E-mail

English







Wywiad Adama Michnika z prezydentem Rosji

Gazeta Wyborcza, 19 01 02

Adam Michnik: Panie Prezydencie, mieliśmy wspólnego przyjaciela, Anatolija Sobczaka [jeden z liderów demokratycznych ruchów w Rosji na przełomie lat 80. i 90., mer Sankt Petersburga, przez kilka lat przełożony Putina - red.]. Anatolij powiedział mi kiedyś, że problem Rosji polega na tym, że już macie wolność, ale wciąż nie macie demokracji. Pan z kolei kiedyś przyznał się, że jest za demokracją sterowaną.


Władimir Putin: - Nie pamiętam, gdzie mówiłem o demokracji sterowanej, i teraz byłoby mi trudno wyjaśnić ten termin. Ale jeśli pana interesuje moje podejście do budowania w Rosji demokracji, to powiem: Nie musimy na nowo wymyślać koła. Trzeba iść drogą, po której idą wszystkie rozwinięte kraje.


Diagnoza Anatolija Sobczaka sprzed prawie dziesięciu lat zachowała aktualność, choć tak wiele się zmieniło. Wolności jest u nas dużo, ale instytucji demokratycznych takich jak wolność słowa czy partie polityczne - mało.


Rozwój kraju znalazł się na etapie przejściowym. Koniecznie musimy stworzyć trwałą, dobrze działającą bazę prawną dla demokracji. Demokracja to przecież nie anarchia. To reguły zapisane w ustawach przyjętych przez parlament w zgodzie z konstytucją.


I my idziemy po tej drodze. Pewnie i konsekwentnie.


W ubiegłym roku przyjęliśmy ustawę o partiach, by stworzyć w Rosji ogólnokrajowe, silne organizacje polityczne, które reprezentują interesy różnych grup i warstw. Dopiero kiedy osiągniemy równowagę między interesami różnych grup wyrażanymi przez takie partie, to będzie można mówić o stabilnej demokracji.


Powinniśmy też tworzyć społeczeństwo obywatelskie, pomagać związkom zawodowym przejmować nowe funkcje i - wcale nie w ostatniej kolejności - zapewnić ekonomiczne podstawy wolnych mediów. One i u nas, i u was przez lata były nazywane szkołą komunizmu, choć trudno zrozumieć, jaką były szkołą, skoro pracowały w warunkach monopolu władzy.


Pan tak chwali ustawę o partiach, ale padają zarzuty, że ta właśnie ustawa może zablokować tworzenie się w Rosji nowych partii.


- Nic podobnego. Ta ustawa może zablokować tylko anarchię. Dopóki w oparciu o nią nie powstanie u nas normalny, zdolny do samodzielnego życia system wielopartyjny, nie będzie demokracji parlamentarnej w pełnym tego słowa znaczeniu. Będą tylko nieduże grupy polityczne, realizujące dzięki wyborom parlamentarnym interesy konkretnych osób. Dla państwa, które znalazło się na etapie przejściowym swego rozwoju, taki wariant może być czasowo do przyjęcia. Ale w dłuższej perspektywie tak nie może być.


Żaden prezydent Rosji nie miał tak wysokiego jak Pan poparcia społecznego. Ale pamiętamy siły, które przeszkadzały i Michaiłowi Gorbaczowowi, i Borysowi Jelcynowi. A jakie są zagrożenia dla Pańskiej polityki?


- Wolę mówić nie o zagrożeniach, lecz o problemach, trudnościach. Mają je wszystkie kraje tzw. byłego bloku wschodniego. Przede wszystkim chodzi o nastawienie ludności do państwa, o oczekiwania, jakie ludzie mają wobec władzy. Całkiem niedawno, kiedy zarówno w Polsce, jak i w ZSRR państwo wszystko monopolizowało, w sposób naturalny także za wszystko odpowiadało. I tak było przez dziesięciolecia, choć u nas o wiele dłużej niż u was. Dlatego w Rosji przekonanie, że państwo ma obowiązek rozwiązać wszystkie problemy obywatela, jest bardziej zakorzenione. Niestety, trwa to do dziś.


