E-mail

English






TAK BYŁO - PRYMAS WYSZYNSKI A MARZEC '68

Głos protestu

JERZY EISLER

Rzeczpospolita, Plus Minus, 6 marca 2004

(C) CHRIS NIEDENTHAL / FORUM

 

Polscy rabini dziekowali w maju 1968 roku prymasowi Stefanowi Wyszynskiemu za to, ze "w ciezkiej dla nas chwili podniosl swoj glos protestu przeciwko szerzeniu nienawisci i niestrudzenie nawoluje do milosci, do pojednania i konsolidacji calego narodu". Pismo z "wyrazami glebokiej wdziecznosci" bylo zapomniane przez prawie 35 lat.

Niezbyt czesto zdarza sie, zeby historyk w swych badaniach natrafial na dokumenty, ktore w istotny sposob zmieniaja jego myslenie o jakiejs sprawie, jakims wydarzeniu, jakiejs osobie czy grupie ludzi. Niedawno jednak doswiadczylem takiego uczucia. Rzecz dotyczy wydarzen roku 1968, ktorymi (z przerwami) zajmuje sie juz od ponad dwudziestu lat. Otoz czesto mozna spotkac sie z pogladem, ze tak jak w sposob zdecydowany i jednoznaczny Episkopat Polski wystapil wowczas w obronie mlodziezy akademickiej, przeciwstawiajac sie wymierzonej w nia kampanii oszczerstw w srodkach masowego przekazu, tak rownie jednoznacznie nie potepil haniebnej kampanii antysemickiej, jaka miala miejsce w Polsce w tym samym czasie. Sam uznalem te teze za przekonujaca, powtarzajac ja w swojej ksiazce o marcu.

Kościół o marcu

Przypomnijmy podstawowe fakty. 21 marca 1968 r. obradowala 107. Konferencja Plenarna Episkopatu Polski. Ogloszone zostalo Slowo Episkopatu Polski o bolesnych wydarzeniach. W dokumencie tym czytamy miedzy innymi: "Wszelkie sprawy, jakie dziela ludzi w swiecie wspolczesnym, powinny byc rozwiazywane nie przy pomocy sily, ale na drodze wnikliwego dialogu. Tylko taka metoda moze prowadzic do unikania dyskryminacji, a nade wszystko do znajdowania prawdy i sprawiedliwosci w stosunkach pomiedzy ludzmi. Tylko ta metoda odpowiada godnosci czlowieka, w niej bowiem dochodzi do glosu jego sila moralna. Stosowanie srodkow przemocy fizycznej nie prowadzi do prawdziwego rozwiazania napiec miedzy ludzmi ani miedzy grupami spolecznymi. Brutalne uzycie sily uwlacza godnosci ludzkiej i zamiast sluzyc utrzymaniu pokoju, rozjatrza tylko bolesne rany".

Z kolei 19 kwietnia na posiedzeniu Komisji Glownej Episkopatu Polski poswieconym wystapieniom studentow oraz represjom i szykanom, jakim ich poddawano, uchwalono Slowo Episkopatu Polski o wydarzeniach marcowych, ktore w kosciolach odczytano 3 maja. W dokumencie tym biskupi domagali sie "dopuszczenia wszystkich czlonkow Narodu i obywateli panstwa do ksztaltowania wspolnego dobra wedle uzasadnionych przekonan i w oparciu o wlasne sumienie. Z powodu odmiennosci swoich przekonan nikt nie moze byc znieslawiony jako wrog. Doszukiwanie sie wrogow w ludziach dlatego tylko, ze dobra Narodu pragna wedle swoich odmiennych przekonan, nie sluzy moralnosci spolecznej, a procz tego pozbawia Narod wielu szlachetnych sil i inicjatyw, ktore moga przyczynic sie do wzbogacenia zycia spolecznego w roznych dziedzinach". Biskupi stwierdzali rowniez, ze podporzadkowywanie "przedstawicielstwa Narodu jednej grupie, pozbawia te instytucje jej wlasciwego sensu, spoleczenstwo zas pozbawia mozliwosci wyrazania swych zyczen i opinii oraz ksztaltowania zycia zbiorowego zgodnie z wola obywateli. Na tej drodze wladza naraza sie na utrate kontaktu ze spoleczenstwem".

