E-mail

English






"Żydzi w kulturze polskiej" Aleksandra Hertza

Jerzy Jedlicki

Portal Gazety Wyborczej, 29 sierpnia 2003

Aleksander Hertz, autor wydanej właśnie ponownie książki "Żydzi w kulturze polskiej", zgodnie z tendencją psychologii społecznej ideologię antysemicką ma nie tyle za czynnik sprawczy, ile za racjonalizację nienawistnych emocji i lęków, których rzeczywiste źródła są przytajone w psychice ludzkiej, mitach sakralnych, archetypach magicznych - pisze Jerzy Jedlicki


Żydzi w kulturze polskiej" Aleksandra Hertza należą - można to już dziś stwierdzić - do klasyki polskiej socjologii historycznej. Książka napisana w Nowym Jorku w latach 50., wydana przez Jerzego Giedroycia w Instytucie Literackim "Kultury" w roku 1961, doczekała się pierwszego wydania krajowego, dzięki inicjatywie Biblioteki "Więzi", dopiero w roku 1988, i to za cenę rezygnacji z krótkiego autorskiego wstępu, który nie miał szans przejść przez cenzurę. Po 15 latach "Więź" wznowiła tę cenną pozycję, wreszcie bez ubytków, zaopatrzywszy ją w przedmowę Czesława Miłosza.


I oto okazuje się, że książka ta nad podziw dobrze zniosła próbę czasu. Straciły oczywiście aktualność żale autora z powodu ubóstwa polskiego piśmiennictwa naukowego na tematy żydowskie. Przyrost udokumentowanej wiedzy w tej dziedzinie jest ogromny - polscy badacze śmiało nadrabiają nie przez nich zawinione opóźnienia. Powstają coraz to nowe katedry i zakłady historii i kultury Żydów polskich, a także ośrodki pozauniwersyteckie mające wielkie zasługi w dziele wzbudzenia zainteresowania historią regionalną, której nieodzownym składnikiem jest pamięć o Żydach. Z pożytkiem rozwija się od lat 15 współpraca międzynarodowa owocująca konferencjami, wspólnymi publikacjami i bogatymi w treść 15 tomami rocznika "POLIN", pieczołowicie redagowanego zrazu w Anglii, a później w Stanach Zjednoczonych przez profesora Antony'ego Polonskiego.


Aleksander Hertz przed pół wiekiem, mieszkając w Nowym Jorku, nie mógł nawet marzyć o takim zasobie dostępnej wiedzy źródłowej. Nie był zresztą mimo rozległej erudycji zawodowym historykiem. Książka jego zachowała jednakże wartość sugestywnej historycznej syntezy, której ujęcia pozostają wciąż jeśli nie bezsporne, to na pewno przykuwające uwagę. Podobnie zresztą dzieje się ze znaczną częścią spuścizny tego autora. Zmarły niedawno profesor Jan Garewicz, bliski Hertza krewny, opracowanemu przez siebie wyborowi jego przedwojennej eseistyki dał trafny tytuł "Socjologia nieprzedawniona" (PIW 1992).


W rzeczy samej, studia warszawskie Aleksandra Hertza z lat 30. - o polskiej inteligencji albo o cechach mentalności nacjonalistycznej i totalitarnej - czyta się dziś z podziwem dla przenikliwości autora, który to, co znamionowało głębokie struktury psychologii zbiorowej, umiał odcedzić od okoliczności przygodnych i przemijających. Jeszcze silniejsze wrażenie obcowania z niepospolitym umysłem i charakterem odnosi się, czytając "Wyznania starego człowieka" (Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1979; wyd. krajowe: PIW 1991) - rodzaj duchowej i intelektualnej autobiografii spisanej u schyłku życia w Ameryce (Hertz zmarł w roku 1983).


Ten człowiek, któremu ani w Polsce, ani na obczyźnie nie było dane wykładać na uniwersytetach i mieć uczniów, który był i pozostał niezależnym i suwerennym intelektualistą albo - jak sam siebie nie bez dumy określał - "człowiekiem marginesu", miał szczególny zmysł etyczny wolny od złudzeń na temat racjonalności ludzkiej natury, opierający się wszelkim doktrynom i oczarowaniom XX wieku, lecz nieomylnie orientujący się na najszlachetniejsze wartości.