Rosjanie już rozumieją, że nie ma alternatywy dla gospodarki rynkowej i demokracji, bo inna droga rozwoju to zastój i zacofanie. Ale wciąż nie rozumieją, że państwo w takich warunkach nie może za wszystko odpowiadać. A to poważny problem.


Jak go rozwiązać? Trzeba działać rozważnie, taktycznie, żeby każdy obywatel zrozumiał i stał się zwolennikiem idei, zgodnie z którą od jego postawy, od postawy jego rodziny i mieszkańców jego regionu, od jakości ich pracy zależy też położenie materialne każdego człowieka, obwodu i całego kraju. Powinna nastąpić personifikacja własnego wkładu w ogólny stan gospodarki i dobrobytu całego narodu. Ale to długi i złożony proces.


We wszystkich krajach postkomunistycznych obserwujemy nostalgię za czasami komunistycznymi. I w Polsce, i w Niemczech wschodnich. A w Rosji? Czy Pan się nie boi sił przeciwnych Pańskiej polityce? Odrzucających zarówno gospodarkę rynkową, jak i Pańską przyjaźń z Ameryką po 11 września? Gazety komunistyczne nazywają Putina zdrajcą ojczyzny, kapitulantem.


- Po pierwsze, mnie nie wolno się bać. Gdybym miał się bać, to lepiej było nie wprowadzać się do gabinetu prezydenckiego. Po drugie, rzecz nie w tym: bać się czy nie bać. Rzecz w tym, by zrozumieć, co my tu robimy i czy to robimy dobrze. A uważam, że robimy prawidłowo.


Istota sprawy zawsze tkwiła i tkwi w szacunku dla własnego narodu. Ten szacunek powinien się przejawiać w cierpliwym wyjaśnianiu swego stanowiska. Nigdy nie należy przyjmować, że wszystko, co robisz, będzie przez wszystkich przyjmowane z entuzjazmem.


Trzeba konsekwentnie i cierpliwie wyjaśniać, co takie czy inne działania kierownictwa państwa dadzą całemu krajowi i zwykłemu obywatelowi Rosji. Jestem pewny, że nawet prosty obywatel jest w stanie pojąć, na czym polega interes państwa.


A kto u nas może chcieć konfrontacji Rosji z całym światem i z jednym z wiodących państw świata - Stanami Zjednoczonymi? Kto jest tym zainteresowany? Takich ludzi nie ma.


Czyżby? W Rosji ich nie ma?


- Są grupy osób, które kierują się swoimi interesami, myślą, jak wrócić do władzy albo jak zdobyć władzę. Ale to nie ma nic wspólnego z interesami narodowymi. A skoro już mówimy o niezadowolonych. Wiele razy słyszałem, że generałowie w Rosji są niezadowoleni z tego, co robi prezydent... Ale mogę panu powiedzieć, że nasi generałowie w niczym nie są gorsi od cywilów. To mądrzy ludzie. A już na pewno nie są gorsi od generałów w innych krajach. Znakomicie pojmują, czym jest konfrontacja międzynarodowa. Rozumieją sprzężenie między rozwojem sił zbrojnych i gotowości bojowej a osłonami socjalnymi dla wojskowych i sytuacją gospodarki. Takie zrozumienie istnieje - zapewniam pana. Aby podnieść poziom sił zbrojnych, trzeba zapewnić rozwój gospodarki. Z kolei dla rozwijania gospodarki konieczne są korzystne uwarunkowania zewnętrzne. I dlatego musimy układać swoje stosunki i z Europą, i ze Stanami Zjednoczonymi. Z partnerami, którzy są daleko od granic Rosji, i z naszymi partnerami tradycyjnymi, takimi jak Polska.


