E-mail

English







NAGRODA "RZECZPOSPOLITEJ"

IM. JERZEGO GIEDROYCIA

ZA DZIAŁALNOŚĆ W IMIĘ POLSKIEJ RACJI STANU

Fragmenty tekstów z Rzeczpospolitej z 25 i 26 pazdziernika 2001

Jak juz informowalismy,w pierwszą rocznicę śmierci Jerzego Giedroycia, wielkiego Polaka, twórcy "Kultury" i Instytutu Literackiego w Paryżu, "Rzeczpospolita" ustanowiła - za zgodą Instytutu - nagrodę honorową Jego imienia: za działalność w imię polskiej racji stanu. Może ją otrzymać ta osoba lub instytucja, które w swojej działalności publicznej kierują się zasadami wypracowanymi przez Jerzego Giedroycia w kręgu "Kultury".


Należą do nich: bezinteresowna troska o sprawy publiczne; polityka pojęta jako służba krajowi, a nie partykularnym interesom; umacnianie pozycji Polski w demokratycznej wspólnocie europejskiej; kultywowanie dobrych stosunków z narodami Europy Wschodniej; praca nad rozwojem polskiej niepodległościowej myśli politycznej.


W najbliższych dniach obradować będzie Kapituła Nagrody, która wyłoni - spośród nominowanych pierwszego laureata. Werdykt Kapituły zostanie ogłoszony 9 listopada, w przeddzień Święta Niepodległości. Przypomnijmy, że w jej skład wchodzą: Władysław Bartoszewski, Czesław Bielecki, ks. Adam Boniecki, Zbigniew Brzeziński, Henryk Giedroyc, Zofia Hertz, Ryszard Kaczorowski, Marek Krawczyk, Irena Lasota, Maciej Łukasiewicz, Olga Krzyżanowska, Krzysztof Michalski, Czesław Miłosz, Krzysztof Piesiewicz, Zbigniew Romaszewski, Aleksander Smolar, Andrzej Wajda, Edmund Wnuk-Lipiński oraz abp Józef Życiński.


Przez ten tydzień prezentujemy sylwetki dotychczas nominowanych. W poprzednich wydaniach przedstawiliśmy Jerzego Kłoczowskiego, Bohdana Osadczuka i Jerzego Pomianowskiego, Janinę Ochojską i Janusza Kazimierza Zawodnego. Dziś Jan Nowak-Jeziorański,Zbigniew Gluza i Ośrodek KARTA.



Od Redakcji naszej strony internetowej:

Publikujemy poniżej fragmenty tekstów z Rzeczpospolitej z dnia 25 i 26 pazdziernika 2001. Są to niektóre sylwetki znanych naszej Fundacji i bliskich nam osób, które wybraliśmy spośród nominowanych do tej nagrody. Są to sylwetki Jerzego Kłoczowskiego, Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Janiny Ochojskiej

Jerzy Kłoczowski

Jerzy KłoczowskiPogodzeni sąsiedzi. Wchodząc dziś do Unii Europejskiej, wnosimy tu własną - i to wielką - europejską tradycję federalną, której unia lubelska 1569 roku jest niejako symbolem. Ale zarazem, z całym naciskiem, przypomnieć trzeba i pamiętać, że chodzi tu o dzieło wielu narodów, które mają prawo do tego dziedzictwa - pisał prof. Jerzy Kłoczowski.


Idei porozumienia między Polakami, Ukraińcami, Litwinami i Białorusinami, którzy na nowo odczytawszy swe dzieje, pogodzeni wniosą do wspólnej Europy wspólne wartości - w tym tolerancji, dialogu kulturowego i międzyreligijnego, a także solidarności - profesor Jerzy Kłoczowski poświęcił kilkadziesiąt lat pracy naukowej i publicystycznej.