Spokojna książka


Problemy współżycia polsko-żydowskiego były jednym z trwałych ognisk zainteresowań Hertza, traktowanych przezeń bez idealizacji, niemniej z polskiego zawsze punktu widzenia. Potomek rodziny od dawna zasymilowanej, Hertz dopiero po wojnie, po Zagładzie, zaczął - jak sam opowiada w "Wyznaniach" - poczuwać się do moralnego związku z żydowską tradycją, ale kulturowo był od niej zbyt już daleko, aby powrócić - nawet gdyby chciał. Tytuł omawianej tu książki może jednak zwodzić, sugerując, że tematem jej będzie wkład twórców żydowskiego pochodzenia do polskiej literatury, sztuki czy nauki. W istocie jest to jej przedmiot zgoła uboczny, potraktowany szkicowo w ostatnim rozdziale. Tematem głównym jest społeczne usytuowanie Żydów polskich (od XVIII do XX w.) i jego konsekwencje dla układu wzajemnych stosunków. O Zagładzie prawie się tu nie mówi - jest obecna w tle, gdy autor opowiada o społeczności i kulturze, które zniknęły - i o pewnych rodzimych źródłach antysemityzmu, który zniknąć nie ma zamiaru.


Pisze on o tym wszystkim bez afektacji i oskarżycielskiego tonu. Miłosz powiada w przedmowie, że Hertz mógł napisać na ten temat "tak spokojną książkę" dzięki temu, że nie przeżył okupacji niemieckiej w Polsce, zadomowił się w Ameryce, a ponadto miał umysł racjonalisty i entuzjasty postępu, który nie potrafi zrozumieć demoniczności antysemityzmu i totalitaryzmu. Nie znałem Hertza osobiście, wszelako wydaje mi się, że Miłosza zawiodła tym razem intuicja. Racjonalistą Hertz był, lecz optymizmu historycznego w głównych jego dziełach nie uświadczysz. Mechanizm ideologicznego zniewolenia opisywał był jako jeden z pierwszych w Polsce. W "Wyznaniach" napisał, iż "Żydzi w kulturze polskiej" są jego najbardziej osobistą książką, i nie krył emocjonalnego stosunku do jej przedmiotu. Sądzę, że ów spokojny ton narracji i analizy był świadomie wypracowanym dystansem poznawczym pisarza, który postawił sobie za cel zrozumieć niezrozumiałe - na ile się da.


Głównym jego pomysłem było uznanie, że w społecznej strukturze Rzeczypospolitej Żydzi stanowili kastę. Pojęcie to pojawiało się wprawdzie dawniej w publicystycznych pamfletach, ale używane jako rodzaj przenośni - wiadomo było przecież, że kasty są w Indiach. Hertz obznajomiony był jednak z powojenną socjologią amerykańską i szwedzko-amerykańską (Gunnar Myrdal), która pojęcie kasty odniosła z pożytkiem do sytuacji czarnych w południowych stanach USA. Hertz użył go jako narzędzia do opisu położenia Żydów w Europie Wschodniej, będąc oczywiście świadomy odmienności sytuacji.


Historycy polscy i żydowsko-polscy (zwłaszcza Artur Eisenbach) uważali w tym czasie Żydów raczej za osobny stan feudalnego społeczeństwa definiowany przez kryteria prawne i ekonomiczne. Implikacje pojęcia kasty są jednak bogatsze, bo odsyłają także do religii i obyczaju, przypominając, że przekroczenie związanych z kastą zakazów i granic jest uważane za naruszenie uświęconego ładu. Cały logiczny wywód książki Hertza dowiódł przydatności tego pojęcia do opisu położenia Żydów w Polsce szlacheckiej i długo po jej upadku. Główną cechą kasty w ujęciu Hertza jest nie tyle społeczna izolacja - kontakty i wymiana dóbr między kastami bywają nawet konieczne - ile dziedzicznie utrwalona hierarchia społeczna. Żydzi mogli pełnić ważne funkcje ekonomiczne i cieszyć się lokalnymi przywilejami, niemniej w oczach szlachty, jeśli nie mieszczaństwa, stanowili kastę niższą i nieraz świadomie poniżaną. Takie położenie - dowodzi Hertz - wytwarza postawę adaptacyjną: "Skoro otoczenie zewnętrzne wymaga ode mnie, bym się zachowywał zgodnie z jego definicją mojej osoby i mojej roli, przeto dla celów ochronnych muszę się tak zachowywać. Te względy ochronne sprawiają też, że wobec otoczenia zewnętrznego będę stosował inne kryteria i reguły moralne niż wobec samego siebie i moich bliskich".