Można pytać o taktykę, o tempo przemian. Ale to już bardziej sprawa smaku i - powtarzam - taktyki. Naprawdę nie ma w Rosji poważnych przeciwników rozwoju dobrych stosunków z wiodącymi państwami świata, w tym z NATO. Bo to w niczym nie przeczy głównemu zadaniu kierownictwa kraju, jakim jest wzmacnianie pozycji państwa i podnoszenie poziomu życia narodu.


Wielu ludzi uważa, że prezydenta Putina nie da się zaszufladkować. Ni to lewicowy, ni prawicowy, ni 'zapadnik', ni słowianofil...


- Wspomniał pan naszego wspólnego przyjaciela. Sobczak był właśnie takim człowiekiem. Dla niego nie było żelaznych autorytetów ani z lewa, ani z prawa. Jeśli widział, że ktoś z jego tradycyjnych sojuszników z opozycji demokratycznej myli się, to całkiem wprost i ostro o tym mówił. Zawsze też - jak były powody - krytykował lewą stronę naszej sceny. To jedyne prawidłowe podejście.


Zaczęliśmy rozmowę od tego, że należy pragmatycznie tworzyć stosunki między naszymi krajami w oparciu o wzajemne interesy. Tak samo powinno być w innych dziedzinach. Musimy poznawać istotę każdego problemu, badać go i podejmować decyzje, wychodząc nie od założeń ogólnopolitycznych, ale od interesów kraju. Wtedy będziemy sobie radzić z problemami.


Nie wolno przy tym kierować się schematami i ogólnikami, trzeba mówić o konkretach, wtedy wszystko staje się zrozumiałe. Nawet tzw. sondaże opinii potrafią być bezsensowne. Znajomy opowiedział mi, że 1 stycznia przeprowadzono sondaż przez telefon. 13 proc. odpowiedziało "halo", 25 proc. - "słucham?", pozostali nie mieli zdania... I jakie wnioski można z tego wyciągnąć?


Byłem jeszcze wtedy młodym człowiekiem, ale pamiętam dyskusję między Aleksandrem Sołżenicynem a Andriejem Sacharowem. Czy jej temat jest jeszcze w Rosji aktualny?


- Co pan ma na myśli? Proszę przypomnieć.


W 'Liście do przywódców Związku Radzieckiego' Sołżenicyn sformułował tezę, że w Rosji nigdy nie będzie ustroju demokratycznego. Sacharow odpowiadał, że Rosja to normalny kraj i demokracja jest tu możliwa tak jak gdzie indziej.


- To zależy od tego, co Sołżenicyn i Sacharow mieli na myśli. Może oni mówili o tym samym? Ale znamy oryginalność poglądów Aleksandra Sołżenicyna. Kocha rosyjską historię i tylko na niej się opiera, gdy analizuje teraźniejszość i rozmyśla o przyszłości. Rosja ma oczywiście swoją specyfikę, jak każdy kraj. Są jednak ogólne zasady, bez których się nie obejdziemy, budując Rosję. Są wśród nich podstawowe zasady demokracji i wolności.


A jak do słów o budowaniu normalnej demokracji ma się likwidacja przed rokiem opozycyjnej telewizji NTW i niedawna próba likwidacji telewizji TW-6? Czy to nie tworzy zagrożenia dla wolności słowa, dla opozycji, dla demokracji właśnie? A likwidacja gazety 'Siewodnia'?


- Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałem, co się stało z gazetą 'Siegodnia'. Pierwszy raz słyszę, że przestała istnieć. O NTW i TW-6 oczywiście nie mogłem nie wiedzieć. Tu jest kilka aspektów. Pierwszy, czysto prawny. Kiedy słyszę zarzuty o dławieniu demokracji, nie rozumiem, czego od nas chcą. Czy chcą, żebyśmy wykorzystując tzw. prawo telefoniczne mieszali się w prerogatywy sądu? [Najwyższy Sąd Arbitrażowy nakazał na początku stycznia likwidację ostatniej niezależnej od Kremla stacji TW-6, ale powszechnie uważa się, że wyrok wydano z inspiracji władz - red.]? To co, lepiej, żeby organy administracyjne rozkazywały niezależnej władzy sądowej, co ma robić? Czy to byłoby zgodne z demokracją?! Na pewno nie. To dotyczy NTW i tym bardziej TW-6. Tym bardziej, że w obu sprawach spór prowadzą między sobą niezależne podmioty gospodarcze, z którymi państwo nie ma praktycznie związku.