Jak widac, oba dokumenty zredagowane byly powsciagliwie, co jest charakterystyczne dla tego typu tekstow, i stad moze wzial sie pewien niedosyt wsrod czesci uczestnikow i obserwatorow wydarzen marcowych. Biskupi mieli chyba tego swiadomosc, skoro w innej sytuacji - juz po tragicznym grudniu 1970 roku - na posiedzeniu Rady Glownej Episkopatu Polski, nawiazujac do wydarzen sprzed ponad dwoch lat, kardynal Stefan Wyszynski stwierdzil: "Uwazano wtedy, ze za malo wypowiedzielismy sie na temat mlodziezy, mimo ze moj list byl czytany w Politechnice [Warszawskiej]. Wystosowalem list do studentow. Mialem tez przemowienie w kosciele sw. Wojciecha, w zwiazku z maltretowaniem akademiczki przed kosciolem sw. Krzyza. Skierowalem rowniez list do Rzadu. W kazdym razie uwazano wtedy, ze stanowisko Episkopatu nie bylo zdecydowane, ze nie popieralo wyraznie mlodziezy".

Jezeli pojawialy sie watpliwosci tego typu, to tym bardziej bywaly podnoszone zarzuty nie dosc wyraznego i jednoznacznego potepienia przez hierarchow katolickich rownoleglej w czasie kampanii antysemickiej.

Antysemityzm to partia

Jeden z katolickich poslow Kola "Znak", Janusz Zablocki, wyjasnial po latach, ze kampania antysemicka rozwinela sie tak naprawde dopiero po pewnym czasie i dlatego: "pierwsze, czynione na goraco, wypowiedzi Prymasa Polski czy biskupow tematu antysemityzmu nie podnosza; pojawia sie on dopiero wyraznie w Slowie Episkopatu Polski o wydarzeniach marcowych z 3 maja 1968 r. Ta pewnego rodzaju powsciagliwosc w wypowiadaniu sie na ten bolesny temat mogla miec nadto [...] jeden jeszcze motyw. Juz od dluzszego czasu pewne nieprzychylne Polsce osrodki zagraniczne upowszechnialy w swiecie opinie o antysemityzmie Polakow, ktory znalazl rzekomo szczegolny wyraz w okresie wojennej zaglady Zydow. Otoz musialo to sklaniac biskupow polskich do szczegolnej ostroznosci, by mimo woli swymi wypowiedziami nie dostarczac tej propagandzie argumentow, by nie potwierdzac wrazenia, ze antysemityzm jest w Polsce problemem spolecznym. Biskupi czekali na to, ze ujawniajace sie przypadki antysemityzmu zostana skutecznie powsciagniete przez wladze panstwowe; dopiero gdy sie przekonali, iz liczyc na to nie moga, dalsze milczenie w tej sprawie uznali za niemozliwe".

Wyjasnienia te nie przekonuja. Czy gdyby bowiem wladze PRL zdystansowaly sie od kampanii antysemickiej (ale dlaczego mialyby dystansowac od czegos, co same zainaugurowaly?), to znaczyloby, ze Episkopat nie powinien tego uczynic? Nielatwo tez uwierzyc, ze tak wyczuleni na wszystko, co dotyczy polskiego spoleczenstwa, biskupi nie dostrzegli nasilajacej sie juz co najmniej od czerwca 1967 r. (a nie dopiero po 11 marca 1968 r.) fali antysemityzmu w Polsce. Wydaje sie, ze nie zaprotestowali przeciw niej z cala moca, gdyz kampania ta dotyczyla w duzym stopniu Zydow oraz Polakow zydowskiego pochodzenia bedacych wowczas lub w stosunkowo niedawnej przeszlosci czlonkami PZPR i nalezacymi do elity wladzy. Bylo to konsekwencja traktowania marcowej czystki jako swoistego "sporu w komunistycznej rodzinie". W pochodzacym z wrzesnia 1968 r. dokumencie Departamentu IV MSW zajmujacego sie sprawami Kosciola odnotowano, ze zdaniem kardynala Wyszynskiego: "w tej chwili antysemityzm w Polsce jest pochodzenia rosyjskiego bardziej niz polskiego, ale przypisywany jest Polsce. Obecnie antysemityzm to partia".

