzących. Zarzuca mu się nadmierne upolitycznienie, ale arcybiskup sam stawia sobie nieprzekraczalne granice. Nigdy nie identyfikuje się z żadną partią ani ugrupowaniem politycznym. Nie wymienia ich nazw i szyldów, za to w sposób zdecydowany wypowiada się przeciwko tym elementom na lewicy, które usiłują podtrzymywać kryteria wartości oparte na kłamstwie, a na prawicy przeciwko Radiu Maryja i tym, którzy sieją nienawiść do wszystkiego, co w ich mniemaniu jest obce.


Krytycznie ocenia agresywne i upolitycznione środowiska katolickie. Twierdzi, że w 1990 roku skończyły się czasy katolicyzmu bogoojczyźnianego. Za jeden z największych problemów uważa zamykanie się ludzi we własnych grupach i partiach, z czym łączy się często wzajemna agresja. Niektórym ludziom ujawnia się Bóg Groźny, innym Bóg Miłosierdzia. Do arcybiskupa zdecydowanie bardziej przemawia obraz Boga Miłosierdzia.


Do autora "Niewidzialnego Światła" najlepiej stosuje się angielskie określenie "out spoken", czyli taki, co rąbie prawdę w oczy, nie oglądając się na to, czy komuś się nie narazi. Arcybiskup Życiński naraża się nie tylko przeciwnikom swojego światopoglądu, ale także ludziom z własnego obozu. Już sam fakt, że znalazł się biskup, który tak często i w sposób tak błyskotliwy komentuje bieżące wydarzenia i problemy, budzić musi niechęć niektórych konfratrów, nie mówiąc już o świeckich fundamentalistach. Arcybiskup ma więc wrogów. Dostaje bardzo dużo obelżywych listów podpisanych i anonimowych. Raz nawet ktoś w Tarnowie rzucił w niego kamieniem. Natomiast w jego wywiadzie nie znajdzie czytelnik słowa krytyki pod adresem episkopatu czy któregokolwiek z biskupów. Przypierany do muru przez dziennikarzy, którzy twierdzą, że episkopat jest po raz pierwszy podzielony na tle sprawy Radia Maryja - odpowiada, że w tak licznym gronie około osiemdziesięciu ludzi nie może panować jednomyślność. Różnice poglądów są, jak twierdzi, nieuniknione i dotyczą spraw podrzędnych. Zapewne nie każdego to przekona. -

JAN NOWAK-JEZIORAŃSKI