Lepiej mówić o istocie sprawy. Wolne media są u nas dopiero w stadium powstawania. Powinniśmy im pomóc - stworzyć bazę ekonomiczną, dzięki której mogłyby działać, bez utrzymywania przy życiu tylko dzięki wsparciu finansowemu właścicieli, którzy stają się 'gospodarzami' redakcji. Inaczej pełnowartościowego państwa demokratycznego nie będzie.


Tu nie wolno zostawić żadnych wątpliwości. Zwłaszcza że po rozpadzie Związku Radzieckiego pojawiło się u nas zagrożenie, że rozwój Rosji pójdzie drogą oligarchiczną. Pojedynczy ludzie - przybliżywszy się do władzy, a częściowo monopolizując ją - wpływali na procesy polityczne, nie kierując się interesem ogólnonarodowym i lekceważąc instytucje demokratyczne. Więcej, oni wykorzystywali organy władzy dla realizacji grupowych interesów, gromadząc materialne zasoby otrzymane - często sprzecznie z prawem - w wyniku m.in. prywatyzacji.


Ile na ten temat mówiły media na Zachodzie! Jak wiele i z jakim zatrwożeniem. Bo u nas często bywa tak, że człowiek, który, napiwszy się wódki, dał po mordzie sąsiadowi, dostaje pięć lat za chuligaństwo. Tego, kto ukradł worek kartofli, też sadzają. A ten, kto drogą sprzeczną z prawem wszedł w posiadanie majątku o wartości dziesiątków czy setek milionów dolarów, to już działacz polityczny.


Ci ludzie nie mają nic wspólnego z demokracją. Kiedy podporządkowują sobie środki masowego przekazu, bronią nie wolności słowa, lecz swoich interesów.


Powtarzam - żeby stworzyć bazę dla prawdziwie wolnej prasy, należy stworzyć jej warunki ekonomiczne. Nad tym będziemy pracować równolegle, wzmacniając system sądowy i administracyjny.


Na zlecenie naszej redakcji Rosyjski Ośrodek Badania Opinii przeprowadził w Rosji sondaż lustrzany wobec zrobionego w Polsce badania o teraźniejszości i przeszłości stosunków Polska - Rosja. Na pytanie, czy Polska powinna mieć poczucie historycznej winy wobec Rosji, 'tak' odpowiedziało aż 30 proc. ankietowanych Rosjan. Badani mieli pretensje do Polski za brak wdzięczności za ofiary, które Armia Czerwona poniosła w walkach z Niemcami na ziemiach polskich i za to, że w Polsce działają czeczeńskie centra informacyjne.


- Mój komentarz będzie może zaskakujący. Ja wolę lubić Polskę za to, że podarowała ludzkości Chopina. Wolę was lubić za Mickiewicza. Za polskiego ducha i za polski charakter. A moje zatroskanie wynika raczej z tego, że mamy tak dużą nierównowagę w wymianie handlowej. Mamy tyle wspólnych interesów, że właśnie te problemy, problemy dnia dzisiejszego, powinniśmy wspólnie rozwiązywać. A jeśli zaczniemy, jak ludzie we wspólnej kuchni, przeszkadzać sobie nawzajem, dłubiąc się w starych problemach czy problemikach, to nie będziemy myśleć o przyszłości. Pozwolimy dawno umarłym sprawom ciągnąć się za rękaw i nie posuniemy się do przodu. To byłby błąd.