Szczególnie intensywnie od 1991 roku, gdy w Lublinie powołał Instytut Europy Środkowo-Wschodniej. Głównym zadaniem Instytutu stało się opracowanie syntezy dziejów tego regionu, "ułatwiającej zrozumienie zarówno historii, jak i aktualnych problemów i wzajemnych stosunków państw-sukcesorów dawnej Rzeczypospolitej: Białorusi, Litwy, Polski i Ukrainy". Za sprawą profesora powstało jeszcze siedem narodowych instytutów związanych federacją, na czele której stanął. Efektem ich pracy jest m.in. napisana wspólnie przez historyków czterech państw "Historia Europy Środkowo- -Wschodniej". Ale przez dziesięć lat udało się zrobić znacznie więcej - zmieniło się wzajemne spojrzenie na siebie czterech narodów, zmniejszyły się wzajemne animozje i ilość stereotypów, w czym bez wątpienia ma swój udział Instytut prof. Kłoczowskiego. Za tę działalność uhonorowany został Nagrodą Obojga Narodów przyznaną przez Zgromadzenie Poselskie Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Sejmu Republiki Litewskiej, a w czerwcu tego roku nagrodą Pojednania Polsko-Ukraińskiego, którą odbierał we Lwowie z rąk Jana Pawła II. Najnowszą inicjatywą w dziele pojednania obu narodów jest Europejskie Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów, które zainaugurowało swą działalność w październiku, a którego jednym z założycieli jest prof. Kłoczowski.


Instytucjonalna działalność profesora na rzecz pojednania między sąsiadami, współtworzącymi niegdyś Rzeczpospolitą, stała się możliwa dopiero w wolnej i niepodległej Polsce. Jerzy Kłoczowski, rocznik 1924, wychowany w rodzinie ziemiańskiej o niepodległościowych tradycjach - w której babka, z rzadka w domu przyjmując Rosjan, mówiła do nich wyłącznie po francusku - walczył o wolną Polskę czynnie. Był członkiem Armii Krajowej, walczył w powstaniu warszawskim, gdzie stracił rękę. Kiedy wiele lat później, podczas wykładów prowadzonych na Zachodzie pytano go, w jakich stało się to okolicznościach, zawsze wykorzystywał ten moment, by powiedzieć o powstaniu. Za bohaterską postawę w czasie wojny odznaczony został m.in. Krzyżem Virtuti Militari i Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, który wręczał mu gen. Tadeusz Bór-Komorowski.


W nurt dążeń do wolnej, niezależnej Polski była także wpisana działalność profesora Kłoczowskiego w "Solidarności", która na I Zjeździe w 1981 roku uchwaliła deklarację solidarności ze wszystkimi ludami Europy Środkowowschodniej. Od 1981 roku profesor Kłoczowski kierował pracami Wszechnicy Regionu Środkowowschodniego "Solidarność", a po wprowadzeniu stanu wojennego współpracował z tajnymi strukturami związku. Był członkiem Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, senatorem w parlamencie kontraktowym, sędzią Trybunału Stanu.


Profesor Jerzy Kłoczowski zaczynał swą działalność naukową jako historyk chrześcijaństwa. Przez kilkadziesiąt lat związany był z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, gdzie kierował Instytutem Geografii Historycznej Kościoła w Polsce. Uczeń prof. Tymienieckiego zbliżył się do francuskiej szkoły Marca Blocha i nurtu "Annales" - głęboko humanistycznego, podkreślającego rolę człowieka w historii. Wykładał na wielu uczelniach europejskich we Francji, Belgii, Włoszech oraz w USA. W świecie oddzielonym żelazną kurtyną mówił o historii średniowiecznej Polski, o historii cystersów czy dominikanów w Polsce, pokazując, że Europa nie kończy się na Łabie, że Europa Środkowowschodnia jest częścią kulturową kontynentu. Profesor Kłoczowski jest autorem i redaktorem około 600 prac z zakresu historii, w tym tak znaczących jak "Kościół w Polsce", "Dzieje polskiego chrześcijaństwa" oraz jednym z autorów wielotomowej francuskiej encyklopedii "Historia chrześcijaństwa". Wyróżniony został tytułami doktora honoris causa Sorbony, Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, a także uniwersytetów w Grodnie i Akademii Mohylańskiej w Kijowie.