Wyłomy w murze


Przynależność do kasty niższej jest piętnem, ale zarazem zapewnia bezpieczeństwo - odmienność wyznania i obyczaju znajduje ochronę w jej tradycyjnych i przez system polityczno-prawny uznanych instytucjach. Kto nie wyjrzy w świat poza ich obręb, może nie odczuwać dotkliwie pogardy zewnętrznego otoczenia. Atoli wraz z postępami oświecenia i nowoczesności, ze zróżnicowaniem zawodowym przełamywanie odosobnienia kastowego stawało się rzeczą nieuchronną. Żydzi świecko wykształceni i Żydzi zamożni, mając najwięcej kontaktów ze światem, pierwsi zaczęli się buntować przeciw nadmiernym rygorom tradycji z jednej strony i przeciw poniżeniu kastowemu z drugiej. Ruch emancypacyjny w XIX w. obejmował obydwa te wymiary - domaganie się reformy gminy wyznaniowej i domaganie się równouprawnienia. Jedno i drugie żądanie kruszyło kastowe i wyznaniowe obwarowania bronione i od wewnątrz, i od zewnątrz przeciw zuchwałości zrazu jednostek, później elitarnych środowisk, wreszcie całych stronnictw i ruchów politycznych.


Dla polskich klas wykształconych żądanie przez Żydów równych praw cywilnych i obywatelskich, a więc, co za tym idzie, zniesienia kastowości, stanowiło nie lada wyzwanie, każąc odmienić wiekowe i w całym systemie kultury zakorzenione uprzedzenia i nawyki. Część polskiej inteligencji gotowa była uznać te roszczenia bez oporu jako świadectwo ogólnoeuropejskiego liberalnego postępu. Przeważająca jednak część opinii publicznej pod zaborami stawiała warunki albo wnosiła bezwarunkowy sprzeciw. Żyd mógł być tolerowany, dopóki pozostawał na swoim miejscu, to znaczy w getcie czy w sztetlu, i dopóki mu to wystarczało. Bywał - do czasu - łaskawie akceptowany także wtedy, gdy asymilując się, porzucał rodzime tradycje i przywiązania i gotów był wtopić się w społeczeństwo otaczające. Jeżeli natomiast jako Żyd domagał się uznania równości i szacunku, okazywał się arogantem i intruzem.


„Fakt, że grupa kastowa ťwypada Ť ze swej tradycyjnej roli - pisał Hertz - budzi niepokój i zamęt w świadomości szerszego otoczenia”. A cóż dopiero, gdy na przełomie XIX i XX w. rodzi się żydowski ruch narodowy w różnych swoich formach, a wraz z nim stowarzyszenia, prasa, literatura w języku jidysz, hebrajskim i polskim. Wroga reakcja znacznego odłamu opinii polskiej na przejawy żydowskiej podmiotowości politycznej i kulturalnej bierze na cel również Żydów asymilujących się i całkowicie spolonizowanych, Żydów polskich patriotów, Żydów socjalistów, Żydów chrześcijan, wreszcie wszystkich bez różnicy.


Jeśli przez większą część wieku XIX zarzucano Żydom separatyzm i odmienność obyczajową, które miały jakoby stanowić przeszkodę w przyznaniu im praw cywilnych i obywatelskich, teraz okazywało się, że niechęć do nich wzmaga się, nie słabnie, w miarę zmniejszania się widocznych różnic językowych i kulturalnych. W miarę zaś emocjonalnego wiązania się Żydów (a cóż dopiero Polaków pochodzenia żydowskiego) z niepodległym już państwem polskim wzmagały się siły, które - jak pisze Hertz - "starały się Żydów od Polski odepchnąć". Tak się zwykle dzieje - tłumaczył - w społeczeństwach pokastowych, gdy jakaś grupa przedtem odgrodzona albo jej część przestaje się zachowywać tak, jak w mniemaniu większości powinna - właśnie wyzbywając się cech stygmatyzujących, "gorszy nas i drażni, obraża nasze uczucia, jest wyzwaniem, rzuconym naszym podstawowym filozofiom". Jeśli przypada to, jak w Polsce lat 30., na czas kryzysu gospodarczego i społecznego, to postawy łatwo ulegają radykalizacji i aktywizacji.