Kto jest Pańskim ulubionym rosyjskim pisarzem?


- Dostojewski, Tołstoj. Bardzo lubię Lermontowa. Także Błoka, Mandelsztama.


Mandelsztama? Wydawaliśmy go jeszcze w wydawnictwie podziemnym w czasie dyktatury... Ale wróćmy do polityki. Była taka wewnątrzrosyjska debata: czym jest Rosja? Czy to Europa czy Eurazja, czy - jak się mówi czasem - Azjopa? Jaki jest Pański punkt widzenia? Czy Rosja to kraj euroazjatycki czy europejski?


- Wie pan, ja mam ogromny szacunek dla akademika Dimitrija Lichaczowa. Trudno nie zgodzić się z nim, że istotą każdego kraju jest jego kultura. Pod względem geograficznym Rosja to oczywiście kraj euroazjatycki. Ale nie zapominając o ogromnych różnicach poziomu życia pomiędzy nami a Europą Zachodnią, przyznajmy, że i tu, i tam mieszkają ludzie tej samej kultury. I w tym sensie Rosja jest krajem europejskim. Nie może być wątpliwości. To tak, jakby pytać o Australię, czy to kraj europejski, czy azjatycki? Albo o Stany Zjednoczone.


Oczywiście nie ma kultury europejskiej bez Prokofiewa, Dostojewskiego, Czechowa, Czajkowskiego... Ale nie wszyscy rosyjscy inteligenci tak jednoznacznie odpowiedzieliby, że Rosja to Europa.


- To prawda, że pytanie, które pan zadał, jest odwiecznym zagadnieniem naszego życia. Rosja to oczywiście kraj specyficzny, ze swą bogatą historią, swoimi osobliwościami. Ale każdy kraj ma osobliwości. Rosja w tym sensie niczym nie odróżnia się od innych krajów europejskich. Ale jest krajem kultury europejskiej, czyli - europejskim.


A jakie jest miejsce Stalina w historii Rosji?


- Hm, to nieco prowokacyjne pytanie.


Trochę?


- No, trochę... Cha, cha... Stalin. Oczywiście dyktator. Nie ma wątpliwości. Człowiek, który w dużym stopniu kierował się tylko dążeniem do zachowania władzy. I to wiele wyjaśnia. Problem w tym, że pod jego kierownictwem kraj zwyciężył w drugiej wojnie światowej i to zwycięstwo w znacznym stopniu związane jest z jego imieniem. Głupio byłoby ignorować ten fakt. Ot, taka moja niepełna odpowiedź...


Ale czy on był bliżej Iwana Groźnego czy Piotra I...


-...Tamerlana.


Nie ma Pan nic przeciwko nazywaniu Pana pragmatykiem. Ale czy jest w Pańskim pragmatyzmie miejsce dla idei rosyjskiej. I jaka jest ta idea dziś - w postradzieckiej Rosji, bez Związku Radzieckiego? Bo w przeszłości idea zamieniała się w program ekspansji. Gdzie zatem tkwią korzenie Pańskiego myślenia o współczesnej Rosji?


- Odpowiedź jest prosta. Moja idea to ekonomiczne oswojenie ogromnych terytoriów, które znalazły się pod kontrolą Federacji Rosyjskiej. Wspólna z Europą i z resztą cywilizowanej ludzkością praca nad oswojeniem tych przestrzeni, połączona z podnoszeniem dobrobytu narodu rosyjskiego. I naturalnie integracja - polityczna, ekonomiczna i obronna - ze strukturami krajów cywilizowanych.


A przyszłość WNP?


- Zależy od samych krajów, które powstały na szczątkach Związku Radzieckiego. Wiele z nich - po przejściu własnej drogi rozwoju - tak jak Rosja znajdzie się w sferze wpływów kultury europejskiej, a jednocześnie zachowa swą specyfikę. Powinniśmy mieć na uwadze ten element, wykorzystywać go. To może być istotny, pozytywny czynnik rozwoju przyszłej Europy.