Ewa K. Czaczkowska


Jan Nowak-Jeziorański

Emisariusz na całe życie

Jan Nowak-JeziorańskiTato nazywał go "Siusiu", a mama nauczyła, że trzeba ściągać czapkę przed weteranami z roku 1863. Pierwszym tekstem, jaki przeczytał, był napis "Jan Jeziorański", umieszczony na stokach warszawskiej Cytadeli obok nazwisk innych straconych tam członków rządu Traugutta.


Zdzisław Jeziorański, mimo że urodził się (w roku 1913) w zasłużonej dla Polski i patriotycznej rodzinie, romantykiem nie był. Może dlatego, że ojciec wcześnie go osierocił, może dlatego, że rodzina popadła w tarapaty finansowe i zamiast się wzruszać, trzeba było ruszać głową. Może jeszcze z prostszej przyczyny - kiedyś miłość do "Trylogii" przypłacił koniecznością zmiany liceum. Zamiast uczyć się, w nocy pod kołdrą pochłaniał rycerskie przygody, co w przykry sposób odbiło się na cenzurce.


W każdym razie młody Jeziorański doszedł do wniosku, że ojcowie i dziadowie walczyli o niepodległość na tyle skutecznie, że on już nie musi się o nią kłopotać. "To była ich wielka przygoda, która już się nie powtórzy" - wspominał.


Wymyślił, że zostanie ekonomistą, może nawet akademickim wykładowcą w Poznaniu, gdzie studiował. W wyborze zawodu pomogła mu dobra znajomość z Eugeniuszem Kwiatkowskim (ojcem szkolnego kolegi). Jeziorański był zafascynowany tym, że Kwiatkowski, wielki dygnitarz państwowy, cierpliwie tłumaczy jemu, 13-letniemu chłopakowi, dlaczego nie należy dewaluować złotego.


Te rachuby poszły na marne. Świat Zdzisława Jeziorańskiego zawalił się 1 września 1939 r., a pierwszym tego symptomem był radosny okrzyk kolegi, podchorążego Moczulskiego: - Wojna... zaczęło się o piątej rano!


Plutonowy podchorąży Jeziorański w wojnie obronnej walczył, ale niewiele. Była to bardziej historia stałego odwrotu i szukania jakiegoś sensownego przydziału, która zakończyła się niewolą. Wpadł w stodole. Żołnierz Wehrmachtu złapał go - dosłownie - kiedy brał słomę do wymoszczenia legowiska.


Uciekł z niewoli, skacząc z pociągu pod Krakowem (w jednej grupie z Józefem Cyrankiewiczem). Szybko trafił do konspiracji. Był żołnierzem ZWZ i AK. Został przydzielony, co bardzo mu odpowiadało, do akcji N, czyli dezinformacji wroga. Kiedy dowiedział się, że AK drukuje fałszywe niemieckie gazety, "zakłada" opozycyjne organizacje w Wehrmachcie i informuje w nich po niemiecku, i to w żołnierskim żargonie, nie ukrywał zdziwienia, że tak zgnębiony naród stać jeszcze na akcję ofensywną.


Jego zadaniem była organizacja kolportażu materiałów na terenach wcielonych do III Rzeszy oraz częściowo w samej Rzeszy. Wielokrotnie przekraczał granicę Generalnej Guberni, nie znając niemieckiego, na fałszywych dokumentach, z bibułą w bagażu, ubrany w mundur niemieckiego kolejarza. Rozwoził m.in. nalepki "Nur f?r Deutsche" do rozlepiania na latarniach oraz lekarskie porady dla rekrutów jak uniknąć odmrożeń na froncie wschodnim (opisujące tak straszne przypadki, że młodym Niemcom odechciewało się walczyć).