Trudno orzec, na ile stwierdzenie to precyzyjnie oddaje rzeczywisty poglad prymasa w tej kwestii, ale cytujacy je Jan Zaryn w innym miejscu przypomina, ze w tym samym czasie kardynal Wyszynski otrzymal od jednego z nadrabinow z Londynu list z wymowkami, ze Kosciol nie stanal w obronie Zydow. Departament IV MSW zostal o tym poinformowany przez swojego tajnego wspolpracownika o pseudonimie "Honorata", ktorego bezpiece udalo sie zainstalowac w Palacu Prymasowskim. Z tego samego zrodla pochodzila rowniez nastepujaca informacja: "Prymas bardzo sie zdenerwowal i odpisal, ze ten list przyszedl za pozno o wiele lat, ze rabin powinien taki list przyslac wtedy, kiedy w Polsce byli Niemcy i mordowali Zydow w gettach".

Stosunkowo rozpowszechnione na Zachodzie wpisywanie owczesnej kampanii "antysyjonistycznej" w "tradycje polskiego antysemityzmu" i przypisywanie takich postaw i zachowan bez mala wszystkim Polakom bylo oczywiscie przesadne, krzywdzace i nieuzasadnione, choc faktem pozostaje, ze niemalo bylo "spontanicznych" wypowiedzi i krokow o charakterze jednoznacznie antyzydowskim. Dla czesci duchowienstwa nie bez znaczenia mogl byc tez fakt, ze wiele osob brutalnie atakowanych w marcu '68 z racji swego pochodzenia, wczesniej dalo sie Kosciolowi i katolicyzmowi mocno we znaki. Nie mozna jednak traktowac braku zdecydowanych protestow w tej kwestii ze strony Episkopatu jako akceptacji dla tego typu dzialan, ani tym bardziej jako swoistej zemsty na "zydokomunie". Natomiast we wspomnianym liscie pasterskim z 3 maja biskupi wystepowali zarazem przeciwko fali antysemityzmu w Polsce, jak i potepiajacej ja kampanii na Zachodzie, co tez nie rozjasnialo sprawy.

Niezwykle swiadectwo

Tak na te sprawy patrzylem przez wiele lat, lecz dzis, w wyniku dokonanego ostatnio odkrycia moje postrzeganie tamtej kwestii uleglo zmianie. W Archiwum Instytutu Pamieci Narodowej natrafilem na sporzadzona 15 maja 1968 r. przez dyrektora Departamentu IV MSW plk. Stanislawa Morawskiego informacje o nadejsciu do Sekretariatu Prymasa Polski kopii pism skierowanych do marszalka Sejmu PRL Czeslawa Wycecha, przewodniczacego Rady Panstwa marszalka Mariana Spychalskiego oraz prezesa Rady Ministrow Jozefa Cyrankiewicza. Listy te 9 maja zostaly wystosowane przez Naczelny Rabinat Zwiazku Kongregacji Wyznania Mojzeszowego w PRL. Jest w nich nastepujacy fragment dotyczacy postawy kardynala Wyszynskiego:

"Na tle dziko rozpasanej obecnie, niepohamowanej kampanii antyzydowskiej zasluguje na szczegolne uznanie pelne madrosci politycznej postepowanie Czcigodnego Zwierzchnika Episkopatu Polskiego, ktory stajac w energicznej obronie studentow i mlodziezy polskiej, spragnionej niesklamanej wolnosci, znalazl jednak duzo taktu i umiaru dla unikniecia zaostrzenia sytuacji, a czynil wszystko dla poszanowania Majestatu Panstwa Polskiego i dla zachowania powagi Wladzy Panstwowej ustanowionej Opatrznoscia Boza, przeto umiejetnie dzialal dla zlagodzenia i uciszenia podraznionych namietnosci.