To zaledwie naszkicowany konstrukcyjny szkielet książki Hertza, której wywody są o wiele subtelniejsze, niż można to oddać w streszczeniu. Wiele stron poświęcił autor przedstawieniu dylematów i rozterek asymilacji, która Żydów przyswajających sobie polską kulturę i tożsamość narodową narażała na niechęć polskich nacjonalistów, żydowskich ortodoksów i syjonistów równocześnie, co prowadzić mogło do tej sytuacji marginesowej, o której już się tu wspomniało. Sytuacji, która bywała bolesna, nawet tragiczna, a jednocześnie - jak zwykle na świecie - nadzwyczaj twórcza i płodna kulturowo. Zdaniem Hertza ci niechętnie przyjmowani wychodźcy, za którymi wlókł się "cień kasty", odcisnęli niezatarty ślad w polskiej kulturze: "Sarkazm, ironia, sceptycyzm, jakie cechują umysłowość inteligencką w Polsce dzisiejszej [pisane ok. roku 1960 - J.J.], w formie swej, w zasadniczych ujęciach, żywcem przypominają to, co przed wojną uważane było za swoiście żydowskie".


Fantazmaty i trafarety


Uważnego czytelnika tego pięknie i jasno napisanego historycznego eseju najbardziej może uderzy to, że jego autor, śledząc narodziny i rozwój resentymentów, tak mało uwagi poświęcił antysemickiej ideologii. Hertz zgodnie z tendencją psychologii społecznej ideologię ma nie tyle za czynnik sprawczy, ile za racjonalizację nienawistnych emocji, fobii i lęków, których rzeczywiste źródła są przytajone w psychice ludzkiej, mitach sakralnych, archetypach magicznych. Bo w rzeczy samej - czy agresywne emocje wyzwala i uaktywnia wiara w bogobójstwo, profanację hostii, zatruwanie studzien, mordowanie dzieci chrześcijańskich, handel żywym towarem, lichwiarskie procenty, oszukiwanie na wadze, torowanie drogi kapitalizmowi albo komunizmowi, szpiegowanie na rzecz nieprzyjaciół kraju, budowanie Judeopolonii, zażydzanie ducha narodowego, spiskowanie celem opanowania rządu światowego, zanieczyszczanie rasy, czy jeszcze inne bezeceństwa, rzecz to z tego punktu widzenia drugorzędna. Niektóre z tych fantazmatów cechuje długowieczna żywotność i powszechność, inne są, przeciwnie, miejscowe i okazjonalne, wszystkie zaś łatwo wymienne i jednakowo skutecznie służące za krzesiwo lub topory.


Hertz do ich treści zdaje się nie przywiązywać wielkiego znaczenia, różniąc się w tym od większości historyków antysemityzmu. Skupia uwagę na dynamice emocji zbiorowych i jej społecznych uwarunkowaniach, a to w przekonaniu, że ludzie rzadko zdają sobie sprawę z rzeczywistych, zazwyczaj splątanych motywów swych wierzeń i uczynków. "A jednocześnie momenty magiczne w myśleniu, odczuwaniu i działaniu dzisiejszego człowieka - pisze - odgrywają rolę nie mniejszą od tej, jaką odgrywały w życiu naszych odległych przodków. Różnica jest jedynie w formach, w wyrazie na zewnątrz, w stereotypowych racjonalizacjach, jakich się przy tym używa. Choć jeżeli chodzi o te ostatnie, to wiele z nich zachowało swą świeżość sprzed stuleci czy nawet tysiącleci".