Przecierał szlak kurierski z Warszawy do Sztokholmu pod pokładem statku wiozącego węgiel. Potem kolejny szlak z Warszawy przez Sztokholm, aż do Londynu. Przed tą akcją przyjął pseudonim Jan Nowak (chciał Jan Kowalski, ale zaprotestowali radiotelegrafiści, którzy chcieli jak najkrócej nadawać).


Do Londynu przywiózł, jako emisariusz dowództwa AK, raporty do najwyższych władz polskich i brytyjskich. Spotkał się m.in. z premierem Winstonem Churchillem i szefem Foreign Office Anthonym Edenem. Z przerażeniem obserwował jak zmienia się stosunek zachodnich aliantów do Polski pod naciskiem Stalina.


W lipcu 1944 r. został przerzucony do Polski. Dotarł do Warszawy tuż przed powstaniem. Pracował w powstańczym radiu Błyskawica i był w Warszawie przez cały okres walk. Nie zajmował się zresztą tylko walką - 7 września wziął ślub z łączniczką z AK Gretą.


"Pobierzmy się teraz, póki są jeszcze jakieś kościoły i księża" - tak się jej oświadczył.


Po kapitulacji powstania, jako emisariusz komendanta Bora, wyjechał do Londynu. Razem z żoną przemierzył Niemcy pociągiem, by dotrzeć do Szwajcarii i Londynu. Tam na konferencji zdał prasie zachodniej pierwszą relację uczestnika powstania warszawskiego: "Mówiłem o złowrogiej ciszy, jaka zapadła po drugiej stronie Wisły w czwartym dniu powstania".


Żeby zakończyć opowieść o jego wojennych przeżyciach, wystarczy napisać, że Krzyż Walecznych odbierał z rąk komendanta AK generała Tadeusza Bora-Komorowskiego, Virtuti Militari zaś z rąk naczelnego wodza generała Kazimierza Sosnkowskiego.


"Dziwnym zrządzeniem opatrzności miałem odtąd kontynuować wojenne zadanie łącznika między światem zachodnim a Polską" - wspomina.Po wojnie pracował w Polskiej Sekcji BBC, przez władze PRL nazywanej "głosem podżegaczy wojennych". Następnie przez 24 lata był dyrektorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa.


9 listopada 1975 r. napisał, składając rezygnację, że służbę na tym stanowisku traktował jako dalszy ciąg walki w szeregach Armii Krajowej. "Hucznie" żegnały go PRL-owskie gazety, wcześniej zarzucające mu, na podstawie fabrykowanych dokumentów, współpracę z hitlerowcami. Fakt odejścia odnotowała też strona radziecka: TASS, "Prawda" i "Izwiestia" (artykułem pt. "Oskarżenia zostały potwierdzone").


Po odejściu z RWE przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Był działaczem Kongresu Polonii Amerykańskiej i jednym z organizatorów międzynarodowej pomocy dla "Solidarności".


