E-mail

English







Żydowskie księgi pamięci

ROZMOWA Z PROFESOR MONIKĄ ADAMCZYK-GARBOWSKĄ

Plus Minus, Rzeczpospolita
10 stycznia 2003

Rz: W postrzeganiu Żydów przez Polaków nie brak wciąż stereotypów, które powinna przełamywać przede wszystkim edukacja. Jaką rolę widzi pani dla kierowanego przez siebie Zakładu?


Monika Adamczyk-Garbowska: Chodzi przede wszystkim o poznanie bogatej historii i kultury polskich Żydów. Bardzo ważne miejsce w naszych badaniach zajmują kwestie porównawcze dotyczące historii i literatury. Dopiero wtedy widać doskonale, że literatura jidysz jest częścią naszego wspólnego dziedzictwa kulturowego. Oprócz literatury pięknej na ziemiach polskich powstawały w językach żydowskich dzieła filozoficzne, teologiczne i historyczne, rozwijano naukę. Przed drugą wojną normalne było, że w każdym dużym mieście istniała prasa żydowska w jidysz, były także gazety hebrajskie, gazety żydowskie wydawane po polsku i gazety polskie, do których pisało wielu zasymilowanych Żydów.


Twórcy piszący w jidysz nie są w Polsce popularni.


Dobrze znana jest właściwie tylko twórczość Isaaca Bashevisa Singera, choć w Polsce było wielu innych pisarzy posługujących się tym językiem. Jednym z wielu był Josef Opatoszu, który w swoich powieściach - "W polskich lasach" i "1863" - nawiązywał do powstania styczniowego. Historię Polski można pokazać zarówno przez pryzmat książek napisanych w języku polskim, jak i w jidysz. Jest tu dużo różnic i podobieństw. Można znaleźć w nich ukryte polemiki między pisarzami polskimi i żydowskimi. Przykładem może być powieść "Bracia Aszkenazy", starszego brata Bashevisa Singera, Israela Jehoszuy, i "Ziemia obiecana" Władysława Reymonta. Łódź z mniej więcej tego samego okresu obaj pisarze widzieli zupełnie inaczej. Zresztą nie dotyczy to wyłącznie literatury. Na przykład sztetł, czyli małe żydowskie miasteczko, było i jest przedstawiane przez Żydów tak, jakby nie było w nim ludności chrześcijańskiej.


Czy oznacza to, że były to dwa odrębne światy? Chyba od końca XVIII wieku, od czasów Haskali - ruchu oświeceniowego wśród Żydów, prądów asymilacyjnych, kontakty były większe?


Wpływy Haskali w Polsce nigdy nie były silne i ograniczały się głównie do dużych miast. Nawet w Lublinie, siedzibie jednej z największych gmin żydowskich w Królestwie Polskim, nie założono synagogi reformowanej. W małych miasteczkach zaś bardzo długo istniały zamknięte środowiska żydowskie ze swoją religią, kulturą i administracją. Często można więc było egzystować w takim mikrokosmosie, w małym stopniu kontaktując się z otoczeniem. Do 1939 roku wielu spośród chasydów i Żydów ortodoksyjnych nie znało języka polskiego (jak np. ojciec braci Singerów), chociaż bardzo liczni kupcy i rzemieślnicy, nie mówiąc o przemysłowcach czy przedstawicielach wolnych zawodów, mieli z Polakami bardzo częste kontakty. Po 1945 roku ziomkostwa żydowskie, rozsiane po całym świecie, zaczęły tworzyć w językach jidysz i hebrajskim tzw. księgi pamięci. Powstało ich około 500. Gromadzono w nich relacje i rejestry ocalonych, opisywano życie Żydów przed wojną. We wspomnieniach tych jest bardzo mało relacji o kontaktach ze środowiskiem chrześcijańskim.


W PRL było na odwrót - tematyka żydowska długo była zakazana przez cenzurę.