Według wielu obserwatorów w Rosji jest więcej wolności, więcej demokracji niż w innych postradzieckich państwach.


- Byłoby niestosownie, gdybym odpowiedział bez zastrzeżeń. Nie mogę się zgodzić, że w Rosji jest więcej demokracji niż w innych krajach. To by przecież znaczyło, że uważam, że w innych krajach jest ich mniej. Dlatego wolałbym mówić o Rosji, a nie komentować sąsiadów. Zresztą niektórzy z nich poszli pod względem np. gospodarki rynkowej dalej niż Rosja. Na przykład Kazachstan, gdzie przyjęto kilka ustaw o rynku, które mogłyby być dla nas wzorem. A z kolei nasza ustawa o partiach mogłaby być wzorem dla innych.


A jak w perspektywie budowania demokracji widzi Pan problem Czeczenii? Co będzie z Czeczenią, panie prezydencie?


- Tu nie ma niczego nadzwyczajnego. Znamy prahistorię problemu. Wiemy, jak to wszystko się rozwija od stuleci. Wiele razy o tym mówiłem publicznie. Mogę tylko powtórzyć: widzimy w Czeczenii piorunującą mieszankę międzynarodowego terroryzmu i separatyzmu, z dodatkiem skrajnych przejawów fundamentalizmu islamskiego.


Co do międzynarodowych terrorystów tu nie trzeba niczego udowadniać. Muszą być albo osądzeni i izolowani, albo unicestwieni. I to się teraz odbywa. Tak jak w Afganistanie, gdzie nie wywołuje to u nikogo żadnych wątpliwości. Nikt nie chce popierać skrajnych form fundamentalizmu.


Z problemem separatyzmu stykają się prawie wszystkie kraje świata. I wielkie, jak Indie, i liczne państwa Europy. I w Europie Zachodniej, i tym bardziej we Wschodniej. Nawet nie chcę wymieniać, żeby nie straszyć. Jeśli tylko pozwolimy sobie wesprzeć separatyzm w jednym miejscu Europy, próbom przestawiania granic nie będzie końca. A szczególnie w Europie Wschodniej.


My nie popieramy separatyzmu w innych krajach i liczymy, że separatyzm w Rosji też nie będzie wspierany. Mówiłem o Europie, ale odejdźmy trochę dalej. Naród kurdyjski walczy o swą niezależność. Ile to już lat? 40 mln ludzi, którzy żyją w kilku krajach, w tym połowa w Turcji. I co? Wspierać oddzielenie kurdyjskich terytoriów od rządzonych w sposób stabilny państw? To byłaby polityka skrajnie krótkowzroczna. Zauważmy, że terroryzm, fundamentalizm i inne przejawy ekstremizmu rozwijają się najlepiej na terytoriach, które nie podlegają kontroli rządów uznanych przez społeczność międzynarodową. Do tego nie powinniśmy dopuścić w żadnym wypadku.


To wszystko nie znaczy, że nie powinniśmy brać pod uwagę zgodnych z prawem żądań jakiegoś narodu. To w pełnej mierze dotyczy i narodu Czeczenii. Nasza armia w rzeczywistości nie prowadzi tam działań bojowych, tylko operacje lokalne. A równolegle trwa dialog polityczny z ludnością, z tymi, którzy chcą tego dialogu. Tylko w dialogu można znaleźć ostateczne rozwiązanie. Mamy zamiar iść tą drogą.


Papież Jan Paweł II, Polak, bardzo chciałby przyjechać do Moskwy. Czy to marzenie się spełni, zależy także od Pana.


- Być może zwrócił pan uwagę, że odnoszę się do Papieża z ogromnym szacunkiem. Byłem u niego w Watykanie. Jestem mu wdzięczny, że mnie tam ciepło przyjmował. Wspomnienie tego spotkania jest mi drogie. Może to zabrzmi nieoczekiwanie, ale my też mamy poczucie dumy z tego, że jeden z przedstawicieli narodów słowiańskich został papieżem, że to Polak. Dla nas, Rosjan, to szczególnie przyjemne.