Powinnismy tez wyrazic serdeczne podziekowanie za wygloszone - jak slyszymy ostatnio - kazanie, w ktorym lagodnymi, lecz stanowczymi slowami napietnowane zostaly chyba tez wystapienia antyzydowskie i glosno potepione zostalo Çpodjudzanie jednej czesci spoleczenstwa do nienawisci przeciwko drugiej i namawianie, aby brat podnosil reke i uzywal nikczemnych grozb przeciwko swojemu bratu, jakby obaj nie byli synami tej samej Ziemi - OjczyznyČ. Gleboka jest nasza wdziecznosc dla Dostojnego Prymasa Polski, ktory w ciezkiej dla nas chwili podniosl swoj glos protestu przeciwko szerzeniu nienawisci i niestrudzenie nawoluje do milosci, do pojednania i konsolidacji calego narodu.

Nalezaloby jeszcze zyczyc sobie, aby te szlachetne slowa w obronie ucisnionych wypowiedziane zostaly w niezawualowanej i wiecej wyrazistej formie, bo nie wiadomo, czy dociera to do wszystkich mas spoleczenstwa polskiego, ze ostre potepienie rasizmu dotyczy wlasnie oczernianej w czambul, przesladowanej obecnie i dyskryminowanej bezbronnej ludnosci zydowskiej naszego kraju".

Jest to niezwykle swiadectwo, ktore pod znakiem zapytania stawia zasadnosc szeroko rozpowszechnionej tezy o braku reakcji prymasa Polski w 1968 r. na kampanie antysemicka w naszym kraju. Gdyby kardynal Wyszynski nie potepil wtedy antysemityzmu, Naczelny Rabinat Zwiazku Kongregacji Wyznania Mojzeszowego w PRL nie wystosowalby przeciez takiego listu.

Wymuszone milczenie

Dlaczego jednak wiedza o tego typu wystapieniu nie przedostala sie do szerszej opinii? Oczywiscie nie ma na to pytanie jednej prostej odpowiedzi. Komunisci - rzecz jasna - nie byli zainteresowani w tym, by pisac dobrze o prymasie i tworzyc wokol niego przychylnej atmosfery na Zachodzie. Z kolei nadawcy listu do przedstawicieli najwyzszych wladz PRL, w ktorym znalazl sie zacytowany powyzej fragment, najprawdopodobniej i tak byli mocno przerazeni sytuacja panujaca w Polsce wiosna 1968 r. i nie byli z pewnoscia zainteresowani w jej dalszym zaognianiu, co mogloby nastapic, gdyby upublicznili jego tresc.
Trudno tez dziwic sie, ze nie mowil o tym sam kardynal Wyszynski. Po pierwsze, nie wypadaloby mu sie samemu chwalic, a tak moglaby byc odebrana proba naglasniania przez niego tresci listu. Po drugie, gdyby to zrobil, mogloby to negatywnie wplynac na i tak niedobre wtedy stosunki Kosciol - panstwo.

Jednak pismo to jest waznym swiadectwem swoich czasow i nie moze pozostac bez wplywu na nasze myslenie o rzeczywistym stosunku kardynala Wyszynskiego do kampanii antysemickiej w Polsce w 1968 r.

Jerzy Eisler jest profesorem w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, wyklada na Uniwersytecie Warszawskim; od ponad roku jest dyrektorem warszawskiego oddzialu Instytutu Pamieci Narodowej.