Ważnym elementem propagandy było bowiem państwo jednonarodowe. Powstawały więc monografie miast i miasteczek, w których nie wspominano o mieszkających tam przez wieki Żydach. Pojawiały się wzmianki, że po 1939 roku powstało getto, że zamordowano tyle i tyle osób. Ale o tym, że Żydzi tworzyli tam kulturę, że mieli swoje organizacje i szkoły, że wydawali gazety i książki - nie było ani słowa. Kiedy w latach 80. przestał to być temat tabu, pojawiła się inna przeszkoda w badaniu historii Żydów - okazało się, że badacze młodego i często starszego pokolenia nie znali języka jidysz i hebrajskiego. Dziś niektórzy polscy naukowcy zaczynają się ich uczyć. Z kolei wśród badaczy zachodnich brakuje znajomości języka polskiego i rosyjskiego, niezbędnych do korzystania z dzieł literackich i dokumentów archiwalnych w oryginale.


A przecież pojawiają się nowe publikacje...


Obserwujemy zjawisko spóźnionych ksiąg pamięci. Po polsku spisywane są relacje świadków zagłady i ich dzieci. W Lublinie, w którym Żydów już prawie nie ma, a przed wojną było ich 40 tysięcy, ukazała się książka "Ścieżki pamięci". Był to ostatni dzwonek, bo starsze pokolenia już odchodzą. Takie książki powstają w różnych miastach. Nie są to prace ściśle naukowe, ale pisane z potrzeby serca i autentycznego zainteresowania, będącego reakcją na wcześniejsze zamazywanie historii, na milczenie.


Czy historia Żydów nie przypomina nam tradycji Polski wielokulturowej?


Na pewno. I pozwala nam spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy. Przykładem może być Lublin - choć w polskiej świadomości potocznej uchodził za prowincję, dla kultury żydowskiej i rozwoju judaizmu był miastem bardzo znaczącym. W Żydowskim Instytucie Naukowym w Nowym Jorku jest opracowywany projekt edukacyjny dla młodzieży amerykańskich szkół średnich, pokazujący historię Żydów europejskich przez pryzmat miast. Lublin został wybrany pierwszy. I nieprzypadkowo - zwany był kiedyś Jerozolimą Północy, a w nowszych czasach także żydowskim Oxfordem, ze względu na wysoki poziom nauczania w tutejszej jesziwie, a także imponujący stopień edytorski drukowanych tu świętych ksiąg. Ważne były także i mniejsze miasta, jak np. Izbica czy Kock, a w innych regionach Przysucha czy Góra Kalwaria, znana w jidysz jako Ger. Tak więc do 1939 roku różnorodność była czymś normalnym. Istniało także życie polityczne mniejszości narodowych, przedstawiciele ich partii zasiadali w Sejmie... Dziś młodzi ludzie często nie zdają sobie sprawy, że Polska od ponad 50 lat jest właściwie krajem jednonarodowym.


Mówimy o Żydach w Polsce, ale czy nie ma tu pewnej sztuczności? Przecież przed drugą wojną byli to obywatele polscy wyznania mojżeszowego.


Jest pewna sztuczność, kiedy mówimy w niektórych kontekstach o stosunkach polsko-żydowskich. Bo przecież wielu Żydów wywodzących się z Polski, nawet jeśli nie posługuje się na co dzień językiem polskim, utożsamia się z kulturą polską, nie negując przy tym tożsamości żydowskiej. We współczesnej Polsce natomiast mało kto dopuszcza myśl, że można czuć się zarazem i Polakiem, i Żydem. Tymczasem z moich obserwacji wynika, że za granicą Polską interesują się szczególnie ludzie o żydowskich korzeniach. Na pewno ma na to wpływ trauma zagłady, ale także fakt, że wśród Żydów było i jest wielu ludzi wykształconych. Nieraz nie znają już polskiego ani jidysz, ale próbują dowiedzieć się czegoś o kraju przodków. Dlatego polska pomoc w odtworzeniu fragmentów i ułamków kultury żydowskiej jest nieodzowna. Nieraz mówi się, że Żydzi powinni dać na ten cel pieniądze. Rzeczywiście, często brak jest funduszy i wsparcie jest potrzebne, ale bardzo ważne jest życzliwe nastawienie, udowodnienie, że zależy nam, Polakom, by miejsca historycznie związane z Żydami były zadbane czy odnowione.


Rozmawiała Anna Jarmusiewicz


Profesor Monika Adamczyk-Garbowska (1956), kierownik Zakładu Kultury i Historii Żydów na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, członek redakcji rocznika "Polin: Studies in Polish Jewry"; wydała m.in. "Polska Isaaca Bashevisa Singera - rozstanie i powrót" (1994) i z Antonym Polonskym "Contemporary Jewish Writing in Poland" (2001).