Biografia Jeziorańskiego mogłaby się kończyć z powodzeniem cytatem z jego książki "Polska z oddali": "Nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażałem sobie, że mając lat 76 będę leciał do Polski na zaproszenie Lecha Wałęsy i Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego ÇSolidarnościČ. Tłum warszawiaków zebrał się wokół lotniska (...)". Byłby to happy end po pięknej służbie dla ojczyzny. Problem w tym, że Nowak wcale nie miał na to ochoty. Zaraz zaczął intensywnie lobbować za wejściem Polski do NATO i jest uważany za jednego z głównych autorów tego sukcesu. Teraz jego marzeniem jest wprowadzić Polskę do Unii Europejskiej. W latach 90. wielokrotnie bezkompromisowo zabierał głos w drażliwych sprawach, często narażając się na krytykę. Twardo opowiedział się po stronie pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, mówił o konieczności wyjaśnienia przed sądem "sprawy Oleksego". Skrytykował Bronisława Geremka, gdy ten jako szef dyplomacji oznajmił, że polskie wojsko nie będzie uczestniczyć w działaniach zbrojnych w Kosowie. W kampanii prezydenckiej poparł Andrzeja Olechowskiego, przeciwko Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, a incydent w Kaliszu nazwał błazeńskim aktem. Po wyborach powiedział, że szanuje werdykt demokracji. Zaangażowany w proces pojednania Polaków i Żydów, powiedział, że należy przeprosić za Jedwabne. Ostatnio skrytykował kandydaturę Włodzimierza Cimoszewicza na szefa MSZ. W 1994 roku otrzymał Order Orła Białego. Ma też najwyższe cywilne wyróżnienie w USA - prezydencki Medal Wolności.


Biografa Nowaka-Jeziorańskiego jest szczególna nawet wśród porządnych ludzi jego pokolenia, którzy na bohaterstwo byli skazani. Co oczywiście nie zmienia faktu, że dla Polski lepiej byłoby, gdyby nie zaszły wszystkie tragiczne okoliczności, które zmusiły Zdzisława Jeziorańskiego do porzucenia kariery naukowca. Powiedział zresztą ostatnio: "Gdyby nie wojna, pewnie zostałbym poznaniakiem i uniwersyteckim wykładowcą".


PAWEŁ RESZKA


Janina Ochojska

Humanitarna i charytatywna

Janina Ochojska

Polska Akcja Humanitarna jest obok PCK i Caritasu największą, najbardziej znaną i godną zaufania organizacją charytatywną w Polsce. Tyle że PCK i Caritas to instytucje działające od wielu lat, a Polska Akcja Humanitarna powstała w latach 90. dzięki Janinie Ochojskiej i jej kilku współpracownikom. Nie jest chyba przesadą stwierdzenie, że Polska Akcja Humanitarna i Janina Ochojska to jedno.


Dorobek PAH jest imponujący - od konwojów z pomocą humanitarną począwszy (pierwszy wyruszył w 1992 roku do Sarajewa), poprzez akcję "Pajacyk", czyli zbieranie pieniędzy na dożywanie dzieci w Polsce, po najnowszą inicjatywę "Zdążyć przed zimą" - pomoc rodzinom poszkodowanym w tegorocznej powodzi. Janina Ochojska, która założyła Fundację "EquiLibre", w grudniu 1994 roku przemianowaną na Polską Akcję Humanitarną, jest jej sercem i mózgiem - niestrudzona w zbieraniu pieniędzy i organizowaniu pomocy. Sama o sobie mówi, że nieustannie kipią w jej głowie pomysły na niesienie pomocy innym.


Każdy wie o tym, że Janina Ochojska jest niepełnosprawna, porusza się o kulach. W "Wysokich Obcasach", dodatku do "Gazety Wyborczej", powiedziała o sobie, że została wychowana i ukształtowana przez szpitale i sanatoria. Pochodzi z Katowic, dorastała w ubogiej rodzinie. W dzieciństwie zachorowała na polio (choroba Heine-Medina), leżała 8 miesięcy całkowicie sparaliżowana, przeżyła tylko dzięki żelaznym płucom wspomagającym oddychanie. Przeszła kilkanaście operacji, które umożliwiały jej sprawniejsze poruszanie się, w tym operację kręgosłupa. W 1980 roku ukończyła astronomię na Uniwersytecie w Toruniu. Następnie pracowała w Centrum Astronomicznym. Była zaangażowana w działalność opozycyjną w środowisku toruńskim. W 1984 r. wyjechała do Francji na operację, którą sfinansowała francuska fundacja (dzięki temu zaczęła poruszać się o kulach, bo wcześniej jeździła na wózku). To wówczas zetknęła się z ideą pomocy humanitarnej. Po 1989 r. przy pomocy Francuzów stworzyła Polską Fundację "EquiLibre".


