E-mail

English







ZBYSZEK ROMANIUK

Janina Zawadowska

(na podstawie wywiadu w dniu 27 kwietnia 2002)


"Moje zainteresowanie tematyką żydowską zaczęło się około roku 1985" - mówi Zbigniew Romaniuk, historyk z Brańska, miasteczka we Wschodniej Polsce. "Chciałem napisać książeczkę o naszym mieście, o jego historii".


W Brańsku zawsze mieszkali ludzie różnych narodowości i religii, byli Niemcy, Białorusini, Tatarzy i mniej więcej było wiadomo, co się z nimi stało w czasie wojny i po wojnie. Jedni wyjechali na Zachód, inni na Wschód, zostali prawie sami Polacy. Ale z opowiadań wynikało, że "mieszkał tu jeszcze ktoś". Został po nich cmentarz różny od tych, które znamy, jakieś ruiny, domy zasiedlone po wojnie przez innych mieszkańców... Starsi ludzie, Polacy, mówili o tym niechętnie: byli tu... teraz ich nie ma... Trudno im było wtedy rozmawiać ze Zbyszkiem, który miał zaledwie dwadzieścia dwa lata i tak bardzo chciał wiedzieć, jak to było... A przecież przed samą wojną to właśnie Żydzi stanowili ponad połowę mieszkańców tego miasta. I tak się zaczęły jego poszukiwania...


"Ja w życiu nie widziałem do tamtej pory ani jednego Żyda", mówi Zbyszek, "nie miałem więc kogo zapytać, jak opowieść o wspólnym życiu w Brańsku wygląda z ich strony". Czy żyją jacyś świadkowie, gdzie ich szukać? Jego przyjaciel, Tomasz Wiśniewski, dał mu adresy największych gazet żydowskich w Kanadzie, USA, Brazylii, Argentynie, Republice Południowej Afryki, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii. W odpowiedzi na ogłoszenia, które się tam ukazały, przyszło wkrótce do Zbyszka kilkadziesiąt listów ze wszystkich możliwych stron świata.


Wśród nich był list od Nathana Kaplana. Rodzice Kaplana pochodzili z Brańska. List Nathana skierowany do Urzędu Miejskiego, wędrował przez parę miesięcy po" urzędowych" tłumaczach, aż trafił do Zbyszka. Wkrótce rozwinęła się między nimi korespondencja, w sumie blisko dwieście listów tropionych przez komunistyczną cenzurę, docierających do adresata "w stanie uszkodzonym, okradzionych w RFN (!), nagumowanych" (sic!) - tak oto kolejne pieczątki poczty, a raczej służb bezpieczeństwa, tłumaczyły nieudolność swoich kontrolerów.


Korespondencja z innymi dawnymi mieszkańcami Brańska zaowocowała dalszymi kontaktami. Wkrótce przyjechała z Izraela grupa Żydów, dawnych mieszkańców tego miasta. Zdziwili się, jak wiele o dawnym Brańsku wie Zbyszek Romaniuk, jak wszystko się zgadza na jego planie miasta, gdzie były bóżnice, domy, sklepy. Nabrali zaufania do Zbyszka. Potem przyjechała następna grupa. Przysłali zaproszenie i Zbyszek wyjechał na pół roku do Izraela. Po krótkim czasie "bycia gościem" trzeba było poszukać pracy, żeby się utrzymać, a jednocześnie jak najwięcej zobaczyć, poznać ludzi, ich obyczaje, śluby, pogrzeby, posłuchać ich wspomnień z Polski i opowiedzieć o Jej obecnych realiach. Te ostatnie zwłaszcza budziły zdziwienie; "to wy macie lodówki, łazienki, telewizję?" - wspomnienie z ubogiej, szarej, biednej Polski uparcie nakładało się na obraz przedstawiany przez Zbyszka.


Było przy tym wiele miłych doświadczeń; starsza pani słysząc go rozmawiającego po polsku wzruszyła się: "o, jaka piękna polska mowa, tak dawno nie słyszałam..." Z pobytu w Izraelu Zbyszek wyniósł wiele doświadczeń i dużą wiedzę, która ułatwiła mu dalsze badania w Polsce.