W stosunkach między Rosją a Watykanem nie ma żadnych problemów. W każdej chwili gotów jestem zaprosić Papieża. Ale on sam - jeśli ma już jechać do Moskwy - chce, żeby to była wizyta pełnowartościowa, co oznacza nawiązanie pełnych stosunków z Rosyjską Cerkwią Prawosławną. A to już, niestety, ode mnie nie zależy. Mogę tylko pomagać, zachęcać do pełnoprawnych stosunków między Kościołami. I w tym kierunku - zapewniam pana - pracuję. Ale to jest ten przypadek, gdy należy mniej mówić, a więcej działać, przejawiając i takt, i cierpliwość. Zobaczymy, czym to się zakończy.


Czy wierzy Pan, że za Pańskiej kadencji Rosja powita polskiego Papieża?


- Tak, i to jest miła nadzieja. Powtórzę: to rodzi nawet jakieś poczucie dumy.


Wywiad dla "Gazety" odbył się w poniedziałek wieczorem na Kremlu. W rozmowie uczestniczył też korespondent 'Gazety' w Moskwie Wacław Radziwinowicz



Wypowiedź Putina dla TVP


Nim zaczął się wywiad dla 'Gazety', prezydent Rosji odpowiedział na pytanie Telewizji Polskiej.


Jan Różdżyński, Telewizja Polska: W minionej epoce obowiązywało hasło, że między naszymi narodami króluje przyjaźń i braterstwo. Teraz wolimy mówić o interesach. Z czego w naszych stosunkach dwustronnych jest Pan zadowolony, a co chciałby Pan zmienić?


- Takie postawienie kwestii w pełni nam odpowiada. Jeśli mówimy o wspólnych interesach, to znaczy, że budujemy stosunki na solidnym fundamencie, myśląc o dłuższej perspektywie. Nie zapominajmy, że między nami są nie tylko stare, historyczne problemy. Wiąże nas też - i to bardzo wiele - pozytywnych zjawisk z przeszłości. Wystarczy wspomnieć o przyjaźni Mickiewicza i Puszkina.


Chociaż Polacy stale walczyli o wolność i niepodległość, zarówno z sąsiadami z zachodu, jak i ze wschodu, sympatie dla waszego narodu zawsze były w Rosji obecne. I ludzie pozbawieni uprzedzeń dobrze o tym wiedzą.


Na bazie tej wzajemnej sympatii można budować stosunki ekonomiczne i mówić o dwustronnych interesach. Dziś wymiana handlowa między nami to ponad 5,5 mld dolarów. Poważna suma, ale mamy do czynienia ze znacznym deficytem z polskiej strony. I to nas wcale nie cieszy, bo to świadczy o nierównowadze. Powinniśmy osiągnąć równowagę!


I Rosja, i Polska winny być zainteresowane rozwojem związków gospodarczych. Na to zwracaliśmy szczególnie wiele uwagi w rozmowach z prezydentem i z premierem Polski. Kierunki takiej dobrej współpracy już są. To przede wszystkim projekty infrastrukturalne. I w tym sensie Polska może w pełni zająć to miejsce, które prawie zawsze w historii zajmowała - mostu między Wschodem a Zachodem w najlepszym znaczeniu tego słowa. I będzie wykorzystywać swoje położenie uczestnicząc w rozwijających się programach energetycznych między Rosją a Europą, i w programach transportowych. A także podnosząc niektóre działy gospodarki u siebie i pomagając podnosić je nam. Mam na myśli rolnictwo, górnictwo.
Jest dobre polskie przysłowie: "Zgoda buduje, niezgoda rujnuje". My w Rosji staramy się o tym nie zapominać.


Wywiad dla "Gazety" odbyl się na Kremlu 15 stycznia 02