Konwoje Polskiej Akcji Humanitarnej jeździły do byłej Jugosławii (pomagając obu stronom konfliktu), Kazachstanu, Czeczenii, Afganistanu. W 1994 roku samochód, którym Ochojska wracała z Sarajewa, został ostrzelany i zaczął spadać w przepaść. Zatrzymał się na malutkiej skale i dzięki temu Ochojska się uratowała. Trzy lata temu wracając z konwojem z Afganistanu szefowa PAH została ranna w wypadku samochodowym i spędziła kilka miesięcy w szpitalu na rehabilitacji.


Zbiórki darów i pieniędzy często były prowadzone w sposób niekonwencjonalny.


- W roku 1993 wpadliśmy na pomysł, że Gawęda zaśpiewa, a dzieci jako bilet wstępu przyniosą po paczce ryżu czy makaronu. Stały takie kolorowe kartony, do czerwonego wkładało się ryż, do żółtego cukier itd. Trzy tony żywności pojechały do Bośni - opowiadała w jednym z wywiadów.


To ona wpadła na pomysł, żeby do Sarajewa zawieźć piecyki-kozy (udało się zebrać pieniądze na 600 sztuk), aby ludzie mogli przetrwać zimę. PAH m.in. zbierała pieniądze na wybudowanie muzułmańsko- -serbskiej szkoły w Sarajewie, organizowała leki dla dziecięcego szpitala w Kokczetawie w Kazachstanie, opiekowała się dwoma szpitalami i domami dziecka w Karagandzie, prowadziła dożywianie dzieci w Bieszczadach i na Litwie oraz świetlicę dla dzieci z rodzin patologicznych w Łodzi.


Polska Akcja Humanitarna pomaga też uchodźcom, prowadząc m.in. dom dla bezdomnych cudzoziemców ubiegających się o status uchodźcy, dla których zbrakło miejsc w ośrodkach MSWiA. Ponadto prowadzi program Edukacji Humanitarnej, skierowany do dzieci i młodzieży w całej Polsce. Jego celem jest propagowanie idei tolerancji i zaangażowania społecznego.


Praca Janiny Ochojskiej była wielokrotnie doceniana. W 1993 roku została uhonorowana tytułem Kobiety Europy za pomoc ofiarom wojny w Jugosławii. W 1995 roku otrzymała nagrodę Pax Christi International za szerzenie pokoju w Europie. 2 tys. dolarów nagrody postanowiła przeznaczyć na swoją fundację. W 1998 roku została laureatką Europejskiej Nagrody w Dziedzinie Kultury, za pomoc powodzianom. Część tej nagrody (10 tys. marek) przeznaczyła dla Kliniki Ortopedii Collegium Medicum UJ, gdzie była operowana po wypadku, do którego doszło w czasie powrotu konwoju z Afganistanu, zaś resztę - na potrzeby Polskiej Akcji Humanitarnej. Otrzymała też Order Uśmiechu i Medal św. Jerzego od "Tygodnika Powszechnego".


W ubiegłym roku na rynku wydawniczym ukazał się wywiad-rzeka Wojciecha Bonowicza z Janiną Ochojską pod tytułem "Niebo to inni". Szefowa PAH opowiedziała w nim o swoim życiu i pracy. Ks. Adam Boniecki w "Tygodniku Powszechnym" napisał o tej książce, że chciałby ją dać do przeczytania ludziom porażonym trudnościami życia, sparaliżowanym własną bezradnością, załamującym się, wpadającym w rozpacz, rezygnującym z walki, bo ten wywiad "porywa, zmusza do myślenia, do rewizji życia, a jednocześnie zdumiewa, zachwyca i wzrusza".

ELIZA OLCZYK