Jak każdy człowiek badający stosunki polsko - żydowskie Zbyszek ma niełatwe życie, szczególnie po realizacji filmu "Sztetl" autorstwa Mariana Marzyńskiego, polskiego Żyda mieszkającego od lat w Ameryce.
Film Marzyńskiego mówi o dzisiejszym Brańsku, jego mieszkańcach, o Nathanie Kaplanie szukającym swych korzeni i o Zbyszku Romaniuku poszukującym prawdy. Jednakże po obejrzeniu filmu "Sztetl" niektórzy mieszkańcy zaczęli go szykanować. Pewne jego sceny pokazywały i ciemne strony polsko-żydowskiej przeszłości. Zbyszek stracił stanowisko sekretarza miasta (wiceburmistrza). Ale dziś znów jest radnym, co świadczy, że jednak większość ludzi w mieście akceptuje jego działania.
.
Brańsk należał do tych miast na Wschodzie Polski, gdzie mimo że Niemcy zorganizowali rozbicie pomnika, a następnie "pogrzeb Lenina" nie od razu nastąpił mord społeczności żydowskiej, jak w Jedwabnem. Kilkudziesięciu Żydów zginęło jednak później wskutek denuncjacji Polaków, ale duża część ludności starała się pomagać Żydom. Czternaście rodzin, to znaczy w sumie kilkadziesiąt osób, z Brańska i okolic zostało wyróżnionych medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" przez Instytut Yad Vashem. Jeśli tę liczbę odniesiemy do liczby mieszkańców Brańska, to jest to zapewne jeden z najwyższych, albo wręcz najwyższy wskaźnik na świecie! Po wojnie także i tu odbyły się procesy kolaborantów, zapadły wyroki od kilku do kilkunastu lat więzienia.


Tu zresztą nie do przecenienia jest rola miejscowego proboszcza. Ksiądz Bolesław Czarkowski, narodowiec, który przed wojną chciał oddać część pomieszczeń parafialnych na siedzibę lokalnej Endecji, przez całą wojnę sam pomagał i zachęcał swoich parafian do pomocy ukrywającym się Żydom. W swoich kazaniach mówił, "aby Polacy nie przykładali ręki do morderstw niemieckich oraz piętnował tych, którzy wspomagają hitlerowców"1. Wikary tej parafii zginął zamordowany przez Niemców za pomoc Żydom.
Około 2 tys. Żydów brańskich Niemcy zgładzili na miejscu lub wywieźli do Treblinki. Jak wszędzie, niektórym z nich (ok. 300 osób) udało się ukryć, następnie jednak duża ich cześć została schwytana przez Niemców, częściowo z winy Polaków, ale także 70 Żydów, którzy ukryli się w getcie, zostało wydanych przez swego współwyznawcę, Isaja Cukiera, i zamordowanych razem z nim przez Niemców.


Ta cała trudna dla wszystkich zainteresowanych stron historia nie ułatwia życia Zbyszkowi. Polacy mają mu za złe, że pisze o tym, czego się wstydzą, dostaje niemiłe telefony, ukazują się różne artykuły w lokalnej prasie, napisy na domu.


Z drugiej strony Żydzi z zagranicy po obejrzeniu filmu "Sztetl" czuli się dotknięci, bo według filmu nie było o ich życiu w Brańsku mowy w czasie obchodów 500-lecia miasta. Ta scena filmu nie jest jednak zgodna z prawdą, bo akurat o brańskich Żydach Zbyszek zgromadził i prezentował w czasie obchodów najwięcej materiałów, dokumentów i pamiątek.


Żydowska przeszłość Brańska zaznacza się także szczątkami żydowskiego cmentarza, kirkutu. Poprzewracane i porozwlekane w wielu miejscach miasteczka nagrobki Zbyszek zbiera cierpliwie i umieszcza na kirkucie. Poznał na tyle hebrajski, że odczytuje napisy, nazwiska zmarłych brańskich Żydów. Zbyszek ma ogromną wiedzę o tym, co wydarzyło się w Brańsku, nieustannie zdobywa nowe fakty, konfrontuje je z dotychczas znanymi, na każde zjawisko stara się spojrzeć "z obu stron".


"Zbyszek reprezentuje coś, co nazwałabym historyczną uczciwością" - powiedziała o nim Eva Hoffman2, autorka książki "Sztetl". Książka ta powstała po filmie Marzyńskiego, ale dotyczy tych samych miejsc i czasu i podobnie jak Marzyński w filmie, autorka korzystała w dużym stopniu z materiałów zgromadzonych przez Zbyszka.


Jednakże jego praca doktorska nie dotyczy holokaustu. "Trzeba jeszcze poczekać ze dwadzieścia lat zanim powstaną prawdziwie naukowe dzieła na ten temat" mówi Zbyszek. Tematyka jego pracy dotyczy historii Żydów w obwodzie Białostockim w okresie rozbiorów. Zebrał już ogromną ilość dokumentów, rozproszonych po różnych archiwach. Duża ich część jest na Białorusi w Grodnie, co powoduje dodatkowe komplikacje. Często docierał do nich jako pierwszy historyk.


Miejmy nadzieję, że praca ta rzuci nowe światło na trudne relacje Żydów i innych społeczności na wschodnich terenach Polski.


Janina Zawadowska - były dyrektor Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, były dyrektor Liceum dla młodzieży nieprzystosowanej społecznie, obecnie prezes stowarzyszenia nauczycielskiego "Towarzystwo Rozwijania Inicjatyw Oświatowych

 

1.Z. Romaniuk, "Brańsk i okolice w latach 1939-1953" Ziemia Brańska t. VI

2.P. Litka "Ocalanie pamięci", wywiad z Evą Hoffman, Midrasz, 1, (57), 2002