Oczywiście, rozróżnienie starego kościelnego antyjudaizmu i nowoczesnego ideologicznego antysemityzmu zachowuje swój analityczny sens, tyle tylko, że granice między nimi nie były wyraźne ani w propagandzie, ani w praktyce prześladowań. Alina Cała w swym znakomitym (szkoda, że mało znanym) "Wizerunku Żyda w polskiej kulturze ludowej" pokazała, jak się to jedno na drugim osadza i miesza w ludzkich głowach, nie inaczej przecież było w Jedwabnem czy w Kielcach, gdzie usprawiedliwienia żądzy mordu były na przemian polityczne i religijne. Podobnie i antyżydowska literatura, która bez przeszkód zapełnia dziś nasze uliczne stragany, kioski i na oko przyzwoite księgarnie, powiela w kółko i bez końca te same od stu lat sztance w niewielkich odmianach i, jak widać, znajduje chętnych odbiorców.


Co w nich zaspokajają te żałosne manifesty i paszkwile? Głód wiedzy? Czy raczej bezustanną potrzebę potwierdzania i jakiegokolwiek bądź uzasadnienia pierwotnych i irracjonalnych awersji, których źródeł należy dopatrywać się w średniowieczu, a które przekazywane z pokolenia na pokolenie dotrwały do naszych czasów. Nosicielom takich kulturowych genów jest w końcu obojętne, czy mityczny przedmiot ich uprzedzeń jest realny, czy wirtualny, obecny czy nieobecny, jaki ląd zasiedla, jaką wyznaje religię i filozofię, do jakiego należy narodu, jakie szanuje i czci albo jakie odrzuca wartości. Wszystkie przepastne różnice fizyczne i duchowe, materialne i kulturalne dzielące potomstwo izraelskich pokoleń nie mają w tej optyce żadnego znaczenia - oni wiedzą lepiej, a stereotypowe obrazy wroga czy - jak zwykł je nazywać Aleksander Hertz - trafarety są niezbędnym wspornikiem całego ich poglądu na świat. Bez dręczącej go nienawistnej obsesji antysemita utraciłby orientację w świecie.


"Żydów jako społeczności w Polsce już nie ma - pisał Hertz w zakończeniu wstępu, który trzeba było wyłączyć 15 lat temu. - Ale został antysemityzm. I jest on dziś nie mniej groźny niż wtedy, gdy w Polsce żyła, tworzyła i cierpiała wielomilionowa rzesza żydostwa polskiego. Pod pewnymi względami jest bodaj jeszcze groźniejszy". Z właściwą sobie powściągliwością nie dopowiedział, dla kogo jest groźniejszy.


Ostatnie publikacje prasowe socjologa Ireneusza Krzemińskiego, oparte na powtórzonych po dziesięciu latach badaniach, cokolwiek sądzić o ich metodologii, zdają się potwierdzać (jeśli to potwierdzenia wymaga) nieustającą żywotność antysemickich klisz w niemałej części populacji. Zjawisko to wydaje się groźne dla kultury życia publicznego w Polsce i nie przynosi pociechy spostrzeżenie, że podobna tendencja daje o sobie znać także w innych stronach Europy. Zarazem wypada zdać sobie sprawę z tego, iż próby zwalczania stereotypów i obsesji za pomocą wiedzy i argumentów racjonalnych przynoszą nikłe rezultaty. Autorowi "Żydów w kulturze polskiej" wniosek taki nie byłby obcy.


Aleksander Hertz "Żydzi w kulturze polskiej", wstęp Czesława Miłosza. Biblioteka "Więzi", Warszawa 2003. Edycja, niestety, nie dość staranna, omyłki z pierwszego wydania przeszły niedostrzeżone do drugiego i doszły nowe. Należało dodać przypisy redakcyjne tam, gdzie autor mówi o niekoniecznie znanych polskiemu czytelnikowi pisarzach i dziełach. Szkoda też, że wydawca zrezygnował z użytecznej przedmowy Jana Górskiego do wydania z roku 1988; rozumiem, że wypadało ustąpić miejsca Czesławowi Miłoszowi, ale można było tekst Górskiego (ostatni bodaj, jaki przed śmiercią napisał) zamieścić na końcu książki.


*Jerzy Jedlicki (ur. 1930) - historyk, publicysta. Zajmuje się historią społeczną i historią idei XIX i XX w. Profesor w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, gdzie kieruje pracownią dziejów inteligencji. Wydał m.in.: "Jakiej cywilizacji Polacy potrzebują" (1988), "Źle urodzeni, czyli o doświadczeniu historycznym" (1993), "Świat zwyrodniały. Lęki i wyroki krytyków nowoczesności" (2000)